Friday, 31 January 2014

7. TY ŻYJESZ?!

~ Niall ~

Właśnie wysiadłem z Nath na rękach. Zapłaciłem taksówkarzowi i ruszyłem w stronę szpitala.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc?- zapytała mnie recepcjonistka.
- Dzień dobry. Ona zemdlała, a nigdy wcześniej jej się to nie zdarzało.- powiedziałem na jednym tchu.
- Dobrze, zaraz kogoś po pana wyślę. Proszę usiąść i poczekać.- zrobiłem to co powiedziała.
Siedziałem na plastikowym krześle, a Nath ułożyłem na dwóch siedzeniach obok, a jej głowę położyłem sobie na kolanach. Nie wiedziałem co mam robić, więc głaskałem jej głowę. Po chwili zauważyłem lekarza zmierzającego w moją stronę.
- To jest ta dziewczyna, która zemdlała?- zapytał.
- Tak.- odparłem.
- Zapraszam do mnie.- powiedział.
Wziąłem dziewczynę na ręce i zaniosłem do gabinetu lekarza. Położyłem na łóżku.
- Proszę podać mi jej imię i nazwisko.- poprosił doktor.
- Nathalie Blues.- odparłem.
- Ile ma lat?- zapytał.
- Jutro kończy siedemnaście.- odpowiedziałem.
- Kim pan jest dla niej?- pytał dalej.
- Chłopakiem.
- Jak pan ma na imię?
- Niall Horan.
- Przepraszam, czy ona jest córką Richard'a Blues'a?
- Nie... nie wiem.- takie samo nazwisko.
- Przepraszam na chwilę, muszę pilnie zadzwonić.- powiedział i na chwilę wyszedł z gabinetu, ale po chwili wrócił.
- Jak miała na imię pańska córka? Kiedy miała urodziny? Ile kończyłaby lat w tym roku? Jak miała na drugie imię? Co stało się z jej mamą? Czy wie pan gdzie obecnie mieszka? Dobrze, w takim razie przepraszam na chwilę. Jak ona ma na drugie imię, co stało się z jej mamą i gdzie obecnie mieszka?- ostatnie pytania zwrócił do mnie.
- Veronica, jej mama wpadła pod samochód przez jej ojca, mieszka w domu dziecka fundowanego przez pana Blues'a.- odparłem jednym tchem.
- Dziękuję. Już jestem. Mam dwie widomości, jedna zła, jedna dobra. Dobra jest taka, że pana córka żyję, a zła jest taka, że właśnie zemdlała i leży na łóżku w moim gabinecie. Mieszka w domu dziecka fundowanym przez pana. Za ile? No dobrze czekam. Do zobaczenia.- powiedział i teraz patrzył na mnie.- Jej tata zaraz tu przyjedzie.
- Jej tata żyje?!- zapytałem z niedowierzaniem.
- Tak, to właśnie ten Richard Blues. Będzie tutaj za pięć minut.- odparł.
- Wow... Ale niech pan ją zbada, nigdy wcześniej nie mdlała.- powiedziałem szybko.
- Właśnie.- sprawdził oddech, puls i gorączkę.- Ma 40 stopni gorączki i do tego jest osłabiona. Czy przed zemdleniem mocno się denerwowała?
- Tak, nawet bardzo.
- To dobry znak. Nic jej nie jest, to jest jej reakcja, gdy zbyt mocno się zdenerwuje.- powiedział z ulgą lekarz.
Rozległo się ciche pukanie. Lekarz zaprosił gościa do środka. Richard Blues. Widziałem go tylko na okładkach gazet, a teraz przygląda mi się we własnej osobie.
- Richard Blues.- wyciągnął do mnie rękę.
- Niall Horan.- uścisnąłem jego dłoń.
- Czy... czy to jest Nathalie Blues?- zapytał mnie, a ja przytaknąłem.
Odgarnął jej włosy z twarzy i po chwili wyciągnął z kieszeni marynarki małe zdjęcie. Przyglądał mu się uważnie i po chwili spuścił rękę i zwrócił się do mnie.- Ile ją znasz?
- Jedenaście lat.- odparłem niepewnie.
- Jesteście razem?- zapytał, a ja lekko przytaknąłem bojąc się jego reakcji.- Nie musisz się mnie bać. Poznajesz dziewczynkę na zdjęciu?- podał mi kartkę.
- To jest ona jak miała około pięciu lat.- odparłem.
- Masz rację, wtedy został miesiąc do jej szóstych urodzin.- powiedział.
- Czemu... czemu pan nie ma już z nią kontaktu?- zapytałem niepewnie.
- Ponieważ chciałem zniknąć z jej życia, bo to właśnie przeze mnie jej mama nie żyje. Wiem, że mój dom dziecka, to jeden z najlepszych, poza tym jak była mała zrobiłem tam dla niej gigantyczny pokój... Czeka, czekaj ty jesteś Horan?- zapytał.
- Tak, coś się stało?- trochę się wystraszyłem.
- Ostatnio dostałem listę lokatorów ''Baby Laugh'' i o ile się nie mylę, to byłeś na niej prawda?- powiedział.
- Tak, mieszkam w tym domu. Ale skoro pan sprawdza tą listę, to dlaczego pan nie wiedział o Nathalie?- trochę mnie to zdziwiło.
- Bo jej nigdy nie było na tej liście, albo co roku ją mijałem i myślałem, że ktoś ją adoptował, więc już nawet tam nie zaglądałem.- odparł.
- Ćśśś... budzi się.- oznajmił lekarz.
Rzeczywiście. Blondynka zaczęła siłować powieki ze światłem. Była nieprzytomna przez około 3 godziny. Nie wiedziałem co miałem zrobić, więc po prostu trzymałem ją za rękę, z początku była bezwładna. Po chwili poczułem jak jej dłoń zaciska się lekko na mojej. Spojrzałem na jej twarz. Właśnie otworzyła oczy. Nie przytomnie rozglądała się po pomieszczeniu i naszych twarzach.
- Co... co się stało?- powiedziała cicho.
- Po tej całej kłótni z George'm pobiegłaś do toalety, gdy zmierzaliśmy do gabinetu dyrektora i ty zemdlałaś na środku korytarza, więc zaniosłem cię do pielęgniarki, a ona kazała mi z tobą przyjechać tutaj do szpitala.- wyjaśniłem spokojnie, w duchu cieszyłem się, że nic jej nie jest.
- A pan to kto?- zmrużyła oczy patrząc na pana Blues'a, jakby go kojarzyła.
- To jest twój tata, nie poznajesz go?- zapytałem.
- Ale mój tata... TY ŻYJESZ?!- krzyknęła.
- A nie widać?- zaśmiał się mężczyzna.
- O mój Boże!- powiedziała i rzuciła się na niego z zamiarem przytulenia.
- Ale nie płacz.- odezwał się spokojnie.
- Jak mam nie płakać, skoro właśnie dowiaduje się, że mój tata żyje. Przez jedenaście lat myślałam, że nie żyjesz.- powiedziała szlochając.
- To może ja poczekam na zewnątrz.- powiedziałem.
- Nie Niall zostań.- odparła.- Właśnie! Tato to jest Niall, mój chłopak.
- Wiem.- odparł.

~ Nath ~

- Ale jak to wiesz?- zdziwiłam się.
- Już z nim rozmawiałem.- odparł.
- Ale co teraz będzie?- zapytałam.
- Adoptuję cię.- powiedział szczęśliwy.
- A co będzie z moimi przyjaciółmi, ze szkołą? Co będzie z nami?- tym razem wskazałam na siebie i Niall'a.
- Nie bój się. Mieszkam niedaleko. Poza tym jeśli ty i Niall chcecie, to chłopak też może zamieszkać u mnie.- spojrzałam wyczekująco na Blondyna.
- Nie, nie będę się panu narzucał...- mój tata mu przerwał.
- Ależ to nic takiego, naprawdę jeśli chcecie, to możesz u nas zamieszkać.- powiedział.
- No proszę Niall zgódź się.- spojrzałam na niego z miną zbitego psiaka.
- No... niech będzie.- wymamrotał.
- Dziękuję.- powiedziałam do chłopaka.- To może już stąd pójdziemy? Jakoś nie uśmiecha mi się siedzenie tutaj. Spakujemy się, a ty załatwisz z Sophi'ą różne formalności dotyczące adopcji.- mówiłam bardzo szczęśliwa.
- Najgorsze będzie tylko pożegnanie...- mruknął Niall.
- Przecież będziemy się widywać z nimi, chociażby w szkole.- odparłam.
- Racja.
- No chodźcie już.- tym razem powiedział mój tata siedzący w... nie wierzę!
- Ferrari?! Ile ty za niego zapłaciłeś?!- pytałam z niedowierzaniem.
- Najtańszy jest za 150 tysięcy...- powiedział ze zdziwieniem Horan.
- Wsiadacie?- uśmiechnął się mój tata.
- Tak!- odpowiedzieliśmy równocześnie i pobiegliśmy zająć miejsca.
Po chwili byliśmy już w drodze do domu dziecka.

~ Louis ~
- Jak masz na drugie imię?- spytałem Katy.
- Louise, mama mnie tak nazwała.
- To brzmi prawie jak Louis.- zaśmiałem się.- Jak mają na imię twoi rodzice?- zapytałem.
- Mama Jay, a tata Mark. Mama zanim się rozwiodła miała męża o imieniu Troy.- gdy to powiedziała posmutniałem.- Co ci się stało?
- Moja mama też miała na imię Jay i rozwiodła się z Troy'em, a potem wyszła za mąż za Mark'a. Tylko, że oni zginęli w pożarze.- uśmiechnąłem się smutno.
- Współczuję.- powiedziała i przytuliła mnie.
- Masz rodzeństwo?- poprawił mi się humor, więc pytałem dalej.
- A co ty taki ciekawy?- zaśmiała się.
- Chcę wiedzieć wszystko o dziewczynie, która ma na nazwisko tak samo jak ja.- odparłem też się uśmiechając.
- Mam młodszą siostrę Stasy.
- Ile ma lat?
- Siedem.
- Kiedy masz urodziny?
- Trzydziestego grudnia, a ty?
- Też grudnia, tylko że dwudziestego czwartego.
- W wigilię.- uśmiechnęła się.
- Dobra to teraz ty pytaj.
- Masz już prezent dla Nath i Niall'a?- spojrzałem na nią z miną ''wtf ''.
- Nie mam. Chcesz iść ze mną go kupić?- zapytałem.
- Czekaj, a Ol ma prezent?
- Też nie.
- To może pójdziemy w czwórkę, bo ja i Zayn też nie mamy dla nich prezentu, a prosił mnie bym z nim poszła.
- Zgoda.- powiedziałem i ruszyliśmy po nich.
- Idziecie kupić prezent dla wiecznie głodnych?- zapytała Katy.
- Jasne.- odpowiedzieli razem.
Złapałem Ol za rękę i ruszyliśmy do centrum handlowego. Strasznie chciałbym, by Katy była moją siostrą. To strasznie sympatyczna dziewczyna.

~ Katy ~
Szłam obok Zayn'a ocierając się o niego. Chodziliśmy przez park i zaczęło być mi zimno. Przeszedł mnie dreszcz. Chłopak to zauważył. Zdjął swoją baseballówkę i założył na mnie. Była trochę za duża, ale nie przeszkadzało mi to. Wciągnęłam powietrze i urzekł mnie zapach jego perfum.
- Cieplej?- zapytał.
- Tak. Tobie nie będzie zimno?- zdziwiłam się, bo chłopak był na krótkim rękawku.
- O mnie się nie martw, przeżyję.- odparł uśmiechając się do mnie.
Odwzajemniłam uśmiech. Właśnie weszliśmy głównym wejściem do centrum handlowego. Zrobiło mi się cieplej, więc zdjęłam bluzę i chciałam oddać Malik'owi.
- Weź ją sobie jeśli chcesz.- uśmiechnął się.
- Ale to twoja bluza.- powiedziałam, ale w duchu bardzo chciałam ją mieć.
- Już nie...- zaśmiał się i objął mnie przyjacielsko ramieniem, ale po chwili puścił i lekko się zarumienił.
- Wow... Ale śliczna...- stanęłam przed wystawą i podziwiałam różową rozkloszowaną sukienkę z czarną różą na ramiączku i równie czarną kokardą w pasie.
- Jak chcesz to ci ją kupię.- powiedział Zayn.
- Żartujesz?! Ona pewnie kosztuje miliony.- serio myślałam, że żartuje, ale jego mina na to nie wskazywała.
- Zaczekaj chwilę.- powiedział i wszedł do sklepu.
Widziałam jak rozmawia ze sprzedawczynią. Nie zgodziłam się też dlatego, bo nie chciałabym go wykorzystywać. To nie fajnie tak naciągać chłopaka i na dodatek na tak drogie rzeczy. Ta sukienka na pewno odpada. Zauważyłam, że Zayn właśnie stanął przede mną.
- I co?- spytałam z ciekawości co wymyśli.
- Miałaś rację.- odparł lekko zawiedziony.
- Nie smuć się, to tylko sukienka. Poza tym po co miał byś MI ją kupować.- podkreśliłam słowo ''mi''.
- Bo lubię sprawiać przyjemność bliskim.- uśmiechnął się promieniście i ruszyliśmy dalej.

~ Zayn ~

Byłem bardzo zadowolony z układu, który udało mi się ułożyć ze sklepikarką. A mianowicie powiedziałem, że pójdę poprzymierzać z Katy inne rzeczy, by sprawdzić jaki ma rozmiar, a potem kupię jej tą sukienkę, ale dam jej dopiero na urodziny.
- Co się tak szczerzysz?- zapytała ze śmiechem Blondynka.
- Mam dobry humor i tyle.- nie okłamałem jej, ale też nie powiedziałem całej prawdy, nie chciałem, by dowiedziała się o moim planie.
- I tak ci nie wierzę, ale niech będzie.- uśmiechnęła się.
Odpowiedziałem jej tym samym. Oboje wiemy, że nasze głodomory lubią jedzenie i muzykę. Postanowiliśmy więc zajrzeć do sklepu muzycznego. Ku mojemu zdziwieniu było taniej niż się spodziewałem. Kupiliśmy im po kostce do gry na gitarze, ale nie takiej zwykłej, tylko takiej wypasionej do tego struny do gitary. Dla Blondynki dodaliśmy jeszcze różową figurkę dziewczyny z gitarą z ramką na zdjęcie, a dla Blondyna niebieskiego chłopaka. Poszliśmy jeszcze do spożywczego i stamtąd wzięliśmy po pięć paczek żelków dla każdego z nich. Niektórzy ich nazywają lodomaniakożelkożercy. Napisałem do Louisa, byśmy spotkali się przy sklepie H&M zamierzałem sobie kupić nową baseballówkę do kompletu.
- No ile można na nich czekać.- powiedziałem już lekko zdenerwowany.
- Już jesteśmy!- krzyknęła Ol.
- O wilku mowa... Co tak długo?- zapytałem.
- No bo Lou musiał do toalety, poza tym nie wiedzieliśmy, w którą stronę iść by dojść tutaj i się trochę zgubiliśmy, ale udało się nam was znaleźć.- powiedziała na jednym tchu.
- Dobra. To co wchodzimy?- tym razem spytał Louis.
- Tak!- pisnęły obie dziewczyny i ruszyliśmy do wnętrza sklepu.
- Co o tym myślisz?- spytała mnie Katy, gdy wyszła z przebieralni.
- Ładnie ci w tej koszulce.- odparłem uśmiechając się.
- Dziękuję.- odparła i ruszyła do kasy by ją kupić.
Ja stanąłem przed działem z baseballówkiami. Zastanawiałem się nad wyborem pomiędzy czerwoną, a granatową.
- Weź tą czerwoną.- podskoczyłem i się gwałtownie obróciłem.
- Przestraszyłaś mnie.- uśmiechnąłem się do Katy.
- Jestem aż taka straszna?- powiedziała oburzona.
- Nie... ja... ja tylko... no... nie wiedziałem że... że za mną stoisz.- gratulacje Malik! Bardziej jąkać się nie dało?!
- Rozumiem. Weź tą czerwoną.- ponownie powiedziała wskazując na bluzę.
- Czemu?- byłem ciekawy co odpowie.
- Będzie ci w niej bardziej do twarzy, bo masz czarne włosy i często nosisz ciemne spodnie. Musi być jakiś kontrast poza białymi koszulkami. A do jasnych jeans'ów też ją możesz nosić, bo pasuje, a poza tym granatową, czarną i zieloną już masz, a w czerwonej cię nie widziałam.- powiedziała.
- Ok to biorę czerwoną.- uśmiechnąłem się i ruszyliśmy do kasy.
- Czekaj. Patrz jaka fajna koszulka!- prawie krzyknęła.- Kurcze... nie mogę znaleźć mojego rozmiaru.- idealna okazja!
- Powiedz jaki masz, to ci pomogę.- odparłem.
- M, czyli 172 lub 38.- powiedziała i dalej przeszukiwała wieszaki.
- Mam.- powiedziałem i wyciągnąłem koszulkę.
- Dziękuję!- przytuliła mnie i pobiegła w stronę przymierzalni.
Stanąłem pod jej drzwiami i czekałem aż wyjdzie. Nagle coś przykuło moją uwagę. A mianowicie chłopak farbowany na blond i dziewczyna tak samo. Nie mogłem się mylić. To musieli być Nath i Niall, ale z nimi był jeszcze facet około czterdziestu pięciu lat. A właściwie to czemu ich nie było na trzech lekcjach? Jak Katy wyjdzie to się ich zapytam. Moje myślenie przerwała Blondynka.
- Zayn, spójrz na mnie i powiedz jak wyglądam!- prawie krzyknęła.
- Co?... przepraszam... zamyśliłem się.- odparłem zdezorientowany.- Wyglądasz ślicznie.- powiedziałem spoglądając na nią.
- Dziękuję.- zarumieniła się i poszła do kasy.
Wykorzystałem ten moment. Ruszyłem w stronę przyjaciół. Złapałem ich za ramiona.
- Aaaaa!- krzyknęli i się obrócili.- Nie strasz nas.- powiedzieli z przerażonymi minami, a ja tarzałem się na podłodze ze śmiechu.
- Gdybyście... haha... wiedzieli swoje... hahaha... twarze...- powiedziałem śmiejąc się.
- Dobra. Co tu robisz?- zapytała Nath, a ja starłem łzy śmiechu.
- No więc zauważyłem was, więc chciałem zapytać czemu was nie było.- odparłem.
- Bo Nath zemdlała, więc zawiozłem ją do szpitala. Potem się okazało, że jej tata żyje i też tam przyjechał, a teraz jesteśmy z nim na zakupach. On zaadoptuje Nath, a mi zaproponował mieszkanie z nimi, a przez jej narzekanie nie mogłem się nie zgodzić.- powiedział.
- Czyli się wyprowadzacie?- zapytałem. Oni przytaknęli, a ja posmutniałem.- A kiedy?
- Za tydzień w weekend.- odparła Nath.
- Bez was będzie nudno.- westchnąłem.
- Ale my będziemy mieszkać dosłownie, dosłownie naprzeciwko.- powiedział z akcentem na ''dosłownie'' Niall.
- To może nie będzie tak źle...- szkoda, nie chce by wyprowadzali się nawet na drugą stronę ulicy.
- Nie martw się, przecież i tak będziemy się widywać.- tym razem uśmiechnęła się Nath.
- Spoko. Ja już muszę spadać, bo zaraz zaczną mnie szukać.- powiedziałem niechętnie.
- O! A z kim jesteś?- Blondynce zabłysły oczy.
- Z Lou, Ol i Katy.- odparłem.
- Jest tu Katy i Ol? Gdzie?- ucieszyła się.
- No czekają na mnie przed sklepem.- powiedziałem.
- Zaraz wracam!- krzyknęła i ruszyła w stronę dziewczyn i Tommo.
- Będzie mi brakowało tych twoich przeglądań w lustrze i samouwielbienia.- powiedział Niall.
- A mi będzie brakowało pustej lodówki i gry na gitarze.- zaśmialiśmy się.
~ Kath ~
Ale nudy. Nie wiem co mam robić. Ol, Lou, Katy, Meg, Zayn, Niall, Liam i Nath gdzieś wyszli. Ej chwila gdzie jest Harry? Wstałam z łóżka. Wzięłam bluzę, bo zrobiło mi się zimno. Wyszłam na korytarz. Dziwnie tu cicho. Ruszyłam w stronę pokoju chłopaków. Zapukałam lekko. Cisza. Ponownie uderzyłam w drewno tylko głośniej. Nadal cisza. Uchyliłam drzwi. Harry spał. Słodko to wyglądało, bo przytulał swojego pluszowego banana. Cyknęłam mu fotkę i zachichotałam. Usiadłam na krześle obok jego łóżka. Patrzyłam na niego z czułością. Nagle zaczął się kręcić i wiercić. Po chwili raptownie się podniósł i walnął o deski łóżka wyżej. Złapał się za głowę i jęknął z bólu. Zachichotałam, ale po chwili spoważniałam. Harry rozejrzał się po pokoju zdezorientowany. Jego spojrzenie utkwiło we mnie. Uśmiechnął się. Złapał mnie za ręką i pociągnął na łóżko. Zaśmiałam się. Leżałam bliżej ściany, a Harry bliżej krawędzi posłania. Ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej, a on zaczął bawić się moimi włosami.
- Czemu się tak wierciłeś?- spytałam.
- Miałem... no... śnił mi się koszmar...- odparł niepewnie.
- Co ci się śniło?- nie dawałam za wygraną.
- No... że ty całowałaś się z jakimś kolesiem... skądś go kojarzę, ale nie jestem pewien... no i powiedziałaś, że już mnie nie chcesz i... i odeszłaś z nim gdzieś, a potem już nigdy nie wróciłaś.- po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.
- Hazzuś nie płacz.- wierzchem dłoni starłam słoną ciecz.- Ja nie mam zamiaru cię opuszczać.- powiedziałam i wpiłam się w jego usta.
Przez chwilę był zaskoczony, ale potem odwzajemnił pocałunek. Nie wiem czy to było kilka sekund, czy kilka godzin, ale nie chciałam tego przerwać. Jednak los postanowił inaczej i zabrakło mi tchu. Oderwałam się od niego i wciągnęłam głęboko powietrze. On zrobił to samo. Musnęłam jeszcze raz jego wargi i ponownie ułożyłam głowę na jego torsie, a on bawił się moimi włosami.
- Kocham cię.- powiedział.
- Ja ciebie też.- odparłam uśmiechając się szeroko.
Usłyszałam od niego najpiękniejsze słowa, jakie kiedykolwiek i ktokolwiek mógł w życiu usłyszeć. Poczułam się sennie i nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Powieki same mi się zamknęły ze zmęczenia i film się urwał...

~ Harry ~
Leżałem na łóżku i bawiłem się włosami Kath.
- Kath...?- odpowiedziała mi cisza.- Kath śpisz?- ooo jak słodko zasnęła. Sięgnąłem po telefon dziewczyny, który leżał na szafce nocnej.
Odblokowałem i zobaczyłem na tapecie śpiącego mnie z bananem. Zaśmiałem się cicho. Po chwili ktoś do niej zadzwonił. Wiem, że to nie fajne odbierać czyiś telefon, ale nie chciałem jej budzić. Więc odebrałem.
- Hej kociaku co tam?- spytał męski głos.
- Nic, a u ciebie?- zapytałem lekko zdenerwowany.
- Ty nie jesteś Kath...- powiedział.
- Nie jestem Kath, jestem jej chłopakiem.- odparłem.
- O kurde... pewnie teraz myślisz, że ona cię zdradza, ale to nie prawda...- przerwałem mu.
- A jaka jest prawda?- spytałem.
- No gram ze znajomymi w butelkę i kazali mi zadzwonić do dziewczyny. Pomyślałem więc, że Kath będzie najlepsza, bo to moja przyjaciółka. Jeśli ci narobiłem kłopotu to sory. Nie chcę by ona miała przeze mnie kłopoty. A co ona tak w ogóle robi, że nie mogła odebrać?- zapytał.
- Śpi.- odparłem już wyraźnie rozluźniony.
- No dobra. A tak właściwie to jestem Jack,- powiedział.
- A ja Harry.- odpowiedziałem.
- Wiem, Kath dużo mi o tobie opowiadała.- nie widzę jego twarzy, ale jestem pewien, że się uśmiechnął.
- A co dokładnie?- byłem ciekawy.
- No jaki jesteś cudowny, jakie masz urocze loczki, jak pięknie śpiewasz. Każda nasza rozmowa kończy się na temacie ''Harry''. Dobra ja już kończę, bo widzę jak na mnie patrzą. Na razie.- powiedział.
- Pa.- odpowiedziałem i chłopak się rozłączył.
Odłożyłem jej telefon na półkę. Poczułem się zmęczony, więc przytuliłem Kath. Teraz ona mi będzie zastępować pana Banana. Uśmiechnąłem i zasnąłem.

~ Nath ~

Właśnie wróciliśmy wszyscy do domu dziecka. Jedynie mój tata pojechał samochodem. Tak się cieszę, że on jednak żyje. Poszłam do swojego pokoju. Weszłam na łóżko i rozłożyłam się na nim.
- Zmęczona?- zapytał Niall, który wszedł za mną.
- Trochę. Co porobimy? Nie mam ochoty na leżenie. To nie moja bajka, ja się muszę ruszać.- mruknęłam.
- A co byś chciała robić?- spytał zabawnie poruszając brwiami.
- A ty tylko o jednym.- zaśmiałam się.
- No wiesz?! Osądzasz mnie o takie coś?!- zapytał oburzony.
- Oj no nie obrażaj się na mnie. Niall daj spokój.- powiedziałam.
- A co będę z tego miał?- spytał.
- Hmmm... może to ci wystarczy.- zeszłam z łóżka i musnęłam jego wargi.
- Mało przekonujące.- mruknął.
- Masz duże wymagania, wiesz o tym?- zaśmiałam się i pocałowałam go bardziej namiętnie.
- Zastanowię się nad wybaczeniem.- uśmiechnął się figlarnie i tym razem on złączył nasze usta.
Wplotłam mu dłonie we włosy, a on błądził swoimi rękoma po moich plecach. Pocałunek stawał się z każdą sekundą coraz bardziej namiętny, zachłanny i pełen pożądania. Po chwili mnie podsadził, a ja oplotłam nogi wokół jego bioder. Niall ruszył w stronę łóżka. Najpierw położył mnie, a potem sam ułożył się obok nie przestając mnie całować. Teraz składał drobne pocałunki na mojej szyi i obojczyku. Po jakimś czasie zaczął odpinać guziki od mojej jeans'owej koszuli. Schodził coraz niżej.
- Niall ja...- nie wiedziałam jak mam ubrać w słowa to co chcę powiedzieć.
- Słucham.- wymruczał lekko zachrypniętym głosem.
- Ja.. ja się... ja się boję...- wydukałam.
- Czego się boisz?- zapytał lekko zdziwiony.
- No..., że jak już to zrobimy, to... to mnie zostawisz... i... i...- przerwał mi pocałunkiem.
- Jak chcesz, to poczekamy.- powiedział, a ja lekko przytaknęłam i zaczęłam powoli  zapinać guziki.
- Ja... po prostu... nie jestem jeszcze na to gotowa.- odparłam.
- Rozumiem. Dla ciebie mogę czekać do końca życia.- powiedział, a ja się do niego przytuliłam.
- Dziękuję.- powiedziałam i zasnęłam opierając się o jego tors.
- Dobranoc kochanie.- cmoknął mnie w policzek i też chyba zasnął.

Wednesday, 15 January 2014

6. That you love me?

~ Nath ~

* 4 dni później *

* Godz. 5.30 *

Nie mogłam spać. Leżałam na łóżku i patrzałam na jeszcze śpiącego Niall'a. Postanowiłam, że zejdę i położę się obok niego, może uda mi się jeszcze pospać przez pół godzinki. Starałam się cicho schodzić, ale uniemożliwiało mi to ciągłe skrzypienie łóżka, które stoi tu od założenia domu dziecka. W końcu zeszłam i objęłam w pasie nagi tors Horan'a. Gdyby mu się lepiej przyjrzeć, to można zobaczyć dość widoczne już rysy kaloryfera. Spojrzałam na twarz blondyna, bo chciałam zobaczyć jak chłopak zareaguje na mój czyn. Zauważyłam, że się uśmiechnął lekko i po chwili zorientowałam się, że on wcale nie śpi, tylko ma zamknięte oczy.
- Wiem, że nie śpisz.- powiedziałam.
- Ja też to wiem.- odparł z mocniejszą niż zawsze chrypką i dodawało mu to uroku.
- Nie mogę zasnąć w świadomości, że jutro nasze 17 urodziny. Teraz będziemy siedzieli tu już tylko rok. Będziemy musieli znaleźć pracę. Kasę na to by mieć w ogóle gdzie mieszkać.- mówiłam dalej.
- Nie tylko, ale aż rok. W tym czasie zdąży się dużo pozmieniać. Może w wakacje znajdziemy pracę dorywczą i zarobimy.- nadal miał tą słodką chrypkę.
- O dżizas. Jaki ty masz seksowny głos, gdy masz taką chrypkę.- powiedziałam.
- Hehe... Ej, a jak nie mam porannej chrypki to nie mam seksownego głosu?! Ale z ciebie żyd.- odparł i obaj zaczęliśmy się śmiać. Staraliśmy się to robić cicho, ale nie za bardzo to wychodziło.
- Przecież dobrze wiesz, że masz najlepszy głos na świecie, ale z tą chrypką jest jeszcze lepszy.- powiedziałam, gdy się już uspokoiliśmy trochę.
- No dobra, niech ci będzie. Za to twój głos jest niezastąpiony.- odparł.
- No raczej, bo nie sądzę byś znalazł drugą osobę o takim głosie.- puściłam do niego oczko.
- No to niech będzie... emmm... wiem, mało fałszujący.- powiedział.
- Ołkej.- odparłam i podeszłam do szafy przygotować ciuchy.
- Dziwna jesteś wiesz?- zadał mi pytanie trochę odbiegające od tematu.
- A to czemu?- spytałam.
- Zostawiasz w łóżku faceta, który jest całkowicie do twojej dyspozycji.- zachichotałam na te słowa.
- Całkowita dyspozycja powiadasz... to idź zrób mi kanapkę i wróć tu razem z nią.- powiedziałam, mimo że tak naprawdę chciałam tylko zobaczyć jaka będzie jego reakcja.
- Się robi, za pięć minut wracam.- mile mnie zaskoczył taką odpowiedzią.
- Żartowałam. Co ty myślisz, że zjem śniadanie bez ciebie?- zapytałam.
-  Spoko, ale jeśli chcesz tą kanapkę, to zaraz ci ją przyniosę.- powiedział.
- Nie, nie trzeba.- uśmiechnęłam się do niego i zaczęłam grzebać w szafie w poszukiwaniu jakiś przyzwoitych ciuchów.
- Masz.- Niall podał mi norweskie leginsy, sweter koloru białego, t-shirt podchodzący pod szkarłatny i agrafkę z logo szkoły.
- Koszulkę, sweter i przypinkę wezmę, ale leginsy zamienię na te dziurawe jeans'y, które ostatnio kupiłam w H&M.- wzięłam od niego rzeczy.
- I tak będziesz wyglądać fajnie.- powiedział.
- Wiesz co muszę przyznać, że masz gust co do ubioru.- odparłam, a chłopak lekko się zarumienił.
- Dzięki, ty też.- odpowiedział.
Niall wziął wcześniej przygotowane przez siebie ciuchy, wyglądał prawie tak jak ja, tylko jego t-shirt był troszkę jaśniejszy. Do tego oboje założyliśmy białe trampki. Poszliśmy do kuchni coś zjeść z braku innych pomysłów. Ruszyłam do toalety w ramach potrzeb, a Niall stał przy blacie i nie wiem co robił. Przejrzałam się w lustrze i zdziwiłam się widząc to co mam na głowie, a mianowicie tak rozczochrane włosy, że nie da się tego ująć w słowa. Popędziłam do pokoju po szczotkę i po dziesięciu minutach moje włosy były spięte w wysokiego kitka. Poszłam do kuchni za apetycznym zapachem. Podeszłam do Niall'a stojącego przy kuchence, objęłam go od tyłu, pocałowałam w policzek i przez jego ramię zobaczyłam co pichci. Była to jajecznica na boczku i do tego chleb w jajku, a obok stał już gotowy kogel-mogel posypany z wierzchu kakaem.
- Jesteś kuchmistrzem.- powiedziałam.
- Ty i tak jesteś lepsza we wszystkim.- odparł.
- Ta jasne, ale nie w kuchni, ja nawet kawy nie potrafię normalnie zrobić płatków z mlekiem. Zawsze muszę rozlać, rozsypać, lub wsypać za dużo, albo za mało. Kiedyś, nie wiem czy pamiętasz, ale robiąc Sarah'rze i Sophia'ii kawę oblałam wrzątkiem toster, który się spalił, a potem nie wiem jakim sposobem spaliłam także czajnik i uszkodziłam piekarnik - odpowiedziałam.
- Taa... pamiętam, byłem wtedy tutaj z tobą, nadal mam to nagranie na telefonie.- zaśmiał się.
- To mi później pokażesz, ale teraz umieram z głodu.- powiedziałam i dostałam pyszną porcję śniadania.- Widzę, że postawiłeś na jajka.- zachichotałam.
- Tak, bo wiesz kocham cholesterol.- ponownie się zaśmiał wraz ze mną.
Zjedliśmy i poszliśmy się zapakować do szkoły.

~ Kath ~

Obudził mnie morderca snów potocznie zwany budzikiem. Niechętnie wstałam i go wyłączyłam. Zawsze wstaje jakieś pół godziny po wszystkożernych osobach, które farbują się a blond. Mimo że wstają tak wcześnie, to i tak się prawie spóźniają, a ja robię pobudkę. Jak przypomniało mi się o ludziach, którzy mają twardy sen to mi się odechciewa. Mówiąc osoby z twardym snem mam na myśli Harry'ego i Zayn'a z resztą lokatorów idzie lepiej. Pukałam kolejno do drzwi i słyszałam szmery budzących się. Weszłam do pokoju chłopaków. To co tam ujrzałam strasznie mnie zdziwiło. A mianowicie zobaczyłam wszystkich stojących tyłem do drzwi w samych bokserkach.
- Ooooł.. widzę, że wstaliście. Sory już mnie tu nie ma.- powiedziałam szybko.
- Jak nie chcesz, to nie musisz iść.- odparł Harry.
- Jednak pójdę... Czwórka chłopaków w samych bokserkach, to raczej niecodzienny widok.- odpowiedziałam i po chwili wyszłam.
Ruszyłam dalej przez korytarz pukając w drzwi. Chwila, chwila... a gdzie Niall? Ah no tak! Pewnie poszedł pobiegać razem z Nath, albo siedzą u niej w pokoju. Postanowiłam zajrzeć do dziewczyny, czy jest, czy wyszła. Otworzyłam drzwi. Nie było jej, ale ku mojemu zdziwieniu nie było też jej plecaka, a ciuchy na jogging grzecznie leżały na swoim miejscu. To oznacza tylko jedno... Blondynka wraz z Blondynkiem wyszli do szkoły dwie i pół godziny przed zajęciami, które były dzisiaj na 10.30. Więc będą szli w czasie, w którym sprzątaczka otwiera główne wejście. Usłyszałam jak mi burczy w brzuchu, więc z zamiarem zjedzenia czegoś ruszyłam do kuchni.

~ Niall ~

Właśnie dotarliśmy do budynku szkoły. Była 7.05. Weszliśmy do szatni. Odwiesiłem kurtę na wieszak z moją klasą i numerkiem. Nath ma drugi numer w dzienniku, a ja trzeci, bo w naszej klasie nie ma nikogo z nazwiskiem na: ''a, c, d, e, f, g''. z nazwiskiem na ''b'' jest tylko blondynka i Meg, a ja jestem jedyną osobą z nazwiskiem na ''h'' potem literki się powtarzają, ale całego alfabetu i tak nie ma. Ruszyliśmy do swoich szafek. Wraz z dziewczyną wyciągnęliśmy książki na muzykę, która była naszą pierwszą i drugą lekcją. To jest jeden z moich i Nath ulubionych przedmiotów. Poszliśmy na trzecie piętro (szkoła ma 5 pięter) i położyliśmy plecaki pod klasą. Usiedliśmy na ławce na dużym korytarzu przy stoliku i zaczęliśmy rozmawiać.

~ Liam ~

Minęło już pół godziny od pobudki. Nie wiedziałem co mam robić więc poszedłem do szkoły. Zdjąłem kurtkę, wziąłem muzykę i poszedłem odnieść plecak pod klasę. Jeszcze zanim wszedłem na korytarz usłyszałem cichą rozmowę. Od razu rozpoznałem głosy. Byli to Niall i Nathalie. Wchodziłem dalej po schodach i po chwili byłem na dużym korytarzu. Nie myliłem się to były nasze głodomory (mówiąc nasze mam na myśli, że inni ludzie też ich tak nazywają). Najwyżej mnie nie usłyszeli, bo nie zwrócili na mnie uwagi. Postanowiłem poczekać i podsłuchać kawałek rozmowy, tak wiem nie jest to uprzejme z mojej strony, ale ciekawość zwyciężyła.
- Ktoś o tym wie?- usłyszałem głos dziewczyny.
- Nie, przynajmniej tak mi się zdaje.- odparł Horan.
- A co zrobimy, jeśli ktoś się dowie o tym, że jesteśmy razem?- wiedziałem, że coś kręcą!
- Wtedy o tym pomyślimy, po co teraz się tym zamartwiać.- odrzekł chłopak.
- No ok. Cicho, słyszysz?- zapytała.
- Co mam słyszeć?- odpowiedział pytaniem.
- Ktoś poza nami już jest, słyszę czyjś oddech.- nie no ona ma genialny słuch!
- Ja nic nie słyszę, może ci się tylko wydaje...- w tym momencie zacząłem dalej iść przez korytarz.
- A nie mówiłam, że ktoś tu jest?- spojrzała triumfalnie na chłopaka. - Hej Liam!- podeszła do mnie i uściskała, oczywiście po przyjacielsku.
- Hej. Co wy tak wcześnie?- zapytałem.
- Emm... chcieliśmy porozmawiać, oo... symbiozie pomiędzy grzybem, a drzewem.- odparł Niall, chłopak coraz lepiej kłamie, gdybym nie słyszał ich pogadanki, to bym uwierzył.
- I na czym to polega?- spytałem, gdyż wiedziałem o co chodzi, bo mam już cały ten materiał w głowie.
- Drzewo dzięki grzybowi ma mniej bakterii i jest zdrowsze, a grzyb dzięki drzewie ma pokarm.- o dziwo powiedział dobrze.
- Nie musicie kłamać, słyszałem o czym gadaliście.- nie lubię oszukiwać ludzi, więc uznałem, że prawda w tej sytuacji będzie najlepszym rozwiązaniem.
- A co dokładnie?- zapytała przełykając ślinę Blondynka.
- No o tym, że jesteście razem i co zrobicie jak ktoś się dowie... Ale przysięgam na słowo, że nikomu nie powiem jeśli nie chcecie.- odparłem.
- Może lepiej wszystkim powiedzieć, po co to ukrywać? Kiedyś i tak się wyda, a poza tym będzie nam łatwiej.- po namyśle powiedziała.
- W sumie racja. Liam jeśli byś mógł to powiedz jutro o nas Harry'emu i Kath, ale powiedz, że to jest top top secret, to cała szkoła już będzie wiedzieć i będzie dobrze.- powiedział Niall.
- Ok, ale czemu sami tego nie zrobicie?- zapytałem, a ich twarze zrobiły się czerwone jak buraki.
- Ja się wstydzę.- powiedzieli jednocześnie.
- Dobra.- odpowiedziałem, odniosłem plecak i przypomniało mi się, że zostawiłem telefon w szatni, więc szybko do niej pobiegłem.

~ Megan ~

Właśnie weszłam do szkoły i zdejmując kurtkę zobaczyłam telefon nad moją szafką. Wzięłam go do ręki. Był biały z wysuwaną klawiaturą, ale był bardzo zadbany, jakby był nowy, ale miał już trochę zdarte napisy na klawiszach. Wzięłam książki i ruszyłam do sali muzycznej. W ręce trzymałam rysunki i piosenki stworzone przeze mnie. Nie patrzałam na drogę, tylko na komórkę, byłam już przy zakręcie, kiedy ktoś na mnie wpadł. Poleciałam do tyłu wypuszczając przy tym kartki, ale telefon nadal tkwił w mojej ręce.
- Strasznie cię przepraszam Megan, nie zauważyłem cię.- powiedział do mnie Liam, pomógł mi wstać i razem zaczęliśmy zbierać kartki, a ja włożyłam telefon do kieszeni swetra.
- Nic się nie stało, ale czemu tak biegłeś?- zapytałam.
- Bo zapomniałem z szatni komórki, taka biała wysuwana Nokia.- odparł.
- Masz, leżał nad moją szafką.- powiedziałam i podałam mu jego zgubę.
- Dzięki.- odrzekł.
W tym momencie dotknął mojej ręki próbując wziąć tą samą kartkę co ja. Szybko cofnął rękę i już bardziej nerwowo zaczął zbierać piosenki i rysunki. Ukradkiem spojrzałam na jego twarz. Zobaczyłam, że robią mu się rumieńce na policzkach. Uśmiechnęłam się pod nosem. Po chwili na ziemi nie było już żadnych kartek.
- Jeszcze raz przepraszam, dziękuję i proszę.- mówił nadal poddenerwowany.
- Nic się nie stało, nie ma za co i też dziękuję.- odparłam i miło się do niego uśmiechnęłam.
- Meg...- zaczął po chwili ciszy.- Bo wiesz niedługo jest ta dyskoteka z okazji dnia chłopaka i chciałbym zaprosić pewną dziewczynę, ale nie wiem, czy ona ma chłopaka, czy będzie chciała ze mną iść i w ogóle się wstydzę.- powiedział, a mi się zrobiło trochę smutno, że to nie mnie chciał zaprosić, bo w gruncie rzeczy Liam to według mnie najmilszy i najprzystojniejszy chłopak jakiego znam.
- Jeśli mam ci pomóc, to musiałabym wiedzieć co to za szczęściara...- powiedziałam.
- Czemu szczęściara?- zapytał.
- Bo jesteś fajnym chłopakiem. No więc kim ona jest?- uśmiechnęłam się do niego.
- No... myślałem o pewnej szatynce... ma na imię Megan i właśnie idzie obok mnie.- stanęłam i patrzyłam w przestrzeń w duchu ciesząc z tego, że mnie zaprosił. Zauważyłam, że te słowa wypowiadał z lekką trudnością.- Czemu stoisz? Aaa... już rozumiem, ty nie chcesz ze mną iść prawda?- zapytał.
- Co? Nie, to znaczy tak... o matko... oczywiście, że chcę!- powiedziałam.
- Naprawdę?- spytał z niedowierzaniem.
- Tak.- odpowiedziałam i posłałam mu lekki uśmiech, a on go odwzajemnił.
- Nawet nie wiesz jak mi ulżyło... Nie wiem co bym zrobił gdybyś mi odmówiła, chyba bym poszedł sam.- powiedział.
- Czemu? Przecież masz szanse u wielu dziewczyn.- odparłam.
- No tak, ale... hmmm... po prostu żadna z nich nie jest w moim typie ani pod względem wyglądu, a tym bardziej charakteru.- staliśmy w połowie korytarza, do rozpoczęcia zajęć zostało jeszcze półtora godziny.
- A ja spełniam kryteria w obu kategoriach?- spytałam.
- Tak.- odparł.
- Liam... mam do ciebie pytanie, albo raczej polecenie takie można nazwać osobiste.- powiedziałam niepewnie.
- Zamieniam się w słuch.- odrzekł.
- Opisz jakby wyglądała twoja idealna dziewczyna.- to zdanie wypowiedziałam znacznie pewniej.
- Hmmm... w sumie to jak się dobrze zastanowić... Nie no żartuję. Dla mnie ty jesteś ideałem.- odparł lekko zawstydzony, a na jego twarzy znów pojawiły się rumieńce.
- Wow. No tego się w sumie nie spodziewałam.- wymamrotałam.
- A twój ideał?- wiedziałam, że o to zapyta.
- No cóż, skoro ty mi powiedziałeś, to ja tobie też muszę. No więc moim ideałem jesteś ty.- odpowiedziałam.
- Serio? A ja myślałem, że Zayn, albo Harry, albo w ogóle ktoś inny.- odparł.
- To się pomyliłeś.- zachichotałam.
Teraz spoglądaliśmy sobie w oczy. Nikogo nie było, więc było to mniej krępujące. Po chwili nasze twarze zaczęły się do siebie zbliżać.
- Powiedz słowo, a przestanę.- powiedział będąc już tylko parę centymetrów od mojej buzi.
- Nie chcę byś przestawał.- odparłam.
Odległość między mną a Liam'em się znacznie zmniejszyła. Z około metra na centymetry i coraz bliżej. Teraz dzieliły nas tylko milimetry. Po chwili trwaliśmy już w pocałunku. Chłopak objął mnie rękami w pasie, a moje dłonie wylądowały w jego włosach. Nie ukrywam, było mi bardzo przyjemnie, a Szatyn całuje lepiej niż się tego spodziewałam. Chciałam by ta chwila trwała wiecznie, ale przerwał nam dzwonek. Szybko się od siebie odsunęliśmy.
- Megan... chciałabyś zostać moją dziewczyną?- zapytał po chwili niezręcznej ciszy, bo tylko na ostatnim piętrze wychodzili z klas, a oni stali na parterze.
- Tak, ale nie ukrywajmy tego, bo to tylko utrudnia ok?- spytałam dla pewności.
- Też tak uważam.- odparł i wyciągnął do mnie dłoń.
Splotłam swoje palce razem z jego i ruszyliśmy na trzecie piętro.

~ Zayn ~

Byłem sam z Harrym w jednym pokoju. Postanowiłem go o coś zapytać.
- Harry mam pytanie...- powiedziałem.
- Wal śmiało.- odparł.
- Widząc pewną osobę... wzdycham, gdy jej przy mnie nie ma to tęsknię, gdy jest staram się ją rozśmieszyć i nacieszyć się jej bliskością, gdy oglądam z nią horror cieszę się, że mogę się wykazać swoją odwagą i objąć ją ramieniem, gdy się boi. Harry powiedz co mi jest?- zapytałem, a on na mnie dziwnie patrzał.
- Zayn, ty się zakochałeś!- odparł dumnie.
- Naprawdę tak sądzisz?- spytałem.
- Tak! A mogę chociaż wiedzieć co za dziewczyna będzie się spotykać z DJ'em Malik'iem?- odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Nie wiem, czy się będzie ze mną spotykać, bo nie wiem czy mnie lubi. To jest Katy, wiesz ta kuzynka Kath.- odrzekłem.
- Ale przecież znasz ją tylko cztery dni.- powiedział zdziwiony.
- Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?- zapytałem.
- Tak.- odparł.
- To właśnie się stało wtedy kiedy Katy weszła do naszego pokoju.- powiedziałem.
- Zayn, obiecuję ci, że w ciągu następnego miesiąca umówisz się z nią na randkę, a ja ci w tym pomogę.- odpowiedział.
- Zrobisz to dla mnie?- spytałem.
- Jasne! Przecież czego się nie robi dla przyjaciół.- odparł.
 Ruszyliśmy do szkoły sam. Po drodze dowiedziałem się od Kath, która do mnie zadzwoniła, że Katy będzie u nas mieszkać przez dwa miesiące i będzie chodzić do naszej szkoły, do naszej klasy, a na dodatek ja mam ją oprowadzić po tym budynku, bo jej tata chce się przeprowadzić niedaleko nas. Więc teraz będziemy się jeszcze częściej widywać.
- Czeeeść Zaaayyn.- powiedziała Sue obrzydliwie słodkim przedłużonym głosem.
- Hej.- odparłem obojętnie i ją wyminąłem.
Ruszyłem zamyślony w stronę swojej szafki. Cały czas myślałem o Katy i przez to a kogoś wpadłem. Okazało się, że to właśnie była ona.
- Przepraszam nie zauważyłem cię.- powiedziałem.
- Nic się nie stało.- odparła.
- Podobno chcesz bym cię oprowadził.- uśmiechnąłem się do niej.
- Zgadza się.- odwzajemniła mój uśmiech.
- Zaczekaj chwilę, pójdę po książki i możemy zacząć.- powiedziałem.
- Pójdę z tobą.- odrzekła.
Ruszyliśmy w stronę niebieskich, metalowych szafek. Kucnąłem przy swojej, wykręciłem kod i wyjąłem odpowiednie książki. Wpakowałem je do plecaka i zamknąłem drzwiczki.
- Gdzie masz swoją szafkę?- spytałem.
- Dosłowne nas twoją.- odparła.
- Serio?- trochę mnie to zdziwiło.
- Serio.- uśmiechnęła się do mnie i ruszyliśmy schodami na trzecie piętro.
Odłożyliśmy plecaki pod salą muzyczną. Postanowiłem zacząć od parteru, bo została nam jeszcze godzina do rozpoczęcia zajęć.
- Tu jest sala gimnastyczna. Nie wiem jak jest u ciebie w szkole, ale nasza klasa nie ma podzielonych żadnych lekcji. Na każdych zajęciach wszyscy są razem.- powiedziałem.
- U nas dzielimy się na chłopaków i dziewczyny. Jak my mamy w-f to oni mają angielski i na odwrót.- odparła.
- W naszej szkole nie ma takiego podziału. Wszyscy są zgrani. Nie ma też podziału na tych z wyższych sfer i niższych.- dopowiedziałem.
- To nie to co u mnie.- odrzekła i wyraźnie posmutniała, ja widząc to odruchowo ją przytuliłem i pogładziłem po plecach.
Puściłem ją i poszliśmy dalej.

~ Louis  ~

- Louis!- usłyszałem znajome wołanie. Odwróciłem się i zobaczyłem idącą ku mnie Olivię.
- Hej mała.- odpowiedziałem z uśmiechem na  twarzy.
- Hej duży.- odparła i mnie uściskała po przyjacielsku.
Ostatnio coraz częściej się spotykamy. Ol to urocza, miła i ładna dziewczyna, a przynajmniej ja tak uważam. Szliśmy w stronę obok siebie lekko ocierając się ramionami. Trwaliśmy w lekko niezręcznej ciszy. Przerwał to mój telefon.
- Słucham?- nie spojrzałem na to kto dzwoni.
- Hej, tu Liam.- odparł głos z słuchawki.
- Hej Liam. Z jaką sprawą do mnie dzwonisz?- zapytałem.
- Pamiętasz jak mówiłem, że Megan mi się podoba?- odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Tak pamiętam, a co?- nie domyślałem się niczego.
- Jesteśmy razem!- powiedział nieco głośniej.
- To szczęścia życzę. Od kiedy?- spytałem.
- Od dzisiaj.- słyszałem, że jest wyraźnie szczęśliwy.
- To świetnie. A gdzie jesteś?- ponowne pytanie z mojej strony.
- Aktualnie w toalecie w szkole. Myję ręce.- lekko się zaśmiałem.
- Dobra ja już kończę. Później się spotkamy. Na razie.- powiedziałem i się rozłączyłem.
- Kto dzwonił?- zapytała Ol.
- Liam.- odparłem.
- Po co dzwonił?- była chyba bardzo ciekawa.
- Żeby mi oznajmić, że chodzi z Meg.- powiedziałem.
- Liam i Meg...- zamyśliła się na chwilę.- To całkiem niezłe dopasowanie. Obaj przestrzegają zasad. Są mili, mają dobre serce i z tego co wiem, to obaj mieszkają w domu dziecka.- powiedziała.
- Racja.- odparłem.
Znów trwała niezręczna cisza. Usiedliśmy na ławce w parku, bo do lekcji została jeszcze godzina czasu, a do szkoły zostało nam pięć minut. Przypomniało mi się o dyskotece z okazji dnia chłopaka, na którą chłopcy zapraszają dziewczyny, a że chyba czuję coś do Ol, to postanowiłem ją zaprosić.
- Ol...- powiedziałem lekko się wahając, bo bałem się, że mi odmówi.
- Tak?- spytała.
- Chciałabyś pójść ze mną na tą dyskotekę z okazji dnia chłopaka?- strasznie trudno przechodziło mi to przez gardło.
- Jasne!- odparła radośnie.
- Naprawdę?- spytałem z niedowierzaniem.
- Tak.- powiedziała.
- Wow... Myślałem, że mi odmówisz, bo jestem z domu dziecka.- westchnąłem.
- Oj, Louis, Louis, Louis... Dla mnie nie liczy się gdzie mieszkasz czy jak wyglądasz. Dla mnie liczy się twoja osobowość i charakter.- odparła.
- Czyli jakbym wyglądał jak menel mieszkający pod mostem to też byś się zgodziła?- zapytałem.
- No, z tym to byłby trochę większy problem. Ale z tobą nie ma problemu bo jesteś przystojny, miły, zabawny, hmmm co jeszcze... O wiem! Męski, masz bardzo dużo zalet, dzięki którym poderwałbyś dziewięćdziesiąt pięć procent dziewczyn, które znasz.- odparła, a ja zacząłem się rumienić.
- Serio tak myślisz? Że jestem przystojny, miły, zabawny i męski?- spytałem.
- Tak, a co?- odpowiedziała, a ja się jeszcze bardziej zarumieniłem.
- Nic, po prostu mało osób mi to mówi, więc nie wiem jak mnie inni postrzegają.- powiedziałem nadal zarumieniony. Jeszcze jakieś miłe słowo z jej ust to w ogóle będę wyglądał jak burak.
- O... nie martw się Lou, na pewno większość osób myśli o tobie tak jak ja.- odpowiedziała i mnie przytuliła. Teraz wiem na 100%, że jestem bardziej czerwony niż pomidory, czy buraki.
- Dzięki.- odparłem.
- Co się tak rumienisz co?- spytała.
- Wiesz nie na co dzień ktoś mówi tyle miłych rzeczy o tobie i to na raz.- odpowiedziałem.
- Tylko to jest tym powodem?-  ponownie zapytała.
- I... chyba jeszcze to..., że przytula mnie dziewczyna, która mi się podoba.- powiedziałem i ponownie miałem czerwoną twarz.
- Ooo... jak słodko.- uśmiechnęła się i pocałowała w policzek, a ja wypuściłem całe powietrze z płuc.
- No nie powiem miło mi się zrobiło.- odwzajemniłem uśmiech.- Spodziewałem się znacznie innej reakcji.- odparłem.
- Jakiej?- spytała.
- No..., że sobie pójdziesz i mnie tu zostawisz.- powiedziałem, a dziewczyna złapała moją dłoń.
- Nie zamierzałam odejść ani wcześniej, ani teraz, ani później.- odpowiedziała.
- Dlaczego?- spojrzałem na nasze złączone dłonie.
- Bo ty też mi się podobasz Louis.- odparła i lekko się zarumieniła. Widać, że ma znacznie mniejsze trudności z wyrażaniem uczuć niż ja.
- Ja? Naprawdę ci się podobam?- spytałem.
- Tak.- powiedziała.
- Zaskakujesz mnie coraz bardziej. Ale jesteś pewna, że ci się podobam? Może to jest tylko uczucie zaślepione tym, że cię wtedy uratowałem.- trochę posmutniałem wypowiadając te słowa.
- Zdążyłam już o tym zapomnieć... Louis ja naprawdę cię lubię, ale tak wiesz lubię, lubię.- odparła.
- Udowodnij.- powiedziałem.
- Jak?- spytała lekko zdziwiona.
- Nie wiem jak, po prostu udowodnij.- odparłem.
Po tych słowach dziewczyna się do mnie zbliżyła. Po chwili trwaliśmy już w pocałunku. Nie spodziewałem się tego. Nie spodziewałem się niczego z jej strony. Myślałem, że najnormalniej w świecie, będzie siedzieć, albo sobie pójdzie. A tym czasem całuje mnie dziewczyna, która ostatnio stała się moim obiektem westchnień. Oderwaliśmy się od siebie, a ona mi spojrzała głęboko w oczy.
- Teraz mi wierzysz?- spytała, a ja tylko przytaknąłem, bo z wrażenia nie mogłem nic powiedzieć.
Wstałem wyciągnąłem do niej rękę. Ona splotła ze sobą nasze dłonie i ruszyliśmy do szkoły.

~ Olivia ~

Nie wiedziałam, że podobam się Louis'owi. Myślałam, że on mnie po prostu lubi i nic więcej. A tu proszę taka niespodzianka.
- Czyli oficjalnie jesteśmy parą?- zapytał mnie.
- Tak!- odparłam radośnie.
- I nie masz nic przeciwko temu, że jestem z domu dziecka?- ponownie spytał.
- Absolutnie nie.- powiedziałam.
- A nie masz nic przeciwko by ktoś się o nas dowiedział?- dziwne pytanie.
- A dlaczego miałabym mieć coś przeciwko. Nie obchodzą mnie opinie innych. Kocham cię Louis i głupie komentarze innych nie zmienią mojego uczuci wobec ciebie.- odparłam i spojrzałam chłopakowi głęboko w oczy.
- Też cię kocham.- powiedział i musnął moje usta.
Aż mi się ciepło zrobiło na sercu. Szliśmy w ciszy, ale nie była ona niezręczna. Ukradkiem spojrzałam na Louis'a. Był uśmiechnięty, ale w jego oczach nadal była lekka niepewność. Ale było jej już znacznie mniej niż gdy pierwszy raz wyznałam mu uczucia. Sądzę, że nadal myśli, iż jestem zaślepiona jego bohaterskim czynem. Ta akcja nadal mi siedzi w głowie, ale ja lubię Louis'a za to jaki jest, a nie co zrobił. Weszliśmy do szkoły, zdjęliśmy kurtki, wzięliśmy książki i ze złączonymi dłońmi ruszyliśmy pod salę muzyczną.
~ Harry ~

Do rozpoczęcia lekcji zostało jeszcze 40 minut. Nie bardzo się śpieszyłem, ale postanowiłem wyjść razem z Kath do szkoły. Szliśmy trzymając się za ręce.
- Jak myślisz, co będziemy robić dzisiaj na w-f'ie?- spytałem.
- Nie wiem, ale chciałabym pograć w badmintona, albo siatkę. Obstawiam, że będziemy grać w coś typu zbijak, albo ręczna, bo trener myśli, że badminton i siatkówka to typowo babski sport.- odparła.
- Ale to nie prawda.- powiedziałem lekko oburzony z racji tego, że profesjonalnie gram w badmintona.
- Powiedz to trenerowi, może jak usłyszy to od faceta, to się przekona.- odrzekła.
Dalej szliśmy w ciszy, ale nie była ona niezręczna. Dotarliśmy do szkoły, a do początku lekcji zostało jeszcze pół godziny. Odwiesiłem kurtkę moją i mojej dziewczyny. Podeszliśmy do swoich szafek, które znajdowały się tuż obok siebie. Wzięliśmy odpowiednie książki i udaliśmy się do sali muzycznej trzymając się za ręce. Na dużym korytarzu byli już blond głodomory, niedaleko nich siedzieli Liam i Megan także trzymając się za ręce. Od kiedy oni są razem? Potem siedział Louis obejmujący ramieniem Olivię i rozmawiali o czymś. A od kiedy oni są razem? O dziwo nie było ani Zayn'a, ani Katy. Pewnie tak jak mi wcześniej wspomniała Kath oprowadzał ją po szkole. Odłożyliśmy plecaki i usiedliśmy pod ścianą niedaleko sali od fizyki.

~ Katy ~

Zayn to bardzo dobry przewodnik. Ciekawie opowiadał o szkole i wydarzeniach, które miały tu miejsce. Muszę przyznać, że facet wie jak obchodzić się z dziewczyną. Najbardziej przeszkadzały mi tylko spojrzenia dziewczyn, które patrzały na niego słodkim wzrokiem. W gruncie rzeczy Zayn to bardzo miły i przystojny chłopak. Lubię go. Mimo że znamy się około tygodnia, to dość dużo już o nim wiem. Zaraz, zaraz... ale jak on ma na nazwisko? O ludzie... wiem o chłopaku tyle ile powinna wiedzieć dobra przyjaciółka, a nie wiem jak ma a nazwisko. W ogóle nie wiem jak oni wszyscy mają a nazwisko... no może nie licząc Nath, bo z nią się już wcześniej spotkałam.
- Zayn...- zaczęłam, a on spojrzał na mnie pytająco.- Jak ty masz w ogóle na nazwisko?- zapytałam.
- Malik, a ty?
- Tomlinson.- powiedziałam, a on stanął w pół kroku.
- Powtórz.- poprosił.
- Tom-lin-son.- odparłam sylabami.
- Louis... o też ma tak na nazwisko.- powiedział.
- Może jestem z nim spokrewniona... chociaż mama by mi raczej powiedziała o takiej rzeczy.- zamyśliłam się. Ruszyliśmy dalej.
- No dobra... To już ostatnie pomieszczenie, a dokładniej szkolny sklep. Prowadzi go Sarah, która jest też opiekunką w naszym domu dziecka. Ma około trzydziestki.- powiedział.
- Spoko, ale po co ona pracuje w dwóch miejscach na raz?- zapytałam.
- Dom dziecka to jej praca dorywcza. Tu w szkole jest miła i uprzejma, a tak surowa i zła. Nie wiem, czemu tak jest.- odparł.
- Chodź usiąść, trochę mnie nogi bolą, macie strasznie dużą szkołę.- powiedziałam.
Podeszliśmy i usiedliśmy na ławce przy stoliku.
- Katy... Bo jest taka sprawa.- zaczął po chwili ciszy.
- A mianowicie?- spytałam.
- A mianowicie trzydziestego września, czyli za dwadzieścia sześć dni w poniedziałek jest dzień chłopaka i z tej okazji organizują dyskotekę i chłopcy mają na nią zapraszać dziewczyny i chciałem się zapytać, czy nie poszłabyś ze mną.- zapytał.
- A co z twoją dziewczyną, nie będzie zazdrosna?- odpowiedziałam na pytaniem.
- Nie mam dziewczyny.- odparł i spojrzał na mnie.- To jak będzie?
- No raczej, że pójdę.- posłałam mu uśmiech, a on go odwzajemnił.- A dlaczego akurat ja? Przecież tutaj jest chyba wiele dziewczyn, które marzą o tym byś chociaż znał ich imię.- powiedziałam.
- Nie zapraszam byle kogo.- odpowiedział patrząc się w głąb korytarza.- To musi być ktoś, o kim chociaż coś wiem. Dziewczyna, którą zapraszam na dyskotekę nie może być wredna, ani głupia, a z tego co wiem, to ty jesteś miła i mądra prawda?- spojrzał na mnie, a ja lekko oblałam się rumieńcem.
- Chyba tak, nie wiem jak mnie ludzie widzą.- odparłam.
- To ja ci powiem jak ja cię widzę. Moje pierwsze wrażenie jakie na mnie wywarłaś to twoja uroda. Jesteś ładna. Drugim wrażeniem było to jak się zachowujesz. Jesteś sympatyczna i życzliwa. Dużo jest takich dziewczyn, ale ty masz w sobie to coś co przyciąga uwagę. Nie wiem co to, ale moją uwagę zwróciłaś niemal natychmiastowo.- powiedział, a ja czułam, że się rumienię.
Wiem, że mówił prawdę, bo patrzał mi w oczy. Gdy to mówił często łapał się za kark, a z tego co wiem, to ten gest oznacza, że dziewczyna, z którą rozmawia chłopak mu się podoba. Nie jestem pewna czy to jest prawdziwa teoria, ale bardzo bym chciała by była prawdziwa. Nie wiem dlaczego, ale Zayn z tego całego towarzystwa najbardziej przypadł mi do gustu. No i muszę przyznać jest bardzo przystojny, miły i wie jak obchodzić się z dziewczynami.
- Czemu nie masz dziewczyny?- zapytałam.
- Bo czekam na tą jedyną. A jeśli poczuję coś do jakiejś dziewczyny, to czekam parę dni, a nawet tygodni. Jeśli nadal będę czuł to samo, to znaczy, że się naprawdę zakochałem, ale jeśli poczuję, że to uczucie chociaż trochę osłabło, to znaczy, że się zauroczyłem.- odparł i patrzył w głąb korytarza.
- A czemu tak dobrze obchodzisz się z dziewczynami?- zapytałam.
- Czemu się dobrze obchodzę z dziewczynami...- powtórzył ciszej moje pytanie, jakby się zastanawiał nad jego sensem.- Wychowałem się wśród kobiet. Zanim rodzice mnie porzucili miałem trzy siostry i do tego niezliczoną ilość kuzynek, które często nas odwiedzały. Dzięki nim lepiej się dogaduje z dziewczynami. Łatwiej mi jest poznać co czują, niezależnie od charakteru.- powiedział.
- A czemu mi się zwierzasz?- spojrzałam na niego, a on westchnął i nadal patrzył w dal.
- Ponieważ czuję do wobec ciebie dobroć, przyjaźń i przede wszystkim zaufanie. Wiem, że jeśli ci powiem, żebyś nikomu nie mówiła, to nie powiesz. Wiem też, że nie przeszkadza ci to, że ''nasza banda'' mieszka w domu dziecka. Wiem, że w szkole, do której chodzisz, jak jesteś u siebie nie przepadali za tobą, a tu czujesz się dobrze, jak w rodzinie. To prawda jesteśmy jedną wielką rodziną jeden nie pozwoli skrzywdzić drugiego pod żadnym pozorem. A tak jest dlatego, że wiemy jak to jest być krzywdzonym, gdyby nie to, to też byśmy byli podzieleni na elitę i tych biednych.- jego głos był spokojny i kojący.
Przysunęłam się do niego i lekko przytuliłam. W tym momencie spojrzał na mnie objął ramieniem. Oderwałam się od niego i spojrzałam głęboko w jego istnie czekoladowe oczy. Wyrażały dobroć, życzliwość i nutę smutku. Rozumiem go, bo rodzice go porzucili. Tym razem oboje patrzeliśmy w ten korytarz. Pomiędzy mną, a chłopakiem panowała absolutna cisza. Co chwila ukradkiem na niego zerkałam. W gruncie rzeczy Zayn to bardzo tajemnicza osoba. Słyszałam jak rytmicznie oddycha. Chłopak jest bardzo spokojny, ale widać, że jak przyjdzie co do czego, to lubi się zabawić. Spojrzał na swój zegarek na łańcuszku. Był prześliczny.


- Za 15 minut zaczną się lekcje, a to oznacza, że za dziesięć minut przerwa.- powiedział.
- Skąd go masz?- zapytałam.
- Ale co?- nie zrozumiał o co chodzi.
- Zegarek.
- Dostałem go od siostry, gdy miałem siódme urodziny. Zdecydowanie bardziej kochałem moje siostry niż rodziców. Przez pierwsze trzy lata, gdy wylądowałem w domu dziecka odwiedzały mnie, ale potem się przeprowadziły. Teraz rzadko znajdują czas by nawiązać ze mną chociażby kontakt telefoniczny. Ostatni raz kiedy je widziałem miałem jedenaście lat. Były mi powiedzieć o tym, że się wyprowadziły, bo rodzice im kazali i przy okazji złożyć mi życzenia urodzinowe.- powiedział.
- Współczuję... Ale zegarek jest naprawdę śliczny. A tak w ogóle to kiedy ty masz urodziny?- spytałam.
- Dwunastego stycznia, a ty?- odparł.
- Trzydziestego pierwszego grudnia.- powiedziałam.
- To już niedługo... O matko! Na śmierć zapomniałem! Niall i Nath mają jutro urodziny!- prawie krzyknął.
- Mają urodziny w tym samym dniu?- spytałam, a on tylko przytaknął.
- Muszę im kupić jakiś prezent... Poszłabyś ze mną po szkole do sklepu wybrać coś dla nich?- zapytał.
- Jasne! Sama z resztą muszę im coś kupić.- odparłam.
- Chodź już, bo za pięć minut lekcje.- powiedział.
Ruszyliśmy po schodach w dół. Z cienkiego korytarza weszliśmy na duży. Trochę mnie zdziwił taki widok. Przy stoliku siedział Niall i Nath, ale to są najlepsi przyjaciele, więc nie ma się co dziwić. Trochę dalej na ławce siedzieli trzymający się za ręce Liam i Megan. Jeszcze dalej Louis obejmujący ramieniem Olivię, a pod salą fizyczną Harry flirtował z Kath ujmując jej dłoń. Wymieniliśmy z Zaynem spojrzenia, po czym usiedliśmy pod ścianą przy sali muzycznej i z braku innych pomysłów też zaczęliśmy gadać.
- Teraz ty mi coś o sobie opowiedz.- zaczął brunet.
- Powiedz co chcesz wiedzieć, to ci opowiem.- odparłam.
- Hmmm... w takim razie... masz chłopaka?- zapytał.
- Nie.- odpowiedziałam.
- Czemu?- był wyraźnie ciekawy. Z jakich powodów, to ja nie wiem.
- Podobnie jak ty czekam na swojego księcia z bajki.- uśmiechnęłam się.
- Dobra, co dalej... Jaki jest twój ulubiony kolor?- spytał.

~ Zayn ~

- Mój ulubiony kolor...- powiedziała zastanawiając się nad odpowiedzią.- Czerwony.
- Serio? Mój też.- odparłem radośnie.
- Ale się złożyło.- posłała mi uśmiech, a ja go odwzajemniłem.
Właśnie otworzyłem usta, żeby zadać kolejne pytanie, ale rozległ się dzwonek na przerwę. Z prawie wszystkich wypłynęło multum ludzi. Patrząc na nich zapomniałem o co chciałem zapytać. Widziałem, że wszystkie dziewczyny przechodzące obok nas patrzały na mnie słodko, a na Katy z lekką pogardą. Zerknąłem na Blondynkę. Była uśmiechnięta, ale jej oczy były smutne. Widać, że jest bardzo uczuciowa i łatwo jej sprawić przykrość, ale nie chce tego po sobie poznać więc cały czas zakrywa to uśmiechem.
- Co jest?- spytałem, bo nie chciałem by była smutna.
- Nic.- odparła.
- Przecież widzę, że coś cię gryzie.- nie dawałem za wygraną.
- Zayn naprawdę nic mi nie jest.- powiedziała.
- Słuchaj, widzę, że jesteś smutna. Nie musisz mnie okłamywać. Przecież cię nie uderzę jak powiesz prawdę.- mówiłem spokojnie, by dała się przekonać.
- No bo wszystkie dziewczyny, które tędy przechodzą patrzą na mnie tak jakby chciały mi wywiercić dziurę w sercu.- powiedziała jednym tchem, ale zauważyłem, że nie powiedziała wszystkiego co miała na myśli.
- Ehhh...- westchnąłem- Nie przejmuj się nimi, to nie chodzi o ciebie, tylko o mnie... Nie chcę mówić, że jestem jakimś nie wiem... mega pięknisiem, bo wcale tak nie uważam. Jeżeli to, że te dziewczyny tak na ciebie patrzą jest za sprawą mojego towarzystwa, to sobie pójdę i będziesz miała ten problem z głowy.- powiedziałem i już zamierzałem wstać, kiedy ona mnie złapała za rękę.
- Nie idź... Boję się, że jak sobie pójdziesz, to one się na mnie rzucą z tekstami ''Czemu ty z nim gadasz?'', ''Odwal się od niego'' i inne takie rzeczy. Ale dopóki siedzisz obok mnie to nawet nie próbują się nawet zbliżyć. Zostaniesz ze mną?- zapytała.
- Jasne. Jeśli tego chcesz, to zostanę. Usiądziesz dzisiaj ze mną?- spytałem.
- Dobrze. A nie wolisz usiąść z jakimś chłopakiem? Nie będzie cię krępować moje towarzystwo?- ponownie zadała mi pytanie.
- Na chłopaków od nas nie mam co liczyć. Zawsze siadałem z Lou, ale jak znam życie, to on teraz usiądzie z Olivią.- zamyśliłem się na chwilę.- Ale jeśli nie chcesz ze mną siedzieć, to zapytam się Niall'a...- zacząłem, ale mi przerwała.
- Ale ja chcę z tobą siedzieć, tylko myślałam po prostu, że wolisz siedzieć z chłopakiem.- powiedziała dość szybko.
- Dlaczego?- zapytałem.
- U mnie w szkole tak było, że chłopaki siedzieli z chłopakami, a dziewczyny z dziewczynami, chyba że pani kogoś przesadziła. Ja zazwyczaj siedziałam sama.- ostatnie zdanie powiedziała trochę smutniej.
- Nie bój się, tutaj nie będziesz zdana na samotność, a jakby co trzymaj się mnie.- uśmiechnąłem się do niej. Odpowiedziała mi uśmiechem. Tyle tylko, że to był prawdziwy uśmiech, a nie ten zakrywający smutek. Spojrzałem na zegarek. Podniosłem się i wyciągnąłem rękę do dziewczyny, by pomóc jej wstać. Chwyciła ja i po chwili stała obok mnie. Podszedłem do klasy podałem jej plecak, a sam wziąłem swój. Właśnie zadzwonił dzwonek. Wszyscy w bezładzie weszli do sali. Wybraliśmy ostatnią ławkę w rzędzie pod ścianą. Ja usiadłem z brzegu. Rozpakowaliśmy się. Pan z muzyki wszedł tuż po nas, a za nim reszta klasy. Przywitaliśmy się z nim i nauczyciel rozpoczął lekcje. Uczyliśmy się nowej piosenki, którą mamy zdać za tydzień. W klasie jest nas około czterdziestki. Tak wiem bardzo dużo osób. Z racji tego pan pozwolił się połączyć w grupy najwyżej po dziesięć osób. Wszyscy z domu dziecka pokiwali porozumiewawczo głowami.
- Będziesz śpiewać z nami?- zapytała mnie Suesanne z ławki przede mną.
- Za późno mam już grupę.- odparłem.
- Ile was jest?- spytała.
- Eee...czekaj...- zacząłem w pośpiechu liczyć moją grupę, wyszło dziewięć, więc Sue na pewno będzie chciała do nas dojść. Spojrzałem znacząco na Katy. Dziewczyna pokiwała lekko głową na tak.- No więc jest nas dziesięć.- powiedziałem.
- Kurde...- mruknęła i się odwróciła.
- Uff...- westchnąłem.
- Coś nią nie tak?- zapytała mnie szeptem Katy.
- Nie najlepiej śpiewa.- odparłem równie cicho.
- Skoro lekcja się jeszcze porządnie nie zaczęła, to chciałbym wam przedstawić nową koleżankę. Proszę do mnie.- spojrzałem na Blondynkę, bo wiedziałem, że chodzi o nią. Pokiwałem głową na znak, żeby podeszła do nauczyciela.
- Przedstaw się wszystkim.- poprosił muzyk.
- Jestem Kaitlin Tomlinson.- w tym momencie Louis spadł z krzesła.
- Powtórz...- poprosił chłopak leżąc na ziemi.
- Tom-lin-son.- spełniła jego prośbę.
- Masz takie samo nazwisko jak ja.- powiedział i chciał usiąść, ale zobaczył, że krzesło jest rozwalone, więc poszedł je wymienić.
- Wiem.- odparła dziewczyna i usiadła z powrotem obok mnie.
- Dobrze, a teraz będę po kolei numerkami z dziennika będziecie śpiewać piosenki, które mieliście napisać. Wyjąłem z książki tekst, z nutami. Każdy sam miał sobie zagrać, chyba że nie potrafił to prosił kogoś o pomoc. Ja potrafię grać na pianinie, więc było mi łatwo. Ale Nath miała jeszcze łatwiej, bo potrafiła zagrać na prawie każdym instrumencie jaki znajdował się w tej sali. Teraz chodzi na lekcje gitary. Muszę, że nieźle jej z nią idzie.
- Poproszę na środek pannę Black.- powiedział muzyk, a Meg wyszła na środek i zaczęła grać na pianinie, a potem dołączyła śpiew. Megan ma naprawdę duży talent.
- Bardzo dobrze, szóstka. Teraz poproszę panią Blues.- powiedział.

~ Nath ~

- Teraz poproszę panią Blues.- gdy usłyszałam moje nazwisko momentalnie zbladłam.- Proszę na środek.- powiedział.
- No idź dasz radę.- szepnął do mnie Niall.
Dodało mi to trochę otuchy, ale nie na tyle by zaśpiewać przed czterdziestoosobową klasą. Wyszłam na środek sali, a wszystkie oczy były wpatrzone we mnie. Próbowałam ukryć drżenia rąk, ale mi się nie udawało, do tego robiłam się coraz bardziej czerwona.
- Zaczynaj.- powiedział nauczyciel.
- Na-tha-lie! Na-tha-lie!- usłyszałam dopingi najpierw z kilku ostatnich ławek, a potem od całej klasy. Dodało mi to pewności siebie. Postanowiłam dać z siebie wszystko.
- Proszę pana, czy mogę wziąć swoją gitarę? Mam ją w szatni.- zapytałam muzyka.
- Dobrze, ale biegiem. A tym czasem poproszę na środek pana Zick'a bo widzę, że aż rwie się do śpiewania.- Zick jest strasznie gadatliwy, dlatego pan zwrócił na niego uwagę, a ja pobiegłam po gitarę. Byłam już na parterze, ale na kogoś wpadłam. Przewróciłam się i spadłam na swoje cztery litery. Podniosłam się masując tyłek. Spojrzałam na osobą, na którą padłam. Był to George.
- Przepraszam George. Nie zauważyłam cię, poza tym lekcje się już zaczęły.- spojrzałam na niego.
- Byłem u lekarza, a gdzie tak pędzisz?- zapytał.
- Po gitarę, po dzisiaj zdajemy piosenki.- odparłam.- Zaczekaj chwilę.- wzięłam instrument i ruszyliśmy biegiem do klasy.
- O już jesteś...cie.- powiedział nauczyciel, a Szatyn podał mu usprawiedliwienia i usiadł do Sue, która siedziała sama.- proszę zaczynać panno Blues.
Głośno westchnęłam i po chwili rozbrzmiały już pierwsze dźwięki mojej gitary. Pierwszy raz występuję przed tyloma osobami. Wcześniej zaśpiewałam tylko dla Niall'a i razem z nim. Po dość długim wstępie dodałam śpiew:

 Been a lot of places
I've been all around the world
Seen a lot of faces
Never knowing where I was
On the horizon
But I know, I know, I know, I know
The sun will be risin' back home

 Living out of cases
Packing up and taking off
Made a lot of changes
But not forgetting who I was
On the horizon
Where I know, I know, I know, I know
The moon will be risin' back home

 Don't forget where you belong, home
Don't forget where you belong, home
If you ever feeling alone - don't
You were never on your own

 And the proof is in this song

 Been away for ages
But I got everything I need
I'm flicking through the pages
I've written in my memory
I feel like I'm dreaming
Oh so I know, I know, I know, I know
That I'm never leaving
No, I won't go

 Don't forget where you belong, home
Don't forget where you belong, home
If you ever feel alone - don't
You were never on your own

 And the proof is in this song

 Lights up and they should be on
Even stars in the sky, they're wrong

 Short days when the nights are long
When I think of the things I've done

 Don't matter how far I've gone

 I'm always feeling like home

 Don't forget where you belong, home
Don't forget where you belong, home
If you ever feel alone - don't
You were never on your own

 Never, never, never home

 Don't forget where you belong, home
Don't forget where you belong, home
If you ever feel alone - don't
You were never on your own

 And the proof is in this song

 Home,
Home, If you ever feel alone - don't
You were never on your own

 And the proof is in this song
Never forget it - this song

 Don't forget it

 No, I'll never forget it
This song

 You will never
Uff...nareszcie koniec. Rozejrzałam się po klasie. Wszyscy patrzeli na mnie w osłupieniu. Po chwili ktoś z tyłu zaczął klaskać, a potem do tego kogoś dołączyła reszta klasy z prośbami o bis.
- Gdybym mógł, to wstawił bym ci nawet pięć szóstek, ale na to mam przeznaczoną tylko jedną rubrykę. Chodzisz na jakieś dodatkowe lekcje śpiewu?- zapytał, a ja przecząco pokiwałam głową.- Od kiedy grasz na gitarze?
- Od... miesiąca może dwóch.
- Masz niesamowity talent. Jakoś nie przypominam sobie byś kiedyś u mnie zdawała.- powiedział.
- Bo nigdy nie zdawała.- odparłam.
- Czemu?- zapytał.
- No... bo... się wstydziłam.- ostatnie słowa wymamrotałam tak, że nikt oprócz Niall'a nie wiedział czemu nie zdawałam.
- Powtórz proszę, bo nie zrozumiałem.- poprosił nauczyciel.
- Bo się wstydziłam.- szepnęłam mu na ucho.
- Rozumiem, ale czego?
- No tego, że ktoś mnie wyśmieje...- powiedziałam tak, żeby tylko nauczyciel słyszał co mówię.
- Rozumiem. Musisz iść do pani Eleonor Theatrical, ona ci z tym pomoże. Dobrze siadaj, a ja poproszę na środek pana Horan'a.- powiedział.

~ Niall ~

Zaczynam żałować, że jestem trzeci w dzienniku. Czułem, że drżały mi nogi i ręce. Mam taką tremę jak Nathalie.

- Ja dałam radę to ty też dasz.- szepnęła do mnie Nath.
Stanąłem na środku i nerwowo rozglądałem się po klasie. Drżącymi rękoma chwyciłem gitarę. Chyba wszyscy widzieli, że cały się trzęsę. Nathalie podeszła do nauczyciela i coś mu powiedziała.
- Mhm, rozumiem.- przytaknął jej.- Niall chcesz wystąpić później?- zwrócił się do mnie, a ja energicznie pokiwałem głową na tak.- W takim razie siadaj.- ruszyłem do swojej ławki i podziękowałem Blondynce.
- Zapraszam pana Malik'a.- powiedział nauczyciel.

~ Zayn ~



Nie byłem skrępowany tym, że patrzy na mnie blisko czterdzieści par oczu. Usiadłem do pianina i zacząłem grać pierwsze nuty mojej piosenki. Wszystkie dziewczyny przyglądały mi się bardzo uważnie. No może z wyjątkiem pięciu, a mianowicie Nath, Meg, Kath, Ol i Katy. Trochę posmutniałem, gdy zobaczyłem, że Katy nie zwraca na mnie uwagi, ale ona coś robiła, nie mogłem zauważyć co, bo zasłaniał ją George. Po chwili jednak przesiadła się na moje miejsce, by lepiej widzieć. Uśmiechnąłem się lekko i zacząłem śpiewać:

 I know you want, know you wanna take it slo-o-ow
But think about all the places we could go-o-o
If you give in tonight
Just let me set you free
We’ll touch the other side
Just give me the keys

 'Cause we got all night
We’re going nowhere
Why don’t you stay?
Why don’t we go there?
Let’s take a ride
Out in the cold air
I know the way
Why don’t you go there with me?

 Say the word, say the word, but don’t say no-o-o
Sky dive, you and I with just these clo-o-othes
Your secret is safe with me
There’s no right time or place
Cause anyone could see
Do it anyway

'Cause we got all night
We’re going nowhere
Why don’t you stay?
Why don’t we go there?
Let’s take a ride
Out in the cold air
I know the way
Why don’t you go there with me?

Hey, I don’t want you be the one that got away
I wanna get addicted to you, yeah
You’re rushing through my mind
I wanna feel the high
I wanna be addicted
Don’t say, no-o-o-o-o-o
Just let go-o-o-o-o-o

 'Cause we got all night
We’re going nowhere
Why don’t you stay?
Why don’t we go there?

Let’s take a ride
Out in the cold air
I know the way
Why don’t you go there with me?
With me?
With me?
Why don’t you go there with me?


To była piosenka napisana z myślą o Katy. Tylko ja o tym wiedziałem przez cały czas o niej myślałem. Gdy grałem zerkałem ogółem na całą klasę widziałem, że wszystkie dziewczyny wzdychają i patrzą na mnie tym obrzydliwie słodkim wzrokiem, ale mój wzrok zawsze zatrzymywał się na niej. Wtedy udawałem, że patrzę na klawisze lub nuty, mimo że już miałem to wszystko w głowie. Gdy skończyłem dziewczyny zaczęły piszczeć i prosić o bis. Odszedłem od pianina i usiadłem w swojej ławce. Usłyszałem zawiedzione głosy.
- Zayn, gratuluję talentu muzycznego. Dostajesz sześć.- powiedział nauczyciel.
- Masz niesamowity głos wiesz?- zapytała mnie szeptem Katy.
- Dzięki.- odparłem uśmiechając się do niej.- Ty będziesz dzisiaj występować?- zapytałem.

~ Katy ~

- Chyba tak. Mam parę tekstów, ale nie potrafię grać na żadnym instrumencie i do tego się wstydzę.- powiedziałam.


- Mogę zagrać na pianinie, albo poproś Nath, ona potrafi grać na wszystkich co się znajduje w tej sali. No... jedyne czego jeszcze nie opanowała to trójkąt.- odparł.
- Nie... do moich piosenek pasuje tylko gitara albo pianino czy fortepian.- powiedziałam.
- Niall świetnie gra na gitarze.- odpowiedział.
- Wolę zostać przy opcji '' Zayn + pianino ''. Naprawdę świetnie grasz.- cały czas szeptałam, by nikt nas nie usłyszał.
- Dzięki, jak chcesz to mogę cię nauczyć.- odparł.
- Naprawdę?- zapytałam.
- Oczywiście. Pianino to w sumie nic trudnego.- powiedział.
- Świetnie. A mam jeszcze takie jedno pytanie...
- Pytaj o co tylko chcesz.- przerwał mi.
- O kim była twoja piosenka? No chyba, że była o nikim to nie musisz odpowiadać.

~ Zayn ~

Nie chciałem powiedzieć, bo nie wiedziałem jak zareaguje. Poza tym wolę jeszcze parę dni przeczekać zanim wyznam jej uczucia. Nie wiem czy są pewne.
- Później ci powiem.- powiedziałem lekko podenerwowany.
- Ok.- odparła.
Dziewczyna chyba zauważyła moje podenerwowanie. Co chwila na mnie zerkała. Pisząc ręce mi się trzęsły. Wystąpiła reszta naszej paczki i teraz na środek miał wyjść najbardziej chłopak jakiego znam. Jeśli nie wiecie o kogo chodzi to mam na myśli Niall'a. Swoją drogą to on bardzo pasuje do Nath. Ona jest tak samo wstydliwa, ale nie można tego odkryć po jej silnym charakterze. Chłopak zaczął śpiewać.

 My hands, your hands
Tied up like two ships drifting,
Weightless waves try to break it
I'd do anything to save it
Why is it so hard to save it?

 My heart, your heart
Sit tight like book ends
Pages between us
Written with no end
So many words we’re not saying
Don’t wanna wait till its gone
You make me strong

 I’m sorry if I say I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?

That you make me strong

 Think of how much love that’s been wasted
People always trying to escape it
Move on to stop their heart breaking
But there’s nothing I’m running from
You make me strong

 I’m sorry if I say I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?

 So baby hold on to my heart, Ooooh
Need you to keep me from falling apart
I’ll always hold on
'Cause you make me strong

 I’m sorry if I say I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?

 I’m sorry if I say I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?
That you make me strong

 I’m sorry if I say, I need ya
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?

 That you make me strong


Muszę przyznać, że facet ma niesamowity głos! Dziwne, że nigdy wcześniej nie słyszałem go solo. No chyba, że brał prysznic, ale szum wody go zagłuszał. On jest nawet chyba lepszy ode mnie... Ale przeszkadza mu w tym ta jego wstydliwość. Nadal byłem zdenerwowany, tylko nie wiem czym. Tym, że Katy cały czas na mnie zerkała, czy tym, że zdała mi takie pytanie. Chyba to drugie... chociaż nie jestem pewien. Zbawienny dzwonek zadzwonił. Wyszedłem z klasy jako jeden z pierwszych i ruszyłem do toalety z bardzo silną potrzebą. Wolę nie myśleć o tym co by się stało, gdyby lekcja trwała pięć minut dłużej. Powlokłem się na korytarz i usiadłem na ławce. Chwilę później zauważyłem stojącą pod ścianą Katy. Podeszły do niej Suesanne i jakieś jej dwie koleżanki, które znam tylko z widzenia. Przyglądałem się im. Po chwili między dziewczynami zaczęła się robić coraz bardziej napięta atmosfera. Postanowiłem zadziałać. Podszedłem do Katy.
- One ci nic nie zrobią. Myślą, że są takie twarde, a tak naprawdę gdybyś docięła im jakąś ripostą to by się odczepiły.- szepnąłem jej na ucho.- Dobra Sue. Weź swoje koleżanki i siebie przy okazji, bo chciałbym porozmawiać z Katy.- tym razem zwróciłem się do trójki dziewczyn. Po chwili już ich nie było.
- Dzięki. Można powiedzieć, że mnie uratowałeś.- powiedziała Szatynka i posłała mi uśmiech.
- To nic wielkiego.- też się do niej uśmiechnąłem.
- Może nie dla ciebie. Ale dla mnie tak.- odpowiedziała.
- Nie martw się dopóki trzymasz się mnie to nic ci nie grozi.- powiedziałem usiedliśmy pod ścianą.
- Uchodzisz za Bad Boy'a, ale w gruncie rzeczy jesteś naprawdę miły. Nie chcę nic mówić, ale zanim cię poznałam tak dokładniej to myślałam, że będziesz wredny.- spuściła lekko głowę i nerwowo kręciła młynek kciukami, jakby bała się mojej reakcji na jej słowa.
- Dużo osób tak myśli. Nie denerwuj się tak.- mówiłem spokojnie.
- Ja się wcale nie denerwuję.- zaprzeczyła, a ja na nią spojrzałem wzrokiem '' przecież widzę, że się denerwujesz ''.- No dobra... może troszkę.- powiedziała.
- Jak będziesz się chciała wygadać to powiedz.- odparłem.
- Na razie nie mam zamiaru nikomu tego mówić ewentualnie Kath. Nie obraź się, ale na pewno nie będę o tym gadać z tobą. Nie żebym ci nie ufała czy coś... To nie prawda, bo mam do ciebie zaufanie, ale ta rozmowa, to takie typowo babskie sprawki, wiesz chłopaki, kto komu się podoba i te inne. Poza tym nie znam cię za dobrze i nie wiem jaki dokładnie jesteś. A miałam już takie wypadki, że się komuś zwierzyłam, a na drugi dzień wiedziała o tym już cała szkoła. Naprawdę nie bądź na mnie zły.- powiedziała tak szybko, jak ci goście co czytają w reklamach, że trzeba zapoznać się z treścią ulotki lub skonsultować się z farmaceutom itd.
- Rozumiem. Nie jestem ani zły, ani obrażony. Na twoim miejscu też nie miałbym dość dużego zaufania do nowo poznanej osoby. Z resztą jak chcesz to mi powiesz, a jak nie to nie.- jestem spokojnym chłopakiem, ale Katy chyba zaskakiwało to coraz bardziej.
- Co z tobą jest nie tak?- zapytała.
- Nie wiem o co ci chodzi.- nadal zachowywałem się spokojnie.
- Jesteś chodzącą oazą spokoju. Jesteś mądry i pomocny. Nie jesteś ani nadgorliwy ani wredny. Dobrze dogadujesz się z dziewczynami, ale żadnej nie masz, bo szukasz tej jedynej. Włosy też masz idealnie ułożone. W ogóle jesteś przystojny. Świetnie grasz na pianinie i do tego śpiewasz bez grama fałszu. Ubierasz się w ostatnie trendy z gazet młodzieżowych. W razie czego potrafisz się też zabawić. To wszystko można ująć czterema słowami, a mianowicie CIKD.- powiedziała.
- A co oznacza ''CIKD''?- zapytałem.
- Chodzący Ideał Każdej Dziewczyny.- odparła.
- Czyli twoim ideałem też jestem?- spytałem i się zaśmiałem widząc jak robi się czerwona.
- Tak... to znaczy nie... O Boże nie zdawaj mi takich pytań.- powiedziała.
- Wiem, że jestem piękny, ale nie wiedziałem, że już się zakwalifikowałem do rangi bogów.- odparłem.
- Hah. To teraz już nie jesteś ideał tylko Bóg.- podsumowała śmiejąc się. Jej melodyjny śmiech jest jak muzyka dla moich uszu i to, gdy wypowiada moje imię.- Zayn?... Zayn?- zaczęła machać mi rękami przed oczami.
- Hm? Mówiłaś coś do mnie?- zapytałem zdezorientowany.
- Chciałam się zapytać...- przerwał jej dzwonek.
Podniosłem się i pomogłem dziewczynie wstać.
- Katy jesteś może w stanie pokazać swoje zdolności muzyczne?- zapytał ją nauczyciel.
- Chyba tak, zaraz się okaże...- odparła lekko zdenerwowana.

- Jeśli chcesz, żebym ci zagrał, to musisz dać mi nuty i powiedzieć, w której tonacji mam grać.- powiedziałem.

~ Katy ~

O Boże... jaka znowu tonacja?
- Nie wiem jakie są tonacje...- odparłam.
- Zaśpiewaj coś.- powiedział, a ja zaczęłam śpiewać jakieś '' la la la'', czy ''na na na''- Teraz niżej. Ok starczy. Teraz wyżej. Dobra sam dobiorę tonację, a ty daj mi tylko nuty.- dałam mu zeszyt, w którym były nuty do piosenki. Podszedł do pianina i zaczął stukać w poszczególne klawisze.
- Dobra zaczynam.- powiedział i zaczął grać pierwsze nuty mojej piosenki. Po chwili dodałam też śpiew:

 There's nothing you can do that can't be done
There's nothing you can sing that can't be sung
There's nothing you can say but you can learn how to play the game
It's easy

There's nothing you can make that can't be made
There's no one you can save that can't be saved
There's nothing you can do but you can learn how to be you in time
It's easy

All you need is love
All you need is love
All you need is love love
Love is all you need

There's nothing you can know that isn't known
There's nothing you can see that isn't shown

There's nowhere you can be that isn't where you're meant to be
It's easy

All you need is love
All you need is love
All you need is love love
Love is all you need
 
Love is all you need
Love is all you need 
Love is all you need
C'mon

All you need is love
All you need is love
All you need is love love
Love is all you need
Love is all you need
Love is all you need


Gdy Zayn dokończył granie, po klasie rozległy się owacje. Pewnie gdyby nie on, to połowa dziewczyn po prostu by olała mój występ. Ale cieszę się, że innym się podobało. Razem z Brunetem wróciłam do ławki i zaczęłam notować słowa pana.

~ Zayn ~
Głos Katy nadal rozbrzmiewa mi w uszach. Śpiewała tak czysto, tak idealnie. Otworzyłem zeszyt i zapisywałem wszystko co mówił pan. Ręka mnie zaczęła boleć od zbyt szybkiego pisania. Trochę nią potrząsnąłem. O dziwo wszyscy nadal pisali. Może to od gry. W sumie dawno nie trenowałem, nie ma gdzie. Od teraz zarabiam na keyboard. Zacząłem dalej notować. Nawet nie zauważyłem, kiedy minęła reszta lekcji. Spakowałem się i wyszedłem. Stanąłem przy sali i czekałem na koleżankę z ławki. Wyszła i zaczęła się nerwowo rozglądać, ale gdy spojrzała na mnie to się uspokoiła i podeszła.
- Następnym razem zostań ze mną w sali. Tym razem pomógł mi George, wiem co by się stało, gdyby go nie było. Co teraz mamy?- powiedziała wszystko na jednym tchu.
- W-f.- odparłem spokojnie.
- Coraz bardziej mnie zadziwiasz tym swoim nadnaturalnym spokojem.- posłała mi uśmiech, odpowiedziałem jej tym samym.
- Jesteś dobra w sporcie?- zapytałem.
- Zależy w czym, ale na ogół jestem dobra.- odparła.
- Spoko. Pewnie znowu będę wybierać ja z Louis'em, więc nie obrazisz się jak wybiorę pierwszą Nath? Chyba, że Lou będzie pierwszy wybierał.- powiedziałem.
- Spoko.- byliśmy już na parterze, nasza rozmowa nie mogła dalej trwać, bo musieliśmy iść do osobnych szatni.
Wyciągnąłem biały t-shirt na w-f i zdjąłem koszulkę. Sięgnąłem po bluzkę na zmianę, ale jej nie było. Rozejrzałem się i zobaczyłem tylko Louis'a, który z nią uciekał. Wybiegłem na korytarz, co nie było zbyt dobrym pomysłem, bo dziewczyny zaczęły piszczeć. Po chwili z szatni wyszło parę kilka już przebranych moich znajomych w tym Katy, Nath i Kath. Zauważyłem, jak Lou chowa się w toalecie. Ruszyłem w jej stronę. To była pojedyncza łazienka, bo więcej jest na piętrach i hall'u głównym. Drzwi były obok wejścia do szatni moich koleżanek. Zbliżyłem się i niektóre z nich też zaczęły piszczeć. Zastukałem lekko w drewno.
- Zajęte.- odpowiedział mi Louis'owy głos stłumiony przez drzwi.
- Louis debilu! Nie zajęte, tylko oddawaj mi moją koszulkę!- krzyknąłem, byłem naprawdę zdenerwowany.
- To sobie weź.- odparł.
- Jak, mam drzwi wywarzyć, czy co?
- Może ci się uda.- wkurzył mnie teraz i to ostro.
- Ej Nath pożycz wsuwkę.- zwróciłem się do Blondynki.
- Nie wiem, po co, ale masz.- dała mi przedmiot.
Kucnąłem, wetknąłem spinkę w dziurkę od klucza i po chwili drzwi były otwarte.
- Dzięki.- wszyscy patrzeli na mnie z niedowierzaniem.
Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka.
- Jak ty się tu dostałeś?! Jestem pewien, że zakluczyłem drzwi!- wrzasnął wystraszony Lou.
- A je jestem pewien, że masz moją koszulkę. Dziękuję.- wyjąłem mu z rąk koszulkę i wyszedłem z pomieszczenia.
Ruszyłem do szatni po drodze zakładając lekko pognieciony t-shirt. Po chwili wyszedłem już całkiem ubrany na sportowo. Rozległ się dzwonek oznajmiający, że właśnie zaczęła się lekcja. Wszyscy mieli się ustawić w dwuszeregu. Chłopcy mieli stać z tyłu, a dziewczyny z przodu. Ustawiłem się za Katy. Teraz nasza klasa miała parzystą liczbę osób. Weszliśmy na salę. Trener wybrał mnie i Lou na drużynowych i powiedział, że będziemy grać w zbijaka.
- Zayn wybieraj.- powiedział nauczyciel.
- Nath.- teraz była kolej Lou.
- Ol.
- Katy.
- Liam.
- Niall.
- Hazz.
- Gg.
- Kath.
- Sue.
- Meg.
Wybraliśmy resztę osób i ustawiliśmy się na boisku. Ja byłem ''matką'', a u nich Lou. W uszach zabrzęczał gwizdek i rozpoczęła się gra. Strzeliłem po kolei w Hazzę, Liam'a i Kath. Niestety, ale u nas na polu została tylko Nath i Katy. Muszę przyznać, że obie są dobre w te klocki. Rozczarowały mnie, bo Lou trafił obie, więc teraz kolej na mnie. Unikałem każdej piłki. W pewnym momencie złapałem i trafiłem Meg w stopę, a potem jeszcze Ol w rękę. Teraz do gry musiał wejść Szatyn. Uśmiechnąłem się szyderczo i rzuciłem. Na moje nieszczęście złapał. Cudem uniknąłem piłki lecącej tuż przy mojej twarzy, no po prostu tak jak Matrix. Hazz był u nich ''matką zastępczą'' i właśnie we mnie rzucił. Złapałem. Louis'owi zostało jedno ''życie''. Rzuciłem. Teraz wszystko się działo w tak jakby zwolnionym tempie. Piłka dotknęła dłoni Szatyna, ale nie zdążył jej złapać i spadła na ziemię. Po chwili słyszałem krzyki szczęścia i zawodu. Moja drużyna zaczęła mnie ściskać i gratulować, ale nie zwracałem na to szczególnej uwagi. Patrzałem na smutnego Lou, na którego wszyscy się darli, że znowu przegrał. Wyszedłem z wianuszka ludzi i podszedłem do chłopaka, odciągnąłem go od krzyczących.
- Od teraz nie będę wybierał Nath, bo nie mogę znieść, gdy oni tak dzień w dzień na ciebie wrzeszczą.- powiedziałem z wyczuwalną troską w głosie.
- Czyli nie gniewasz się już za tą koszulkę?- zapytał, a ja przecząco pokiwałem głową.
- Na następnym w-f 'ie pozwolimy dziewczynom wybierać?- spytałem.
- Dobra. Tylko musimy to powiedzieć trenerowi. Ciekaw jestem w co teraz będziemy grać.- odparł Lou.
- Spoko, chodź już.- powiedziałem i ruszyliśmy do nauczyciela.
- Trenerze, chcielibyśmy, by teraz dziewczyny wybierały.- zwrócił się do niego Boo Bear.
- Dobrze. Będziemy grać w koszykówkę, ale nikomu nie mówcie, bo będziecie mieli po sto pompek.- powiedział surowo.
Zasalutowaliśmy i odeszliśmy. Wszyscy ustawili się w dwu szeregu. Znowu stanąłem za Katy.
- Wybierają Nathalie, Kaitlin, Megan, Katherine oraz Olivia.- powiedział, a Nath wzdrygnęła się słysząc swoje prawdziwe imię.
Wylądowałem w składzie razem z Katy, George'm, Sue i paroma innymi osobami.

~ Niall ~

Po męczącym w-f 'ie czekał nas jeszcze Angielski i Plastyka. Ja po lekcjach miałem jeszcze z Nath dodatkowe zajęcia teatralne i fotograficzne. Dzwonek rozległ się po całej szkole. Wszyscy stali przy swoich salach, ale nikt nie był ustawiony w pary czy coś takiego. Weszliśmy do sali i rozsiedliśmy się w ławkach. Zająłem ostatnią pod ścianą. Nauczycielki jeszcze nie było, więc postanowiłem sprawdzić zadanie domowe. Właśnie chciałem otworzyć zeszyt, ale Anglistka weszła do sali. Teraz nie mogłem już nic zrobić. Pani się przywitała i zaczęła sprawdzać obecność.
- Megan Black.
- Jestem.
- Nathalie Blues.- bez odpowiedzi. Gdzie ona jest?- Niall Horan.
- Obecny.- powiedziałem zdezorientowany.
Dalej nie słuchałem, zastanawiałem się gdzie jest moja dziewczyna. Zawsze miała stu procentową frekwencję, a teraz jej nie ma. Nagle we wszystkich szkolnych głośnikach rozległ się głos dyrektora.
- Nathalie Blues proszona do mojego gabinetu.- po tym wszyscy spojrzeli na mnie.
- No co? Nie wiem gdzie jest.- odparłem.
- Niall idź jej poszukać.- tym razem zwróciła się do mnie nauczycielka.
Wyszedłem z sali. Stanąłem przed drzwiami gabinetu dyrektora. Zapukałem i wszedłem słysząc stłumione ''proszę''.
- Dzień Dobry. Czy Nathalie już przyszła do pana?- zapytałem.
- Jeszcze nie, a czemu pytasz?- odpowiedział pytaniem.
- Pani Monte kazała mi jej poszukać, więc pytam na wszelki wypadek.
- Dobrze, szukaj jej dalej, a jakby przyszła to cię powiadomię.- powiedział.
- Dziękuję do widzenia.- powiedziałem i wyszedłem.
Ruszyłem na poszukiwania Blondynki. Postanowiłem zacząć od parteru. Przeszukałem każdy zakątek sali gimnastycznej wszystkich szatni i łazienek, a na dodatek jeszcze piwnicę. Nigdzie jej nie było. Poszedłem na pierwsze piętro. Tam też jej nie było. Przeszukałem koleje dwa piętra. Znowu nic. Teraz byłem na piątym. Postanowiłem wejść na patio na dachu szkoły. Spojrzałem przez barierki. Widok znajdujący się przed szkolnym wejściem sprawił, że nie byłem się w stanie poruszyć... George całował się z Nath. Momentalnie napłynęły mi łzy do oczu i ogarnęła niesamowita złość. Na szczęście dziewczyna się gwałtownie odsunęła i dała mu z liścia. Odetchnąłem z wielką ulgą. Teraz słyszałem jej krzyki z dołu...
- Co ty sobie wyobrażasz debilu?! Ja mam chłopaka! I on na pewno nie jest tobą!- wrzeszczała na całe gardło.
- Serio to powiedz imię!- tym razem on krzyknął.
- Bardzo mi przykro, ale ty nie jesteś godzien tego wiedzieć!- pierwszy raz w życiu widziałem ją tak wściekłą.
Przeskoczyłem przez barierkę i po chwili zszedłem po drabince. Podszedłem do dziewczyny od tyłu i położyłem jej rękę na ramieniu. Gwałtownie się odwróciła. Spojrzała na mnie i łza poleciała jej z oka. Była wyraźnie speszona i roztrzęsiona całą sytuacją.
- Coś ty jej zrobił?- zapytałem podnosząc głos i udając, że tak naprawdę niczego nie widziałem.
- Pocałowałem, przeszkadza?- odparł.
- C-c-co proszę?!- teraz byłem już wkurzony na max'a.
- Po-ca-ło-wa-łem, przeliterować?- zapytał z ironią.
Nie odpowiedziałem, tylko rzuciłem się na niego z pięściami. Próbował się bronić, ale nie bardzo mu wychodziło.
- Chłopaki przestańcie!- krzyknęła Nath, ale nie zwróciłem na nią uwagi. Teraz przed głównym wejściem były klasy z parteru i nauczyciele wzywający już dyrektora.
George'owi leciała krew z nosa i miał podbite oko. Pod moim okiem też była dość mocna śliwa i krew mi się sączyła z rozciętej wargi. Teraz podszedł do nas dyrektor.
- Niall prosiłem cię byś znalazł Nathalie, a nie wdawał się w bójki. - powiedział stanowczym tonem.- Całą trójkę zapraszam do mojego gabinetu. A reszta niech wraca do swoich zajęć.- dokończył swoją wypowiedź.
- Tak proszę pana.- odpowiedziałem na raz z George'm, Nath już obok nie było. Szła w stronę dyrektorowego biura.
Ruszyłem za nią, a Szatyn za mną.
- Po co ci była ta bójka? Mogłeś przecież wyjść bez szwanku.- szepnęła do mnie wyraźnie smutna.
- Miałem to tak zostawić? Kocham cię i nie pozwolę, by ktoś mi ciebie zabrał... no chyba, że sama odejdziesz. Nie będę cię wtedy powstrzymywał, bo jeśli się kogoś kocha, to trzeba dać mu wolność. Ale nadal będę o ciebie walczył. Dla ciebie zrobię wszystko, wskoczę w ogień, spadnę z wieżowca, kupię ci co tylko zapragniesz- odszepnąłem.

~ Nath ~

Gdy to usłyszałam to mało co się nie popłakałam. Przytuliłam się do Horan'a. Tak po przyjacielsku, by George się na razie niczego nie domyślił.
- Nie będę od ciebie nic wymagać. Chcę tylko, żebyś był przy mnie, gdy będę cię potrzebować.- szepnęłam.
 Nialler objął mnie ramieniem i potem szliśmy już tylko obok siebie.
- No więc dlaczego się biliście?- zwrócił się do chłopaków dyrektor, gdy weszliśmy do jego gabinetu.
- Bo... proszę pana to tak naprawdę moja wina.- wtrąciłam widząc, że chłopcy chcieli coś powiedzieć.
- Właściwie to dlaczego tak krzyczałaś?- powiedział do mnie, a ja spojrzałam przepraszająco na chłopaków.
- To... przez te... no... rozterki s-sercowe.- odparłam strasznie się zacinając.
- Och... to już wszystko jasne...- powiedział jakby z... ulgą?
- Nic nie jest jasne!- George musiał wtrącić swoje trzy grosze.
- Jak to nie?! Jasne jak słońce możesz sobie iść!- odpowiedział mu Horan i już miał się na niego rzucić, ale wcisnęłam się pomiędzy nich w ostatniej chwili.
- Co się tak wkurzasz?! Przecież to nie twoja dziewczyna!- Szatyn nie dawał za wygraną.
- Czyżby?!- Blondyn dalej się z nim wojował.
George posłał mi pytające spojrzenie. Wstałam z kanapy, podeszłam do dyrektora, szepnęłam ciche przepraszam i wybiegłam na korytarz.
- Nathy! Zaczekaj!- wołał za mną Niall.
Wbiegłam do damskiej łazienki. Na szczęście nikogo tam nie było. Podeszłam do zlewu i przemyłam piekące od płaczu policzki zimną wodą. Po chwili poczułam, że ktoś mnie obserwuje. Obróciłam się i zobaczyłam płaczącego Blondyna. Podbiegłam do niego i wtuliłam najmocniej jak potrafiłam. Jego koszulka była już cała mokra od moich łez.
- Niall...
- Tak?
- Obiecaj mi, że nie będziesz się już nigdy więcej bił, nawet jeśli będzie chodziło o mnie. Nie chcę widzieć, że cierpisz z mojego powodu.- powiedziałam robiąc przerwy na oddech.
- Nie cierpię z twojego powodu, tylko ze swojego.- odparł.
- Jak to?- spytałam.
- Gdybym był przy tobie cały czas, to nic takiego by nie zaszło. Wszystko przez moją głupotę, nie powinienem cię samej puszczać do tego sklepu. Zamiast patrzeć na to jak ten debil cię całuje mogłem od razu zejść i go powstrzymać.- powiedział lekko szlochając.
- To gdzie ty byłeś?- spytałam.
- Na patio, na dachu szkoły.- odparł.
- To którędy zszedłeś, że znalazłeś się tak szybko na dole?- pytałam dalej.
- Przez tą drabinkę, na którą kiedyś chciałaś wejść.- powiedział i mocniej mnie do siebie przytulił.
Po chwili z niewiadomych powodów zaczęłam mieć mroczki przed oczami. Potem widziałam już tylko ciemność. Usłyszałam huk i poczułam ból na całej prawej części mojego ciała. Czułam jak chłopak mną potrząsa i woła moje imię. Po chwili wziął mnie na ręce i gdzieś szedł, nie wiem co się działo dalej...

~ Niall ~

Niosłem Nath na rękach. Wydawała się być taka krucha i bezbronna. Korytarzem do sali, której aktualnie mieliśmy lekcje szedł George. Zmierzyłem go morderczym spojrzeniem. On je odwzajemnił i spojrzał na dziewczynę na moich rękach.
- Nie dziwię się, jeżeli powiesz, że zemdlała z powodu, że uświadomiła sobie, że jesteś debilem.- powiedział.
- Nie mam czasu na twoje wygłupy, to poważna sprawa.- odburknąłem i ruszyłem dalej w stronę gabinetu pielęgniarki.
Zapukałem łokciem, bo inaczej nie mogłem. Usłyszałem stłumione ''proszę'' i wszedłem do pomieszczenia. Położyłem dziewczynę na łóżku.
- Co jej jest?- zapytała.
- Zemdlała.- odparłem z przestrachem.
- Zdarzało jej się to już kiedyś?- zaprzeczyłem gwałtownym ruchem głowy.
Kobieta sprawdziła jej puls, oddech i gorączkę. Postanowiła, że mam z nią jechać do szpitala. Zamówiłem taksówkę i razem z dziewczyną na rękach wyszedłem przed budynek szkoły.
_________________________________________________________________________________

Trochę krótki mi wyszedł, ale mam nadzieję, że wam się spodoba. Proszę was zostawiajcie komentarze, pod rozdziałami, bo mi smutno ;(

CZYTASZ - KOMENTUJESZ
PS- Jeśli ktoś z was nie chce zostawiać koma na swoim profilu, to niech zostawia, jako anonim z podpisem np.: //Nathy, - Nathy, (Nathy), 'Nathy itd...

3 KOM = NEXT ;**

Monday, 6 January 2014

5. Nzywa się ''Mama''

~ Olivia ~

- Dlaczego chodzisz do publicznej szkoły skoro twój tata jest milionerem?- zapytał mnie Tommo.
- Bo to jest moja szkoła, mój ojciec ją opłaca.- odparłam.
- Aaaa... A dlaczegooo... zadajesz się z ludźmi..., którzy mieszkają w domu dziecka?- pytał dalej.
- Na przykład?- byłam zaciekawiona jego odpowiedzią.
- No tak na przykład ja.- odpowiedział.
- Jesteś z domu dziecka?!- zapytałam trochę podnosząc głos.
- Nooo... tak, tylko proszę nie mów ''fuuu'', ''ochyda'' i inne tego typu rzeczy.- powiedział, a ja lekko posmutniałam, bo wiem, że tak właśnie mówią tych, którzy nie mają normalnych rodzin.
- Nie mam zamiaru, współczuję, że niektórzy ludzie tak mówią.- odparłam.
- Jesteśmy, albo przynajmniej ja się już przyzwyczaiłem.- powiedział.
- To są tu jeszcze inni z domu dziecka?- zapytałam.
- Tak. Nath, Nialler, Kath, Hazza, DJM, Leeyum, Meg no i ja.- odpowiedział.
- To prawie 1/3 kalsy.- powiedziałam lekko zdziwiona.
- Tak, to prawda. Wszyscy myślą że jesteśmy jakimiś ułomami, bo mieszkamy w domu diecka, ale to wcale nie prawda. Cała nasza hołota umie genialnie śpiewać, przynajmniej ja tak uważam.- odrzekł.
- Zaśpiewasz mi coś?- zapytałam.
- Ale chyba nie na lekcji. Jak chcesz możemy się umówić po zajęciach, że do mnie przyjdziesz i wszyscy razem ci coś zaśpiewamy.- powiedział.
- Dobra, ale myślisz, że reszta będzie chciała mnie tam widzieć? Według mnie byłam dla nich trochę chamska i nie miła...- odparłam.
- Uważam, że jak ich przeprosisz za swoje zachowanie to będziesz mile widziana w domu dziecka.- powiedział i uśmiechnął się promiennie.
Reszta lekcji minęła nam spokojnie. Pani mówiła o jakiś reakcjach chemicznych, o których nic nie wiedziałam, bo nie było mnie przez tydzień w szkole, więc postanowiłam zapytać Louisa o co chodzi.
- Ej, o co chodzi z tymi reakcjami?- spytałam.
- Emm... Przeprowadzamy jakieś doświadczenia typu spalanie magnezu i...- nie zdążył powiedzieć, bo brutalnie mu przerwano.
- Macie nam cos do powiedzenia?- zapytała z pogardą w głosie pani.
- Nie proszę pani, wyjaśniałem Olivii na czym polegają reakcję, ponieważ nie było jej przez tydzień w szkole.- powiedział Lou.
- W takim razie panie Tomlinson... dostaje pan plusa do dziennika, ale na przyszłość proszę wyjaśniać koleżankom reakcje chemiczne przed lekcjami.- powiedziała nauczycielka i wróciła do zajęć.
*Po lekcjach*

*Godz. 15.59*

Poszłam razem z Louisem i jego znajomymi, których już przeprosiłam do domu dziecka. O dziwo nie było z nami ani Niall'a, ani Nath. Blondynka nigdy nie wracała prosto do domu, więc jej zniknięcie rozumiem, ale gdzie się podział chłopak? Zdziwił mnie jego brak, ale nie za bardzo się tym przejmowałam i szłam dalej. Gdy dotarliśmy okazało się, że to jest najbogatszy dom dziecka w całym Londynie, opłacany jest przez pana Blues'a, a on teraz jest najbogatszą osobą w Londynie. Zrozumiałam dlaczego oni nie wyglądali jak bedni ludzie.
- To najpierw cię oprowadzimy.- powiedział Lou.
- Ok.- odparłam niepewnie.
- Zaczynamy odtąd. To jest największy pokój w całym domu dziecka i jest własnością tylko jednaj osoby mianowicie Nathalie.- zaczął mnie oprowadzać.
- Czemu ona ma taki duży pokój i mieszka w nim sama?- zapytałam.
- Może i mieszka sama, ale my często do niej przychodzimy i u niej śpimy. A jest taki duży, bo Nath ćwiczy karate i poza treningami musi ćwiczyć w domu, mimo że ma czarny pas trzeciego stopnia. W sumie to nie wiem, czy da się mieć wyższą rangę. Nigdy nie mówiła. W każdym razie ostatnio nasz dom chcieli obrabować bandyci. Byli to masywni faceci w czarnych kombinezonach, a ona ich załatwiła w 10 min. Albo pamiętam jak się na nas wkurzyła za to, że zrobiliśmy jej zdjęcia jak śpi wtulona w Horana, bo spadła z łóżka. Przykleiła wtedy nasze telefony do sufitu. U niej się to często zdarza, tak samo jak walnięcie się w półkę, która wisi nad jej łóżkiem, dlatego często ma na czole plaster. Ale tylko ona i pani Sophia wiedzą tak naprawdę z jakich powodów się tak dzieje. Mniejsza o nią chodźmy dalej. To jest nasz pokój. Korzystamy z niego prawie tak często jak z łóżek u Nath. Chcesz się może czegoś napić?- zapytał, po dość długiej wypowiedzi o Blondynce.
- A co macie?- odpowiedziałam pytaniem.
- Za dużo by wymieniać, chodź sama coś wybierzesz.- powiedział i ruszył w stronę jednego z końców korytarza. Na przeciwko wejścia do kuchni było główne wyjście. W dość przestrzennym pomieszczeniu siedziała kobieta w okularach, które były zawieszone na srebrnym łańcuszku i z przejęciem czytała książkę. Oderwała od niej wzrok dopiero, gdy Louis otworzył lodówkę.
- Dzień dobry.- powiedziałam zapewne do opiekunki.
- Dzień dobry.- powiedziała i przyjrzała mi się dokładniej po czym dodała.- Widzę cię tu pierwszy raz, jak masz na imię?- zapytała.
- Jestem Olivia McCurdy.- przedstawiłam się i podałam kobiecie rękę.
- Ja nazywam się Sophia. Domyślasz się pewnie że jestem jedną z opiekunek.- uśmiechnęła się promiennie i uścisnęła moją dłoń.
- Co chcesz do picia?- zapytał Louis i wskazał na wcześniej wyjęte z lodówki i szafek picia.
- Emmm... ten sok.- wskazałam na pudełko od jakiegoś napoju.
- Dobry wybór.- powiedział chłopak.
Nalał białozielonkawą ciecz do kubka i podał mi. Upiłam łyk napoju, który okazał się być MEGA smaczny. Poszliśmy z powrotem do ich pokoju. Nagle usłyszałam donośny głos od głównego wejścia:
- Wróciłam!- krzyknęła Nath, po czym truchtem ruszyła do swojego pokoju. - Hej chłopaki! Cześć Kath! Siemka Ol!- pobiegła dalej po czym się wróciła ze zdziwieniem na twarzy.- Zaraz, zaraz... Olivia?- zapytała.
- Tak.- odparłam.
- Co tu robisz?- zapytała uprzejmie. Jest bardzo przyjacielsko nastawiona nawet do nie miłych dla niej ludzi?- pomyślałam.
- Zwiedzam.- odpowiedziałam równie uprzejmie i lekko się uśmiechnęłam.
- Ok. Zaraz będę. Idę odłożyć torbę i przebrać się w czyste ciuchy, bo nie mam zamiaru śmierdzieć po treningu.- zaśmiała się i pobiegła do swojego pokoju.
- Jakim treningu?- nie zwróciłam uwagi na to, że powiedziałam to głośno.
- Karate.- powiedziała Kath.
- Ej ludzie, która godzina?- zapytała wchodząca do pokoju Nath.
Chciałam spojrzeć na mój zegarek na nadgarstku, ale zapomniałam, że w lewej ręce trzymałam szklankę z sokiem i obróciłam ją. Gdyby nie Blondynka wszystko wylałoby się na podłogę, ale ona w ostatniej chwili chwyciła jakiś kubek, który stał na szafce i podłożyła pod strumień lejącego się napoju.
- Masz, nie bój się jest czysty.- powiedziała i podała mi naczynie z sokiem.
- Wow. Jak ty to zrobiłaś?- zapytałam zdziwiona całą akcją.
- Refleks.- wszyscy patrzyli na Blondynkę z podziwem. - Co się patrzycie? Jestem brudna czy coś?- zapytała oglądając swoje ciuchy.
- Nie jesteś brudna, tylko zadziwiająca. Serio dobry masz ten refleks.- powiedział Liam.
- Dzięki.- odparła uśmiechając się promiennie.
- Co robimy?- zapytał Zayn
- Na śmierć zapomniałam! Kath przecież dzisiaj przyjeżdża twoja kuzynka! Musimy ją odebrać z dworca, a on jest jakąś godzinę stąd!- krzyknęła Nath.
- O Boże!- Szatynka podniosła ton głosu.
- Ja wiem, że jestem piękna, ale nie wiedziałam kwalifikuję się do rangi Boga.- Blondynka posłała piękny uśmiech, machnęła teatralnie włosami i pociągnęła Kath do wyjścia.
- Mogę iść z wami?- równocześnie zapytał Niall i Harry.
- Ale szybko, bo nie zdążymy!- krzyknęła Nath, a chłopaki już byli obok nich i cała czwórka wyszła z budynku.
Nas też zostało czworo, więc postanowiliśmy, że zagramy w butelkę.

~ Katy ~

- No kurde, gdzie one są?!- gadałam sama do siebie przeklinając pod nosem Nath i Kath.
- Już...Jesteśmy!- krzyknęła zdyszana szatynka.
- Nareszcie! Wiesz, że czekam tu już pół godziny?!- zapytałam podnosząc głos.
- Już dobra, dobra nie drzyj się tak.- powiedziała nadal zmachana Kath.
- Nie dre się... czekaj, czekaj wyście biegły?- zapytałam już nieco łagodniejszym tonem.
- Tak.- powiedziała wcale nie zmęczona Nath.
Nie wiem dlaczego, ale to było dziwne... tych dwóch chłopaków co z nimi przybiegło i Kath byli zmęczeni, a ona wręcz tryskała energią i żwawością.
- A właśnie. To jest Niall.- dziewczyna wskazała na wyższego ode mnie o głowę Blondyna o niebieskich oczach, dopiero gdy przyjrzałam się mu i Nath spostrzegłam, że ich naturalny kolor to nie blond, tylko brąz. Pierwszy raz w życiu, przynajmniej tak myślę, widzę farbującego się chłopaka.- A to jest Harry.- powiedziała i wskazała równie wysokiego Szatyna o słodkich loczkach i uroczym uśmiechu z dołeczkami.
- Cześć.- powiedzieli równocześnie.
- Hej, jestem Katy.- obu podałam rękę na przywitanie.
- Chodźcie, bo zapomniałam poinformować Sophie o tym, że wyszliśmy.- powiedziała Nath.
Wszyscy zaczęli iść, jedynie Nathalie powoli truchtała. Zdziwiło mnie to, że nie jest zmęczona albo, że nogi ją nie bolą, Powoli dochodziliśmy do domu dziecka. Blondynka weszła jako pierwsza i oznajmiła opiekunkę o tym gdzie byli i po co.
- Nie wiem jak wy, ale ja idę na świetlicę włączyć jakiś film.- powiedziała Nath.
- Idę z tobą. Co będziemy oglądać?- zapytał Niall.
- To co zawsze.- odparła i razem z chłopakiem ruszyli do wcześniej wspomnianego pomieszczenia, a ja poszłam za Kath i Harry'm.

~ Louis ~

- Hej jestem Louis.- powiedziałem i wyciągnąłem rękę do jeszcze nieznajomej mi dziewczyny.
- Cześć, ja jestem Katy.- odparła i uścisnęła moją dłoń.
- To jest Liam, Zayn i Olivia. Resztę zapewne już znasz. Z tego co mi wiadomo to jesteś kuzynką Kath, prawda?- zapytałem.
- Tak.- odparła niepewnie. Zauważyłem, że dziewczyna czuje się nie swojo.
- Rozgość się, czuj się jak u siebie w domu.- zdenerwowanie brunetki trochę złagodniało.
- Mogę dostać coś do picia?- zapytała, a ja poszedłem do kuchni i przyniosłem jej szklankę coca-coli.- Skąd wiedziałeś, że chcę colę?
- Tak jakoś.- odparłem.- Gramy w butelkę?- zapytałem wszystkich obecnie zebranych w pokoju.
- Ok.- odpowiedzieli zgodnie.
- To w takim razie Katy zaczynaj.- rzuciłem do Brunetki.
Dziewczyna zakręciła i wypadło na Kath, która siedziała pomiędzy Liam'em, a Olivią.
- Pytanie czy wyzwanie?- zapytała Katy.
- Pytanie.- odparła niepewnie.
- Który z chłopaków w tym pomieszczeniu podoba ci się najbardziej?- zapytała Brunetka, a Kath czerwieniąc się uświadomiła sobie, że źle wybrała.
- Harry.- powiedziała i strzeliła jeszcze większego buraka. Wszyscy spojrzeli na Hazzę, a ten patrzał zamyślony przez okno i chyba nie usłyszał odpowiedzi Szatynki.
- Dobra Kath. Kręcisz.- oznajmiłem.
Dziewczyna zakręciła i wypadło na Hazzę.
- Pytanie czy wyzwanie?- zapytała.
- Co?...pytanie.- powiedział wytrącony z zamyślenia Loczek.
- Czy już się kiedyś całowałeś?- zadała pytanie.
- Czy ja się kiedyś całowałem...hmm...- powtórzył jej pytanie i zaczął intensywnie myśleć.- Emmm... tak, to było jakieś 7 lat temu.- oznajmił i zakręcił szklanym naczyniem.
Po kilku następnych kolejkach wypadło na mnie.
- Pytanie czy wyzwanie?- zapytał Zayn.
- Wyzwanie.- wszyscy się na mnie spojrzeli, bo jestem pierwszą osobą, która nie wybrała pytania.
- No więc Lou...Wiem! Rozbierz się do samych bokserek, wyjdź na ulicę i krzyknij na cały głos: kocham marchewki.- powiedział.
- Phi... Wymyślił. Nic trudniejszego nie było?- zapytałam i zacząłem się rozbierać.
- Fajne bokserki.- powiedziała Olivia, a ja odruchowo zerknąłem i tak jak przypuszczałem były w marchewki.
- Dzięki.- odparłem i wyszedłem z pokoju.
Dumie ruszyłem przez korytarz. Wszyscy, którzy nim przechodzili patrzyli na mnie, a niektóre dziewczyny nawet wzdychały robiąc przy tym maślane oczka. Zdziwiła mnie ich reakcja, wyglądały jakby nigdy nie widziały chłopaka w bokserkach, a przecież co miesiąc jeździliśmy na basen i mogły się naoglądać tyle, że ho, ho. Wyszedłem głównym wyjściem, a za mną podążali wszyscy gracze butelki i zaciekawieni tym co robię ludzie z domu dziecka. Przechodnie patrzeli na mnie z przerażeniem, a niektórzy tak jakby nagle zobaczyli ducha. Na dworze było strasznie zimno. Po moich plecach przebiegła gęsia skórka.
- KOCHAM MARCHEWKI!!!- wrzasnąłem tak, że wszyscy ludzie wokół podskoczyli i patrzeli na mnie jak na człowieka, który postradał zmysły.
Zawróciłem w stronę dużych, ciemnobrązowych, dębowych drzwi. Wszedłem przez nie do ciepłego pomieszczenia i ruszyłem w stronę swojego pokoju. Reszta też już wróciła, a ja zacząłem się ubierać, tym razem już w co innego. Założyłem moją ulubioną koszulkę w paski, do tego czerwone spodnie na szelkach, które podwinąłem do kostek i buty.
- Nie zakładasz skarpetek?- zapytała Olivia.
- Co?!- niemal krzyknąłem i spojrzałem na nią z miną ''WTF?!'', a dziewczyna od razu pożałowała swojego pytania. Zauważyłem, że była przestraszona moją reakcją, więc objąłem ją ramieniem. - Spokojnie, tylko żartowałem.- oznajmiłem ze spokojem dziewczynie, a ta odetchnęła z ulgą.- Nie noszę skarpetek, nie lubię i tyle.- dodałem nieco później, a gra rozkręciła się dalej.

~ Niall ~

Oglądaliśmy sobie znowu Freddy'ego Cruger'a. Nath strasznie mocno się we mnie wtulała. Objąłem ją ramieniem, by poczuła się trochę. Udało się, bo Blondynka lekko poluzowała uścisk, ale dalej mnie nie puszczała.
- Jak chcesz to włączymy coś innego.- zaproponowałem, a ona tylko energicznie pomachała głową.
Wstałem, podszedłem do półki i szukałem w horrorach czegoś ciekawego. Nagle coś przykuło moją uwagę, a mianowicie nowe opakowanie. Wziąłem je do ręki i sprawdziłem co to. Był to horror pod tytułem ''Mama''. Nigdy nie oglądałem tego filmu, więc postanowiłem go włączyć. Do świetlicy wtargnęła cała banda, która wcześniej siedziała u nas w pokoju. Nath i ja równocześnie odwróciliśmy w ich stronę głowę.
- Co będziecie oglądać?- zapytał Zayn
- Albo raczej jaki horror dzisiaj oglądacie?- poprawił Liam.
- Jakiś nowy. Nazywa się ''Mama''.- odpowiedziałem, a wszyscy wytrzeszczyli na mnie oczy.- Co?- spytałem.
- No bo wiesz... ten film jest STRASZNIE STRASZNY.- Katy podkreśliła dwa ostatnie słowa.
- Oglądaliście go?- zapytała zaciekawiona Nath.
- Tak.- wszyscy odpowiedzieli chórem.
- Oglądacie z nami jeszcze raz?- ponownie spytała.
Pokiwali głowami i rozsiedli się. Obok Blondynki usiadł Liam, a po drugiej stronie było wolne miejsce. Na podłodze usiedli kolejno od lewej Tommo, Olivia, Katy i Zayn. Na fotelach po prawej usiedli Hazza i Kath, a fotele po lewej były puste. Włączyłem film i usadowiłem się obok Nath. Wszyscy oglądali z zafascynowaniem, a ja i Niebieskooka z lekkim znudzeniem. Nastąpił jakiś straszny moment.
- AAAAAAAAAA!!!- pisnęli wszyscy po kolei oprócz Blondynki i mnie.
Po krzyku rozejrzałem się po wszystkich. Olivia siedziała wtulona w Louis'a, a on w nią. Tak było też z Zayn'em i Katy i z Harrym i Kath. Liam siedział wtulony w Nath, a ona dyskretnie złapała moją rękę i spojrzała na mnie spojrzeniem żądającym pomocy spojrzeniem. Nie wiedziałem jak zareagować, ale po chwili Leeyum sam ją puścił. Obstawiam, że przy następnym takim strasznym momencie Szatyn i tak nie odpuści sobie tulenia się w moją dziewczynę. ''MOJA DZIEWCZYNA'' to tak cudownie brzmi, ale nadal nie mogę uwierzyć że najbliższa mi osoba jaką mam stała mi się jeszcze bliższa. W takim razie chcę być dla niej jak najlepszym chłopakiem.
- Ale nudy. Niall idziemy gdzieś?- szepnęła do mnie Nath.
- Ok.- odpowiedziałem i ruszyliśmy na korytarz.
- Gdzie idziecie?- zapytał Liam.
- Nie wiem, coś będziemy robić. Nudny ten film.- odparłem, a szatyn już nic nie mówił.
Wyszliśmy na korytarz. Po cichu szliśmy przez całą długość hall'u do pokoju Blondynki.
- Nie oglądacie już filmu?- zapytała przechodząca korytarzem Megan.
- Nudny był. Reszta go ogląda, jak chcesz się pośmiać to musisz tam do nich wejść, wyglądają po prostu komicznie.- powiedziałem i poszliśmy dalej. Między mną a Nath panowała cisza, ale nie była niezręczna. Weszliśmy do pokoju blondynki.
- Chodź, coś ci pokażę.- powiedziała tajemniczo.
Ruszyliśmy w stronę półko na książki. Dziewczyna przesunęła lekko jakąś książkę w przód i ku mojemu zdziwieniu cały regał obrócił się o 90 stopni.
Nath weszła przez przejście po lewej stronie, a ja ruszyłem do tego po prawej. Popchnęła szafę zamykając tym oba otwory. Zeszliśmy po wąskich schodkach w dół i doszliśmy do drzwi. Otworzyła je kluczykiem, który miała wcześniej powieszony na szyi. Weszliśmy do środka. Było tam dwuosobowe łóżko, mała sofa, telewizor, regał na książki i 4 pary innych drzwi. Stałem oniemiały i patrzyłem na wszystko z zachwytem, jak małe dziecko na dział zabawek w sklepie. Poszedłem za dziewczyną do następnych drzwi, to co się za nimi znajdowało jeszcze bardziej mnie zachwyciło.



Całe pomieszczenie, dosłownie całe było zapełnione płytami CD. Rozglądałem się jeszcze i nagle mnie oświeciło, że to kolekcja horrorów! Byłem w takim szoku, że nie mogłem nic powiedzieć. Miała chyba tutaj wszystkie filmy jakie dane mi było obejrzeć i jeszcze więcej. Wyszliśmy z pokoju i ruszyliśmy do następnych drzwi. Tym razem zamurowało mnie na dobre, zastanawiałem się ile czasu ona to wszystko zbierała i skąd miała na to fundusze:


- Wow...- tylko to zdołałem z siebie wydusić.
Zastanawiałem się co takiego jeszcze może mi pokazać. Skąd ją na to wszystko stać? Może ma jeszcze więcej pieniędzy? Jak długo ukrywa to pomieszczenie? Po co jej aż tyle tych rzeczy? Różne pytania chodziły mi po głowie, ale nie chciałem jej teraz robić wywiadu. Postanowiłem, że zaczekam do końca wycieczki i wtedy ją zapytam. Ruszyliśmy do następnego pokoju. Nie spodziewałem się tego, co tam zobaczę. Nie zdziwiłem się aż tak, ale i tak byłem zachwycony.




























Pokój był podzielony na dwie części. Po jednej stronie były stojaki i przeróżne rodzaje aparatów od tych najbardziej profesjonalnych, do tych najśmieszniejszych i najmniejszych. Na stole równo na specjalnych wieszakach i opakowaniach słuchawki i o dziwo iPhone'y od trójki do piątki. Po drugiej stronie stały sztalugi i obrazy. Na szafce piętrzyły się książki. Na biurku ładnie w pudełeczkach leżały ręcznie robione bransoletki, myszka komputerowa w kształcie sztabki złota i jakaś dziwna lampka wytwarzająca zwykłe światło, które odbijało się od szkła wyglądającego jak szkiełko w oprawce, które nosili kiedyś ludzie, którzy mieli problem z jednym okiem. Abraham Lincoln chyba też takie miał. Ale wróćmy do rzeczy. Zwykłe białe światło odbijało się od szkiełka i rozpryskiwało się tęczowo w różne strony, przez co pokój miał taki przyjemny urok. Nieco z tyłu za tym wszystkim stał dziwny fotel. Na wysokości twarzy siedzącego na nim był komputer i do niego kablem przyczepiona klawiatura i myszka. Wyszliśmy z pokoju i ruszyliśmy do następnych, czyli ostatnich drzwi. Myślałem, że nic mnie już nie zdziwi, ale to już przerosło moje oczekiwania:













Tym razem to już nie mogłem nic wykrztusić, ani wykonać żadnego ruchu. Taka kolekcja gitar! Studio nagraniowe lepsze niż w mało płatnych firmach muzycznych! A jaka technologia! Skąd ona wzięła na to wszystko pieniądze?! Przecież to jest niemożliwe! Odważyłem się wreszcie na ruch i zrobiłem niepewny krok do przodu. Wolno posuwałem się najpierw w stronę gitar nie mogąc wyjść z podziwu. Potem odwróciłem się w kierunku studia. Patrzyłem na całość z zachwytem. Dotykałem wszystkiego po kolei. W życiu bym się nie spodziewał, że w podziemiach tego domu mieszczą się takie rzeczy!
- Co o tym myślisz? Czy studio jest już dość dobre by w nim nagrywać? To ostatnio moja największa inwestycja i nie wiem, czy coś jeszcze jest potrzebne do niego.- zaczęła Nath.
- T-ty t-to wszy-wszystko s-s-sa-sama za-zamontowałaś?- udało mi się coś powiedzieć, ale przez zachwyt strasznie się jąkałem.
- Noo... nie do końca. Jak mój tata jeszcze żył zrobił to dla mnie, bo wiesz on był alkoholikiem i mnie bił pod wpływem różnych trunków. Gdy był trzeźwy zainstalował to wszystko i powiedział, że jak nie będę czuła się bezpiecznie to mam tu przychodzić, bo to on opłacał ten dom dziecka. A teraz nawet nie wiem gdzie stoi jego grób. - powiedziała i usiadła przy biurku, na którym znajdowało się bardzo dużo guzików i takich suwaków. Za szybą było krzesło, mikrofon i dźwiękoszczelne ściany. Wszedłem do pomieszczenia i usiadłem na fotelu. Nath to zobaczyła i zaczęła klikać w jakieś przyciski, po chwili słyszałem już szum wszystkich uruchomionych wokół mnie urządzeń, ale nagle wszystko było tak samo ciche jak wcześniej. Blondynka kliknęła czerwony guzik.
- I jak słyszysz mnie?- dźwięk dobiegał z słuchawek, więc nałożyłem je na uszy.
- Teraz słyszę nawet twój oddech.- powiedziałem śmiejąc się cicho.
- Może masz jakąś gotową piosenkę?- zapytała, a ja jej przytaknąłem.
- Nagrasz mnie?- zapytałem z nutką niepewności w głosie.
- Chciałabym, ale jak nie chcesz to nie muszę cię nagrywać.- powiedziała lekko zrezygnowanym tonem.
- Oczywiście, że chce! Tylko... mam dwa warunki...- odparłem.
- Jakie?- spytała.
- Pierwszy: nie puścisz tego nikomu, a Drugi: zaśpiewasz razem ze mną.- dziewczyna się na mnie dziwnie spojrzała, ale po chwili już się uśmiechnęła.
Weszła do jakiegoś pomieszczenia po prawej?  Tam były drzwi? Widocznie przez mój zachwyt ich nie zauważyłem. Wyszła i gestem mi pokazała, bym do niej poszedł. Zdjąłem słuchawki i ruszyłem w wyznaczone mi miejsce. Za drzwiami była sala z biurkiem pełnym guzików, tylko tym razem za szybą znajdowało się dźwiękoszczelne pomieszczenie ze wzmacniaczami, pianinem, fortepianem i wieloma, ale naprawdę wieloma innymi instrumentami. Dziewczyna mnie nie zauważyła więc po cichu do niej podszedłem i lekko objąłem od tyłu i pocałowałem w policzek. Blondynka uśmiechnęła się pod nosem i się obróciła. Nasze usta złączyły się w delikatnym, aczkolwiek namiętnym pocałunku. Chciałem by ta chwila trwała wiecznie, ale Blondynka opierała się o za śliską powierzchnię fortepianu i dzięki temu runęliśmy na ziemię. Najpierw wściekle spojrzałem na fortepian, a potem już łagodnie na Nath i zaczęliśmy się śmiać. Podniosłem się i podałem dziewczynie rękę, by pomóc jej wstać. Chwyciła ją, ale za mocno pociągnąłem i przez to wylądowaliśmy z powrotem na podłodze. Znowu się zaśmialiśmy. Blondynka musnęła moje usta i się podniosła wyciągając do mnie ręce. Tym razem udało nam się wstać już bez większych komplikacji. Usiedliśmy na stołku przy fortepianie, a ja wyciągnąłem z kieszeni bluzy zeszyt wielkości dużej dłoni. Postawiłem go na podpórce na nuty. Nath na chwilę wyszła wcisnęła parę guzików i po chwili siedziała z powrotem obok mnie.
- Jak piknie zaczynamy grać, to się nagra i łatwiej będzie zaśpiewać piosenkę.- oznajmiła.
Przytaknąłem na znak zrozumienia. Po krótkim czasie usłyszeliśmy piknięcie i zaczęliśmy grać w tym samym czasie. Genialnie to wychodziło na fortepianie, bo gitara ma trochę inne brzmienie. W pewnym momencie ja i dziewczyna zetknęliśmy się ręką na tym samym klawiszu. Spojrzeliśmy po sobie, uśmiechnęliśmy się i powróciliśmy do gry. Gdy skończyliśmy Nath kliknęła coś na małym pilocie i znów było słychać piknięcie. Odsłuchaliśmy nagranie. Wyszło fajnie, teraz czas na gitary. Blondynka mi dała akustyczną, a sama wzięła basową. Ta sama akcja. Teraz czas na perkusję. Ja nie potrafię grać na bębnach, ale ku mojemu zdziwieniu dziewczyna kazała mi nastawić nagrywanie. Podeszła do perkusji i zaczęła stukać coś na rozgrzewkę. Pokazała mi kciuk do góry, co zaczynało, że mam startować. Blondynka zaczęła bębnić i po jakimś czasie znów mi pokazała kciuk i wyłączyłem nagrywanie. Nath podeszła do panelu sterowania. Klikała na guziki w niesamowitym tempie i po chwili przesunęła te takie suwaki. Nacisnęła ''play'' i fortepian, gitary oraz perkusja zaczęły grać w tym samym czasie. Wiedziałem kiedy jest początek i koniec utworu, więc zacząłem sobie nucić, ale nie wyśpiewywałem słów.
- Wyszło nieźle, prawda?- zapytała dziewczyna.
- ''Nieźle'' to mało powiedziane. Wyszło lepiej niż przypuszczałem. Teraz czas na tekst.- oznajmiłem i wróciłem do pomieszczenia po zeszyt.
Weszliśmy z powrotem do pokoju, w którym była kolekcja gitar i studio nagraniowe i tam zaczęliśmy nagrywać słowa.

~ Harry ~

Film się skończył, a była dopiero za piętnaście szesnasta. Postanowiłem wziąć Kath i pójść na lody, czy coś w ten deseń, bo reszta poszła do mojego poprawka naszego pokoju.
- Idziesz ze mną na spacer?- zapytała Szatynka.
- Co ty mi w myślach czytasz? Właśnie chciałem cię o to spytać.- odparłem i zaśmialiśmy się.
Oznajmiliśmy Sophii, że wychodzimy i po chwili znajdowaliśmy się już przed domem dziecka. Ruszyliśmy w stronę centrum Londynu, do którego mieliśmy jakieś 20 min drogi nie więcej. Zaszliśmy do naszej ulubionej kawiarenki czyli Starbucks'a. Zamówiliśmy bananowe lody i czekoladowe shake'i na wynos. Wyszliśmy z pomieszczenia i poszliśmy do pobliskiego parku w London Eye. Usiedliśmy na ławeczce i zajadaliśmy smakołyki. Muszę przyznać, że banan i czekolada to dobre połączenie. Chwilę siedzieliśmy w lekko niezręcznej ciszy, ale przerwał ją mój telefon.
''I had a dream the other night,
About how we only get one life.''

Sprawnym ruchem wyciągnąłem go z kieszeni spodni i nie patrząc kto dzwoni odebrałem.
- Tak słucham?- powiedziałem do słuchawki.
- Nie mów słucham, bo cię wyrucham! Lepiej mi powiedz gdzie jesteś i czy jest z tobą Kath.- mogłem się spodziewać, że to była Nath.
- Jestem w London Eye w parku niedaleko SBC(Starbucks Coffe) i tak, Kath jest ze mną, czemu pytasz?- no nie powiem byłem lekko zdziwiony.
- Możemy tam do was przyjść?- zapytała.
-
''Możemy'' to znaczy ty i?- obstawiam że powie Meg, Ol, albo Katy, no bo kto inny?
- No ja i Nialler. - no tym to mnie zdziwiła.
- No to chodźcie, przecież wam nie bronię.- odparłem.
- Czekaj moment... Ej Niall idziemy do London Eye i jeszcze jedno, będę mogła to pokazać Kathy? Nie. Prooooooszęęęę!! No dooobraa...- ciekawe co chciała jej pokazać.
- To za ile będziecie?- zapytałem.
- Emm... tak za jakieś 5, może 10 minut będziemy, to See ya!- krzyknęła i się rozłączyła.
- Pa... Za chwilę przyjdą państwo '' jemy ile chcemy, a i tak nie tyjemy ''.- oświadczyłem i lekko się zaśmialiśmy.
- To fajnie, a powiedz mi Harry...- zastanawiała się jak dokończyć.
- Tak?- zapytałem, bo strasznie mnie ciekawiło co ma mi do powiedzenia.
- No... Chciałam się zapytać, czy to co wtedy mówiłeś w kawiarni to prawda... Znaczy nie dzisiaj, tylko wtedy jak poszliśmy po szkole...-powiedziała na jednym oddechu.
- Masz na myśli to, że mi się podobasz, a ja tobie?- zapytałem, by być pewnym.
- Mhm.- mruknęła.
- Może to cię w tym uświadomi.- odparłem
Nasze twarze dzieliły już tylko milimetry. Po chwili lekko musnąłem jej usta. Gdy się odsunąłem widziałem, że dziewczyna jest cała oblana rumieńcem.
- Mogę to chyba uznać za tak.- powiedziała nieśmiało i spojrzała na mnie.

~ Nath ~

Szliśmy przez ''nasze'' super uliczki i po paru minutach byliśmy już w London Eye. Rozglądaliśmy się za bananożercami. Zauważyliśmy ich na jednej z ławek. No nie powiem zdziwił mnie widok Hazzy całującego Kath.
- No proszę, proszę, a myślałam, że to już nigdy nie nastąpi, a tu taka niespodzianka.- powiedziałam szyderczo się uśmiechając.
- Ale o co chodzi?- zapytała zdezorientowana Kath.
- Powiedz mi kto by tego nie widział.- mówiąc to lekko się zaśmiałam.
- Aaaaa... Rozuuumiem.- odparła jakby dopiero łapiąc sens wypowiedzianego przeze mnie zdania.
- Masz posłuchaj.- podałam jej moją mp3-ójkę, a ona włożyła słuchawki do uszu i zaczęła słuchać.
- Kto to śpiewa? Pierwszy raz słyszę tą piosenkę. Ale nie no... podkład niesamowity, a co dopiero głosy... Chłopak i dziewczyna. Facet ma taki sexi lekko zachrypnięty, a facetka taki czysty. Ale obaj bez grama fałszu. Czyj to jest kawałek?- gdy mówiła o wokalach spojrzeliśmy po sobie z Niall'em i zaczęliśmy się śmiać w niebogłosy.- O co wam chodzi?- zapytała.
- T-to my... myśmy... śpie...wali!- powiedziałam śmiejąc się cały czas.
- Nie wierzę wam. Zaśpiewajcie kawałek.- odparła, a ja od razu przestałam się śmiać.
- A-a-ale j-ja si-się wsty-wsty-wstydzę...- odpowiedziałam czerwona jak burak, kątem oka zauważyłam, że Niall ma bardzo podobny odcień skóry i tak jak ja spuszczoną głowę.
- T-ty?! Ty się czegoś wstydzisz?! Wow, to teraz mnie zamurowało. Zawsze myślałam, że nie masz lęku przed niczym i tak samo myślałam o Niall'u.- powiedziała Szatynka.
- No to się pomyliłaś.- odparł Blondyn.
- Ale serio wy to zaśpiewaliście?- zapytała Kath.
- No tak... przecież byśmy cię nie okłamali prawda?- Nialler odparł pytaniem.
- Chyba nie...- odpowiedziała.
- Chyba?! Ale ty jesteś... Foch forever naaa... 3 minuty.- prawie krzyknęłam.
- Cieszę się, że nie na 5.- zaśmiała się lekko.
- W takim razie na dziesięć, a jak będziesz narzekać to będę powiększała o następne dziesięć.- powiedziałam.
- No ale...- nie dokończyła bo jej przerwałam.
- 20 minut.
- A-ale?!- znów jej przerwałam.
- Pół godziny.
- No dobra, ale nie oddam ci mp3.- odparła, a ja na nią spojrzałam z mordem w oczach.
- Coś ty powiedziała?!- zapytałam moim zbyt donośnym głosem i po chwili wszyscy w parku się już na nas patrzeli.- Daj ją.- dodałam na tyle cicho, by tylko nasza czwórka usłyszała.
- Dobra masz, ale czemu tak cicho gadasz?- zapytała, a ja znowu byłam czerwona.
- No bo ludzie się gapią.- odparłam.
- Ok.- westchnęła.
- Nie wiem jak wy, ale ja już muszę iść.- mówiąc to spojrzałam na zegarek.
- Gdzie idziesz?- zapytał zdziwiony Harry, który do tej pory się nie odzywał.
- Zrobić... taką... rzecz... gdzieś... tam...Pa pa!- krzyknęłam i pobiegłam w stronę Starbucks'a.
Obejrzałam się za siebie, by być pewną, że nikt za mną nie poszedł i ruszyłam w stronę ''niedokończonego domku'' Niall'a. Jestem prawie przy jego skończeniu. Muszę zrobić tylko dach, co nie będzie łatwe z moim lękiem wysokości, ale mam nadzieję, że mi się uda, bo już niedługo będą nasze urodziny, a dokładniej za pięć dni. Trochę tak głupio mieć je na początku roku, ale to zawsze coś. Pobiegłam na polanę i potem do domku. Wzięłam deski, młotek, gwoździe i zaczęłam przybijać jako dach...

~ Kath ~

- Gdzie ona tak nagle pobiegła? Wiesz coś o czym ja nie wiem?- pierwsze pytanie było retoryczne, a drugie już skierowane do Niall'a.
- Nic nie mówiła, że gdzieś idzie...- powiedział, a potem zrobił klepnął się w czoło z charakterystycznym ''plask''. Zdecydowanie za dużo przebywa z Nath, ona też ma taki odruch.- Ona ma przecież dzisiaj trening karate co nie?- po tym retorycznym pytaniu mnie i Hazzę oświeciło.
- Racja... zapomniałam o tym, ale dlaczego nie chciała nam tego po prostu powiedzieć?- zamyśliłam się na chwilę.
- Ona ma te jakieś swoje dziwactwa.- Blondyn się uśmiechnął.
- Tak to prawda.- odparł Harry, a ja drgnęłam z zimna, bo co prawda byłam tylko na krótkim rękawku, a zaczął się robić wieczór.
Chłopaki to zauważyli. Niall już się przymierzał do ściągnięcia bluzy, ale się powstrzymał i szturchną Harry'ego łokciem, by ten to zrobił. Loczek natychmiastowo ściągnął bluzę i podał ją mi. Jednak z tego Blondyna jest gentelman. Jakby nie patrzeć to on pasuje do Nath, jak puzzle.
- Ej Niall, a jak jest z tobą i Nath?- zapytałam go.
- To znaczy?- dobry z niego aktor, ale kłamać nie umie, więc można z niego wyciągnąć wszystko co tylko wie.
- No coraz więcej czasu ze sobą spędzacie, w ogóle jesteście jacyś tacy szczęśliwsi...- powiedziałam, a on zaczął intensywnie myśleć.
- Może to dlatego, że 13, czyli za pięć dni mamy urodziny.- odparł.
- Niall jesteś bogiem... Co byś chciał dostać?- zapytałam.
- Emmm... w sumie to nie wiem, nie mam nic na oku.- odparł. Zauważyłam, że kłamie, ale się chyba podszkolił u Nath, bo znacznie lepiej mu to wychodzi.
- Dobra, dobra nie kłam tylko powiedz.- wtrącił się Harry.
- A jakie jest marzenie każdego dziecka, bez rodziny?- zapytał, a nas zatkało. No tak, o tym nie pomyślałam.
- Aha. No tego to ci nie damy...- odparł smutno Harry.
- A nie masz jakiegoś rzeczowego życzenia?- zapytałam.
- To jest takie trochę lekko osobiste...- powiedział i spuścił głowę w dół by popatrzeć na swoje prawie białe trampki.
- Wiemy, że też masz takie dziwactwa jak pamiętniki i tak dalej.- odpowiedział Harry.
- To w takim razie taki duży i gruby zeszyt, najlepiej gdyby był po jednej stronie w pięciolinię, a po drugiej w kratkę, albo zwykłe linie. One zazwyczaj kosztują do dziesięciu funtów.- powiedział.
- Ok. A jak myślisz co Nath by chciała?- zapytał Harry, a Niall zaczął intensywnie myśleć.
- Emm... no nie wiem... może nowy pamiętnik, albo... nie wiem włóżcie po dyszce i gigantyczną czekoladę, to a pewno się ucieszy.- powiedział.
Po jakiś dwóch godzinach wróciliśmy do domu dziecka. O dziwo Nath jeszcze nie było, a powinna być od pół godziny. Poszliśmy do pokoju chłopaków.
- Ej może coś pośpiewamy?- zapytałam.
- Ok. Niall będziesz grał?- zapytał Lou, który był tam z Liam'em i Zayn'em, bo dziewczyny już poszły.
- Dobra... Ej, ale gdzie jest moja gitara?- zapytał przeszukując wszystkie szafki, łazienkę i zaglądając dosłownie we wszystkie zakamarki pokoju.- Nie, nie, nie... gdzie ona jest?- zaczął mówić podenerwowany i po chwili wyszedł z pokoju.

~ Niall ~

Nigdzie nie mogłem znaleźć mojej gitary. A co jeśli ktoś ją ukradł, albo gorzej uszkodził?! To była moja ulubiona i przede wszystkim jedyna jaką miałem. Wszedłem do pokoju Nathalie. O dziwo była na jej łóżku. Żeby mieć pewność sprawdziłem też czy jest podpisana. Nie myliłem się to była moja gitara. Już chciałem nacisnąć klamkę, ale drzwi się otworzył, dostałem nimi w nos i upadłem na ziemię.
- Auaaa...- jęknąłem masując narząd do oddychania, spojrzałem na gitarę na szczęście nic jej nie było.
- O Boże! Strasznie cię przepraszam.- powiedziała Nath.
- Wiem, że jestem piękny, ale nie wiedziałem, że już się zakwalifikowałem do rangi Boga.- odparłem z uśmiechem.
- Och już sobie nie umilaj. Nic ci nie jest?- zapytała.
- Nie, wszystko Ok.- odparłem i się podniosłem.- Idziesz z nami śpiewać?- dodałem po chwili.
- Dobra wziąć gitarę?- spytała.
- Tak, pomożesz mi grać.- uśmiechnąłem się, a dziewczyna szybko przebrała koszulkę, chwyciła instrument i ruszyliśmy do mojo-naszego pokoju. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że Nath wróciła później i do tego trzymała gitarę w ręku.
- Znalazłeś?- zapytał Zayn.
- Gitarę i Nath.- zaśmiałem się i wraz z Blondynką usiedliśmy na łóżku i zaczęliśmy grać. Dziewczyna bardzo się poprawiła. Widać, że regularnie chodzi na lekcje. Wszyscy, nawet my zaczęliśmy śpiewać, a ja pokazywałem Nath kolejne piosenki, które będziemy grać. Potem przyszła Sophia i ogłosiła ciszę nocną. Ja i Blondynka poszliśmy do niej, Kath do siebie, a chłopaki zostali u siebie. Dziewczyna jak zwykle spała u góry, a ja na dole. I tak zakończył się ten dość męczący dzień.

_________________________________________________________________

CZYTASZ-KOMENTUJESZ
3kom.= Next
Sory, że tak długo czekaliście, ale mam szkołę i muszę się uczyć. Dzięki za to, że w ogóle ktokolwiek tu wchodzi i to czyta. Wyjątkowo krótki mi wyszedł ten rozdział, ale postaram się by następny był dłuższy.
#Kath & #Katy macie mi to skomentować rozumiecie?!