Wednesday, 15 January 2014

6. That you love me?

~ Nath ~

* 4 dni później *

* Godz. 5.30 *

Nie mogłam spać. Leżałam na łóżku i patrzałam na jeszcze śpiącego Niall'a. Postanowiłam, że zejdę i położę się obok niego, może uda mi się jeszcze pospać przez pół godzinki. Starałam się cicho schodzić, ale uniemożliwiało mi to ciągłe skrzypienie łóżka, które stoi tu od założenia domu dziecka. W końcu zeszłam i objęłam w pasie nagi tors Horan'a. Gdyby mu się lepiej przyjrzeć, to można zobaczyć dość widoczne już rysy kaloryfera. Spojrzałam na twarz blondyna, bo chciałam zobaczyć jak chłopak zareaguje na mój czyn. Zauważyłam, że się uśmiechnął lekko i po chwili zorientowałam się, że on wcale nie śpi, tylko ma zamknięte oczy.
- Wiem, że nie śpisz.- powiedziałam.
- Ja też to wiem.- odparł z mocniejszą niż zawsze chrypką i dodawało mu to uroku.
- Nie mogę zasnąć w świadomości, że jutro nasze 17 urodziny. Teraz będziemy siedzieli tu już tylko rok. Będziemy musieli znaleźć pracę. Kasę na to by mieć w ogóle gdzie mieszkać.- mówiłam dalej.
- Nie tylko, ale aż rok. W tym czasie zdąży się dużo pozmieniać. Może w wakacje znajdziemy pracę dorywczą i zarobimy.- nadal miał tą słodką chrypkę.
- O dżizas. Jaki ty masz seksowny głos, gdy masz taką chrypkę.- powiedziałam.
- Hehe... Ej, a jak nie mam porannej chrypki to nie mam seksownego głosu?! Ale z ciebie żyd.- odparł i obaj zaczęliśmy się śmiać. Staraliśmy się to robić cicho, ale nie za bardzo to wychodziło.
- Przecież dobrze wiesz, że masz najlepszy głos na świecie, ale z tą chrypką jest jeszcze lepszy.- powiedziałam, gdy się już uspokoiliśmy trochę.
- No dobra, niech ci będzie. Za to twój głos jest niezastąpiony.- odparł.
- No raczej, bo nie sądzę byś znalazł drugą osobę o takim głosie.- puściłam do niego oczko.
- No to niech będzie... emmm... wiem, mało fałszujący.- powiedział.
- Ołkej.- odparłam i podeszłam do szafy przygotować ciuchy.
- Dziwna jesteś wiesz?- zadał mi pytanie trochę odbiegające od tematu.
- A to czemu?- spytałam.
- Zostawiasz w łóżku faceta, który jest całkowicie do twojej dyspozycji.- zachichotałam na te słowa.
- Całkowita dyspozycja powiadasz... to idź zrób mi kanapkę i wróć tu razem z nią.- powiedziałam, mimo że tak naprawdę chciałam tylko zobaczyć jaka będzie jego reakcja.
- Się robi, za pięć minut wracam.- mile mnie zaskoczył taką odpowiedzią.
- Żartowałam. Co ty myślisz, że zjem śniadanie bez ciebie?- zapytałam.
-  Spoko, ale jeśli chcesz tą kanapkę, to zaraz ci ją przyniosę.- powiedział.
- Nie, nie trzeba.- uśmiechnęłam się do niego i zaczęłam grzebać w szafie w poszukiwaniu jakiś przyzwoitych ciuchów.
- Masz.- Niall podał mi norweskie leginsy, sweter koloru białego, t-shirt podchodzący pod szkarłatny i agrafkę z logo szkoły.
- Koszulkę, sweter i przypinkę wezmę, ale leginsy zamienię na te dziurawe jeans'y, które ostatnio kupiłam w H&M.- wzięłam od niego rzeczy.
- I tak będziesz wyglądać fajnie.- powiedział.
- Wiesz co muszę przyznać, że masz gust co do ubioru.- odparłam, a chłopak lekko się zarumienił.
- Dzięki, ty też.- odpowiedział.
Niall wziął wcześniej przygotowane przez siebie ciuchy, wyglądał prawie tak jak ja, tylko jego t-shirt był troszkę jaśniejszy. Do tego oboje założyliśmy białe trampki. Poszliśmy do kuchni coś zjeść z braku innych pomysłów. Ruszyłam do toalety w ramach potrzeb, a Niall stał przy blacie i nie wiem co robił. Przejrzałam się w lustrze i zdziwiłam się widząc to co mam na głowie, a mianowicie tak rozczochrane włosy, że nie da się tego ująć w słowa. Popędziłam do pokoju po szczotkę i po dziesięciu minutach moje włosy były spięte w wysokiego kitka. Poszłam do kuchni za apetycznym zapachem. Podeszłam do Niall'a stojącego przy kuchence, objęłam go od tyłu, pocałowałam w policzek i przez jego ramię zobaczyłam co pichci. Była to jajecznica na boczku i do tego chleb w jajku, a obok stał już gotowy kogel-mogel posypany z wierzchu kakaem.
- Jesteś kuchmistrzem.- powiedziałam.
- Ty i tak jesteś lepsza we wszystkim.- odparł.
- Ta jasne, ale nie w kuchni, ja nawet kawy nie potrafię normalnie zrobić płatków z mlekiem. Zawsze muszę rozlać, rozsypać, lub wsypać za dużo, albo za mało. Kiedyś, nie wiem czy pamiętasz, ale robiąc Sarah'rze i Sophia'ii kawę oblałam wrzątkiem toster, który się spalił, a potem nie wiem jakim sposobem spaliłam także czajnik i uszkodziłam piekarnik - odpowiedziałam.
- Taa... pamiętam, byłem wtedy tutaj z tobą, nadal mam to nagranie na telefonie.- zaśmiał się.
- To mi później pokażesz, ale teraz umieram z głodu.- powiedziałam i dostałam pyszną porcję śniadania.- Widzę, że postawiłeś na jajka.- zachichotałam.
- Tak, bo wiesz kocham cholesterol.- ponownie się zaśmiał wraz ze mną.
Zjedliśmy i poszliśmy się zapakować do szkoły.

~ Kath ~

Obudził mnie morderca snów potocznie zwany budzikiem. Niechętnie wstałam i go wyłączyłam. Zawsze wstaje jakieś pół godziny po wszystkożernych osobach, które farbują się a blond. Mimo że wstają tak wcześnie, to i tak się prawie spóźniają, a ja robię pobudkę. Jak przypomniało mi się o ludziach, którzy mają twardy sen to mi się odechciewa. Mówiąc osoby z twardym snem mam na myśli Harry'ego i Zayn'a z resztą lokatorów idzie lepiej. Pukałam kolejno do drzwi i słyszałam szmery budzących się. Weszłam do pokoju chłopaków. To co tam ujrzałam strasznie mnie zdziwiło. A mianowicie zobaczyłam wszystkich stojących tyłem do drzwi w samych bokserkach.
- Ooooł.. widzę, że wstaliście. Sory już mnie tu nie ma.- powiedziałam szybko.
- Jak nie chcesz, to nie musisz iść.- odparł Harry.
- Jednak pójdę... Czwórka chłopaków w samych bokserkach, to raczej niecodzienny widok.- odpowiedziałam i po chwili wyszłam.
Ruszyłam dalej przez korytarz pukając w drzwi. Chwila, chwila... a gdzie Niall? Ah no tak! Pewnie poszedł pobiegać razem z Nath, albo siedzą u niej w pokoju. Postanowiłam zajrzeć do dziewczyny, czy jest, czy wyszła. Otworzyłam drzwi. Nie było jej, ale ku mojemu zdziwieniu nie było też jej plecaka, a ciuchy na jogging grzecznie leżały na swoim miejscu. To oznacza tylko jedno... Blondynka wraz z Blondynkiem wyszli do szkoły dwie i pół godziny przed zajęciami, które były dzisiaj na 10.30. Więc będą szli w czasie, w którym sprzątaczka otwiera główne wejście. Usłyszałam jak mi burczy w brzuchu, więc z zamiarem zjedzenia czegoś ruszyłam do kuchni.

~ Niall ~

Właśnie dotarliśmy do budynku szkoły. Była 7.05. Weszliśmy do szatni. Odwiesiłem kurtę na wieszak z moją klasą i numerkiem. Nath ma drugi numer w dzienniku, a ja trzeci, bo w naszej klasie nie ma nikogo z nazwiskiem na: ''a, c, d, e, f, g''. z nazwiskiem na ''b'' jest tylko blondynka i Meg, a ja jestem jedyną osobą z nazwiskiem na ''h'' potem literki się powtarzają, ale całego alfabetu i tak nie ma. Ruszyliśmy do swoich szafek. Wraz z dziewczyną wyciągnęliśmy książki na muzykę, która była naszą pierwszą i drugą lekcją. To jest jeden z moich i Nath ulubionych przedmiotów. Poszliśmy na trzecie piętro (szkoła ma 5 pięter) i położyliśmy plecaki pod klasą. Usiedliśmy na ławce na dużym korytarzu przy stoliku i zaczęliśmy rozmawiać.

~ Liam ~

Minęło już pół godziny od pobudki. Nie wiedziałem co mam robić więc poszedłem do szkoły. Zdjąłem kurtkę, wziąłem muzykę i poszedłem odnieść plecak pod klasę. Jeszcze zanim wszedłem na korytarz usłyszałem cichą rozmowę. Od razu rozpoznałem głosy. Byli to Niall i Nathalie. Wchodziłem dalej po schodach i po chwili byłem na dużym korytarzu. Nie myliłem się to były nasze głodomory (mówiąc nasze mam na myśli, że inni ludzie też ich tak nazywają). Najwyżej mnie nie usłyszeli, bo nie zwrócili na mnie uwagi. Postanowiłem poczekać i podsłuchać kawałek rozmowy, tak wiem nie jest to uprzejme z mojej strony, ale ciekawość zwyciężyła.
- Ktoś o tym wie?- usłyszałem głos dziewczyny.
- Nie, przynajmniej tak mi się zdaje.- odparł Horan.
- A co zrobimy, jeśli ktoś się dowie o tym, że jesteśmy razem?- wiedziałem, że coś kręcą!
- Wtedy o tym pomyślimy, po co teraz się tym zamartwiać.- odrzekł chłopak.
- No ok. Cicho, słyszysz?- zapytała.
- Co mam słyszeć?- odpowiedział pytaniem.
- Ktoś poza nami już jest, słyszę czyjś oddech.- nie no ona ma genialny słuch!
- Ja nic nie słyszę, może ci się tylko wydaje...- w tym momencie zacząłem dalej iść przez korytarz.
- A nie mówiłam, że ktoś tu jest?- spojrzała triumfalnie na chłopaka. - Hej Liam!- podeszła do mnie i uściskała, oczywiście po przyjacielsku.
- Hej. Co wy tak wcześnie?- zapytałem.
- Emm... chcieliśmy porozmawiać, oo... symbiozie pomiędzy grzybem, a drzewem.- odparł Niall, chłopak coraz lepiej kłamie, gdybym nie słyszał ich pogadanki, to bym uwierzył.
- I na czym to polega?- spytałem, gdyż wiedziałem o co chodzi, bo mam już cały ten materiał w głowie.
- Drzewo dzięki grzybowi ma mniej bakterii i jest zdrowsze, a grzyb dzięki drzewie ma pokarm.- o dziwo powiedział dobrze.
- Nie musicie kłamać, słyszałem o czym gadaliście.- nie lubię oszukiwać ludzi, więc uznałem, że prawda w tej sytuacji będzie najlepszym rozwiązaniem.
- A co dokładnie?- zapytała przełykając ślinę Blondynka.
- No o tym, że jesteście razem i co zrobicie jak ktoś się dowie... Ale przysięgam na słowo, że nikomu nie powiem jeśli nie chcecie.- odparłem.
- Może lepiej wszystkim powiedzieć, po co to ukrywać? Kiedyś i tak się wyda, a poza tym będzie nam łatwiej.- po namyśle powiedziała.
- W sumie racja. Liam jeśli byś mógł to powiedz jutro o nas Harry'emu i Kath, ale powiedz, że to jest top top secret, to cała szkoła już będzie wiedzieć i będzie dobrze.- powiedział Niall.
- Ok, ale czemu sami tego nie zrobicie?- zapytałem, a ich twarze zrobiły się czerwone jak buraki.
- Ja się wstydzę.- powiedzieli jednocześnie.
- Dobra.- odpowiedziałem, odniosłem plecak i przypomniało mi się, że zostawiłem telefon w szatni, więc szybko do niej pobiegłem.

~ Megan ~

Właśnie weszłam do szkoły i zdejmując kurtkę zobaczyłam telefon nad moją szafką. Wzięłam go do ręki. Był biały z wysuwaną klawiaturą, ale był bardzo zadbany, jakby był nowy, ale miał już trochę zdarte napisy na klawiszach. Wzięłam książki i ruszyłam do sali muzycznej. W ręce trzymałam rysunki i piosenki stworzone przeze mnie. Nie patrzałam na drogę, tylko na komórkę, byłam już przy zakręcie, kiedy ktoś na mnie wpadł. Poleciałam do tyłu wypuszczając przy tym kartki, ale telefon nadal tkwił w mojej ręce.
- Strasznie cię przepraszam Megan, nie zauważyłem cię.- powiedział do mnie Liam, pomógł mi wstać i razem zaczęliśmy zbierać kartki, a ja włożyłam telefon do kieszeni swetra.
- Nic się nie stało, ale czemu tak biegłeś?- zapytałam.
- Bo zapomniałem z szatni komórki, taka biała wysuwana Nokia.- odparł.
- Masz, leżał nad moją szafką.- powiedziałam i podałam mu jego zgubę.
- Dzięki.- odrzekł.
W tym momencie dotknął mojej ręki próbując wziąć tą samą kartkę co ja. Szybko cofnął rękę i już bardziej nerwowo zaczął zbierać piosenki i rysunki. Ukradkiem spojrzałam na jego twarz. Zobaczyłam, że robią mu się rumieńce na policzkach. Uśmiechnęłam się pod nosem. Po chwili na ziemi nie było już żadnych kartek.
- Jeszcze raz przepraszam, dziękuję i proszę.- mówił nadal poddenerwowany.
- Nic się nie stało, nie ma za co i też dziękuję.- odparłam i miło się do niego uśmiechnęłam.
- Meg...- zaczął po chwili ciszy.- Bo wiesz niedługo jest ta dyskoteka z okazji dnia chłopaka i chciałbym zaprosić pewną dziewczynę, ale nie wiem, czy ona ma chłopaka, czy będzie chciała ze mną iść i w ogóle się wstydzę.- powiedział, a mi się zrobiło trochę smutno, że to nie mnie chciał zaprosić, bo w gruncie rzeczy Liam to według mnie najmilszy i najprzystojniejszy chłopak jakiego znam.
- Jeśli mam ci pomóc, to musiałabym wiedzieć co to za szczęściara...- powiedziałam.
- Czemu szczęściara?- zapytał.
- Bo jesteś fajnym chłopakiem. No więc kim ona jest?- uśmiechnęłam się do niego.
- No... myślałem o pewnej szatynce... ma na imię Megan i właśnie idzie obok mnie.- stanęłam i patrzyłam w przestrzeń w duchu ciesząc z tego, że mnie zaprosił. Zauważyłam, że te słowa wypowiadał z lekką trudnością.- Czemu stoisz? Aaa... już rozumiem, ty nie chcesz ze mną iść prawda?- zapytał.
- Co? Nie, to znaczy tak... o matko... oczywiście, że chcę!- powiedziałam.
- Naprawdę?- spytał z niedowierzaniem.
- Tak.- odpowiedziałam i posłałam mu lekki uśmiech, a on go odwzajemnił.
- Nawet nie wiesz jak mi ulżyło... Nie wiem co bym zrobił gdybyś mi odmówiła, chyba bym poszedł sam.- powiedział.
- Czemu? Przecież masz szanse u wielu dziewczyn.- odparłam.
- No tak, ale... hmmm... po prostu żadna z nich nie jest w moim typie ani pod względem wyglądu, a tym bardziej charakteru.- staliśmy w połowie korytarza, do rozpoczęcia zajęć zostało jeszcze półtora godziny.
- A ja spełniam kryteria w obu kategoriach?- spytałam.
- Tak.- odparł.
- Liam... mam do ciebie pytanie, albo raczej polecenie takie można nazwać osobiste.- powiedziałam niepewnie.
- Zamieniam się w słuch.- odrzekł.
- Opisz jakby wyglądała twoja idealna dziewczyna.- to zdanie wypowiedziałam znacznie pewniej.
- Hmmm... w sumie to jak się dobrze zastanowić... Nie no żartuję. Dla mnie ty jesteś ideałem.- odparł lekko zawstydzony, a na jego twarzy znów pojawiły się rumieńce.
- Wow. No tego się w sumie nie spodziewałam.- wymamrotałam.
- A twój ideał?- wiedziałam, że o to zapyta.
- No cóż, skoro ty mi powiedziałeś, to ja tobie też muszę. No więc moim ideałem jesteś ty.- odpowiedziałam.
- Serio? A ja myślałem, że Zayn, albo Harry, albo w ogóle ktoś inny.- odparł.
- To się pomyliłeś.- zachichotałam.
Teraz spoglądaliśmy sobie w oczy. Nikogo nie było, więc było to mniej krępujące. Po chwili nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać.
- Powiedz słowo, a przestanę.- powiedział będąc już tylko parę centymetrów od mojej buzi.
- Nie chcę byś przestawał.- odparłam.
Odległość między mną a Liam'em się znacznie zmniejszyła. Z około metra na centymetry i coraz bliżej. Teraz dzieliły nas tylko milimetry. Po chwili trwaliśmy już w pocałunku. Chłopak objął mnie rękami w pasie, a moje dłonie wylądowały w jego włosach. Nie ukrywam, było mi bardzo przyjemnie, a Szatyn całuje lepiej niż się tego spodziewałam. Chciałam by ta chwila trwała wiecznie, ale przerwał nam dzwonek. Szybko się od siebie odsunęliśmy.
- Megan... chciałabyś zostać moją dziewczyną?- zapytał po chwili niezręcznej ciszy, bo tylko na ostatnim piętrze wychodzili z klas, a oni stali na parterze.
- Tak, ale nie ukrywajmy tego, bo to tylko utrudnia ok?- spytałam dla pewności.
- Też tak uważam.- odparł i wyciągnął do mnie dłoń.
Splotłam swoje palce razem z jego i ruszyliśmy na trzecie piętro.

~ Zayn ~

Byłem sam z Harrym w jednym pokoju. Postanowiłem go o coś zapytać.
- Harry mam pytanie...- powiedziałem.
- Wal śmiało.- odparł.
- Widząc pewną osobę... wzdycham, gdy jej przy mnie nie ma to tęsknię, gdy jest staram się ją rozśmieszyć i nacieszyć się jej bliskością, gdy oglądam z nią horror cieszę się, że mogę się wykazać swoją odwagą i objąć ją ramieniem, gdy się boi. Harry powiedz co mi jest?- zapytałem, a on na mnie dziwnie patrzał.
- Zayn, ty się zakochałeś!- odparł dumnie.
- Naprawdę tak sądzisz?- spytałem.
- Tak! A mogę chociaż wiedzieć co za dziewczyna będzie się spotykać z DJ'em Malik'iem?- odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Nie wiem, czy się będzie ze mną spotykać, bo nie wiem czy mnie lubi. To jest Katy, wiesz ta kuzynka Kath.- odrzekłem.
- Ale przecież znasz ją tylko cztery dni.- powiedział zdziwiony.
- Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?- zapytałem.
- Tak.- odparł.
- To właśnie się stało wtedy kiedy Katy weszła do naszego pokoju.- powiedziałem.
- Zayn, obiecuję ci, że w ciągu następnego miesiąca umówisz się z nią na randkę, a ja ci w tym pomogę.- odpowiedział.
- Zrobisz to dla mnie?- spytałem.
- Jasne! Przecież czego się nie robi dla przyjaciół.- odparł.
 Ruszyliśmy do szkoły sam. Po drodze dowiedziałem się od Kath, która do mnie zadzwoniła, że Katy będzie u nas mieszkać przez dwa miesiące i będzie chodzić do naszej szkoły, do naszej klasy, a na dodatek ja mam ją oprowadzić po tym budynku, bo jej tata chce się przeprowadzić niedaleko nas. Więc teraz będziemy się jeszcze częściej widywać.
- Czeeeść Zaaayyn.- powiedziała Sue obrzydliwie słodkim przedłużonym głosem.
- Hej.- odparłem obojętnie i ją wyminąłem.
Ruszyłem zamyślony w stronę swojej szafki. Cały czas myślałem o Katy i przez to a kogoś wpadłem. Okazało się, że to właśnie była ona.
- Przepraszam nie zauważyłem cię.- powiedziałem.
- Nic się nie stało.- odparła.
- Podobno chcesz bym cię oprowadził.- uśmiechnąłem się do niej.
- Zgadza się.- odwzajemniła mój uśmiech.
- Zaczekaj chwilę, pójdę po książki i możemy zacząć.- powiedziałem.
- Pójdę z tobą.- odrzekła.
Ruszyliśmy w stronę niebieskich, metalowych szafek. Kucnąłem przy swojej, wykręciłem kod i wyjąłem odpowiednie książki. Wpakowałem je do plecaka i zamknąłem drzwiczki.
- Gdzie masz swoją szafkę?- spytałem.
- Dosłowne nas twoją.- odparła.
- Serio?- trochę mnie to zdziwiło.
- Serio.- uśmiechnęła się do mnie i ruszyliśmy schodami na trzecie piętro.
Odłożyliśmy plecaki pod salą muzyczną. Postanowiłem zacząć od parteru, bo została nam jeszcze godzina do rozpoczęcia zajęć.
- Tu jest sala gimnastyczna. Nie wiem jak jest u ciebie w szkole, ale nasza klasa nie ma podzielonych żadnych lekcji. Na każdych zajęciach wszyscy są razem.- powiedziałem.
- U nas dzielimy się na chłopaków i dziewczyny. Jak my mamy w-f to oni mają angielski i na odwrót.- odparła.
- W naszej szkole nie ma takiego podziału. Wszyscy są zgrani. Nie ma też podziału na tych z wyższych sfer i niższych.- dopowiedziałem.
- To nie to co u mnie.- odrzekła i wyraźnie posmutniała, ja widząc to odruchowo ją przytuliłem i pogładziłem po plecach.
Puściłem ją i poszliśmy dalej.

~ Louis  ~

- Louis!- usłyszałem znajome wołanie. Odwróciłem się i zobaczyłem idącą ku mnie Olivię.
- Hej mała.- odpowiedziałem z uśmiechem na  twarzy.
- Hej duży.- odparła i mnie uściskała po przyjacielsku.
Ostatnio coraz częściej się spotykamy. Ol to urocza, miła i ładna dziewczyna, a przynajmniej ja tak uważam. Szliśmy w stronę obok siebie lekko ocierając się ramionami. Trwaliśmy w lekko niezręcznej ciszy. Przerwał to mój telefon.
- Słucham?- nie spojrzałem na to kto dzwoni.
- Hej, tu Liam.- odparł głos z słuchawki.
- Hej Liam. Z jaką sprawą do mnie dzwonisz?- zapytałem.
- Pamiętasz jak mówiłem, że Megan mi się podoba?- odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Tak pamiętam, a co?- nie domyślałem się niczego.
- Jesteśmy razem!- powiedział nieco głośniej.
- To szczęścia życzę. Od kiedy?- spytałem.
- Od dzisiaj.- słyszałem, że jest wyraźnie szczęśliwy.
- To świetnie. A gdzie jesteś?- ponowne pytanie z mojej strony.
- Aktualnie w toalecie w szkole. Myję ręce.- lekko się zaśmiałem.
- Dobra ja już kończę. Później się spotkamy. Na razie.- powiedziałem i się rozłączyłem.
- Kto dzwonił?- zapytała Ol.
- Liam.- odparłem.
- Po co dzwonił?- była chyba bardzo ciekawa.
- Żeby mi oznajmić, że chodzi z Meg.- powiedziałem.
- Liam i Meg...- zamyśliła się na chwilę.- To całkiem niezłe dopasowanie. Obaj przestrzegają zasad. Są mili, mają dobre serce i z tego co wiem, to obaj mieszkają w domu dziecka.- powiedziała.
- Racja.- odparłem.
Znów trwała niezręczna cisza. Usiedliśmy na ławce w parku, bo do lekcji została jeszcze godzina czasu, a do szkoły zostało nam pięć minut. Przypomniało mi się o dyskotece z okazji dnia chłopaka, na którą chłopcy zapraszają dziewczyny, a że chyba czuję coś do Ol, to postanowiłem ją zaprosić.
- Ol...- powiedziałem lekko się wahając, bo bałem się, że mi odmówi.
- Tak?- spytała.
- Chciałabyś pójść ze mną na tą dyskotekę z okazji dnia chłopaka?- strasznie trudno przechodziło mi to przez gardło.
- Jasne!- odparła radośnie.
- Naprawdę?- spytałem z niedowierzaniem.
- Tak.- powiedziała.
- Wow... Myślałem, że mi odmówisz, bo jestem z domu dziecka.- westchnąłem.
- Oj, Louis, Louis, Louis... Dla mnie nie liczy się gdzie mieszkasz czy jak wyglądasz. Dla mnie liczy się twoja osobowość i charakter.- odparła.
- Czyli jakbym wyglądał jak menel mieszkający pod mostem to też byś się zgodziła?- zapytałem.
- No, z tym to byłby trochę większy problem. Ale z tobą nie ma problemu bo jesteś przystojny, miły, zabawny, hmmm co jeszcze... O wiem! Męski, masz bardzo dużo zalet, dzięki którym poderwałbyś dziewięćdziesiąt pięć procent dziewczyn, które znasz.- odparła, a ja zacząłem się rumienić.
- Serio tak myślisz? Że jestem przystojny, miły, zabawny i męski?- spytałem.
- Tak, a co?- odpowiedziała, a ja się jeszcze bardziej zarumieniłem.
- Nic, po prostu mało osób mi to mówi, więc nie wiem jak mnie inni postrzegają.- powiedziałem nadal zarumieniony. Jeszcze jakieś miłe słowo z jej ust to w ogóle będę wyglądał jak burak.
- O... nie martw się Lou, na pewno większość osób myśli o tobie tak jak ja.- odpowiedziała i mnie przytuliła. Teraz wiem na 100%, że jestem bardziej czerwony niż pomidory, czy buraki.
- Dzięki.- odparłem.
- Co się tak rumienisz co?- spytała.
- Wiesz nie na co dzień ktoś mówi tyle miłych rzeczy o tobie i to na raz.- odpowiedziałem.
- Tylko to jest tym powodem?-  ponownie zapytała.
- I... chyba jeszcze to..., że przytula mnie dziewczyna, która mi się podoba.- powiedziałem i ponownie miałem czerwoną twarz.
- Ooo... jak słodko.- uśmiechnęła się i pocałowała w policzek, a ja wypuściłem całe powietrze z płuc.
- No nie powiem miło mi się zrobiło.- odwzajemniłem uśmiech.- Spodziewałem się znacznie innej reakcji.- odparłem.
- Jakiej?- spytała.
- No..., że sobie pójdziesz i mnie tu zostawisz.- powiedziałem, a dziewczyna złapała moją dłoń.
- Nie zamierzałam odejść ani wcześniej, ani teraz, ani później.- odpowiedziała.
- Dlaczego?- spojrzałem na nasze złączone dłonie.
- Bo ty też mi się podobasz Louis.- odparła i lekko się zarumieniła. Widać, że ma znacznie mniejsze trudności z wyrażaniem uczuć niż ja.
- Ja? Naprawdę ci się podobam?- spytałem.
- Tak.- powiedziała.
- Zaskakujesz mnie coraz bardziej. Ale jesteś pewna, że ci się podobam? Może to jest tylko uczucie zaślepione tym, że cię wtedy uratowałem.- trochę posmutniałem wypowiadając te słowa.
- Zdążyłam już o tym zapomnieć... Louis ja naprawdę cię lubię, ale tak wiesz lubię, lubię.- odparła.
- Udowodnij.- powiedziałem.
- Jak?- spytała lekko zdziwiona.
- Nie wiem jak, po prostu udowodnij.- odparłem.
Po tych słowach dziewczyna się do mnie zbliżyła. Po chwili trwaliśmy już w pocałunku. Nie spodziewałem się tego. Nie spodziewałem się niczego z jej strony. Myślałem, że najnormalniej w świecie, będzie siedzieć, albo sobie pójdzie. A tym czasem całuje mnie dziewczyna, która ostatnio stała się moim obiektem westchnień. Oderwaliśmy się od siebie, a ona mi spojrzała głęboko w oczy.
- Teraz mi wierzysz?- spytała, a ja tylko przytaknąłem, bo z wrażenia nie mogłem nic powiedzieć.
Wstałem wyciągnąłem do niej rękę. Ona splotła ze sobą nasze dłonie i ruszyliśmy do szkoły.

~ Olivia ~

Nie wiedziałam, że podobam się Louis'owi. Myślałam, że on mnie po prostu lubi i nic więcej. A tu proszę taka niespodzianka.
- Czyli oficjalnie jesteśmy parą?- zapytał mnie.
- Tak!- odparłam radośnie.
- I nie masz nic przeciwko temu, że jestem z domu dziecka?- ponownie spytał.
- Absolutnie nie.- powiedziałam.
- A nie masz nic przeciwko by ktoś się o nas dowiedział?- dziwne pytanie.
- A dlaczego miałabym mieć coś przeciwko. Nie obchodzą mnie opinie innych. Kocham cię Louis i głupie komentarze innych nie zmienią mojego uczuci wobec ciebie.- odparłam i spojrzałam chłopakowi głęboko w oczy.
- Też cię kocham.- powiedział i musnął moje usta.
Aż mi się ciepło zrobiło na sercu. Szliśmy w ciszy, ale nie była ona niezręczna. Ukradkiem spojrzałam na Louis'a. Był uśmiechnięty, ale w jego oczach nadal była lekka niepewność. Ale było jej już znacznie mniej niż gdy pierwszy raz wyznałam mu uczucia. Sądzę, że nadal myśli, iż jestem zaślepiona jego bohaterskim czynem. Ta akcja nadal mi siedzi w głowie, ale ja lubię Louis'a za to jaki jest, a nie co zrobił. Weszliśmy do szkoły, zdjęliśmy kurtki, wzięliśmy książki i ze złączonymi dłońmi ruszyliśmy pod salę muzyczną.
~ Harry ~

Do rozpoczęcia lekcji zostało jeszcze 40 minut. Nie bardzo się śpieszyłem, ale postanowiłem wyjść razem z Kath do szkoły. Szliśmy trzymając się za ręce.
- Jak myślisz, co będziemy robić dzisiaj na w-f'ie?- spytałem.
- Nie wiem, ale chciałabym pograć w badmintona, albo siatkę. Obstawiam, że będziemy grać w coś typu zbijak, albo ręczna, bo trener myśli, że badminton i siatkówka to typowo babski sport.- odparła.
- Ale to nie prawda.- powiedziałem lekko oburzony z racji tego, że profesjonalnie gram w badmintona.
- Powiedz to trenerowi, może jak usłyszy to od faceta, to się przekona.- odrzekła.
Dalej szliśmy w ciszy, ale nie była ona niezręczna. Dotarliśmy do szkoły, a do początku lekcji zostało jeszcze pół godziny. Odwiesiłem kurtkę moją i mojej dziewczyny. Podeszliśmy do swoich szafek, które znajdowały się tuż obok siebie. Wzięliśmy odpowiednie książki i udaliśmy się do sali muzycznej trzymając się za ręce. Na dużym korytarzu byli już blond głodomory, niedaleko nich siedzieli Liam i Megan także trzymając się za ręce. Od kiedy oni są razem? Potem siedział Louis obejmujący ramieniem Olivię i rozmawiali o czymś. A od kiedy oni są razem? O dziwo nie było ani Zayn'a, ani Katy. Pewnie tak jak mi wcześniej wspomniała Kath oprowadzał ją po szkole. Odłożyliśmy plecaki i usiedliśmy pod ścianą niedaleko sali od fizyki.

~ Katy ~

Zayn to bardzo dobry przewodnik. Ciekawie opowiadał o szkole i wydarzeniach, które miały tu miejsce. Muszę przyznać, że facet wie jak obchodzić się z dziewczyną. Najbardziej przeszkadzały mi tylko spojrzenia dziewczyn, które patrzały na niego słodkim wzrokiem. W gruncie rzeczy Zayn to bardzo miły i przystojny chłopak. Lubię go. Mimo że znamy się około tygodnia, to dość dużo już o nim wiem. Zaraz, zaraz... ale jak on ma na nazwisko? O ludzie... wiem o chłopaku tyle ile powinna wiedzieć dobra przyjaciółka, a nie wiem jak ma a nazwisko. W ogóle nie wiem jak oni wszyscy mają a nazwisko... no może nie licząc Nath, bo z nią się już wcześniej spotkałam.
- Zayn...- zaczęłam, a on spojrzał na mnie pytająco.- Jak ty masz w ogóle na nazwisko?- zapytałam.
- Malik, a ty?
- Tomlinson.- powiedziałam, a on stanął w pół kroku.
- Powtórz.- poprosił.
- Tom-lin-son.- odparłam sylabami.
- Louis... o też ma tak na nazwisko.- powiedział.
- Może jestem z nim spokrewniona... chociaż mama by mi raczej powiedziała o takiej rzeczy.- zamyśliłam się. Ruszyliśmy dalej.
- No dobra... To już ostatnie pomieszczenie, a dokładniej szkolny sklep. Prowadzi go Sarah, która jest też opiekunką w naszym domu dziecka. Ma około trzydziestki.- powiedział.
- Spoko, ale po co ona pracuje w dwóch miejscach na raz?- zapytałam.
- Dom dziecka to jej praca dorywcza. Tu w szkole jest miła i uprzejma, a tak surowa i zła. Nie wiem, czemu tak jest.- odparł.
- Chodź usiąść, trochę mnie nogi bolą, macie strasznie dużą szkołę.- powiedziałam.
Podeszliśmy i usiedliśmy na ławce przy stoliku.
- Katy... Bo jest taka sprawa.- zaczął po chwili ciszy.
- A mianowicie?- spytałam.
- A mianowicie trzydziestego września, czyli za dwadzieścia sześć dni w poniedziałek jest dzień chłopaka i z tej okazji organizują dyskotekę i chłopcy mają na nią zapraszać dziewczyny i chciałem się zapytać, czy nie poszłabyś ze mną.- zapytał.
- A co z twoją dziewczyną, nie będzie zazdrosna?- odpowiedziałam na pytaniem.
- Nie mam dziewczyny.- odparł i spojrzał na mnie.- To jak będzie?
- No raczej, że pójdę.- posłałam mu uśmiech, a on go odwzajemnił.- A dlaczego akurat ja? Przecież tutaj jest chyba wiele dziewczyn, które marzą o tym byś chociaż znał ich imię.- powiedziałam.
- Nie zapraszam byle kogo.- odpowiedział patrząc się w głąb korytarza.- To musi być ktoś, o kim chociaż coś wiem. Dziewczyna, którą zapraszam na dyskotekę nie może być wredna, ani głupia, a z tego co wiem, to ty jesteś miła i mądra prawda?- spojrzał na mnie, a ja lekko oblałam się rumieńcem.
- Chyba tak, nie wiem jak mnie ludzie widzą.- odparłam.
- To ja ci powiem jak ja cię widzę. Moje pierwsze wrażenie jakie na mnie wywarłaś to twoja uroda. Jesteś ładna. Drugim wrażeniem było to jak się zachowujesz. Jesteś sympatyczna i życzliwa. Dużo jest takich dziewczyn, ale ty masz w sobie to coś co przyciąga uwagę. Nie wiem co to, ale moją uwagę zwróciłaś niemal natychmiastowo.- powiedział, a ja czułam, że się rumienię.
Wiem, że mówił prawdę, bo patrzał mi w oczy. Gdy to mówił często łapał się za kark, a z tego co wiem, to ten gest oznacza, że dziewczyna, z którą rozmawia chłopak mu się podoba. Nie jestem pewna czy to jest prawdziwa teoria, ale bardzo bym chciała by była prawdziwa. Nie wiem dlaczego, ale Zayn z tego całego towarzystwa najbardziej przypadł mi do gustu. No i muszę przyznać jest bardzo przystojny, miły i wie jak obchodzić się z dziewczynami.
- Czemu nie masz dziewczyny?- zapytałam.
- Bo czekam na tą jedyną. A jeśli poczuję coś do jakiejś dziewczyny, to czekam parę dni, a nawet tygodni. Jeśli nadal będę czuł to samo, to znaczy, że się naprawdę zakochałem, ale jeśli poczuję, że to uczucie chociaż trochę osłabło, to znaczy, że się zauroczyłem.- odparł i patrzył w głąb korytarza.
- A czemu tak dobrze obchodzisz się z dziewczynami?- zapytałam.
- Czemu się dobrze obchodzę z dziewczynami...- powtórzył ciszej moje pytanie, jakby się zastanawiał nad jego sensem.- Wychowałem się wśród kobiet. Zanim rodzice mnie porzucili miałem trzy siostry i do tego niezliczoną ilość kuzynek, które często nas odwiedzały. Dzięki nim lepiej się dogaduje z dziewczynami. Łatwiej mi jest poznać co czują, niezależnie od charakteru.- powiedział.
- A czemu mi się zwierzasz?- spojrzałam na niego, a on westchnął i nadal patrzył w dal.
- Ponieważ czuję do wobec ciebie dobroć, przyjaźń i przede wszystkim zaufanie. Wiem, że jeśli ci powiem, żebyś nikomu nie mówiła, to nie powiesz. Wiem też, że nie przeszkadza ci to, że ''nasza banda'' mieszka w domu dziecka. Wiem, że w szkole, do której chodzisz, jak jesteś u siebie nie przepadali za tobą, a tu czujesz się dobrze, jak w rodzinie. To prawda jesteśmy jedną wielką rodziną jeden nie pozwoli skrzywdzić drugiego pod żadnym pozorem. A tak jest dlatego, że wiemy jak to jest być krzywdzonym, gdyby nie to, to też byśmy byli podzieleni na elitę i tych biednych.- jego głos był spokojny i kojący.
Przysunęłam się do niego i lekko przytuliłam. W tym momencie spojrzał na mnie objął ramieniem. Oderwałam się od niego i spojrzałam głęboko w jego istnie czekoladowe oczy. Wyrażały dobroć, życzliwość i nutę smutku. Rozumiem go, bo rodzice go porzucili. Tym razem oboje patrzeliśmy w ten korytarz. Pomiędzy mną, a chłopakiem panowała absolutna cisza. Co chwila ukradkiem na niego zerkałam. W gruncie rzeczy Zayn to bardzo tajemnicza osoba. Słyszałam jak rytmicznie oddycha. Chłopak jest bardzo spokojny, ale widać, że jak przyjdzie co do czego, to lubi się zabawić. Spojrzał na swój zegarek na łańcuszku. Był prześliczny.


- Za 15 minut zaczną się lekcje, a to oznacza, że za dziesięć minut przerwa.- powiedział.
- Skąd go masz?- zapytałam.
- Ale co?- nie zrozumiał o co chodzi.
- Zegarek.
- Dostałem go od siostry, gdy miałem siódme urodziny. Zdecydowanie bardziej kochałem moje siostry niż rodziców. Przez pierwsze trzy lata, gdy wylądowałem w domu dziecka odwiedzały mnie, ale potem się przeprowadziły. Teraz rzadko znajdują czas by nawiązać ze mną chociażby kontakt telefoniczny. Ostatni raz kiedy je widziałem miałem jedenaście lat. Były mi powiedzieć o tym, że się wyprowadziły, bo rodzice im kazali i przy okazji złożyć mi życzenia urodzinowe.- powiedział.
- Współczuję... Ale zegarek jest naprawdę śliczny. A tak w ogóle to kiedy ty masz urodziny?- spytałam.
- Dwunastego stycznia, a ty?- odparł.
- Trzydziestego pierwszego grudnia.- powiedziałam.
- To już niedługo... O matko! Na śmierć zapomniałem! Niall i Nath mają jutro urodziny!- prawie krzyknął.
- Mają urodziny w tym samym dniu?- spytałam, a on tylko przytaknął.
- Muszę im kupić jakiś prezent... Poszłabyś ze mną po szkole do sklepu wybrać coś dla nich?- zapytał.
- Jasne! Sama z resztą muszę im coś kupić.- odparłam.
- Chodź już, bo za pięć minut lekcje.- powiedział.
Ruszyliśmy po schodach w dół. Z cienkiego korytarza weszliśmy na duży. Trochę mnie zdziwił taki widok. Przy stoliku siedział Niall i Nath, ale to są najlepsi przyjaciele, więc nie ma się co dziwić. Trochę dalej na ławce siedzieli trzymający się za ręce Liam i Megan. Jeszcze dalej Louis obejmujący ramieniem Olivię, a pod salą fizyczną Harry flirtował z Kath ujmując jej dłoń. Wymieniliśmy z Zaynem spojrzenia, po czym usiedliśmy pod ścianą przy sali muzycznej i z braku innych pomysłów też zaczęliśmy gadać.
- Teraz ty mi coś o sobie opowiedz.- zaczął brunet.
- Powiedz co chcesz wiedzieć, to ci opowiem.- odparłam.
- Hmmm... w takim razie... masz chłopaka?- zapytał.
- Nie.- odpowiedziałam.
- Czemu?- był wyraźnie ciekawy. Z jakich powodów, to ja nie wiem.
- Podobnie jak ty czekam na swojego księcia z bajki.- uśmiechnęłam się.
- Dobra, co dalej... Jaki jest twój ulubiony kolor?- spytał.

~ Zayn ~

- Mój ulubiony kolor...- powiedziała zastanawiając się nad odpowiedzią.- Czerwony.
- Serio? Mój też.- odparłem radośnie.
- Ale się złożyło.- posłała mi uśmiech, a ja go odwzajemniłem.
Właśnie otworzyłem usta, żeby zadać kolejne pytanie, ale rozległ się dzwonek na przerwę. Z prawie wszystkich wypłynęło multum ludzi. Patrząc na nich zapomniałem o co chciałem zapytać. Widziałem, że wszystkie dziewczyny przechodzące obok nas patrzały na mnie słodko, a na Katy z lekką pogardą. Zerknąłem na Blondynkę. Była uśmiechnięta, ale jej oczy były smutne. Widać, że jest bardzo uczuciowa i łatwo jej sprawić przykrość, ale nie chce tego po sobie poznać więc cały czas zakrywa to uśmiechem.
- Co jest?- spytałem, bo nie chciałem by była smutna.
- Nic.- odparła.
- Przecież widzę, że coś cię gryzie.- nie dawałem za wygraną.
- Zayn naprawdę nic mi nie jest.- powiedziała.
- Słuchaj, widzę, że jesteś smutna. Nie musisz mnie okłamywać. Przecież cię nie uderzę jak powiesz prawdę.- mówiłem spokojnie, by dała się przekonać.
- No bo wszystkie dziewczyny, które tędy przechodzą patrzą na mnie tak jakby chciały mi wywiercić dziurę w sercu.- powiedziała jednym tchem, ale zauważyłem, że nie powiedziała wszystkiego co miała na myśli.
- Ehhh...- westchnąłem- Nie przejmuj się nimi, to nie chodzi o ciebie, tylko o mnie... Nie chcę mówić, że jestem jakimś nie wiem... mega pięknisiem, bo wcale tak nie uważam. Jeżeli to, że te dziewczyny tak na ciebie patrzą jest za sprawą mojego towarzystwa, to sobie pójdę i będziesz miała ten problem z głowy.- powiedziałem i już zamierzałem wstać, kiedy ona mnie złapała za rękę.
- Nie idź... Boję się, że jak sobie pójdziesz, to one się na mnie rzucą z tekstami ''Czemu ty z nim gadasz?'', ''Odwal się od niego'' i inne takie rzeczy. Ale dopóki siedzisz obok mnie to nawet nie próbują się nawet zbliżyć. Zostaniesz ze mną?- zapytała.
- Jasne. Jeśli tego chcesz, to zostanę. Usiądziesz dzisiaj ze mną?- spytałem.
- Dobrze. A nie wolisz usiąść z jakimś chłopakiem? Nie będzie cię krępować moje towarzystwo?- ponownie zadała mi pytanie.
- Na chłopaków od nas nie mam co liczyć. Zawsze siadałem z Lou, ale jak znam życie, to on teraz usiądzie z Olivią.- zamyśliłem się na chwilę.- Ale jeśli nie chcesz ze mną siedzieć, to zapytam się Niall'a...- zacząłem, ale mi przerwała.
- Ale ja chcę z tobą siedzieć, tylko myślałam po prostu, że wolisz siedzieć z chłopakiem.- powiedziała dość szybko.
- Dlaczego?- zapytałem.
- U mnie w szkole tak było, że chłopaki siedzieli z chłopakami, a dziewczyny z dziewczynami, chyba że pani kogoś przesadziła. Ja zazwyczaj siedziałam sama.- ostatnie zdanie powiedziała trochę smutniej.
- Nie bój się, tutaj nie będziesz zdana na samotność, a jakby co trzymaj się mnie.- uśmiechnąłem się do niej. Odpowiedziała mi uśmiechem. Tyle tylko, że to był prawdziwy uśmiech, a nie ten zakrywający smutek. Spojrzałem na zegarek. Podniosłem się i wyciągnąłem rękę do dziewczyny, by pomóc jej wstać. Chwyciła ja i po chwili stała obok mnie. Podszedłem do klasy podałem jej plecak, a sam wziąłem swój. Właśnie zadzwonił dzwonek. Wszyscy w bezładzie weszli do sali. Wybraliśmy ostatnią ławkę w rzędzie pod ścianą. Ja usiadłem z brzegu. Rozpakowaliśmy się. Pan z muzyki wszedł tuż po nas, a za nim reszta klasy. Przywitaliśmy się z nim i nauczyciel rozpoczął lekcje. Uczyliśmy się nowej piosenki, którą mamy zdać za tydzień. W klasie jest nas około czterdziestki. Tak wiem bardzo dużo osób. Z racji tego pan pozwolił się połączyć w grupy najwyżej po dziesięć osób. Wszyscy z domu dziecka pokiwali porozumiewawczo głowami.
- Będziesz śpiewać z nami?- zapytała mnie Suesanne z ławki przede mną.
- Za późno mam już grupę.- odparłem.
- Ile was jest?- spytała.
- Eee...czekaj...- zacząłem w pośpiechu liczyć moją grupę, wyszło dziewięć, więc Sue na pewno będzie chciała do nas dojść. Spojrzałem znacząco na Katy. Dziewczyna pokiwała lekko głową na tak.- No więc jest nas dziesięć.- powiedziałem.
- Kurde...- mruknęła i się odwróciła.
- Uff...- westchnąłem.
- Coś nią nie tak?- zapytała mnie szeptem Katy.
- Nie najlepiej śpiewa.- odparłem równie cicho.
- Skoro lekcja się jeszcze porządnie nie zaczęła, to chciałbym wam przedstawić nową koleżankę. Proszę do mnie.- spojrzałem na Blondynkę, bo wiedziałem, że chodzi o nią. Pokiwałem głową na znak, żeby podeszła do nauczyciela.
- Przedstaw się wszystkim.- poprosił muzyk.
- Jestem Kaitlin Tomlinson.- w tym momencie Louis spadł z krzesła.
- Powtórz...- poprosił chłopak leżąc na ziemi.
- Tom-lin-son.- spełniła jego prośbę.
- Masz takie samo nazwisko jak ja.- powiedział i chciał usiąść, ale zobaczył, że krzesło jest rozwalone, więc poszedł je wymienić.
- Wiem.- odparła dziewczyna i usiadła z powrotem obok mnie.
- Dobrze, a teraz będę po kolei numerkami z dziennika będziecie śpiewać piosenki, które mieliście napisać. Wyjąłem z książki tekst, z nutami. Każdy sam miał sobie zagrać, chyba że nie potrafił to prosił kogoś o pomoc. Ja potrafię grać na pianinie, więc było mi łatwo. Ale Nath miała jeszcze łatwiej, bo potrafiła zagrać na prawie każdym instrumencie jaki znajdował się w tej sali. Teraz chodzi na lekcje gitary. Muszę, że nieźle jej z nią idzie.
- Poproszę na środek pannę Black.- powiedział muzyk, a Meg wyszła na środek i zaczęła grać na pianinie, a potem dołączyła śpiew. Megan ma naprawdę duży talent.
- Bardzo dobrze, szóstka. Teraz poproszę panią Blues.- powiedział.

~ Nath ~

- Teraz poproszę panią Blues.- gdy usłyszałam moje nazwisko momentalnie zbladłam.- Proszę na środek.- powiedział.
- No idź dasz radę.- szepnął do mnie Niall.
Dodało mi to trochę otuchy, ale nie na tyle by zaśpiewać przed czterdziestoosobową klasą. Wyszłam na środek sali, a wszystkie oczy były wpatrzone we mnie. Próbowałam ukryć drżenia rąk, ale mi się nie udawało, do tego robiłam się coraz bardziej czerwona.
- Zaczynaj.- powiedział nauczyciel.
- Na-tha-lie! Na-tha-lie!- usłyszałam dopingi najpierw z kilku ostatnich ławek, a potem od całej klasy. Dodało mi to pewności siebie. Postanowiłam dać z siebie wszystko.
- Proszę pana, czy mogę wziąć swoją gitarę? Mam ją w szatni.- zapytałam muzyka.
- Dobrze, ale biegiem. A tym czasem poproszę na środek pana Zick'a bo widzę, że aż rwie się do śpiewania.- Zick jest strasznie gadatliwy, dlatego pan zwrócił na niego uwagę, a ja pobiegłam po gitarę. Byłam już na parterze, ale na kogoś wpadłam. Przewróciłam się i spadłam na swoje cztery litery. Podniosłam się masując tyłek. Spojrzałam na osobą, na którą padłam. Był to George.
- Przepraszam George. Nie zauważyłam cię, poza tym lekcje się już zaczęły.- spojrzałam na niego.
- Byłem u lekarza, a gdzie tak pędzisz?- zapytał.
- Po gitarę, po dzisiaj zdajemy piosenki.- odparłam.- Zaczekaj chwilę.- wzięłam instrument i ruszyliśmy biegiem do klasy.
- O już jesteś...cie.- powiedział nauczyciel, a Szatyn podał mu usprawiedliwienia i usiadł do Sue, która siedziała sama.- proszę zaczynać panno Blues.
Głośno westchnęłam i po chwili rozbrzmiały już pierwsze dźwięki mojej gitary. Pierwszy raz występuję przed tyloma osobami. Wcześniej zaśpiewałam tylko dla Niall'a i razem z nim. Po dość długim wstępie dodałam śpiew:

 Been a lot of places
I've been all around the world
Seen a lot of faces
Never knowing where I was
On the horizon
But I know, I know, I know, I know
The sun will be risin' back home

 Living out of cases
Packing up and taking off
Made a lot of changes
But not forgetting who I was
On the horizon
Where I know, I know, I know, I know
The moon will be risin' back home

 Don't forget where you belong, home
Don't forget where you belong, home
If you ever feeling alone - don't
You were never on your own

 And the proof is in this song

 Been away for ages
But I got everything I need
I'm flicking through the pages
I've written in my memory
I feel like I'm dreaming
Oh so I know, I know, I know, I know
That I'm never leaving
No, I won't go

 Don't forget where you belong, home
Don't forget where you belong, home
If you ever feel alone - don't
You were never on your own

 And the proof is in this song

 Lights up and they should be on
Even stars in the sky, they're wrong

 Short days when the nights are long
When I think of the things I've done

 Don't matter how far I've gone

 I'm always feeling like home

 Don't forget where you belong, home
Don't forget where you belong, home
If you ever feel alone - don't
You were never on your own

 Never, never, never home

 Don't forget where you belong, home
Don't forget where you belong, home
If you ever feel alone - don't
You were never on your own

 And the proof is in this song

 Home,
Home, If you ever feel alone - don't
You were never on your own

 And the proof is in this song
Never forget it - this song

 Don't forget it

 No, I'll never forget it
This song

 You will never
Uff...nareszcie koniec. Rozejrzałam się po klasie. Wszyscy patrzeli na mnie w osłupieniu. Po chwili ktoś z tyłu zaczął klaskać, a potem do tego kogoś dołączyła reszta klasy z prośbami o bis.
- Gdybym mógł, to wstawił bym ci nawet pięć szóstek, ale na to mam przeznaczoną tylko jedną rubrykę. Chodzisz na jakieś dodatkowe lekcje śpiewu?- zapytał, a ja przecząco pokiwałam głową.- Od kiedy grasz na gitarze?
- Od... miesiąca może dwóch.
- Masz niesamowity talent. Jakoś nie przypominam sobie byś kiedyś u mnie zdawała.- powiedział.
- Bo nigdy nie zdawała.- odparłam.
- Czemu?- zapytał.
- No... bo... się wstydziłam.- ostatnie słowa wymamrotałam tak, że nikt oprócz Niall'a nie wiedział czemu nie zdawałam.
- Powtórz proszę, bo nie zrozumiałem.- poprosił nauczyciel.
- Bo się wstydziłam.- szepnęłam mu na ucho.
- Rozumiem, ale czego?
- No tego, że ktoś mnie wyśmieje...- powiedziałam tak, żeby tylko nauczyciel słyszał co mówię.
- Rozumiem. Musisz iść do pani Eleonor Theatrical, ona ci z tym pomoże. Dobrze siadaj, a ja poproszę na środek pana Horan'a.- powiedział.

~ Niall ~

Zaczynam żałować, że jestem trzeci w dzienniku. Czułem, że drżały mi nogi i ręce. Mam taką tremę jak Nathalie.

- Ja dałam radę to ty też dasz.- szepnęła do mnie Nath.
Stanąłem na środku i nerwowo rozglądałem się po klasie. Drżącymi rękoma chwyciłem gitarę. Chyba wszyscy widzieli, że cały się trzęsę. Nathalie podeszła do nauczyciela i coś mu powiedziała.
- Mhm, rozumiem.- przytaknął jej.- Niall chcesz wystąpić później?- zwrócił się do mnie, a ja energicznie pokiwałem głową na tak.- W takim razie siadaj.- ruszyłem do swojej ławki i podziękowałem Blondynce.
- Zapraszam pana Malik'a.- powiedział nauczyciel.

~ Zayn ~



Nie byłem skrępowany tym, że patrzy na mnie blisko czterdzieści par oczu. Usiadłem do pianina i zacząłem grać pierwsze nuty mojej piosenki. Wszystkie dziewczyny przyglądały mi się bardzo uważnie. No może z wyjątkiem pięciu, a mianowicie Nath, Meg, Kath, Ol i Katy. Trochę posmutniałem, gdy zobaczyłem, że Katy nie zwraca na mnie uwagi, ale ona coś robiła, nie mogłem zauważyć co, bo zasłaniał ją George. Po chwili jednak przesiadła się na moje miejsce, by lepiej widzieć. Uśmiechnąłem się lekko i zacząłem śpiewać:

 I know you want, know you wanna take it slo-o-ow
But think about all the places we could go-o-o
If you give in tonight
Just let me set you free
We’ll touch the other side
Just give me the keys

 'Cause we got all night
We’re going nowhere
Why don’t you stay?
Why don’t we go there?
Let’s take a ride
Out in the cold air
I know the way
Why don’t you go there with me?

 Say the word, say the word, but don’t say no-o-o
Sky dive, you and I with just these clo-o-othes
Your secret is safe with me
There’s no right time or place
Cause anyone could see
Do it anyway

'Cause we got all night
We’re going nowhere
Why don’t you stay?
Why don’t we go there?
Let’s take a ride
Out in the cold air
I know the way
Why don’t you go there with me?

Hey, I don’t want you be the one that got away
I wanna get addicted to you, yeah
You’re rushing through my mind
I wanna feel the high
I wanna be addicted
Don’t say, no-o-o-o-o-o
Just let go-o-o-o-o-o

 'Cause we got all night
We’re going nowhere
Why don’t you stay?
Why don’t we go there?

Let’s take a ride
Out in the cold air
I know the way
Why don’t you go there with me?
With me?
With me?
Why don’t you go there with me?


To była piosenka napisana z myślą o Katy. Tylko ja o tym wiedziałem przez cały czas o niej myślałem. Gdy grałem zerkałem ogółem na całą klasę widziałem, że wszystkie dziewczyny wzdychają i patrzą na mnie tym obrzydliwie słodkim wzrokiem, ale mój wzrok zawsze zatrzymywał się na niej. Wtedy udawałem, że patrzę na klawisze lub nuty, mimo że już miałem to wszystko w głowie. Gdy skończyłem dziewczyny zaczęły piszczeć i prosić o bis. Odszedłem od pianina i usiadłem w swojej ławce. Usłyszałem zawiedzione głosy.
- Zayn, gratuluję talentu muzycznego. Dostajesz sześć.- powiedział nauczyciel.
- Masz niesamowity głos wiesz?- zapytała mnie szeptem Katy.
- Dzięki.- odparłem uśmiechając się do niej.- Ty będziesz dzisiaj występować?- zapytałem.

~ Katy ~

- Chyba tak. Mam parę tekstów, ale nie potrafię grać na żadnym instrumencie i do tego się wstydzę.- powiedziałam.


- Mogę zagrać na pianinie, albo poproś Nath, ona potrafi grać na wszystkich co się znajduje w tej sali. No... jedyne czego jeszcze nie opanowała to trójkąt.- odparł.
- Nie... do moich piosenek pasuje tylko gitara albo pianino czy fortepian.- powiedziałam.
- Niall świetnie gra na gitarze.- odpowiedział.
- Wolę zostać przy opcji '' Zayn + pianino ''. Naprawdę świetnie grasz.- cały czas szeptałam, by nikt nas nie usłyszał.
- Dzięki, jak chcesz to mogę cię nauczyć.- odparł.
- Naprawdę?- zapytałam.
- Oczywiście. Pianino to w sumie nic trudnego.- powiedział.
- Świetnie. A mam jeszcze takie jedno pytanie...
- Pytaj o co tylko chcesz.- przerwał mi.
- O kim była twoja piosenka? No chyba, że była o nikim to nie musisz odpowiadać.

~ Zayn ~

Nie chciałem powiedzieć, bo nie wiedziałem jak zareaguje. Poza tym wolę jeszcze parę dni przeczekać zanim wyznam jej uczucia. Nie wiem czy są pewne.
- Później ci powiem.- powiedziałem lekko podenerwowany.
- Ok.- odparła.
Dziewczyna chyba zauważyła moje podenerwowanie. Co chwila na mnie zerkała. Pisząc ręce mi się trzęsły. Wystąpiła reszta naszej paczki i teraz na środek miał wyjść najbardziej chłopak jakiego znam. Jeśli nie wiecie o kogo chodzi to mam na myśli Niall'a. Swoją drogą to on bardzo pasuje do Nath. Ona jest tak samo wstydliwa, ale nie można tego odkryć po jej silnym charakterze. Chłopak zaczął śpiewać.

 My hands, your hands
Tied up like two ships drifting,
Weightless waves try to break it
I'd do anything to save it
Why is it so hard to save it?

 My heart, your heart
Sit tight like book ends
Pages between us
Written with no end
So many words we’re not saying
Don’t wanna wait till its gone
You make me strong

 I’m sorry if I say I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?

That you make me strong

 Think of how much love that’s been wasted
People always trying to escape it
Move on to stop their heart breaking
But there’s nothing I’m running from
You make me strong

 I’m sorry if I say I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?

 So baby hold on to my heart, Ooooh
Need you to keep me from falling apart
I’ll always hold on
'Cause you make me strong

 I’m sorry if I say I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?

 I’m sorry if I say I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?
That you make me strong

 I’m sorry if I say, I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?

 That you make me strong


Muszę przyznać, że facet ma niesamowity głos! Dziwne, że nigdy wcześniej nie słyszałem go solo. No chyba, że brał prysznic, ale szum wody go zagłuszał. On jest nawet chyba lepszy ode mnie... Ale przeszkadza mu w tym ta jego wstydliwość. Nadal byłem zdenerwowany, tylko nie wiem czym. Tym, że Katy cały czas na mnie zerkała, czy tym, że zdała mi takie pytanie. Chyba to drugie... chociaż nie jestem pewien. Zbawienny dzwonek zadzwonił. Wyszedłem z klasy jako jeden z pierwszych i ruszyłem do toalety z bardzo silną potrzebą. Wolę nie myśleć o tym co by się stało, gdyby lekcja trwała pięć minut dłużej. Powlokłem się na korytarz i usiadłem na ławce. Chwilę później zauważyłem stojącą pod ścianą Katy. Podeszły do niej Suesanne i jakieś jej dwie koleżanki, które znam tylko z widzenia. Przyglądałem się im. Po chwili między dziewczynami zaczęła się robić coraz bardziej napięta atmosfera. Postanowiłem zadziałać. Podszedłem do Katy.
- One ci nic nie zrobią. Myślą, że są takie twarde, a tak naprawdę gdybyś docięła im jakąś ripostą to by się odczepiły.- szepnąłem jej na ucho.- Dobra Sue. Weź swoje koleżanki i siebie przy okazji, bo chciałbym porozmawiać z Katy.- tym razem zwróciłem się do trójki dziewczyn. Po chwili już ich nie było.
- Dzięki. Można powiedzieć, że mnie uratowałeś.- powiedziała Szatynka i posłała mi uśmiech.
- To nic wielkiego.- też się do niej uśmiechnąłem.
- Może nie dla ciebie. Ale dla mnie tak.- odpowiedziała.
- Nie martw się dopóki trzymasz się mnie to nic ci nie grozi.- powiedziałem usiedliśmy pod ścianą.
- Uchodzisz za Bad Boy'a, ale w gruncie rzeczy jesteś naprawdę miły. Nie chcę nic mówić, ale zanim cię poznałam tak dokładniej to myślałam, że będziesz wredny.- spuściła lekko głowę i nerwowo kręciła młynek kciukami, jakby bała się mojej reakcji na jej słowa.
- Dużo osób tak myśli. Nie denerwuj się tak.- mówiłem spokojnie.
- Ja się wcale nie denerwuję.- zaprzeczyła, a ja na nią spojrzałem wzrokiem '' przecież widzę, że się denerwujesz ''.- No dobra... może troszkę.- powiedziała.
- Jak będziesz się chciała wygadać to powiedz.- odparłem.
- Na razie nie mam zamiaru nikomu tego mówić ewentualnie Kath. Nie obraź się, ale na pewno nie będę o tym gadać z tobą. Nie żebym ci nie ufała czy coś... To nie prawda, bo mam do ciebie zaufanie, ale ta rozmowa, to takie typowo babskie sprawki, wiesz chłopaki, kto komu się podoba i te inne. Poza tym nie znam cię za dobrze i nie wiem jaki dokładnie jesteś. A miałam już takie wypadki, że się komuś zwierzyłam, a na drugi dzień wiedziała o tym już cała szkoła. Naprawdę nie bądź na mnie zły.- powiedziała tak szybko, jak ci goście co czytają w reklamach, że trzeba zapoznać się z treścią ulotki lub skonsultować się z farmaceutom itd.
- Rozumiem. Nie jestem ani zły, ani obrażony. Na twoim miejscu też nie miałbym dość dużego zaufania do nowo poznanej osoby. Z resztą jak chcesz to mi powiesz, a jak nie to nie.- jestem spokojnym chłopakiem, ale Katy chyba zaskakiwało to coraz bardziej.
- Co z tobą jest nie tak?- zapytała.
- Nie wiem o co ci chodzi.- nadal zachowywałem się spokojnie.
- Jesteś chodzącą oazą spokoju. Jesteś mądry i pomocny. Nie jesteś ani nadgorliwy ani wredny. Dobrze dogadujesz się z dziewczynami, ale żadnej nie masz, bo szukasz tej jedynej. Włosy też masz idealnie ułożone. W ogóle jesteś przystojny. Świetnie grasz na pianinie i do tego śpiewasz bez grama fałszu. Ubierasz się w ostatnie trendy z gazet młodzieżowych. W razie czego potrafisz się też zabawić. To wszystko można ująć czterema słowami, a mianowicie CIKD.- powiedziała.
- A co oznacza ''CIKD''?- zapytałem.
- Chodzący Ideał Każdej Dziewczyny.- odparła.
- Czyli twoim ideałem też jestem?- spytałem i się zaśmiałem widząc jak robi się czerwona.
- Tak... to znaczy nie... O Boże nie zdawaj mi takich pytań.- powiedziała.
- Wiem, że jestem piękny, ale nie wiedziałem, że już się zakwalifikowałem do rangi bogów.- odparłem.
- Hah. To teraz już nie jesteś ideał tylko Bóg.- podsumowała śmiejąc się. Jej melodyjny śmiech jest jak muzyka dla moich uszu i to, gdy wypowiada moje imię.- Zayn?... Zayn?- zaczęła machać mi rękami przed oczami.
- Hm? Mówiłaś coś do mnie?- zapytałem zdezorientowany.
- Chciałam się zapytać...- przerwał jej dzwonek.
Podniosłem się i pomogłem dziewczynie wstać.
- Katy jesteś może w stanie pokazać swoje zdolności muzyczne?- zapytał ją nauczyciel.
- Chyba tak, zaraz się okaże...- odparła lekko zdenerwowana.

- Jeśli chcesz, żebym ci zagrał, to musisz dać mi nuty i powiedzieć, w której tonacji mam grać.- powiedziałem.

~ Katy ~

O Boże... jaka znowu tonacja?
- Nie wiem jakie są tonacje...- odparłam.
- Zaśpiewaj coś.- powiedział, a ja zaczęłam śpiewać jakieś '' la la la'', czy ''na na na''- Teraz niżej. Ok starczy. Teraz wyżej. Dobra sam dobiorę tonację, a ty daj mi tylko nuty.- dałam mu zeszyt, w którym były nuty do piosenki. Podszedł do pianina i zaczął stukać w poszczególne klawisze.
- Dobra zaczynam.- powiedział i zaczął grać pierwsze nuty mojej piosenki. Po chwili dodałam też śpiew:

 There's nothing you can do that can't be done
There's nothing you can sing that can't be sung
There's nothing you can say but you can learn how to play the game
It's easy

There's nothing you can make that can't be made
There's no one you can save that can't be saved
There's nothing you can do but you can learn how to be you in time
It's easy

All you need is love
All you need is love
All you need is love love
Love is all you need

There's nothing you can know that isn't known
There's nothing you can see that isn't shown

There's nowhere you can be that isn't where you're meant to be
It's easy

All you need is love
All you need is love
All you need is love love
Love is all you need
 
Love is all you need
Love is all you need 
Love is all you need
C'mon

All you need is love
All you need is love
All you need is love love
Love is all you need
Love is all you need
Love is all you need


Gdy Zayn dokończył granie, po klasie rozległy się owacje. Pewnie gdyby nie on, to połowa dziewczyn po prostu by olała mój występ. Ale cieszę się, że innym się podobało. Razem z Brunetem wróciłam do ławki i zaczęłam notować słowa pana.

~ Zayn ~
Głos Katy nadal rozbrzmiewa mi w uszach. Śpiewała tak czysto, tak idealnie. Otworzyłem zeszyt i zapisywałem wszystko co mówił pan. Ręka mnie zaczęła boleć od zbyt szybkiego pisania. Trochę nią potrząsnąłem. O dziwo wszyscy nadal pisali. Może to od gry. W sumie dawno nie trenowałem, nie ma gdzie. Od teraz zarabiam na keyboard. Zacząłem dalej notować. Nawet nie zauważyłem, kiedy minęła reszta lekcji. Spakowałem się i wyszedłem. Stanąłem przy sali i czekałem na koleżankę z ławki. Wyszła i zaczęła się nerwowo rozglądać, ale gdy spojrzała na mnie to się uspokoiła i podeszła.
- Następnym razem zostań ze mną w sali. Tym razem pomógł mi George, wiem co by się stało, gdyby go nie było. Co teraz mamy?- powiedziała wszystko na jednym tchu.
- W-f.- odparłem spokojnie.
- Coraz bardziej mnie zadziwiasz tym swoim nadnaturalnym spokojem.- posłała mi uśmiech, odpowiedziałem jej tym samym.
- Jesteś dobra w sporcie?- zapytałem.
- Zależy w czym, ale na ogół jestem dobra.- odparła.
- Spoko. Pewnie znowu będę wybierać ja z Louis'em, więc nie obrazisz się jak wybiorę pierwszą Nath? Chyba, że Lou będzie pierwszy wybierał.- powiedziałem.
- Spoko.- byliśmy już na parterze, nasza rozmowa nie mogła dalej trwać, bo musieliśmy iść do osobnych szatni.
Wyciągnąłem biały t-shirt na w-f i zdjąłem koszulkę. Sięgnąłem po bluzkę na zmianę, ale jej nie było. Rozejrzałem się i zobaczyłem tylko Louis'a, który z nią uciekał. Wybiegłem na korytarz, co nie było zbyt dobrym pomysłem, bo dziewczyny zaczęły piszczeć. Po chwili z szatni wyszło parę kilka już przebranych moich znajomych w tym Katy, Nath i Kath. Zauważyłem, jak Lou chowa się w toalecie. Ruszyłem w jej stronę. To była pojedyncza łazienka, bo więcej jest na piętrach i hall'u głównym. Drzwi były obok wejścia do szatni moich koleżanek. Zbliżyłem się i niektóre z nich też zaczęły piszczeć. Zastukałem lekko w drewno.
- Zajęte.- odpowiedział mi Louis'owy głos stłumiony przez drzwi.
- Louis debilu! Nie zajęte, tylko oddawaj mi moją koszulkę!- krzyknąłem, byłem naprawdę zdenerwowany.
- To sobie weź.- odparł.
- Jak, mam drzwi wywarzyć, czy co?
- Może ci się uda.- wkurzył mnie teraz i to ostro.
- Ej Nath pożycz wsuwkę.- zwróciłem się do Blondynki.
- Nie wiem, po co, ale masz.- dała mi przedmiot.
Kucnąłem, wetknąłem spinkę w dziurkę od klucza i po chwili drzwi były otwarte.
- Dzięki.- wszyscy patrzeli na mnie z niedowierzaniem.
Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka.
- Jak ty się tu dostałeś?! Jestem pewien, że zakluczyłem drzwi!- wrzasnął wystraszony Lou.
- A je jestem pewien, że masz moją koszulkę. Dziękuję.- wyjąłem mu z rąk koszulkę i wyszedłem z pomieszczenia.
Ruszyłem do szatni po drodze zakładając lekko pognieciony t-shirt. Po chwili wyszedłem już całkiem ubrany na sportowo. Rozległ się dzwonek oznajmiający, że właśnie zaczęła się lekcja. Wszyscy mieli się ustawić w dwuszeregu. Chłopcy mieli stać z tyłu, a dziewczyny z przodu. Ustawiłem się za Katy. Teraz nasza klasa miała parzystą liczbę osób. Weszliśmy na salę. Trener wybrał mnie i Lou na drużynowych i powiedział, że będziemy grać w zbijaka.
- Zayn wybieraj.- powiedział nauczyciel.
- Nath.- teraz była kolej Lou.
- Ol.
- Katy.
- Liam.
- Niall.
- Hazz.
- Gg.
- Kath.
- Sue.
- Meg.
Wybraliśmy resztę osób i ustawiliśmy się na boisku. Ja byłem ''matką'', a u nich Lou. W uszach zabrzęczał gwizdek i rozpoczęła się gra. Strzeliłem po kolei w Hazzę, Liam'a i Kath. Niestety, ale u nas na polu została tylko Nath i Katy. Muszę przyznać, że obie są dobre w te klocki. Rozczarowały mnie, bo Lou trafił obie, więc teraz kolej na mnie. Unikałem każdej piłki. W pewnym momencie złapałem i trafiłem Meg w stopę, a potem jeszcze Ol w rękę. Teraz do gry musiał wejść Szatyn. Uśmiechnąłem się szyderczo i rzuciłem. Na moje nieszczęście złapał. Cudem uniknąłem piłki lecącej tuż przy mojej twarzy, no po prostu tak jak Matrix. Hazz był u nich ''matką zastępczą'' i właśnie we mnie rzucił. Złapałem. Louis'owi zostało jedno ''życie''. Rzuciłem. Teraz wszystko się działo w tak jakby zwolnionym tempie. Piłka dotknęła dłoni Szatyna, ale nie zdążył jej złapać i spadła na ziemię. Po chwili słyszałem krzyki szczęścia i zawodu. Moja drużyna zaczęła mnie ściskać i gratulować, ale nie zwracałem na to szczególnej uwagi. Patrzałem na smutnego Lou, na którego wszyscy się darli, że znowu przegrał. Wyszedłem z wianuszka ludzi i podszedłem do chłopaka, odciągnąłem go od krzyczących.
- Od teraz nie będę wybierał Nath, bo nie mogę znieść, gdy oni tak dzień w dzień na ciebie wrzeszczą.- powiedziałem z wyczuwalną troską w głosie.
- Czyli nie gniewasz się już za tą koszulkę?- zapytał, a ja przecząco pokiwałem głową.
- Na następnym w-f 'ie pozwolimy dziewczynom wybierać?- spytałem.
- Dobra. Tylko musimy to powiedzieć trenerowi. Ciekaw jestem w co teraz będziemy grać.- odparł Lou.
- Spoko, chodź już.- powiedziałem i ruszyliśmy do nauczyciela.
- Trenerze, chcielibyśmy, by teraz dziewczyny wybierały.- zwrócił się do niego Boo Bear.
- Dobrze. Będziemy grać w koszykówkę, ale nikomu nie mówcie, bo będziecie mieli po sto pompek.- powiedział surowo.
Zasalutowaliśmy i odeszliśmy. Wszyscy ustawili się w dwu szeregu. Znowu stanąłem za Katy.
- Wybierają Nathalie, Kaitlin, Megan, Katherine oraz Olivia.- powiedział, a Nath wzdrygnęła się słysząc swoje prawdziwe imię.
Wylądowałem w składzie razem z Katy, George'm, Sue i paroma innymi osobami.

~ Niall ~

Po męczącym w-f 'ie czekał nas jeszcze Angielski i Plastyka. Ja po lekcjach miałem jeszcze z Nath dodatkowe zajęcia teatralne i fotograficzne. Dzwonek rozległ się po całej szkole. Wszyscy stali przy swoich salach, ale nikt nie był ustawiony w pary czy coś takiego. Weszliśmy do sali i rozsiedliśmy się w ławkach. Zająłem ostatnią pod ścianą. Nauczycielki jeszcze nie było, więc postanowiłem sprawdzić zadanie domowe. Właśnie chciałem otworzyć zeszyt, ale Anglistka weszła do sali. Teraz nie mogłem już nic zrobić. Pani się przywitała i zaczęła sprawdzać obecność.
- Megan Black.
- Jestem.
- Nathalie Blues.- bez odpowiedzi. Gdzie ona jest?- Niall Horan.
- Obecny.- powiedziałem zdezorientowany.
Dalej nie słuchałem, zastanawiałem się gdzie jest moja dziewczyna. Zawsze miała stu procentową frekwencję, a teraz jej nie ma. Nagle we wszystkich szkolnych głośnikach rozległ się głos dyrektora.
- Nathalie Blues proszona do mojego gabinetu.- po tym wszyscy spojrzeli na mnie.
- No co? Nie wiem gdzie jest.- odparłem.
- Niall idź jej poszukać.- tym razem zwróciła się do mnie nauczycielka.
Wyszedłem z sali. Stanąłem przed drzwiami gabinetu dyrektora. Zapukałem i wszedłem słysząc stłumione ''proszę''.
- Dzień Dobry. Czy Nathalie już przyszła do pana?- zapytałem.
- Jeszcze nie, a czemu pytasz?- odpowiedział pytaniem.
- Pani Monte kazała mi jej poszukać, więc pytam na wszelki wypadek.
- Dobrze, szukaj jej dalej, a jakby przyszła to cię powiadomię.- powiedział.
- Dziękuję do widzenia.- powiedziałem i wyszedłem.
Ruszyłem na poszukiwania Blondynki. Postanowiłem zacząć od parteru. Przeszukałem każdy zakątek sali gimnastycznej wszystkich szatni i łazienek, a na dodatek jeszcze piwnicę. Nigdzie jej nie było. Poszedłem na pierwsze piętro. Tam też jej nie było. Przeszukałem koleje dwa piętra. Znowu nic. Teraz byłem na piątym. Postanowiłem wejść na patio na dachu szkoły. Spojrzałem przez barierki. Widok znajdujący się przed szkolnym wejściem sprawił, że nie byłem się w stanie poruszyć... George całował się z Nath. Momentalnie napłynęły mi łzy do oczu i ogarnęła niesamowita złość. Na szczęście dziewczyna się gwałtownie odsunęła i dała mu z liścia. Odetchnąłem z wielką ulgą. Teraz słyszałem jej krzyki z dołu...
- Co ty sobie wyobrażasz debilu?! Ja mam chłopaka! I on na pewno nie jest tobą!- wrzeszczała na całe gardło.
- Serio to powiedz imię!- tym razem on krzyknął.
- Bardzo mi przykro, ale ty nie jesteś godzien tego wiedzieć!- pierwszy raz w życiu widziałem ją tak wściekłą.
Przeskoczyłem przez barierkę i po chwili zszedłem po drabince. Podszedłem do dziewczyny od tyłu i położyłem jej rękę na ramieniu. Gwałtownie się odwróciła. Spojrzała na mnie i łza poleciała jej z oka. Była wyraźnie speszona i roztrzęsiona całą sytuacją.
- Coś ty jej zrobił?- zapytałem podnosząc głos i udając, że tak naprawdę niczego nie widziałem.
- Pocałowałem, przeszkadza?- odparł.
- C-c-co proszę?!- teraz byłem już wkurzony na max'a.
- Po-ca-ło-wa-łem, przeliterować?- zapytał z ironią.
Nie odpowiedziałem, tylko rzuciłem się na niego z pięściami. Próbował się bronić, ale nie bardzo mu wychodziło.
- Chłopaki przestańcie!- krzyknęła Nath, ale nie zwróciłem na nią uwagi. Teraz przed głównym wejściem były klasy z parteru i nauczyciele wzywający już dyrektora.
George'owi leciała krew z nosa i miał podbite oko. Pod moim okiem też była dość mocna śliwa i krew mi się sączyła z rozciętej wargi. Teraz podszedł do nas dyrektor.
- Niall prosiłem cię byś znalazł Nathalie, a nie wdawał się w bójki. - powiedział stanowczym tonem.- Całą trójkę zapraszam do mojego gabinetu. A reszta niech wraca do swoich zajęć.- dokończył swoją wypowiedź.
- Tak proszę pana.- odpowiedziałem na raz z George'm, Nath już obok nie było. Szła w stronę dyrektorowego biura.
Ruszyłem za nią, a Szatyn za mną.
- Po co ci była ta bójka? Mogłeś przecież wyjść bez szwanku.- szepnęła do mnie wyraźnie smutna.
- Miałem to tak zostawić? Kocham cię i nie pozwolę, by ktoś mi ciebie zabrał... no chyba, że sama odejdziesz. Nie będę cię wtedy powstrzymywał, bo jeśli się kogoś kocha, to trzeba dać mu wolność. Ale nadal będę o ciebie walczył. Dla ciebie zrobię wszystko, wskoczę w ogień, spadnę z wieżowca, kupię ci co tylko zapragniesz- odszepnąłem.

~ Nath ~

Gdy to usłyszałam to mało co się nie popłakałam. Przytuliłam się do Horan'a. Tak po przyjacielsku, by George się na razie niczego nie domyślił.
- Nie będę od ciebie nic wymagać. Chcę tylko, żebyś był przy mnie, gdy będę cię potrzebować.- szepnęłam.
 Nialler objął mnie ramieniem i potem szliśmy już tylko obok siebie.
- No więc dlaczego się biliście?- zwrócił się do chłopaków dyrektor, gdy weszliśmy do jego gabinetu.
- Bo... proszę pana to tak naprawdę moja wina.- wtrąciłam widząc, że chłopcy chcieli coś powiedzieć.
- Właściwie to dlaczego tak krzyczałaś?- powiedział do mnie, a ja spojrzałam przepraszająco na chłopaków.
- To... przez te... no... rozterki s-sercowe.- odparłam strasznie się zacinając.
- Och... to już wszystko jasne...- powiedział jakby z... ulgą?
- Nic nie jest jasne!- George musiał wtrącić swoje trzy grosze.
- Jak to nie?! Jasne jak słońce możesz sobie iść!- odpowiedział mu Horan i już miał się na niego rzucić, ale wcisnęłam się pomiędzy nich w ostatniej chwili.
- Co się tak wkurzasz?! Przecież to nie twoja dziewczyna!- Szatyn nie dawał za wygraną.
- Czyżby?!- Blondyn dalej się z nim wojował.
George posłał mi pytające spojrzenie. Wstałam z kanapy, podeszłam do dyrektora, szepnęłam ciche przepraszam i wybiegłam na korytarz.
- Nathy! Zaczekaj!- wołał za mną Niall.
Wbiegłam do damskiej łazienki. Na szczęście nikogo tam nie było. Podeszłam do zlewu i przemyłam piekące od płaczu policzki zimną wodą. Po chwili poczułam, że ktoś mnie obserwuje. Obróciłam się i zobaczyłam płaczącego Blondyna. Podbiegłam do niego i wtuliłam najmocniej jak potrafiłam. Jego koszulka była już cała mokra od moich łez.
- Niall...
- Tak?
- Obiecaj mi, że nie będziesz się już nigdy więcej bił, nawet jeśli będzie chodziło o mnie. Nie chcę widzieć, że cierpisz z mojego powodu.- powiedziałam robiąc przerwy na oddech.
- Nie cierpię z twojego powodu, tylko ze swojego.- odparł.
- Jak to?- spytałam.
- Gdybym był przy tobie cały czas, to nic takiego by nie zaszło. Wszystko przez moją głupotę, nie powinienem cię samej puszczać do tego sklepu. Zamiast patrzeć na to jak ten debil cię całuje mogłem od razu zejść i go powstrzymać.- powiedział lekko szlochając.
- To gdzie ty byłeś?- spytałam.
- Na patio, na dachu szkoły.- odparł.
- To którędy zszedłeś, że znalazłeś się tak szybko na dole?- pytałam dalej.
- Przez tą drabinkę, na którą kiedyś chciałaś wejść.- powiedział i mocniej mnie do siebie przytulił.
Po chwili z niewiadomych powodów zaczęłam mieć mroczki przed oczami. Potem widziałam już tylko ciemność. Usłyszałam huk i poczułam ból na całej prawej części mojego ciała. Czułam jak chłopak mną potrząsa i woła moje imię. Po chwili wziął mnie na ręce i gdzieś szedł, nie wiem co się działo dalej...

~ Niall ~

Niosłem Nath na rękach. Wydawała się być taka krucha i bezbronna. Korytarzem do sali, której aktualnie mieliśmy lekcje szedł George. Zmierzyłem go morderczym spojrzeniem. On je odwzajemnił i spojrzał na dziewczynę na moich rękach.
- Nie dziwię się, jeżeli powiesz, że zemdlała z powodu, że uświadomiła sobie, że jesteś debilem.- powiedział.
- Nie mam czasu na twoje wygłupy, to poważna sprawa.- odburknąłem i ruszyłem dalej w stronę gabinetu pielęgniarki.
Zapukałem łokciem, bo inaczej nie mogłem. Usłyszałem stłumione ''proszę'' i wszedłem do pomieszczenia. Położyłem dziewczynę na łóżku.
- Co jej jest?- zapytała.
- Zemdlała.- odparłem z przestrachem.
- Zdarzało jej się to już kiedyś?- zaprzeczyłem gwałtownym ruchem głowy.
Kobieta sprawdziła jej puls, oddech i gorączkę. Postanowiła, że mam z nią jechać do szpitala. Zamówiłem taksówkę i razem z dziewczyną na rękach wyszedłem przed budynek szkoły.
_________________________________________________________________________________

Trochę krótki mi wyszedł, ale mam nadzieję, że wam się spodoba. Proszę was zostawiajcie komentarze, pod rozdziałami, bo mi smutno ;(

CZYTASZ - KOMENTUJESZ
PS- Jeśli ktoś z was nie chce zostawiać koma na swoim profilu, to niech zostawia, jako anonim z podpisem np.: //Nathy, - Nathy, (Nathy), 'Nathy itd...

3 KOM = NEXT ;**

4 comments:

  1. Ja tego nie skomentuję xd Natiii ♥♥♥ KC, Moja Wariatko ♥♥♥♥♥ Wcale nie był krótki, czytałam go przez co najmniej pół godziny :D Czekam na nexta ♥♥♥

    P.S. Zapraszam do sb - www.kathyvlues.blogspot.com

    ReplyDelete
  2. Genialne <3 Czekam na miłosną scenkę z Katy i Zayn'em. <33 Pisz nexta :**

    ReplyDelete
  3. Kochaaana to było mega <<<3333 z niecierpliwością czekam na next ;***

    ReplyDelete
  4. Kochaaana to było mega <<<3333 z niecierpliwością czekam na next ;***

    ReplyDelete