~ Niall ~
Właśnie wysiadłem z Nath na rękach. Zapłaciłem taksówkarzowi i ruszyłem w stronę szpitala.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc?- zapytała mnie recepcjonistka.
- Dzień dobry. Ona zemdlała, a nigdy wcześniej jej się to nie zdarzało.- powiedziałem na jednym tchu.
- Dobrze, zaraz kogoś po pana wyślę. Proszę usiąść i poczekać.- zrobiłem to co powiedziała.
Siedziałem na plastikowym krześle, a Nath ułożyłem na dwóch siedzeniach obok, a jej głowę położyłem sobie na kolanach. Nie wiedziałem co mam robić, więc głaskałem jej głowę. Po chwili zauważyłem lekarza zmierzającego w moją stronę.
- To jest ta dziewczyna, która zemdlała?- zapytał.
- Tak.- odparłem.
- Zapraszam do mnie.- powiedział.
Wziąłem dziewczynę na ręce i zaniosłem do gabinetu lekarza. Położyłem na łóżku.
- Proszę podać mi jej imię i nazwisko.- poprosił doktor.
- Nathalie Blues.- odparłem.
- Ile ma lat?- zapytał.
- Jutro kończy siedemnaście.- odpowiedziałem.
- Kim pan jest dla niej?- pytał dalej.
- Chłopakiem.
- Jak pan ma na imię?
- Niall Horan.
- Przepraszam, czy ona jest córką Richard'a Blues'a?
- Nie... nie wiem.- takie samo nazwisko.
- Przepraszam na chwilę, muszę pilnie zadzwonić.- powiedział i na chwilę wyszedł z gabinetu, ale po chwili wrócił.
- Jak miała na imię pańska córka? Kiedy miała urodziny? Ile kończyłaby lat w tym roku? Jak miała na drugie imię? Co stało się z jej mamą? Czy wie pan gdzie obecnie mieszka? Dobrze, w takim razie przepraszam na chwilę. Jak ona ma na drugie imię, co stało się z jej mamą i gdzie obecnie mieszka?- ostatnie pytania zwrócił do mnie.
- Veronica, jej mama wpadła pod samochód przez jej ojca, mieszka w domu dziecka fundowanego przez pana Blues'a.- odparłem jednym tchem.
- Dziękuję. Już jestem. Mam dwie widomości, jedna zła, jedna dobra. Dobra jest taka, że pana córka żyję, a zła jest taka, że właśnie zemdlała i leży na łóżku w moim gabinecie. Mieszka w domu dziecka fundowanym przez pana. Za ile? No dobrze czekam. Do zobaczenia.- powiedział i teraz patrzył na mnie.- Jej tata zaraz tu przyjedzie.
- Jej tata żyje?!- zapytałem z niedowierzaniem.
- Tak, to właśnie ten Richard Blues. Będzie tutaj za pięć minut.- odparł.
- Wow... Ale niech pan ją zbada, nigdy wcześniej nie mdlała.- powiedziałem szybko.
- Właśnie.- sprawdził oddech, puls i gorączkę.- Ma 40 stopni gorączki i do tego jest osłabiona. Czy przed zemdleniem mocno się denerwowała?
- Tak, nawet bardzo.
- To dobry znak. Nic jej nie jest, to jest jej reakcja, gdy zbyt mocno się zdenerwuje.- powiedział z ulgą lekarz.
Rozległo się ciche pukanie. Lekarz zaprosił gościa do środka. Richard Blues. Widziałem go tylko na okładkach gazet, a teraz przygląda mi się we własnej osobie.
- Richard Blues.- wyciągnął do mnie rękę.
- Niall Horan.- uścisnąłem jego dłoń.
- Czy... czy to jest Nathalie Blues?- zapytał mnie, a ja przytaknąłem.
Odgarnął jej włosy z twarzy i po chwili wyciągnął z kieszeni marynarki małe zdjęcie. Przyglądał mu się uważnie i po chwili spuścił rękę i zwrócił się do mnie.- Ile ją znasz?
- Jedenaście lat.- odparłem niepewnie.
- Jesteście razem?- zapytał, a ja lekko przytaknąłem bojąc się jego reakcji.- Nie musisz się mnie bać. Poznajesz dziewczynkę na zdjęciu?- podał mi kartkę.
- To jest ona jak miała około pięciu lat.- odparłem.
- Masz rację, wtedy został miesiąc do jej szóstych urodzin.- powiedział.
- Czemu... czemu pan nie ma już z nią kontaktu?- zapytałem niepewnie.
- Ponieważ chciałem zniknąć z jej życia, bo to właśnie przeze mnie jej mama nie żyje. Wiem, że mój dom dziecka, to jeden z najlepszych, poza tym jak była mała zrobiłem tam dla niej gigantyczny pokój... Czeka, czekaj ty jesteś Horan?- zapytał.
- Tak, coś się stało?- trochę się wystraszyłem.
- Ostatnio dostałem listę lokatorów ''Baby Laugh'' i o ile się nie mylę, to byłeś na niej prawda?- powiedział.
- Tak, mieszkam w tym domu. Ale skoro pan sprawdza tą listę, to dlaczego pan nie wiedział o Nathalie?- trochę mnie to zdziwiło.
- Bo jej nigdy nie było na tej liście, albo co roku ją mijałem i myślałem, że ktoś ją adoptował, więc już nawet tam nie zaglądałem.- odparł.
- Ćśśś... budzi się.- oznajmił lekarz.
Rzeczywiście. Blondynka zaczęła siłować powieki ze światłem. Była nieprzytomna przez około 3 godziny. Nie wiedziałem co miałem zrobić, więc po prostu trzymałem ją za rękę, z początku była bezwładna. Po chwili poczułem jak jej dłoń zaciska się lekko na mojej. Spojrzałem na jej twarz. Właśnie otworzyła oczy. Nie przytomnie rozglądała się po pomieszczeniu i naszych twarzach.
- Co... co się stało?- powiedziała cicho.
- Po tej całej kłótni z George'm pobiegłaś do toalety, gdy zmierzaliśmy do gabinetu dyrektora i ty zemdlałaś na środku korytarza, więc zaniosłem cię do pielęgniarki, a ona kazała mi z tobą przyjechać tutaj do szpitala.- wyjaśniłem spokojnie, w duchu cieszyłem się, że nic jej nie jest.
- A pan to kto?- zmrużyła oczy patrząc na pana Blues'a, jakby go kojarzyła.
- To jest twój tata, nie poznajesz go?- zapytałem.
- Ale mój tata... TY ŻYJESZ?!- krzyknęła.
- A nie widać?- zaśmiał się mężczyzna.
- O mój Boże!- powiedziała i rzuciła się na niego z zamiarem przytulenia.
- Ale nie płacz.- odezwał się spokojnie.
- Jak mam nie płakać, skoro właśnie dowiaduje się, że mój tata żyje. Przez jedenaście lat myślałam, że nie żyjesz.- powiedziała szlochając.
- To może ja poczekam na zewnątrz.- powiedziałem.
- Nie Niall zostań.- odparła.- Właśnie! Tato to jest Niall, mój chłopak.
- Wiem.- odparł.
~ Nath ~
- Ale jak to wiesz?- zdziwiłam się.
- Już z nim rozmawiałem.- odparł.
- Ale co teraz będzie?- zapytałam.
- Adoptuję cię.- powiedział szczęśliwy.
- A co będzie z moimi przyjaciółmi, ze szkołą? Co będzie z nami?- tym razem wskazałam na siebie i Niall'a.
- Nie bój się. Mieszkam niedaleko. Poza tym jeśli ty i Niall chcecie, to chłopak też może zamieszkać u mnie.- spojrzałam wyczekująco na Blondyna.
- Nie, nie będę się panu narzucał...- mój tata mu przerwał.
- Ależ to nic takiego, naprawdę jeśli chcecie, to możesz u nas zamieszkać.- powiedział.
- No proszę Niall zgódź się.- spojrzałam na niego z miną zbitego psiaka.
- No... niech będzie.- wymamrotał.
- Dziękuję.- powiedziałam do chłopaka.- To może już stąd pójdziemy? Jakoś nie uśmiecha mi się siedzenie tutaj. Spakujemy się, a ty załatwisz z Sophi'ą różne formalności dotyczące adopcji.- mówiłam bardzo szczęśliwa.
- Najgorsze będzie tylko pożegnanie...- mruknął Niall.
- Przecież będziemy się widywać z nimi, chociażby w szkole.- odparłam.
- Racja.
- No chodźcie już.- tym razem powiedział mój tata siedzący w... nie wierzę!
- Ferrari?! Ile ty za niego zapłaciłeś?!- pytałam z niedowierzaniem.
- Najtańszy jest za 150 tysięcy...- powiedział ze zdziwieniem Horan.
- Wsiadacie?- uśmiechnął się mój tata.
- Tak!- odpowiedzieliśmy równocześnie i pobiegliśmy zająć miejsca.
Po chwili byliśmy już w drodze do domu dziecka.
~ Louis ~
- Jak masz na drugie imię?- spytałem Katy.
- Louise, mama mnie tak nazwała.
- To brzmi prawie jak Louis.- zaśmiałem się.- Jak mają na imię twoi rodzice?- zapytałem.
- Mama Jay, a tata Mark. Mama zanim się rozwiodła miała męża o imieniu Troy.- gdy to powiedziała posmutniałem.- Co ci się stało?
- Moja mama też miała na imię Jay i rozwiodła się z Troy'em, a potem wyszła za mąż za Mark'a. Tylko, że oni zginęli w pożarze.- uśmiechnąłem się smutno.
- Współczuję.- powiedziała i przytuliła mnie.
- Masz rodzeństwo?- poprawił mi się humor, więc pytałem dalej.
- A co ty taki ciekawy?- zaśmiała się.
- Chcę wiedzieć wszystko o dziewczynie, która ma na nazwisko tak samo jak ja.- odparłem też się uśmiechając.
- Mam młodszą siostrę Stasy.
- Ile ma lat?
- Siedem.
- Kiedy masz urodziny?
- Trzydziestego grudnia, a ty?
- Też grudnia, tylko że dwudziestego czwartego.
- W wigilię.- uśmiechnęła się.
- Dobra to teraz ty pytaj.
- Masz już prezent dla Nath i Niall'a?- spojrzałem na nią z miną ''wtf ''.
- Nie mam. Chcesz iść ze mną go kupić?- zapytałem.
- Czekaj, a Ol ma prezent?
- Też nie.
- To może pójdziemy w czwórkę, bo ja i Zayn też nie mamy dla nich prezentu, a prosił mnie bym z nim poszła.
- Zgoda.- powiedziałem i ruszyliśmy po nich.
- Idziecie kupić prezent dla wiecznie głodnych?- zapytała Katy.
- Jasne.- odpowiedzieli razem.
Złapałem Ol za rękę i ruszyliśmy do centrum handlowego. Strasznie chciałbym, by Katy była moją siostrą. To strasznie sympatyczna dziewczyna.
~ Katy ~
Szłam obok Zayn'a ocierając się o niego. Chodziliśmy przez park i zaczęło być mi zimno. Przeszedł mnie dreszcz. Chłopak to zauważył. Zdjął swoją baseballówkę i założył na mnie. Była trochę za duża, ale nie przeszkadzało mi to. Wciągnęłam powietrze i urzekł mnie zapach jego perfum.
- Cieplej?- zapytał.
- Tak. Tobie nie będzie zimno?- zdziwiłam się, bo chłopak był na krótkim rękawku.
- O mnie się nie martw, przeżyję.- odparł uśmiechając się do mnie.
Odwzajemniłam uśmiech. Właśnie weszliśmy głównym wejściem do centrum handlowego. Zrobiło mi się cieplej, więc zdjęłam bluzę i chciałam oddać Malik'owi.
- Weź ją sobie jeśli chcesz.- uśmiechnął się.
- Ale to twoja bluza.- powiedziałam, ale w duchu bardzo chciałam ją mieć.
- Już nie...- zaśmiał się i objął mnie przyjacielsko ramieniem, ale po chwili puścił i lekko się zarumienił.
- Wow... Ale śliczna...- stanęłam przed wystawą i podziwiałam różową rozkloszowaną sukienkę z czarną różą na ramiączku i równie czarną kokardą w pasie.
- Jak chcesz to ci ją kupię.- powiedział Zayn.
- Żartujesz?! Ona pewnie kosztuje miliony.- serio myślałam, że żartuje, ale jego mina na to nie wskazywała.
- Zaczekaj chwilę.- powiedział i wszedł do sklepu.
Widziałam jak rozmawia ze sprzedawczynią. Nie zgodziłam się też dlatego, bo nie chciałabym go wykorzystywać. To nie fajnie tak naciągać chłopaka i na dodatek na tak drogie rzeczy. Ta sukienka na pewno odpada. Zauważyłam, że Zayn właśnie stanął przede mną.
- I co?- spytałam z ciekawości co wymyśli.
- Miałaś rację.- odparł lekko zawiedziony.
- Nie smuć się, to tylko sukienka. Poza tym po co miał byś MI ją kupować.- podkreśliłam słowo ''mi''.
- Bo lubię sprawiać przyjemność bliskim.- uśmiechnął się promieniście i ruszyliśmy dalej.
~ Zayn ~
Byłem bardzo zadowolony z układu, który udało mi się ułożyć ze sklepikarką. A mianowicie powiedziałem, że pójdę poprzymierzać z Katy inne rzeczy, by sprawdzić jaki ma rozmiar, a potem kupię jej tą sukienkę, ale dam jej dopiero na urodziny.
- Co się tak szczerzysz?- zapytała ze śmiechem Blondynka.
- Mam dobry humor i tyle.- nie okłamałem jej, ale też nie powiedziałem całej prawdy, nie chciałem, by dowiedziała się o moim planie.
- I tak ci nie wierzę, ale niech będzie.- uśmiechnęła się.
Odpowiedziałem jej tym samym. Oboje wiemy, że nasze głodomory lubią jedzenie i muzykę. Postanowiliśmy więc zajrzeć do sklepu muzycznego. Ku mojemu zdziwieniu było taniej niż się spodziewałem. Kupiliśmy im po kostce do gry na gitarze, ale nie takiej zwykłej, tylko takiej wypasionej do tego struny do gitary. Dla Blondynki dodaliśmy jeszcze różową figurkę dziewczyny z gitarą z ramką na zdjęcie, a dla Blondyna niebieskiego chłopaka. Poszliśmy jeszcze do spożywczego i stamtąd wzięliśmy po pięć paczek żelków dla każdego z nich. Niektórzy ich nazywają lodomaniakożelkożercy. Napisałem do Louisa, byśmy spotkali się przy sklepie H&M zamierzałem sobie kupić nową baseballówkę do kompletu.
- No ile można na nich czekać.- powiedziałem już lekko zdenerwowany.
- Już jesteśmy!- krzyknęła Ol.
- O wilku mowa... Co tak długo?- zapytałem.
- No bo Lou musiał do toalety, poza tym nie wiedzieliśmy, w którą stronę iść by dojść tutaj i się trochę zgubiliśmy, ale udało się nam was znaleźć.- powiedziała na jednym tchu.
- Dobra. To co wchodzimy?- tym razem spytał Louis.
- Tak!- pisnęły obie dziewczyny i ruszyliśmy do wnętrza sklepu.
- Co o tym myślisz?- spytała mnie Katy, gdy wyszła z przebieralni.
- Ładnie ci w tej koszulce.- odparłem uśmiechając się.
- Dziękuję.- odparła i ruszyła do kasy by ją kupić.
Ja stanąłem przed działem z baseballówkiami. Zastanawiałem się nad wyborem pomiędzy czerwoną, a granatową.
- Weź tą czerwoną.- podskoczyłem i się gwałtownie obróciłem.
- Przestraszyłaś mnie.- uśmiechnąłem się do Katy.
- Jestem aż taka straszna?- powiedziała oburzona.
- Nie... ja... ja tylko... no... nie wiedziałem że... że za mną stoisz.- gratulacje Malik! Bardziej jąkać się nie dało?!
- Rozumiem. Weź tą czerwoną.- ponownie powiedziała wskazując na bluzę.
- Czemu?- byłem ciekawy co odpowie.
- Będzie ci w niej bardziej do twarzy, bo masz czarne włosy i często nosisz ciemne spodnie. Musi być jakiś kontrast poza białymi koszulkami. A do jasnych jeans'ów też ją możesz nosić, bo pasuje, a poza tym granatową, czarną i zieloną już masz, a w czerwonej cię nie widziałam.- powiedziała.
- Ok to biorę czerwoną.- uśmiechnąłem się i ruszyliśmy do kasy.
- Czekaj. Patrz jaka fajna koszulka!- prawie krzyknęła.- Kurcze... nie mogę znaleźć mojego rozmiaru.- idealna okazja!
- Powiedz jaki masz, to ci pomogę.- odparłem.
- M, czyli 172 lub 38.- powiedziała i dalej przeszukiwała wieszaki.
- Mam.- powiedziałem i wyciągnąłem koszulkę.
- Dziękuję!- przytuliła mnie i pobiegła w stronę przymierzalni.
Stanąłem pod jej drzwiami i czekałem aż wyjdzie. Nagle coś przykuło moją uwagę. A mianowicie chłopak farbowany na blond i dziewczyna tak samo. Nie mogłem się mylić. To musieli być Nath i Niall, ale z nimi był jeszcze facet około czterdziestu pięciu lat. A właściwie to czemu ich nie było na trzech lekcjach? Jak Katy wyjdzie to się ich zapytam. Moje myślenie przerwała Blondynka.
- Zayn, spójrz na mnie i powiedz jak wyglądam!- prawie krzyknęła.
- Co?... przepraszam... zamyśliłem się.- odparłem zdezorientowany.- Wyglądasz ślicznie.- powiedziałem spoglądając na nią.
- Dziękuję.- zarumieniła się i poszła do kasy.
Wykorzystałem ten moment. Ruszyłem w stronę przyjaciół. Złapałem ich za ramiona.
- Aaaaa!- krzyknęli i się obrócili.- Nie strasz nas.- powiedzieli z przerażonymi minami, a ja tarzałem się na podłodze ze śmiechu.
- Gdybyście... haha... wiedzieli swoje... hahaha... twarze...- powiedziałem śmiejąc się.
- Dobra. Co tu robisz?- zapytała Nath, a ja starłem łzy śmiechu.
- No więc zauważyłem was, więc chciałem zapytać czemu was nie było.- odparłem.
- Bo Nath zemdlała, więc zawiozłem ją do szpitala. Potem się okazało, że jej tata żyje i też tam przyjechał, a teraz jesteśmy z nim na zakupach. On zaadoptuje Nath, a mi zaproponował mieszkanie z nimi, a przez jej narzekanie nie mogłem się nie zgodzić.- powiedział.
- Czyli się wyprowadzacie?- zapytałem. Oni przytaknęli, a ja posmutniałem.- A kiedy?
- Za tydzień w weekend.- odparła Nath.
- Bez was będzie nudno.- westchnąłem.
- Ale my będziemy mieszkać dosłownie, dosłownie naprzeciwko.- powiedział z akcentem na ''dosłownie'' Niall.
- To może nie będzie tak źle...- szkoda, nie chce by wyprowadzali się nawet na drugą stronę ulicy.
- Nie martw się, przecież i tak będziemy się widywać.- tym razem uśmiechnęła się Nath.
- Spoko. Ja już muszę spadać, bo zaraz zaczną mnie szukać.- powiedziałem niechętnie.
- O! A z kim jesteś?- Blondynce zabłysły oczy.
Właśnie wysiadłem z Nath na rękach. Zapłaciłem taksówkarzowi i ruszyłem w stronę szpitala.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc?- zapytała mnie recepcjonistka.
- Dzień dobry. Ona zemdlała, a nigdy wcześniej jej się to nie zdarzało.- powiedziałem na jednym tchu.
- Dobrze, zaraz kogoś po pana wyślę. Proszę usiąść i poczekać.- zrobiłem to co powiedziała.
Siedziałem na plastikowym krześle, a Nath ułożyłem na dwóch siedzeniach obok, a jej głowę położyłem sobie na kolanach. Nie wiedziałem co mam robić, więc głaskałem jej głowę. Po chwili zauważyłem lekarza zmierzającego w moją stronę.
- To jest ta dziewczyna, która zemdlała?- zapytał.
- Tak.- odparłem.
- Zapraszam do mnie.- powiedział.
Wziąłem dziewczynę na ręce i zaniosłem do gabinetu lekarza. Położyłem na łóżku.
- Proszę podać mi jej imię i nazwisko.- poprosił doktor.
- Nathalie Blues.- odparłem.
- Ile ma lat?- zapytał.
- Jutro kończy siedemnaście.- odpowiedziałem.
- Kim pan jest dla niej?- pytał dalej.
- Chłopakiem.
- Jak pan ma na imię?
- Niall Horan.
- Przepraszam, czy ona jest córką Richard'a Blues'a?
- Nie... nie wiem.- takie samo nazwisko.
- Przepraszam na chwilę, muszę pilnie zadzwonić.- powiedział i na chwilę wyszedł z gabinetu, ale po chwili wrócił.
- Jak miała na imię pańska córka? Kiedy miała urodziny? Ile kończyłaby lat w tym roku? Jak miała na drugie imię? Co stało się z jej mamą? Czy wie pan gdzie obecnie mieszka? Dobrze, w takim razie przepraszam na chwilę. Jak ona ma na drugie imię, co stało się z jej mamą i gdzie obecnie mieszka?- ostatnie pytania zwrócił do mnie.
- Veronica, jej mama wpadła pod samochód przez jej ojca, mieszka w domu dziecka fundowanego przez pana Blues'a.- odparłem jednym tchem.
- Dziękuję. Już jestem. Mam dwie widomości, jedna zła, jedna dobra. Dobra jest taka, że pana córka żyję, a zła jest taka, że właśnie zemdlała i leży na łóżku w moim gabinecie. Mieszka w domu dziecka fundowanym przez pana. Za ile? No dobrze czekam. Do zobaczenia.- powiedział i teraz patrzył na mnie.- Jej tata zaraz tu przyjedzie.
- Jej tata żyje?!- zapytałem z niedowierzaniem.
- Tak, to właśnie ten Richard Blues. Będzie tutaj za pięć minut.- odparł.
- Wow... Ale niech pan ją zbada, nigdy wcześniej nie mdlała.- powiedziałem szybko.
- Właśnie.- sprawdził oddech, puls i gorączkę.- Ma 40 stopni gorączki i do tego jest osłabiona. Czy przed zemdleniem mocno się denerwowała?
- Tak, nawet bardzo.
- To dobry znak. Nic jej nie jest, to jest jej reakcja, gdy zbyt mocno się zdenerwuje.- powiedział z ulgą lekarz.
Rozległo się ciche pukanie. Lekarz zaprosił gościa do środka. Richard Blues. Widziałem go tylko na okładkach gazet, a teraz przygląda mi się we własnej osobie.
- Richard Blues.- wyciągnął do mnie rękę.
- Niall Horan.- uścisnąłem jego dłoń.
- Czy... czy to jest Nathalie Blues?- zapytał mnie, a ja przytaknąłem.
Odgarnął jej włosy z twarzy i po chwili wyciągnął z kieszeni marynarki małe zdjęcie. Przyglądał mu się uważnie i po chwili spuścił rękę i zwrócił się do mnie.- Ile ją znasz?
- Jedenaście lat.- odparłem niepewnie.
- Jesteście razem?- zapytał, a ja lekko przytaknąłem bojąc się jego reakcji.- Nie musisz się mnie bać. Poznajesz dziewczynkę na zdjęciu?- podał mi kartkę.
- To jest ona jak miała około pięciu lat.- odparłem.
- Masz rację, wtedy został miesiąc do jej szóstych urodzin.- powiedział.
- Czemu... czemu pan nie ma już z nią kontaktu?- zapytałem niepewnie.
- Ponieważ chciałem zniknąć z jej życia, bo to właśnie przeze mnie jej mama nie żyje. Wiem, że mój dom dziecka, to jeden z najlepszych, poza tym jak była mała zrobiłem tam dla niej gigantyczny pokój... Czeka, czekaj ty jesteś Horan?- zapytał.
- Tak, coś się stało?- trochę się wystraszyłem.
- Ostatnio dostałem listę lokatorów ''Baby Laugh'' i o ile się nie mylę, to byłeś na niej prawda?- powiedział.
- Tak, mieszkam w tym domu. Ale skoro pan sprawdza tą listę, to dlaczego pan nie wiedział o Nathalie?- trochę mnie to zdziwiło.
- Bo jej nigdy nie było na tej liście, albo co roku ją mijałem i myślałem, że ktoś ją adoptował, więc już nawet tam nie zaglądałem.- odparł.
- Ćśśś... budzi się.- oznajmił lekarz.
Rzeczywiście. Blondynka zaczęła siłować powieki ze światłem. Była nieprzytomna przez około 3 godziny. Nie wiedziałem co miałem zrobić, więc po prostu trzymałem ją za rękę, z początku była bezwładna. Po chwili poczułem jak jej dłoń zaciska się lekko na mojej. Spojrzałem na jej twarz. Właśnie otworzyła oczy. Nie przytomnie rozglądała się po pomieszczeniu i naszych twarzach.
- Co... co się stało?- powiedziała cicho.
- Po tej całej kłótni z George'm pobiegłaś do toalety, gdy zmierzaliśmy do gabinetu dyrektora i ty zemdlałaś na środku korytarza, więc zaniosłem cię do pielęgniarki, a ona kazała mi z tobą przyjechać tutaj do szpitala.- wyjaśniłem spokojnie, w duchu cieszyłem się, że nic jej nie jest.
- A pan to kto?- zmrużyła oczy patrząc na pana Blues'a, jakby go kojarzyła.
- To jest twój tata, nie poznajesz go?- zapytałem.
- Ale mój tata... TY ŻYJESZ?!- krzyknęła.
- A nie widać?- zaśmiał się mężczyzna.
- O mój Boże!- powiedziała i rzuciła się na niego z zamiarem przytulenia.
- Ale nie płacz.- odezwał się spokojnie.
- Jak mam nie płakać, skoro właśnie dowiaduje się, że mój tata żyje. Przez jedenaście lat myślałam, że nie żyjesz.- powiedziała szlochając.
- To może ja poczekam na zewnątrz.- powiedziałem.
- Nie Niall zostań.- odparła.- Właśnie! Tato to jest Niall, mój chłopak.
- Wiem.- odparł.
~ Nath ~
- Ale jak to wiesz?- zdziwiłam się.
- Już z nim rozmawiałem.- odparł.
- Ale co teraz będzie?- zapytałam.
- Adoptuję cię.- powiedział szczęśliwy.
- A co będzie z moimi przyjaciółmi, ze szkołą? Co będzie z nami?- tym razem wskazałam na siebie i Niall'a.
- Nie bój się. Mieszkam niedaleko. Poza tym jeśli ty i Niall chcecie, to chłopak też może zamieszkać u mnie.- spojrzałam wyczekująco na Blondyna.
- Nie, nie będę się panu narzucał...- mój tata mu przerwał.
- Ależ to nic takiego, naprawdę jeśli chcecie, to możesz u nas zamieszkać.- powiedział.
- No proszę Niall zgódź się.- spojrzałam na niego z miną zbitego psiaka.
- No... niech będzie.- wymamrotał.
- Dziękuję.- powiedziałam do chłopaka.- To może już stąd pójdziemy? Jakoś nie uśmiecha mi się siedzenie tutaj. Spakujemy się, a ty załatwisz z Sophi'ą różne formalności dotyczące adopcji.- mówiłam bardzo szczęśliwa.
- Najgorsze będzie tylko pożegnanie...- mruknął Niall.
- Przecież będziemy się widywać z nimi, chociażby w szkole.- odparłam.
- Racja.
- No chodźcie już.- tym razem powiedział mój tata siedzący w... nie wierzę!
- Ferrari?! Ile ty za niego zapłaciłeś?!- pytałam z niedowierzaniem.
- Najtańszy jest za 150 tysięcy...- powiedział ze zdziwieniem Horan.
- Wsiadacie?- uśmiechnął się mój tata.
- Tak!- odpowiedzieliśmy równocześnie i pobiegliśmy zająć miejsca.
Po chwili byliśmy już w drodze do domu dziecka.
~ Louis ~
- Jak masz na drugie imię?- spytałem Katy.
- Louise, mama mnie tak nazwała.
- To brzmi prawie jak Louis.- zaśmiałem się.- Jak mają na imię twoi rodzice?- zapytałem.
- Mama Jay, a tata Mark. Mama zanim się rozwiodła miała męża o imieniu Troy.- gdy to powiedziała posmutniałem.- Co ci się stało?
- Moja mama też miała na imię Jay i rozwiodła się z Troy'em, a potem wyszła za mąż za Mark'a. Tylko, że oni zginęli w pożarze.- uśmiechnąłem się smutno.
- Współczuję.- powiedziała i przytuliła mnie.
- Masz rodzeństwo?- poprawił mi się humor, więc pytałem dalej.
- A co ty taki ciekawy?- zaśmiała się.
- Chcę wiedzieć wszystko o dziewczynie, która ma na nazwisko tak samo jak ja.- odparłem też się uśmiechając.
- Mam młodszą siostrę Stasy.
- Ile ma lat?
- Siedem.
- Kiedy masz urodziny?
- Trzydziestego grudnia, a ty?
- Też grudnia, tylko że dwudziestego czwartego.
- W wigilię.- uśmiechnęła się.
- Dobra to teraz ty pytaj.
- Masz już prezent dla Nath i Niall'a?- spojrzałem na nią z miną ''wtf ''.
- Nie mam. Chcesz iść ze mną go kupić?- zapytałem.
- Czekaj, a Ol ma prezent?
- Też nie.
- To może pójdziemy w czwórkę, bo ja i Zayn też nie mamy dla nich prezentu, a prosił mnie bym z nim poszła.
- Zgoda.- powiedziałem i ruszyliśmy po nich.
- Idziecie kupić prezent dla wiecznie głodnych?- zapytała Katy.
- Jasne.- odpowiedzieli razem.
Złapałem Ol za rękę i ruszyliśmy do centrum handlowego. Strasznie chciałbym, by Katy była moją siostrą. To strasznie sympatyczna dziewczyna.
~ Katy ~
Szłam obok Zayn'a ocierając się o niego. Chodziliśmy przez park i zaczęło być mi zimno. Przeszedł mnie dreszcz. Chłopak to zauważył. Zdjął swoją baseballówkę i założył na mnie. Była trochę za duża, ale nie przeszkadzało mi to. Wciągnęłam powietrze i urzekł mnie zapach jego perfum.
- Cieplej?- zapytał.
- Tak. Tobie nie będzie zimno?- zdziwiłam się, bo chłopak był na krótkim rękawku.
- O mnie się nie martw, przeżyję.- odparł uśmiechając się do mnie.
Odwzajemniłam uśmiech. Właśnie weszliśmy głównym wejściem do centrum handlowego. Zrobiło mi się cieplej, więc zdjęłam bluzę i chciałam oddać Malik'owi.
- Weź ją sobie jeśli chcesz.- uśmiechnął się.
- Ale to twoja bluza.- powiedziałam, ale w duchu bardzo chciałam ją mieć.
- Już nie...- zaśmiał się i objął mnie przyjacielsko ramieniem, ale po chwili puścił i lekko się zarumienił.
- Wow... Ale śliczna...- stanęłam przed wystawą i podziwiałam różową rozkloszowaną sukienkę z czarną różą na ramiączku i równie czarną kokardą w pasie.
- Jak chcesz to ci ją kupię.- powiedział Zayn.
- Żartujesz?! Ona pewnie kosztuje miliony.- serio myślałam, że żartuje, ale jego mina na to nie wskazywała.
- Zaczekaj chwilę.- powiedział i wszedł do sklepu.
Widziałam jak rozmawia ze sprzedawczynią. Nie zgodziłam się też dlatego, bo nie chciałabym go wykorzystywać. To nie fajnie tak naciągać chłopaka i na dodatek na tak drogie rzeczy. Ta sukienka na pewno odpada. Zauważyłam, że Zayn właśnie stanął przede mną.
- I co?- spytałam z ciekawości co wymyśli.
- Miałaś rację.- odparł lekko zawiedziony.
- Nie smuć się, to tylko sukienka. Poza tym po co miał byś MI ją kupować.- podkreśliłam słowo ''mi''.
- Bo lubię sprawiać przyjemność bliskim.- uśmiechnął się promieniście i ruszyliśmy dalej.
~ Zayn ~
Byłem bardzo zadowolony z układu, który udało mi się ułożyć ze sklepikarką. A mianowicie powiedziałem, że pójdę poprzymierzać z Katy inne rzeczy, by sprawdzić jaki ma rozmiar, a potem kupię jej tą sukienkę, ale dam jej dopiero na urodziny.
- Co się tak szczerzysz?- zapytała ze śmiechem Blondynka.
- Mam dobry humor i tyle.- nie okłamałem jej, ale też nie powiedziałem całej prawdy, nie chciałem, by dowiedziała się o moim planie.
- I tak ci nie wierzę, ale niech będzie.- uśmiechnęła się.
Odpowiedziałem jej tym samym. Oboje wiemy, że nasze głodomory lubią jedzenie i muzykę. Postanowiliśmy więc zajrzeć do sklepu muzycznego. Ku mojemu zdziwieniu było taniej niż się spodziewałem. Kupiliśmy im po kostce do gry na gitarze, ale nie takiej zwykłej, tylko takiej wypasionej do tego struny do gitary. Dla Blondynki dodaliśmy jeszcze różową figurkę dziewczyny z gitarą z ramką na zdjęcie, a dla Blondyna niebieskiego chłopaka. Poszliśmy jeszcze do spożywczego i stamtąd wzięliśmy po pięć paczek żelków dla każdego z nich. Niektórzy ich nazywają lodomaniakożelkożercy. Napisałem do Louisa, byśmy spotkali się przy sklepie H&M zamierzałem sobie kupić nową baseballówkę do kompletu.
- No ile można na nich czekać.- powiedziałem już lekko zdenerwowany.
- Już jesteśmy!- krzyknęła Ol.
- O wilku mowa... Co tak długo?- zapytałem.
- No bo Lou musiał do toalety, poza tym nie wiedzieliśmy, w którą stronę iść by dojść tutaj i się trochę zgubiliśmy, ale udało się nam was znaleźć.- powiedziała na jednym tchu.
- Dobra. To co wchodzimy?- tym razem spytał Louis.
- Tak!- pisnęły obie dziewczyny i ruszyliśmy do wnętrza sklepu.
- Co o tym myślisz?- spytała mnie Katy, gdy wyszła z przebieralni.
- Ładnie ci w tej koszulce.- odparłem uśmiechając się.
- Dziękuję.- odparła i ruszyła do kasy by ją kupić.
Ja stanąłem przed działem z baseballówkiami. Zastanawiałem się nad wyborem pomiędzy czerwoną, a granatową.
- Weź tą czerwoną.- podskoczyłem i się gwałtownie obróciłem.
- Przestraszyłaś mnie.- uśmiechnąłem się do Katy.
- Jestem aż taka straszna?- powiedziała oburzona.
- Nie... ja... ja tylko... no... nie wiedziałem że... że za mną stoisz.- gratulacje Malik! Bardziej jąkać się nie dało?!
- Rozumiem. Weź tą czerwoną.- ponownie powiedziała wskazując na bluzę.
- Czemu?- byłem ciekawy co odpowie.
- Będzie ci w niej bardziej do twarzy, bo masz czarne włosy i często nosisz ciemne spodnie. Musi być jakiś kontrast poza białymi koszulkami. A do jasnych jeans'ów też ją możesz nosić, bo pasuje, a poza tym granatową, czarną i zieloną już masz, a w czerwonej cię nie widziałam.- powiedziała.
- Ok to biorę czerwoną.- uśmiechnąłem się i ruszyliśmy do kasy.
- Czekaj. Patrz jaka fajna koszulka!- prawie krzyknęła.- Kurcze... nie mogę znaleźć mojego rozmiaru.- idealna okazja!
- Powiedz jaki masz, to ci pomogę.- odparłem.
- M, czyli 172 lub 38.- powiedziała i dalej przeszukiwała wieszaki.
- Mam.- powiedziałem i wyciągnąłem koszulkę.
- Dziękuję!- przytuliła mnie i pobiegła w stronę przymierzalni.
Stanąłem pod jej drzwiami i czekałem aż wyjdzie. Nagle coś przykuło moją uwagę. A mianowicie chłopak farbowany na blond i dziewczyna tak samo. Nie mogłem się mylić. To musieli być Nath i Niall, ale z nimi był jeszcze facet około czterdziestu pięciu lat. A właściwie to czemu ich nie było na trzech lekcjach? Jak Katy wyjdzie to się ich zapytam. Moje myślenie przerwała Blondynka.
- Zayn, spójrz na mnie i powiedz jak wyglądam!- prawie krzyknęła.
- Co?... przepraszam... zamyśliłem się.- odparłem zdezorientowany.- Wyglądasz ślicznie.- powiedziałem spoglądając na nią.
- Dziękuję.- zarumieniła się i poszła do kasy.
Wykorzystałem ten moment. Ruszyłem w stronę przyjaciół. Złapałem ich za ramiona.
- Aaaaa!- krzyknęli i się obrócili.- Nie strasz nas.- powiedzieli z przerażonymi minami, a ja tarzałem się na podłodze ze śmiechu.
- Gdybyście... haha... wiedzieli swoje... hahaha... twarze...- powiedziałem śmiejąc się.
- Dobra. Co tu robisz?- zapytała Nath, a ja starłem łzy śmiechu.
- No więc zauważyłem was, więc chciałem zapytać czemu was nie było.- odparłem.
- Bo Nath zemdlała, więc zawiozłem ją do szpitala. Potem się okazało, że jej tata żyje i też tam przyjechał, a teraz jesteśmy z nim na zakupach. On zaadoptuje Nath, a mi zaproponował mieszkanie z nimi, a przez jej narzekanie nie mogłem się nie zgodzić.- powiedział.
- Czyli się wyprowadzacie?- zapytałem. Oni przytaknęli, a ja posmutniałem.- A kiedy?
- Za tydzień w weekend.- odparła Nath.
- Bez was będzie nudno.- westchnąłem.
- Ale my będziemy mieszkać dosłownie, dosłownie naprzeciwko.- powiedział z akcentem na ''dosłownie'' Niall.
- To może nie będzie tak źle...- szkoda, nie chce by wyprowadzali się nawet na drugą stronę ulicy.
- Nie martw się, przecież i tak będziemy się widywać.- tym razem uśmiechnęła się Nath.
- Spoko. Ja już muszę spadać, bo zaraz zaczną mnie szukać.- powiedziałem niechętnie.
- O! A z kim jesteś?- Blondynce zabłysły oczy.
- Z Lou, Ol i Katy.- odparłem.
- Jest tu Katy i Ol? Gdzie?- ucieszyła się.
- No czekają na mnie przed sklepem.- powiedziałem.
- Zaraz wracam!- krzyknęła i ruszyła w stronę dziewczyn i Tommo.
- Będzie mi brakowało tych twoich przeglądań w lustrze i samouwielbienia.- powiedział Niall.
- A mi będzie brakowało pustej lodówki i gry na gitarze.- zaśmialiśmy się.
~ Kath ~
Ale nudy. Nie wiem co mam robić. Ol, Lou, Katy, Meg, Zayn, Niall, Liam i Nath gdzieś wyszli. Ej chwila gdzie jest Harry? Wstałam z łóżka. Wzięłam bluzę, bo zrobiło mi się zimno. Wyszłam na korytarz. Dziwnie tu cicho. Ruszyłam w stronę pokoju chłopaków. Zapukałam lekko. Cisza. Ponownie uderzyłam w drewno tylko głośniej. Nadal cisza. Uchyliłam drzwi. Harry spał. Słodko to wyglądało, bo przytulał swojego pluszowego banana. Cyknęłam mu fotkę i zachichotałam. Usiadłam na krześle obok jego łóżka. Patrzyłam na niego z czułością. Nagle zaczął się kręcić i wiercić. Po chwili raptownie się podniósł i walnął o deski łóżka wyżej. Złapał się za głowę i jęknął z bólu. Zachichotałam, ale po chwili spoważniałam. Harry rozejrzał się po pokoju zdezorientowany. Jego spojrzenie utkwiło we mnie. Uśmiechnął się. Złapał mnie za ręką i pociągnął na łóżko. Zaśmiałam się. Leżałam bliżej ściany, a Harry bliżej krawędzi posłania. Ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej, a on zaczął bawić się moimi włosami.
- Czemu się tak wierciłeś?- spytałam.
- Miałem... no... śnił mi się koszmar...- odparł niepewnie.
- Co ci się śniło?- nie dawałam za wygraną.
- No... że ty całowałaś się z jakimś kolesiem... skądś go kojarzę, ale nie jestem pewien... no i powiedziałaś, że już mnie nie chcesz i... i odeszłaś z nim gdzieś, a potem już nigdy nie wróciłaś.- po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.
- Hazzuś nie płacz.- wierzchem dłoni starłam słoną ciecz.- Ja nie mam zamiaru cię opuszczać.- powiedziałam i wpiłam się w jego usta.
Przez chwilę był zaskoczony, ale potem odwzajemnił pocałunek. Nie wiem czy to było kilka sekund, czy kilka godzin, ale nie chciałam tego przerwać. Jednak los postanowił inaczej i zabrakło mi tchu. Oderwałam się od niego i wciągnęłam głęboko powietrze. On zrobił to samo. Musnęłam jeszcze raz jego wargi i ponownie ułożyłam głowę na jego torsie, a on bawił się moimi włosami.
- Kocham cię.- powiedział.
- Ja ciebie też.- odparłam uśmiechając się szeroko.
Usłyszałam od niego najpiękniejsze słowa, jakie kiedykolwiek i ktokolwiek mógł w życiu usłyszeć. Poczułam się sennie i nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Powieki same mi się zamknęły ze zmęczenia i film się urwał...
~ Harry ~
Usłyszałam od niego najpiękniejsze słowa, jakie kiedykolwiek i ktokolwiek mógł w życiu usłyszeć. Poczułam się sennie i nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Powieki same mi się zamknęły ze zmęczenia i film się urwał...
~ Harry ~
Leżałem na łóżku i bawiłem się włosami Kath.
- Kath...?- odpowiedziała mi cisza.- Kath śpisz?- ooo jak słodko zasnęła. Sięgnąłem po telefon dziewczyny, który leżał na szafce nocnej.
Odblokowałem i zobaczyłem na tapecie śpiącego mnie z bananem. Zaśmiałem się cicho. Po chwili ktoś do niej zadzwonił. Wiem, że to nie fajne odbierać czyiś telefon, ale nie chciałem jej budzić. Więc odebrałem.
- Hej kociaku co tam?- spytał męski głos.
- Nic, a u ciebie?- zapytałem lekko zdenerwowany.
- Ty nie jesteś Kath...- powiedział.
- Nie jestem Kath, jestem jej chłopakiem.- odparłem.
- O kurde... pewnie teraz myślisz, że ona cię zdradza, ale to nie prawda...- przerwałem mu.
- A jaka jest prawda?- spytałem.
- No gram ze znajomymi w butelkę i kazali mi zadzwonić do dziewczyny. Pomyślałem więc, że Kath będzie najlepsza, bo to moja przyjaciółka. Jeśli ci narobiłem kłopotu to sory. Nie chcę by ona miała przeze mnie kłopoty. A co ona tak w ogóle robi, że nie mogła odebrać?- zapytał.
- Śpi.- odparłem już wyraźnie rozluźniony.
- No dobra. A tak właściwie to jestem Jack,- powiedział.
- A ja Harry.- odpowiedziałem.
- Wiem, Kath dużo mi o tobie opowiadała.- nie widzę jego twarzy, ale jestem pewien, że się uśmiechnął.
- A co dokładnie?- byłem ciekawy.
- No jaki jesteś cudowny, jakie masz urocze loczki, jak pięknie śpiewasz. Każda nasza rozmowa kończy się na temacie ''Harry''. Dobra ja już kończę, bo widzę jak na mnie patrzą. Na razie.- powiedział.
- Pa.- odpowiedziałem i chłopak się rozłączył.
Odłożyłem jej telefon na półkę. Poczułem się zmęczony, więc przytuliłem Kath. Teraz ona mi będzie zastępować pana Banana. Uśmiechnąłem i zasnąłem.
~ Nath ~
Właśnie wróciliśmy wszyscy do domu dziecka. Jedynie mój tata pojechał samochodem. Tak się cieszę, że on jednak żyje. Poszłam do swojego pokoju. Weszłam na łóżko i rozłożyłam się na nim.
- Zmęczona?- zapytał Niall, który wszedł za mną.
- Trochę. Co porobimy? Nie mam ochoty na leżenie. To nie moja bajka, ja się muszę ruszać.- mruknęłam.
- A co byś chciała robić?- spytał zabawnie poruszając brwiami.
- A ty tylko o jednym.- zaśmiałam się.
- No wiesz?! Osądzasz mnie o takie coś?!- zapytał oburzony.
- Oj no nie obrażaj się na mnie. Niall daj spokój.- powiedziałam.
- A co będę z tego miał?- spytał.
- Hmmm... może to ci wystarczy.- zeszłam z łóżka i musnęłam jego wargi.
- Mało przekonujące.- mruknął.
- Masz duże wymagania, wiesz o tym?- zaśmiałam się i pocałowałam go bardziej namiętnie.
- Zastanowię się nad wybaczeniem.- uśmiechnął się figlarnie i tym razem on złączył nasze usta.
Wplotłam mu dłonie we włosy, a on błądził swoimi rękoma po moich plecach. Pocałunek stawał się z każdą sekundą coraz bardziej namiętny, zachłanny i pełen pożądania. Po chwili mnie podsadził, a ja oplotłam nogi wokół jego bioder. Niall ruszył w stronę łóżka. Najpierw położył mnie, a potem sam ułożył się obok nie przestając mnie całować. Teraz składał drobne pocałunki na mojej szyi i obojczyku. Po jakimś czasie zaczął odpinać guziki od mojej jeans'owej koszuli. Schodził coraz niżej.
- Niall ja...- nie wiedziałam jak mam ubrać w słowa to co chcę powiedzieć.
- Słucham.- wymruczał lekko zachrypniętym głosem.
- Ja.. ja się... ja się boję...- wydukałam.
- Czego się boisz?- zapytał lekko zdziwiony.
- No..., że jak już to zrobimy, to... to mnie zostawisz... i... i...- przerwał mi pocałunkiem.
- Jak chcesz, to poczekamy.- powiedział, a ja lekko przytaknęłam i zaczęłam powoli zapinać guziki.
- Ja... po prostu... nie jestem jeszcze na to gotowa.- odparłam.
- Rozumiem. Dla ciebie mogę czekać do końca życia.- powiedział, a ja się do niego przytuliłam.
- Dziękuję.- powiedziałam i zasnęłam opierając się o jego tors.
- Dobranoc kochanie.- cmoknął mnie w policzek i też chyba zasnął.
- Kath...?- odpowiedziała mi cisza.- Kath śpisz?- ooo jak słodko zasnęła. Sięgnąłem po telefon dziewczyny, który leżał na szafce nocnej.
Odblokowałem i zobaczyłem na tapecie śpiącego mnie z bananem. Zaśmiałem się cicho. Po chwili ktoś do niej zadzwonił. Wiem, że to nie fajne odbierać czyiś telefon, ale nie chciałem jej budzić. Więc odebrałem.
- Hej kociaku co tam?- spytał męski głos.
- Nic, a u ciebie?- zapytałem lekko zdenerwowany.
- Ty nie jesteś Kath...- powiedział.
- Nie jestem Kath, jestem jej chłopakiem.- odparłem.
- O kurde... pewnie teraz myślisz, że ona cię zdradza, ale to nie prawda...- przerwałem mu.
- A jaka jest prawda?- spytałem.
- No gram ze znajomymi w butelkę i kazali mi zadzwonić do dziewczyny. Pomyślałem więc, że Kath będzie najlepsza, bo to moja przyjaciółka. Jeśli ci narobiłem kłopotu to sory. Nie chcę by ona miała przeze mnie kłopoty. A co ona tak w ogóle robi, że nie mogła odebrać?- zapytał.
- Śpi.- odparłem już wyraźnie rozluźniony.
- No dobra. A tak właściwie to jestem Jack,- powiedział.
- A ja Harry.- odpowiedziałem.
- Wiem, Kath dużo mi o tobie opowiadała.- nie widzę jego twarzy, ale jestem pewien, że się uśmiechnął.
- A co dokładnie?- byłem ciekawy.
- No jaki jesteś cudowny, jakie masz urocze loczki, jak pięknie śpiewasz. Każda nasza rozmowa kończy się na temacie ''Harry''. Dobra ja już kończę, bo widzę jak na mnie patrzą. Na razie.- powiedział.
- Pa.- odpowiedziałem i chłopak się rozłączył.
Odłożyłem jej telefon na półkę. Poczułem się zmęczony, więc przytuliłem Kath. Teraz ona mi będzie zastępować pana Banana. Uśmiechnąłem i zasnąłem.
~ Nath ~
Właśnie wróciliśmy wszyscy do domu dziecka. Jedynie mój tata pojechał samochodem. Tak się cieszę, że on jednak żyje. Poszłam do swojego pokoju. Weszłam na łóżko i rozłożyłam się na nim.
- Zmęczona?- zapytał Niall, który wszedł za mną.
- Trochę. Co porobimy? Nie mam ochoty na leżenie. To nie moja bajka, ja się muszę ruszać.- mruknęłam.
- A co byś chciała robić?- spytał zabawnie poruszając brwiami.
- A ty tylko o jednym.- zaśmiałam się.
- No wiesz?! Osądzasz mnie o takie coś?!- zapytał oburzony.
- Oj no nie obrażaj się na mnie. Niall daj spokój.- powiedziałam.
- A co będę z tego miał?- spytał.
- Hmmm... może to ci wystarczy.- zeszłam z łóżka i musnęłam jego wargi.
- Mało przekonujące.- mruknął.
- Masz duże wymagania, wiesz o tym?- zaśmiałam się i pocałowałam go bardziej namiętnie.
- Zastanowię się nad wybaczeniem.- uśmiechnął się figlarnie i tym razem on złączył nasze usta.
Wplotłam mu dłonie we włosy, a on błądził swoimi rękoma po moich plecach. Pocałunek stawał się z każdą sekundą coraz bardziej namiętny, zachłanny i pełen pożądania. Po chwili mnie podsadził, a ja oplotłam nogi wokół jego bioder. Niall ruszył w stronę łóżka. Najpierw położył mnie, a potem sam ułożył się obok nie przestając mnie całować. Teraz składał drobne pocałunki na mojej szyi i obojczyku. Po jakimś czasie zaczął odpinać guziki od mojej jeans'owej koszuli. Schodził coraz niżej.
- Niall ja...- nie wiedziałam jak mam ubrać w słowa to co chcę powiedzieć.
- Słucham.- wymruczał lekko zachrypniętym głosem.
- Ja.. ja się... ja się boję...- wydukałam.
- Czego się boisz?- zapytał lekko zdziwiony.
- No..., że jak już to zrobimy, to... to mnie zostawisz... i... i...- przerwał mi pocałunkiem.
- Jak chcesz, to poczekamy.- powiedział, a ja lekko przytaknęłam i zaczęłam powoli zapinać guziki.
- Ja... po prostu... nie jestem jeszcze na to gotowa.- odparłam.
- Rozumiem. Dla ciebie mogę czekać do końca życia.- powiedział, a ja się do niego przytuliłam.
- Dziękuję.- powiedziałam i zasnęłam opierając się o jego tors.
- Dobranoc kochanie.- cmoknął mnie w policzek i też chyba zasnął.


















































