Monday, 6 January 2014

5. Nzywa się ''Mama''

~ Olivia ~

- Dlaczego chodzisz do publicznej szkoły skoro twój tata jest milionerem?- zapytał mnie Tommo.
- Bo to jest moja szkoła, mój ojciec ją opłaca.- odparłam.
- Aaaa... A dlaczegooo... zadajesz się z ludźmi..., którzy mieszkają w domu dziecka?- pytał dalej.
- Na przykład?- byłam zaciekawiona jego odpowiedzią.
- No tak na przykład ja.- odpowiedział.
- Jesteś z domu dziecka?!- zapytałam trochę podnosząc głos.
- Nooo... tak, tylko proszę nie mów ''fuuu'', ''ochyda'' i inne tego typu rzeczy.- powiedział, a ja lekko posmutniałam, bo wiem, że tak właśnie mówią tych, którzy nie mają normalnych rodzin.
- Nie mam zamiaru, współczuję, że niektórzy ludzie tak mówią.- odparłam.
- Jesteśmy, albo przynajmniej ja się już przyzwyczaiłem.- powiedział.
- To są tu jeszcze inni z domu dziecka?- zapytałam.
- Tak. Nath, Nialler, Kath, Hazza, DJM, Leeyum, Meg no i ja.- odpowiedział.
- To prawie 1/3 kalsy.- powiedziałam lekko zdziwiona.
- Tak, to prawda. Wszyscy myślą że jesteśmy jakimiś ułomami, bo mieszkamy w domu diecka, ale to wcale nie prawda. Cała nasza hołota umie genialnie śpiewać, przynajmniej ja tak uważam.- odrzekł.
- Zaśpiewasz mi coś?- zapytałam.
- Ale chyba nie na lekcji. Jak chcesz możemy się umówić po zajęciach, że do mnie przyjdziesz i wszyscy razem ci coś zaśpiewamy.- powiedział.
- Dobra, ale myślisz, że reszta będzie chciała mnie tam widzieć? Według mnie byłam dla nich trochę chamska i nie miła...- odparłam.
- Uważam, że jak ich przeprosisz za swoje zachowanie to będziesz mile widziana w domu dziecka.- powiedział i uśmiechnął się promiennie.
Reszta lekcji minęła nam spokojnie. Pani mówiła o jakiś reakcjach chemicznych, o których nic nie wiedziałam, bo nie było mnie przez tydzień w szkole, więc postanowiłam zapytać Louisa o co chodzi.
- Ej, o co chodzi z tymi reakcjami?- spytałam.
- Emm... Przeprowadzamy jakieś doświadczenia typu spalanie magnezu i...- nie zdążył powiedzieć, bo brutalnie mu przerwano.
- Macie nam cos do powiedzenia?- zapytała z pogardą w głosie pani.
- Nie proszę pani, wyjaśniałem Olivii na czym polegają reakcję, ponieważ nie było jej przez tydzień w szkole.- powiedział Lou.
- W takim razie panie Tomlinson... dostaje pan plusa do dziennika, ale na przyszłość proszę wyjaśniać koleżankom reakcje chemiczne przed lekcjami.- powiedziała nauczycielka i wróciła do zajęć.
*Po lekcjach*

*Godz. 15.59*

Poszłam razem z Louisem i jego znajomymi, których już przeprosiłam do domu dziecka. O dziwo nie było z nami ani Niall'a, ani Nath. Blondynka nigdy nie wracała prosto do domu, więc jej zniknięcie rozumiem, ale gdzie się podział chłopak? Zdziwił mnie jego brak, ale nie za bardzo się tym przejmowałam i szłam dalej. Gdy dotarliśmy okazało się, że to jest najbogatszy dom dziecka w całym Londynie, opłacany jest przez pana Blues'a, a on teraz jest najbogatszą osobą w Londynie. Zrozumiałam dlaczego oni nie wyglądali jak bedni ludzie.
- To najpierw cię oprowadzimy.- powiedział Lou.
- Ok.- odparłam niepewnie.
- Zaczynamy odtąd. To jest największy pokój w całym domu dziecka i jest własnością tylko jednaj osoby mianowicie Nathalie.- zaczął mnie oprowadzać.
- Czemu ona ma taki duży pokój i mieszka w nim sama?- zapytałam.
- Może i mieszka sama, ale my często do niej przychodzimy i u niej śpimy. A jest taki duży, bo Nath ćwiczy karate i poza treningami musi ćwiczyć w domu, mimo że ma czarny pas trzeciego stopnia. W sumie to nie wiem, czy da się mieć wyższą rangę. Nigdy nie mówiła. W każdym razie ostatnio nasz dom chcieli obrabować bandyci. Byli to masywni faceci w czarnych kombinezonach, a ona ich załatwiła w 10 min. Albo pamiętam jak się na nas wkurzyła za to, że zrobiliśmy jej zdjęcia jak śpi wtulona w Horana, bo spadła z łóżka. Przykleiła wtedy nasze telefony do sufitu. U niej się to często zdarza, tak samo jak walnięcie się w półkę, która wisi nad jej łóżkiem, dlatego często ma na czole plaster. Ale tylko ona i pani Sophia wiedzą tak naprawdę z jakich powodów się tak dzieje. Mniejsza o nią chodźmy dalej. To jest nasz pokój. Korzystamy z niego prawie tak często jak z łóżek u Nath. Chcesz się może czegoś napić?- zapytał, po dość długiej wypowiedzi o Blondynce.
- A co macie?- odpowiedziałam pytaniem.
- Za dużo by wymieniać, chodź sama coś wybierzesz.- powiedział i ruszył w stronę jednego z końców korytarza. Na przeciwko wejścia do kuchni było główne wyjście. W dość przestrzennym pomieszczeniu siedziała kobieta w okularach, które były zawieszone na srebrnym łańcuszku i z przejęciem czytała książkę. Oderwała od niej wzrok dopiero, gdy Louis otworzył lodówkę.
- Dzień dobry.- powiedziałam zapewne do opiekunki.
- Dzień dobry.- powiedziała i przyjrzała mi się dokładniej po czym dodała.- Widzę cię tu pierwszy raz, jak masz na imię?- zapytała.
- Jestem Olivia McCurdy.- przedstawiłam się i podałam kobiecie rękę.
- Ja nazywam się Sophia. Domyślasz się pewnie że jestem jedną z opiekunek.- uśmiechnęła się promiennie i uścisnęła moją dłoń.
- Co chcesz do picia?- zapytał Louis i wskazał na wcześniej wyjęte z lodówki i szafek picia.
- Emmm... ten sok.- wskazałam na pudełko od jakiegoś napoju.
- Dobry wybór.- powiedział chłopak.
Nalał białozielonkawą ciecz do kubka i podał mi. Upiłam łyk napoju, który okazał się być MEGA smaczny. Poszliśmy z powrotem do ich pokoju. Nagle usłyszałam donośny głos od głównego wejścia:
- Wróciłam!- krzyknęła Nath, po czym truchtem ruszyła do swojego pokoju. - Hej chłopaki! Cześć Kath! Siemka Ol!- pobiegła dalej po czym się wróciła ze zdziwieniem na twarzy.- Zaraz, zaraz... Olivia?- zapytała.
- Tak.- odparłam.
- Co tu robisz?- zapytała uprzejmie. Jest bardzo przyjacielsko nastawiona nawet do nie miłych dla niej ludzi?- pomyślałam.
- Zwiedzam.- odpowiedziałam równie uprzejmie i lekko się uśmiechnęłam.
- Ok. Zaraz będę. Idę odłożyć torbę i przebrać się w czyste ciuchy, bo nie mam zamiaru śmierdzieć po treningu.- zaśmiała się i pobiegła do swojego pokoju.
- Jakim treningu?- nie zwróciłam uwagi na to, że powiedziałam to głośno.
- Karate.- powiedziała Kath.
- Ej ludzie, która godzina?- zapytała wchodząca do pokoju Nath.
Chciałam spojrzeć na mój zegarek na nadgarstku, ale zapomniałam, że w lewej ręce trzymałam szklankę z sokiem i obróciłam ją. Gdyby nie Blondynka wszystko wylałoby się na podłogę, ale ona w ostatniej chwili chwyciła jakiś kubek, który stał na szafce i podłożyła pod strumień lejącego się napoju.
- Masz, nie bój się jest czysty.- powiedziała i podała mi naczynie z sokiem.
- Wow. Jak ty to zrobiłaś?- zapytałam zdziwiona całą akcją.
- Refleks.- wszyscy patrzyli na Blondynkę z podziwem. - Co się patrzycie? Jestem brudna czy coś?- zapytała oglądając swoje ciuchy.
- Nie jesteś brudna, tylko zadziwiająca. Serio dobry masz ten refleks.- powiedział Liam.
- Dzięki.- odparła uśmiechając się promiennie.
- Co robimy?- zapytał Zayn
- Na śmierć zapomniałam! Kath przecież dzisiaj przyjeżdża twoja kuzynka! Musimy ją odebrać z dworca, a on jest jakąś godzinę stąd!- krzyknęła Nath.
- O Boże!- Szatynka podniosła ton głosu.
- Ja wiem, że jestem piękna, ale nie wiedziałam kwalifikuję się do rangi Boga.- Blondynka posłała piękny uśmiech, machnęła teatralnie włosami i pociągnęła Kath do wyjścia.
- Mogę iść z wami?- równocześnie zapytał Niall i Harry.
- Ale szybko, bo nie zdążymy!- krzyknęła Nath, a chłopaki już byli obok nich i cała czwórka wyszła z budynku.
Nas też zostało czworo, więc postanowiliśmy, że zagramy w butelkę.

~ Katy ~

- No kurde, gdzie one są?!- gadałam sama do siebie przeklinając pod nosem Nath i Kath.
- Już...Jesteśmy!- krzyknęła zdyszana szatynka.
- Nareszcie! Wiesz, że czekam tu już pół godziny?!- zapytałam podnosząc głos.
- Już dobra, dobra nie drzyj się tak.- powiedziała nadal zmachana Kath.
- Nie dre się... czekaj, czekaj wyście biegły?- zapytałam już nieco łagodniejszym tonem.
- Tak.- powiedziała wcale nie zmęczona Nath.
Nie wiem dlaczego, ale to było dziwne... tych dwóch chłopaków co z nimi przybiegło i Kath byli zmęczeni, a ona wręcz tryskała energią i żwawością.
- A właśnie. To jest Niall.- dziewczyna wskazała na wyższego ode mnie o głowę Blondyna o niebieskich oczach, dopiero gdy przyjrzałam się mu i Nath spostrzegłam, że ich naturalny kolor to nie blond, tylko brąz. Pierwszy raz w życiu, przynajmniej tak myślę, widzę farbującego się chłopaka.- A to jest Harry.- powiedziała i wskazała równie wysokiego Szatyna o słodkich loczkach i uroczym uśmiechu z dołeczkami.
- Cześć.- powiedzieli równocześnie.
- Hej, jestem Katy.- obu podałam rękę na przywitanie.
- Chodźcie, bo zapomniałam poinformować Sophie o tym, że wyszliśmy.- powiedziała Nath.
Wszyscy zaczęli iść, jedynie Nathalie powoli truchtała. Zdziwiło mnie to, że nie jest zmęczona albo, że nogi ją nie bolą, Powoli dochodziliśmy do domu dziecka. Blondynka weszła jako pierwsza i oznajmiła opiekunkę o tym gdzie byli i po co.
- Nie wiem jak wy, ale ja idę na świetlicę włączyć jakiś film.- powiedziała Nath.
- Idę z tobą. Co będziemy oglądać?- zapytał Niall.
- To co zawsze.- odparła i razem z chłopakiem ruszyli do wcześniej wspomnianego pomieszczenia, a ja poszłam za Kath i Harry'm.

~ Louis ~

- Hej jestem Louis.- powiedziałem i wyciągnąłem rękę do jeszcze nieznajomej mi dziewczyny.
- Cześć, ja jestem Katy.- odparła i uścisnęła moją dłoń.
- To jest Liam, Zayn i Olivia. Resztę zapewne już znasz. Z tego co mi wiadomo to jesteś kuzynką Kath, prawda?- zapytałem.
- Tak.- odparła niepewnie. Zauważyłem, że dziewczyna czuje się nie swojo.
- Rozgość się, czuj się jak u siebie w domu.- zdenerwowanie brunetki trochę złagodniało.
- Mogę dostać coś do picia?- zapytała, a ja poszedłem do kuchni i przyniosłem jej szklankę coca-coli.- Skąd wiedziałeś, że chcę colę?
- Tak jakoś.- odparłem.- Gramy w butelkę?- zapytałem wszystkich obecnie zebranych w pokoju.
- Ok.- odpowiedzieli zgodnie.
- To w takim razie Katy zaczynaj.- rzuciłem do Brunetki.
Dziewczyna zakręciła i wypadło na Kath, która siedziała pomiędzy Liam'em, a Olivią.
- Pytanie czy wyzwanie?- zapytała Katy.
- Pytanie.- odparła niepewnie.
- Który z chłopaków w tym pomieszczeniu podoba ci się najbardziej?- zapytała Brunetka, a Kath czerwieniąc się uświadomiła sobie, że źle wybrała.
- Harry.- powiedziała i strzeliła jeszcze większego buraka. Wszyscy spojrzeli na Hazzę, a ten patrzał zamyślony przez okno i chyba nie usłyszał odpowiedzi Szatynki.
- Dobra Kath. Kręcisz.- oznajmiłem.
Dziewczyna zakręciła i wypadło na Hazzę.
- Pytanie czy wyzwanie?- zapytała.
- Co?...pytanie.- powiedział wytrącony z zamyślenia Loczek.
- Czy już się kiedyś całowałeś?- zadała pytanie.
- Czy ja się kiedyś całowałem...hmm...- powtórzył jej pytanie i zaczął intensywnie myśleć.- Emmm... tak, to było jakieś 7 lat temu.- oznajmił i zakręcił szklanym naczyniem.
Po kilku następnych kolejkach wypadło na mnie.
- Pytanie czy wyzwanie?- zapytał Zayn.
- Wyzwanie.- wszyscy się na mnie spojrzeli, bo jestem pierwszą osobą, która nie wybrała pytania.
- No więc Lou...Wiem! Rozbierz się do samych bokserek, wyjdź na ulicę i krzyknij na cały głos: kocham marchewki.- powiedział.
- Phi... Wymyślił. Nic trudniejszego nie było?- zapytałam i zacząłem się rozbierać.
- Fajne bokserki.- powiedziała Olivia, a ja odruchowo zerknąłem i tak jak przypuszczałem były w marchewki.
- Dzięki.- odparłem i wyszedłem z pokoju.
Dumie ruszyłem przez korytarz. Wszyscy, którzy nim przechodzili patrzyli na mnie, a niektóre dziewczyny nawet wzdychały robiąc przy tym maślane oczka. Zdziwiła mnie ich reakcja, wyglądały jakby nigdy nie widziały chłopaka w bokserkach, a przecież co miesiąc jeździliśmy na basen i mogły się naoglądać tyle, że ho, ho. Wyszedłem głównym wyjściem, a za mną podążali wszyscy gracze butelki i zaciekawieni tym co robię ludzie z domu dziecka. Przechodnie patrzeli na mnie z przerażeniem, a niektórzy tak jakby nagle zobaczyli ducha. Na dworze było strasznie zimno. Po moich plecach przebiegła gęsia skórka.
- KOCHAM MARCHEWKI!!!- wrzasnąłem tak, że wszyscy ludzie wokół podskoczyli i patrzeli na mnie jak na człowieka, który postradał zmysły.
Zawróciłem w stronę dużych, ciemnobrązowych, dębowych drzwi. Wszedłem przez nie do ciepłego pomieszczenia i ruszyłem w stronę swojego pokoju. Reszta też już wróciła, a ja zacząłem się ubierać, tym razem już w co innego. Założyłem moją ulubioną koszulkę w paski, do tego czerwone spodnie na szelkach, które podwinąłem do kostek i buty.
- Nie zakładasz skarpetek?- zapytała Olivia.
- Co?!- niemal krzyknąłem i spojrzałem na nią z miną ''WTF?!'', a dziewczyna od razu pożałowała swojego pytania. Zauważyłem, że była przestraszona moją reakcją, więc objąłem ją ramieniem. - Spokojnie, tylko żartowałem.- oznajmiłem ze spokojem dziewczynie, a ta odetchnęła z ulgą.- Nie noszę skarpetek, nie lubię i tyle.- dodałem nieco później, a gra rozkręciła się dalej.

~ Niall ~

Oglądaliśmy sobie znowu Freddy'ego Cruger'a. Nath strasznie mocno się we mnie wtulała. Objąłem ją ramieniem, by poczuła się trochę. Udało się, bo Blondynka lekko poluzowała uścisk, ale dalej mnie nie puszczała.
- Jak chcesz to włączymy coś innego.- zaproponowałem, a ona tylko energicznie pomachała głową.
Wstałem, podszedłem do półki i szukałem w horrorach czegoś ciekawego. Nagle coś przykuło moją uwagę, a mianowicie nowe opakowanie. Wziąłem je do ręki i sprawdziłem co to. Był to horror pod tytułem ''Mama''. Nigdy nie oglądałem tego filmu, więc postanowiłem go włączyć. Do świetlicy wtargnęła cała banda, która wcześniej siedziała u nas w pokoju. Nath i ja równocześnie odwróciliśmy w ich stronę głowę.
- Co będziecie oglądać?- zapytał Zayn
- Albo raczej jaki horror dzisiaj oglądacie?- poprawił Liam.
- Jakiś nowy. Nazywa się ''Mama''.- odpowiedziałem, a wszyscy wytrzeszczyli na mnie oczy.- Co?- spytałem.
- No bo wiesz... ten film jest STRASZNIE STRASZNY.- Katy podkreśliła dwa ostatnie słowa.
- Oglądaliście go?- zapytała zaciekawiona Nath.
- Tak.- wszyscy odpowiedzieli chórem.
- Oglądacie z nami jeszcze raz?- ponownie spytała.
Pokiwali głowami i rozsiedli się. Obok Blondynki usiadł Liam, a po drugiej stronie było wolne miejsce. Na podłodze usiedli kolejno od lewej Tommo, Olivia, Katy i Zayn. Na fotelach po prawej usiedli Hazza i Kath, a fotele po lewej były puste. Włączyłem film i usadowiłem się obok Nath. Wszyscy oglądali z zafascynowaniem, a ja i Niebieskooka z lekkim znudzeniem. Nastąpił jakiś straszny moment.
- AAAAAAAAAA!!!- pisnęli wszyscy po kolei oprócz Blondynki i mnie.
Po krzyku rozejrzałem się po wszystkich. Olivia siedziała wtulona w Louis'a, a on w nią. Tak było też z Zayn'em i Katy i z Harrym i Kath. Liam siedział wtulony w Nath, a ona dyskretnie złapała moją rękę i spojrzała na mnie spojrzeniem żądającym pomocy spojrzeniem. Nie wiedziałem jak zareagować, ale po chwili Leeyum sam ją puścił. Obstawiam, że przy następnym takim strasznym momencie Szatyn i tak nie odpuści sobie tulenia się w moją dziewczynę. ''MOJA DZIEWCZYNA'' to tak cudownie brzmi, ale nadal nie mogę uwierzyć że najbliższa mi osoba jaką mam stała mi się jeszcze bliższa. W takim razie chcę być dla niej jak najlepszym chłopakiem.
- Ale nudy. Niall idziemy gdzieś?- szepnęła do mnie Nath.
- Ok.- odpowiedziałem i ruszyliśmy na korytarz.
- Gdzie idziecie?- zapytał Liam.
- Nie wiem, coś będziemy robić. Nudny ten film.- odparłem, a szatyn już nic nie mówił.
Wyszliśmy na korytarz. Po cichu szliśmy przez całą długość hall'u do pokoju Blondynki.
- Nie oglądacie już filmu?- zapytała przechodząca korytarzem Megan.
- Nudny był. Reszta go ogląda, jak chcesz się pośmiać to musisz tam do nich wejść, wyglądają po prostu komicznie.- powiedziałem i poszliśmy dalej. Między mną a Nath panowała cisza, ale nie była niezręczna. Weszliśmy do pokoju blondynki.
- Chodź, coś ci pokażę.- powiedziała tajemniczo.
Ruszyliśmy w stronę półko na książki. Dziewczyna przesunęła lekko jakąś książkę w przód i ku mojemu zdziwieniu cały regał obrócił się o 90 stopni.
Nath weszła przez przejście po lewej stronie, a ja ruszyłem do tego po prawej. Popchnęła szafę zamykając tym oba otwory. Zeszliśmy po wąskich schodkach w dół i doszliśmy do drzwi. Otworzyła je kluczykiem, który miała wcześniej powieszony na szyi. Weszliśmy do środka. Było tam dwuosobowe łóżko, mała sofa, telewizor, regał na książki i 4 pary innych drzwi. Stałem oniemiały i patrzyłem na wszystko z zachwytem, jak małe dziecko na dział zabawek w sklepie. Poszedłem za dziewczyną do następnych drzwi, to co się za nimi znajdowało jeszcze bardziej mnie zachwyciło.



Całe pomieszczenie, dosłownie całe było zapełnione płytami CD. Rozglądałem się jeszcze i nagle mnie oświeciło, że to kolekcja horrorów! Byłem w takim szoku, że nie mogłem nic powiedzieć. Miała chyba tutaj wszystkie filmy jakie dane mi było obejrzeć i jeszcze więcej. Wyszliśmy z pokoju i ruszyliśmy do następnych drzwi. Tym razem zamurowało mnie na dobre, zastanawiałem się ile czasu ona to wszystko zbierała i skąd miała na to fundusze:


- Wow...- tylko to zdołałem z siebie wydusić.
Zastanawiałem się co takiego jeszcze może mi pokazać. Skąd ją na to wszystko stać? Może ma jeszcze więcej pieniędzy? Jak długo ukrywa to pomieszczenie? Po co jej aż tyle tych rzeczy? Różne pytania chodziły mi po głowie, ale nie chciałem jej teraz robić wywiadu. Postanowiłem, że zaczekam do końca wycieczki i wtedy ją zapytam. Ruszyliśmy do następnego pokoju. Nie spodziewałem się tego, co tam zobaczę. Nie zdziwiłem się aż tak, ale i tak byłem zachwycony.




























Pokój był podzielony na dwie części. Po jednej stronie były stojaki i przeróżne rodzaje aparatów od tych najbardziej profesjonalnych, do tych najśmieszniejszych i najmniejszych. Na stole równo na specjalnych wieszakach i opakowaniach słuchawki i o dziwo iPhone'y od trójki do piątki. Po drugiej stronie stały sztalugi i obrazy. Na szafce piętrzyły się książki. Na biurku ładnie w pudełeczkach leżały ręcznie robione bransoletki, myszka komputerowa w kształcie sztabki złota i jakaś dziwna lampka wytwarzająca zwykłe światło, które odbijało się od szkła wyglądającego jak szkiełko w oprawce, które nosili kiedyś ludzie, którzy mieli problem z jednym okiem. Abraham Lincoln chyba też takie miał. Ale wróćmy do rzeczy. Zwykłe białe światło odbijało się od szkiełka i rozpryskiwało się tęczowo w różne strony, przez co pokój miał taki przyjemny urok. Nieco z tyłu za tym wszystkim stał dziwny fotel. Na wysokości twarzy siedzącego na nim był komputer i do niego kablem przyczepiona klawiatura i myszka. Wyszliśmy z pokoju i ruszyliśmy do następnych, czyli ostatnich drzwi. Myślałem, że nic mnie już nie zdziwi, ale to już przerosło moje oczekiwania:













Tym razem to już nie mogłem nic wykrztusić, ani wykonać żadnego ruchu. Taka kolekcja gitar! Studio nagraniowe lepsze niż w mało płatnych firmach muzycznych! A jaka technologia! Skąd ona wzięła na to wszystko pieniądze?! Przecież to jest niemożliwe! Odważyłem się wreszcie na ruch i zrobiłem niepewny krok do przodu. Wolno posuwałem się najpierw w stronę gitar nie mogąc wyjść z podziwu. Potem odwróciłem się w kierunku studia. Patrzyłem na całość z zachwytem. Dotykałem wszystkiego po kolei. W życiu bym się nie spodziewał, że w podziemiach tego domu mieszczą się takie rzeczy!
- Co o tym myślisz? Czy studio jest już dość dobre by w nim nagrywać? To ostatnio moja największa inwestycja i nie wiem, czy coś jeszcze jest potrzebne do niego.- zaczęła Nath.
- T-ty t-to wszy-wszystko s-s-sa-sama za-zamontowałaś?- udało mi się coś powiedzieć, ale przez zachwyt strasznie się jąkałem.
- Noo... nie do końca. Jak mój tata jeszcze żył zrobił to dla mnie, bo wiesz on był alkoholikiem i mnie bił pod wpływem różnych trunków. Gdy był trzeźwy zainstalował to wszystko i powiedział, że jak nie będę czuła się bezpiecznie to mam tu przychodzić, bo to on opłacał ten dom dziecka. A teraz nawet nie wiem gdzie stoi jego grób. - powiedziała i usiadła przy biurku, na którym znajdowało się bardzo dużo guzików i takich suwaków. Za szybą było krzesło, mikrofon i dźwiękoszczelne ściany. Wszedłem do pomieszczenia i usiadłem na fotelu. Nath to zobaczyła i zaczęła klikać w jakieś przyciski, po chwili słyszałem już szum wszystkich uruchomionych wokół mnie urządzeń, ale nagle wszystko było tak samo ciche jak wcześniej. Blondynka kliknęła czerwony guzik.
- I jak słyszysz mnie?- dźwięk dobiegał z słuchawek, więc nałożyłem je na uszy.
- Teraz słyszę nawet twój oddech.- powiedziałem śmiejąc się cicho.
- Może masz jakąś gotową piosenkę?- zapytała, a ja jej przytaknąłem.
- Nagrasz mnie?- zapytałem z nutką niepewności w głosie.
- Chciałabym, ale jak nie chcesz to nie muszę cię nagrywać.- powiedziała lekko zrezygnowanym tonem.
- Oczywiście, że chce! Tylko... mam dwa warunki...- odparłem.
- Jakie?- spytała.
- Pierwszy: nie puścisz tego nikomu, a Drugi: zaśpiewasz razem ze mną.- dziewczyna się na mnie dziwnie spojrzała, ale po chwili już się uśmiechnęła.
Weszła do jakiegoś pomieszczenia po prawej?  Tam były drzwi? Widocznie przez mój zachwyt ich nie zauważyłem. Wyszła i gestem mi pokazała, bym do niej poszedł. Zdjąłem słuchawki i ruszyłem w wyznaczone mi miejsce. Za drzwiami była sala z biurkiem pełnym guzików, tylko tym razem za szybą znajdowało się dźwiękoszczelne pomieszczenie ze wzmacniaczami, pianinem, fortepianem i wieloma, ale naprawdę wieloma innymi instrumentami. Dziewczyna mnie nie zauważyła więc po cichu do niej podszedłem i lekko objąłem od tyłu i pocałowałem w policzek. Blondynka uśmiechnęła się pod nosem i się obróciła. Nasze usta złączyły się w delikatnym, aczkolwiek namiętnym pocałunku. Chciałem by ta chwila trwała wiecznie, ale Blondynka opierała się o za śliską powierzchnię fortepianu i dzięki temu runęliśmy na ziemię. Najpierw wściekle spojrzałem na fortepian, a potem już łagodnie na Nath i zaczęliśmy się śmiać. Podniosłem się i podałem dziewczynie rękę, by pomóc jej wstać. Chwyciła ją, ale za mocno pociągnąłem i przez to wylądowaliśmy z powrotem na podłodze. Znowu się zaśmialiśmy. Blondynka musnęła moje usta i się podniosła wyciągając do mnie ręce. Tym razem udało nam się wstać już bez większych komplikacji. Usiedliśmy na stołku przy fortepianie, a ja wyciągnąłem z kieszeni bluzy zeszyt wielkości dużej dłoni. Postawiłem go na podpórce na nuty. Nath na chwilę wyszła wcisnęła parę guzików i po chwili siedziała z powrotem obok mnie.
- Jak piknie zaczynamy grać, to się nagra i łatwiej będzie zaśpiewać piosenkę.- oznajmiła.
Przytaknąłem na znak zrozumienia. Po krótkim czasie usłyszeliśmy piknięcie i zaczęliśmy grać w tym samym czasie. Genialnie to wychodziło na fortepianie, bo gitara ma trochę inne brzmienie. W pewnym momencie ja i dziewczyna zetknęliśmy się ręką na tym samym klawiszu. Spojrzeliśmy po sobie, uśmiechnęliśmy się i powróciliśmy do gry. Gdy skończyliśmy Nath kliknęła coś na małym pilocie i znów było słychać piknięcie. Odsłuchaliśmy nagranie. Wyszło fajnie, teraz czas na gitary. Blondynka mi dała akustyczną, a sama wzięła basową. Ta sama akcja. Teraz czas na perkusję. Ja nie potrafię grać na bębnach, ale ku mojemu zdziwieniu dziewczyna kazała mi nastawić nagrywanie. Podeszła do perkusji i zaczęła stukać coś na rozgrzewkę. Pokazała mi kciuk do góry, co zaczynało, że mam startować. Blondynka zaczęła bębnić i po jakimś czasie znów mi pokazała kciuk i wyłączyłem nagrywanie. Nath podeszła do panelu sterowania. Klikała na guziki w niesamowitym tempie i po chwili przesunęła te takie suwaki. Nacisnęła ''play'' i fortepian, gitary oraz perkusja zaczęły grać w tym samym czasie. Wiedziałem kiedy jest początek i koniec utworu, więc zacząłem sobie nucić, ale nie wyśpiewywałem słów.
- Wyszło nieźle, prawda?- zapytała dziewczyna.
- ''Nieźle'' to mało powiedziane. Wyszło lepiej niż przypuszczałem. Teraz czas na tekst.- oznajmiłem i wróciłem do pomieszczenia po zeszyt.
Weszliśmy z powrotem do pokoju, w którym była kolekcja gitar i studio nagraniowe i tam zaczęliśmy nagrywać słowa.

~ Harry ~

Film się skończył, a była dopiero za piętnaście szesnasta. Postanowiłem wziąć Kath i pójść na lody, czy coś w ten deseń, bo reszta poszła do mojego poprawka naszego pokoju.
- Idziesz ze mną na spacer?- zapytała Szatynka.
- Co ty mi w myślach czytasz? Właśnie chciałem cię o to spytać.- odparłem i zaśmialiśmy się.
Oznajmiliśmy Sophii, że wychodzimy i po chwili znajdowaliśmy się już przed domem dziecka. Ruszyliśmy w stronę centrum Londynu, do którego mieliśmy jakieś 20 min drogi nie więcej. Zaszliśmy do naszej ulubionej kawiarenki czyli Starbucks'a. Zamówiliśmy bananowe lody i czekoladowe shake'i na wynos. Wyszliśmy z pomieszczenia i poszliśmy do pobliskiego parku w London Eye. Usiedliśmy na ławeczce i zajadaliśmy smakołyki. Muszę przyznać, że banan i czekolada to dobre połączenie. Chwilę siedzieliśmy w lekko niezręcznej ciszy, ale przerwał ją mój telefon.
''I had a dream the other night,
About how we only get one life.''

Sprawnym ruchem wyciągnąłem go z kieszeni spodni i nie patrząc kto dzwoni odebrałem.
- Tak słucham?- powiedziałem do słuchawki.
- Nie mów słucham, bo cię wyrucham! Lepiej mi powiedz gdzie jesteś i czy jest z tobą Kath.- mogłem się spodziewać, że to była Nath.
- Jestem w London Eye w parku niedaleko SBC(Starbucks Coffe) i tak, Kath jest ze mną, czemu pytasz?- no nie powiem byłem lekko zdziwiony.
- Możemy tam do was przyjść?- zapytała.
-
''Możemy'' to znaczy ty i?- obstawiam że powie Meg, Ol, albo Katy, no bo kto inny?
- No ja i Nialler. - no tym to mnie zdziwiła.
- No to chodźcie, przecież wam nie bronię.- odparłem.
- Czekaj moment... Ej Niall idziemy do London Eye i jeszcze jedno, będę mogła to pokazać Kathy? Nie. Prooooooszęęęę!! No dooobraa...- ciekawe co chciała jej pokazać.
- To za ile będziecie?- zapytałem.
- Emm... tak za jakieś 5, może 10 minut będziemy, to See ya!- krzyknęła i się rozłączyła.
- Pa... Za chwilę przyjdą państwo '' jemy ile chcemy, a i tak nie tyjemy ''.- oświadczyłem i lekko się zaśmialiśmy.
- To fajnie, a powiedz mi Harry...- zastanawiała się jak dokończyć.
- Tak?- zapytałem, bo strasznie mnie ciekawiło co ma mi do powiedzenia.
- No... Chciałam się zapytać, czy to co wtedy mówiłeś w kawiarni to prawda... Znaczy nie dzisiaj, tylko wtedy jak poszliśmy po szkole...-powiedziała na jednym oddechu.
- Masz na myśli to, że mi się podobasz, a ja tobie?- zapytałem, by być pewnym.
- Mhm.- mruknęła.
- Może to cię w tym uświadomi.- odparłem
Nasze twarze dzieliły już tylko milimetry. Po chwili lekko musnąłem jej usta. Gdy się odsunąłem widziałem, że dziewczyna jest cała oblana rumieńcem.
- Mogę to chyba uznać za tak.- powiedziała nieśmiało i spojrzała na mnie.

~ Nath ~

Szliśmy przez ''nasze'' super uliczki i po paru minutach byliśmy już w London Eye. Rozglądaliśmy się za bananożercami. Zauważyliśmy ich na jednej z ławek. No nie powiem zdziwił mnie widok Hazzy całującego Kath.
- No proszę, proszę, a myślałam, że to już nigdy nie nastąpi, a tu taka niespodzianka.- powiedziałam szyderczo się uśmiechając.
- Ale o co chodzi?- zapytała zdezorientowana Kath.
- Powiedz mi kto by tego nie widział.- mówiąc to lekko się zaśmiałam.
- Aaaaa... Rozuuumiem.- odparła jakby dopiero łapiąc sens wypowiedzianego przeze mnie zdania.
- Masz posłuchaj.- podałam jej moją mp3-ójkę, a ona włożyła słuchawki do uszu i zaczęła słuchać.
- Kto to śpiewa? Pierwszy raz słyszę tą piosenkę. Ale nie no... podkład niesamowity, a co dopiero głosy... Chłopak i dziewczyna. Facet ma taki sexi lekko zachrypnięty, a facetka taki czysty. Ale obaj bez grama fałszu. Czyj to jest kawałek?- gdy mówiła o wokalach spojrzeliśmy po sobie z Niall'em i zaczęliśmy się śmiać w niebogłosy.- O co wam chodzi?- zapytała.
- T-to my... myśmy... śpie...wali!- powiedziałam śmiejąc się cały czas.
- Nie wierzę wam. Zaśpiewajcie kawałek.- odparła, a ja od razu przestałam się śmiać.
- A-a-ale j-ja si-się wsty-wsty-wstydzę...- odpowiedziałam czerwona jak burak, kątem oka zauważyłam, że Niall ma bardzo podobny odcień skóry i tak jak ja spuszczoną głowę.
- T-ty?! Ty się czegoś wstydzisz?! Wow, to teraz mnie zamurowało. Zawsze myślałam, że nie masz lęku przed niczym i tak samo myślałam o Niall'u.- powiedziała Szatynka.
- No to się pomyliłaś.- odparł Blondyn.
- Ale serio wy to zaśpiewaliście?- zapytała Kath.
- No tak... przecież byśmy cię nie okłamali prawda?- Nialler odparł pytaniem.
- Chyba nie...- odpowiedziała.
- Chyba?! Ale ty jesteś... Foch forever naaa... 3 minuty.- prawie krzyknęłam.
- Cieszę się, że nie na 5.- zaśmiała się lekko.
- W takim razie na dziesięć, a jak będziesz narzekać to będę powiększała o następne dziesięć.- powiedziałam.
- No ale...- nie dokończyła bo jej przerwałam.
- 20 minut.
- A-ale?!- znów jej przerwałam.
- Pół godziny.
- No dobra, ale nie oddam ci mp3.- odparła, a ja na nią spojrzałam z mordem w oczach.
- Coś ty powiedziała?!- zapytałam moim zbyt donośnym głosem i po chwili wszyscy w parku się już na nas patrzeli.- Daj ją.- dodałam na tyle cicho, by tylko nasza czwórka usłyszała.
- Dobra masz, ale czemu tak cicho gadasz?- zapytała, a ja znowu byłam czerwona.
- No bo ludzie się gapią.- odparłam.
- Ok.- westchnęła.
- Nie wiem jak wy, ale ja już muszę iść.- mówiąc to spojrzałam na zegarek.
- Gdzie idziesz?- zapytał zdziwiony Harry, który do tej pory się nie odzywał.
- Zrobić... taką... rzecz... gdzieś... tam...Pa pa!- krzyknęłam i pobiegłam w stronę Starbucks'a.
Obejrzałam się za siebie, by być pewną, że nikt za mną nie poszedł i ruszyłam w stronę ''niedokończonego domku'' Niall'a. Jestem prawie przy jego skończeniu. Muszę zrobić tylko dach, co nie będzie łatwe z moim lękiem wysokości, ale mam nadzieję, że mi się uda, bo już niedługo będą nasze urodziny, a dokładniej za pięć dni. Trochę tak głupio mieć je na początku roku, ale to zawsze coś. Pobiegłam na polanę i potem do domku. Wzięłam deski, młotek, gwoździe i zaczęłam przybijać jako dach...

~ Kath ~

- Gdzie ona tak nagle pobiegła? Wiesz coś o czym ja nie wiem?- pierwsze pytanie było retoryczne, a drugie już skierowane do Niall'a.
- Nic nie mówiła, że gdzieś idzie...- powiedział, a potem zrobił klepnął się w czoło z charakterystycznym ''plask''. Zdecydowanie za dużo przebywa z Nath, ona też ma taki odruch.- Ona ma przecież dzisiaj trening karate co nie?- po tym retorycznym pytaniu mnie i Hazzę oświeciło.
- Racja... zapomniałam o tym, ale dlaczego nie chciała nam tego po prostu powiedzieć?- zamyśliłam się na chwilę.
- Ona ma te jakieś swoje dziwactwa.- Blondyn się uśmiechnął.
- Tak to prawda.- odparł Harry, a ja drgnęłam z zimna, bo co prawda byłam tylko na krótkim rękawku, a zaczął się robić wieczór.
Chłopaki to zauważyli. Niall już się przymierzał do ściągnięcia bluzy, ale się powstrzymał i szturchną Harry'ego łokciem, by ten to zrobił. Loczek natychmiastowo ściągnął bluzę i podał ją mi. Jednak z tego Blondyna jest gentelman. Jakby nie patrzeć to on pasuje do Nath, jak puzzle.
- Ej Niall, a jak jest z tobą i Nath?- zapytałam go.
- To znaczy?- dobry z niego aktor, ale kłamać nie umie, więc można z niego wyciągnąć wszystko co tylko wie.
- No coraz więcej czasu ze sobą spędzacie, w ogóle jesteście jacyś tacy szczęśliwsi...- powiedziałam, a on zaczął intensywnie myśleć.
- Może to dlatego, że 13, czyli za pięć dni mamy urodziny.- odparł.
- Niall jesteś bogiem... Co byś chciał dostać?- zapytałam.
- Emmm... w sumie to nie wiem, nie mam nic na oku.- odparł. Zauważyłam, że kłamie, ale się chyba podszkolił u Nath, bo znacznie lepiej mu to wychodzi.
- Dobra, dobra nie kłam tylko powiedz.- wtrącił się Harry.
- A jakie jest marzenie każdego dziecka, bez rodziny?- zapytał, a nas zatkało. No tak, o tym nie pomyślałam.
- Aha. No tego to ci nie damy...- odparł smutno Harry.
- A nie masz jakiegoś rzeczowego życzenia?- zapytałam.
- To jest takie trochę lekko osobiste...- powiedział i spuścił głowę w dół by popatrzeć na swoje prawie białe trampki.
- Wiemy, że też masz takie dziwactwa jak pamiętniki i tak dalej.- odpowiedział Harry.
- To w takim razie taki duży i gruby zeszyt, najlepiej gdyby był po jednej stronie w pięciolinię, a po drugiej w kratkę, albo zwykłe linie. One zazwyczaj kosztują do dziesięciu funtów.- powiedział.
- Ok. A jak myślisz co Nath by chciała?- zapytał Harry, a Niall zaczął intensywnie myśleć.
- Emm... no nie wiem... może nowy pamiętnik, albo... nie wiem włóżcie po dyszce i gigantyczną czekoladę, to a pewno się ucieszy.- powiedział.
Po jakiś dwóch godzinach wróciliśmy do domu dziecka. O dziwo Nath jeszcze nie było, a powinna być od pół godziny. Poszliśmy do pokoju chłopaków.
- Ej może coś pośpiewamy?- zapytałam.
- Ok. Niall będziesz grał?- zapytał Lou, który był tam z Liam'em i Zayn'em, bo dziewczyny już poszły.
- Dobra... Ej, ale gdzie jest moja gitara?- zapytał przeszukując wszystkie szafki, łazienkę i zaglądając dosłownie we wszystkie zakamarki pokoju.- Nie, nie, nie... gdzie ona jest?- zaczął mówić podenerwowany i po chwili wyszedł z pokoju.

~ Niall ~

Nigdzie nie mogłem znaleźć mojej gitary. A co jeśli ktoś ją ukradł, albo gorzej uszkodził?! To była moja ulubiona i przede wszystkim jedyna jaką miałem. Wszedłem do pokoju Nathalie. O dziwo była na jej łóżku. Żeby mieć pewność sprawdziłem też czy jest podpisana. Nie myliłem się to była moja gitara. Już chciałem nacisnąć klamkę, ale drzwi się otworzył, dostałem nimi w nos i upadłem na ziemię.
- Auaaa...- jęknąłem masując narząd do oddychania, spojrzałem na gitarę na szczęście nic jej nie było.
- O Boże! Strasznie cię przepraszam.- powiedziała Nath.
- Wiem, że jestem piękny, ale nie wiedziałem, że już się zakwalifikowałem do rangi Boga.- odparłem z uśmiechem.
- Och już sobie nie umilaj. Nic ci nie jest?- zapytała.
- Nie, wszystko Ok.- odparłem i się podniosłem.- Idziesz z nami śpiewać?- dodałem po chwili.
- Dobra wziąć gitarę?- spytała.
- Tak, pomożesz mi grać.- uśmiechnąłem się, a dziewczyna szybko przebrała koszulkę, chwyciła instrument i ruszyliśmy do mojo-naszego pokoju. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że Nath wróciła później i do tego trzymała gitarę w ręku.
- Znalazłeś?- zapytał Zayn.
- Gitarę i Nath.- zaśmiałem się i wraz z Blondynką usiedliśmy na łóżku i zaczęliśmy grać. Dziewczyna bardzo się poprawiła. Widać, że regularnie chodzi na lekcje. Wszyscy, nawet my zaczęliśmy śpiewać, a ja pokazywałem Nath kolejne piosenki, które będziemy grać. Potem przyszła Sophia i ogłosiła ciszę nocną. Ja i Blondynka poszliśmy do niej, Kath do siebie, a chłopaki zostali u siebie. Dziewczyna jak zwykle spała u góry, a ja na dole. I tak zakończył się ten dość męczący dzień.

_________________________________________________________________

CZYTASZ-KOMENTUJESZ
3kom.= Next
Sory, że tak długo czekaliście, ale mam szkołę i muszę się uczyć. Dzięki za to, że w ogóle ktokolwiek tu wchodzi i to czyta. Wyjątkowo krótki mi wyszedł ten rozdział, ale postaram się by następny był dłuższy.
#Kath & #Katy macie mi to skomentować rozumiecie?!

4 comments:

  1. Jasne, rozumiem... Mam to skomentować xd ♥♥ Z przyjemnością to zrobię :> :> BAJEEECZNYY!!! CZEKAM NA NEXTA!!!

    ReplyDelete
  2. DŁUGIE STRASZNIE XD NADAL CZYTAM XD ale super! :*

    ReplyDelete
  3. Nie jest źle. Nawet dobrze :) pisaj dalej.

    ReplyDelete