Tuesday, 24 December 2013

INFORMACJA

KOMENTARZE:

Piszę tą informację, ponieważ pod moimi postami są tylko komentarze #Katherine Vlues. Jestem zawiedziona wszystkimi czytelnikami, o ile oprócz Kath ktoś to czyta. Niby mam 257 wyświetleń, z czego bardzo się cieszę, ale proszę wszystkich by zostawiali po sobie ślad. Będę bardzo wdzięczna, jeśli pod postami nie będę widziała tylko i wyłącznie mnie i Kath. To koniec co do komentarzy.

ROZDZIAŁ 5:

Co do rozdziału 5 chciałam was zapytać, czy ktoś chciałby w nim wystąpić. Pojawi się też nowa postać, która będzie kuzynką Kath. Z członków 1D wolny jest jeszcze Liam i Zayn w moim opowiadaniu, jak mają się potoczyć ich losy? Mają się zakochać, czy przechodzić rozterki sercowe? A może okaże się, że są homo i stworzą ładną parkę. Piszcie propozycję, a pierwsze 3 osoby, które będą miały najciekawsze pomysły będą występować w opowiadaniu, aż do jego końca.

BOHATEROWIE:

W bohaterach po kolei z rozdziałami będą wstępować nowe osoby, więc zaglądajcie tam od czasu do czasu.

Monday, 23 December 2013

4. A co jeśli się nie uda...?

~ Niall ~

Gdy byliśmy już na świetlicy ja wybierałem film. Oczywiście z mojej ulubionej kategorii czyli horrory. Nie zastanawiałem się nad tym czy Nath chce taki seans czy nie, po prostu szybko wyszukałem coś strasznego i włączyłem. Jak się okazało wziąłem jeden z bardziej przerażających filmów, a mianowicie wybrałem Fredy'ego Cruger'a. Miałem nadzieję, że Nath nie będzie się jakoś strasznie bać, ale tylko troszkę, bym mógł ją obiąć w straszniejszych momentach.
- Co to za film?- zapytała z ciekawości dziewczyna.
- Freddy Cruger... oglądałaś?- byłem zaciekawiony jaka będzie jej odpowiedź.
- Nie, jaka kategoria?- dopytywała się Blues.
- Horror.- odpowiedziałem jakby nigdy nic.
- Uuu... będzie bardzo strasznie?- dziewczyna nadal zaciekawiona pytała.
- Raczej tak.- powiedziałem.
- To genialnie!- odparła i oparła się o kanapę.
Oglądaliśmy w ciszy. Swoją drogą ja nie boję się horrorów, ale nie wiem jak z Nath. Nadszedł jeden ze straszniejszych momentów filmu. Dziewczyna się wzdrygnęła, a ja jak to robią w romansidłach udawałem, że ziewam i się przeciągam, a tak naprawdę to objąłem ją ramieniem i przysunąłem do siebie.
- Nialler... ja... trochę boję... się tego filmu. Wydaje się taki...-urwała szukając odpowiednich słów.
- Realistyczny.- dokończyłem za nią.
- Tak dokładnie, a co jeśli taki Freddy łazi gdzieś po naszym domu dziecka, co z nami będzie?- zaczęła lamentować.
- Nie ma się czego bać. Jestem przy tobie.- powiedziałem łagodnie do dziewczyny.- Nic ci się nie stanie, a nawet jeśli taki Cruger żyje to jakby chociaż próbował cię skrzywdzić, obiecuję, że nie ręczę za siebie.- dokończyłem swoją wypowiedź.
Dziewczyna bardziej się przysunęła i wtuliła się we mnie. Nie ukrywam było mi bardzo przyjemnie z takim uczuciem. Cały czas obejmowałem ją ramieniem, a gdy nadchodziły straszniejsze momenty przytulała się do mnie mocniej.

*Po filmie godz. 01.07*

- Niall będziesz dzisiaj ze mną spał? Nie chce być sama, kiedy będą mi się śniły koszmary.- powiedziała cicho i niepewnie, jakby bała się, że jej odmówię.
- Ok, ale pod twoim łóżkiem, czy na nim?- zapytałem.
- Na.- odpowiedziała krótko i złapała mnie za rękę.
Czułem, że dziewczyna się trzęsie. Pierwszy raz widziałem ją w takim stanie, mimo że oglądaliśmy często filmy i horrory, ale były zdecydowanie mniej straszne od tego, więc nie miałem się co dziwić. Ułożyliśmy się swobodnie na łóżku. Dziewczyna odwróciła się twarzą do mnie, ja nie musiałem zmieniać pozycji.
- Czemu farbujesz włosy?- zapytała po chwili niezręcznej ciszy.
- Bo wolę blond i uważam, że bardziej mi w nim... do twarzy.- odpowiedziałem.
- Ja tak samo.- uśmiechnęła się.
- Ilu miałaś chłopaków?- poruszyłem nieco intymniejszy temat, ale nie wzruszyło to dziewczyny.
- Jeśli liczyć tego z przedszkola...- zamyśliła się na chwilę- To dwóch. A ty ile miałeś dziewczyn?- dokończyła swoją wypowiedz.
- W sumie to nie byłem w żadnym poważniejszym związku, nie licząc tej dziewczynki z przedszkola. Jak ją teraz sobie przypominam to była słodką brunetką, nie była szczerbata, a zęby miała równe. Na nosie lekkie, ale liczne piegi, zupełnie jak twoje.- uśmiechnąłem się lekko i ciągnąłem dalej, a dziewczyna dalej słuchała z zaciekawieniem.- Na lewej ręce zawsze nosiła różowy zegarek. Dziwiło mnie, że znała wtedy jakie są godziny. Chodziła w sukienkach różnego koloru. Pamiętam że na wigilię była Maryją, a ja byłem Józefem. Zawsze udawaliśmy że idziemy do toalety, a tak naprawdę chodziliśmy do takiego schowka na miotły i tam się '' cmokaliśmy ''- powiedziałem ruszając palcami na znak cudzysłowu.- I opowiadaliśmy sobie różne historyjki. A gdy byliśmy w sali bawiliśmy się wózkiem z lalką w środku. Ja udawałem tatę, a ona była mamą.- na samo wspomnienie czasów z przedszkola uśmiechnąłem się.
- Jakie nosiła buty?- zapytała z ciekawością.
- Czarne lakierki z różowymi różyczkami przy rzepie.- odpowiedziałem.
Dziewczyna wstała i podeszła do szafy. Wyciągnęła z niej pudełeczko i wróciła na łóżko. Zapaliła nocną lampkę i uchyliła powoli wieczko kartonu. Ku moim oczom ukazały się identyczne buciki jak nosiła tamta dziewczynka. Obok leżała karteczka. Dziewczyna wzięła ją do ręki przeczytała z uśmiechem i dała mi do odczytania. było na niej nabazgrane coś niebieską świecówką.

'' Fiem, rze to tfoje ulóbione puciki, o kturych zafsze mażyłaś! Fszystkiego najlepsiejszego z okasji urocin. N.H. ''

- Nie wierzę! To ty byłaś tą małą dziewczynką?- zapytałem.
- Chyba tak... Nigdy nie mogłam sobie przypomnieć imienia chłopca, z którym chodziłam do przedszkola.- powiedziała.- Ale nie pomyślałam o tym, że ''N.H.'' to twoje inicjały, nie wiem dlaczego ale zawsze to sobie kojarzyłam z Nick'em Henderson'em, ale gdy powiedziałeś o balerinkach miałam pewność, że to byłeś ty.
- Wow... no to mnie teraz zamurowało... Ale nadal nie rozumiem jednej rzeczy...- nurtowało mnie to cały czas.
- Czego mianowicie?- zapytała.
- Dlaczego nie poznałaś mnie kiedy jakieś 2 lata później przyszedłem tutaj.- powiedziałem.
- Ty... rzeczywiście cię nie poznałam... Może to dlatego, że byłam za mała i beztroska, więc szybko zapomniałam o wszystkich dzieciach, które znałam wcześniej. Ale zauważ że ta więź tak jakby przetrwała aż do dziś, a to jak się że tak powiem zaprzyjaźnialiśmy było próbą tego czy naprawdę się lubimy czy nie. Więc teraz ze spokojem mogę stwierdzić, że się nawet kochamy jak rodzeństwo.
- Taaa... jak rodzeństwo...- powiedziałem z dziwnym tonem.
- A nie jest tak?- zapytała.
- Oczywiście, że jest!- odparłem.
- Uff... już myślałam, że coś się stało.- powiedziała.
- Mogę czegoś spróbować?- zapytałem.
- Jasne! Nie pytaj się mnie tylko próbuj. Do odważnych świat należy. - odpowiedziała.
Szkoda tyko, że nie wiedziała co chcę zrobić. Dziewczyna leżała cały czas twarzą do mnie, co ułatwiało moją sytuację, ale też utrudniało. Przybliżyłem powoli twarz do buzi dziewczyny. Po chwili nasze usta się ze sobą zetknęły. Nath oszołomiona nic nie zrobiła. Odsunąłem się od niej i podniosłem się do pozycji siedzącej. Blondynka powtórzyła mój ruch i też usiadła. Nasze spojrzenia się spotkały. Po chwili dziewczyna niepewnie się do mnie przybliżyła. Czułem jej oddech na swojej twarzy, a ona musnęła moje wargi. Odwzajemniłem pocałunek. Gdy już się od siebie oderwaliśmy Nathy się uśmiechnęła i spoglądała na mnie. Po chwili lekko spoważniała, ale banan nadal nie schodził z jej twarzy.
- Niall, a co jeśli się nie uda i...- zawahała się.- Nasza przyjaźń nie będzie już taka sama jak wcześniej, nie wiem nawet czy gdyby się nie powiodło to nadal byśmy byli przyjaciółmi.
- Nath posłuchaj mnie. Życie jest po to by ryzykować i podejmować trudne decyzje. Często te wybory wychodzą na dobre, więc czemu nie mielibyśmy próbować?- zapytałem.
- Masz rację musimy zaryzykować.- powiedziała.
- W takim razie...- przybrałem udawaną, poważną minę.- Czy ty Nathalie Veronico Blues bierzesz za chłopaka tego oto Niall'a James'a Horan'a?- powiedziałem coś w stylu przysięgi ślubnej, co prawda zmieniłem to, ale wyszło zabawnie. Dziewczyna po cichu zachichotała.
- Tak.- powiedziała i przybrała podobną twarz do mojej.- A czy ty Niall'u James'ie Horan'ie  bierzesz za dziewczynę tą oto Nthalie Veronicę Blues?- zapytała, a ja się zaśmiałem.
- Tak.- powiedziałem.
- Niniejszym ogłaszam was chłopakiem i dziewczyną. Możecie się pocałować.- powiedzieliśmy oboje w tym samym czasie i nasze usta złączyły się w delikatnym pocałunku.
- Teraz to już tego nie można nazwać ''cmokaniem''.- powiedziała dziewczyna i zaśmiała się.
- No raczej. Chodźmy spać, bo rano do szkoły nie wstaniemy.- odparłem.
- Dobrze. Dobranoc.- powiedziała i musnęła mój policzek.
- Dobranoc.- odrzekłem.
Dziewczyna się we mnie wtuliła, a ja objąłem ją ramieniem i razem zasnęliśmy w tej samej pozycji.

* Następnego dnia*

~ Kath ~

* Godz. 6.45 *

- Hazzuś wstawaj bo za 35 min musimy być na przystanku, bo się spóźnimy.- powiedziałam.
- Jeszcze pięć minutek... niech pani zawoła Kath... chciałbym ją przytulić.- mruczał przez sen.
- Oooo... to słodkie.- powiedziała Susanne, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Harry! Bo nie dostaniesz banana!- krzyknęłam.
- Ja chcę Kath... a nie banana...- nadal mruczał.
- Jak chcesz.- przybliżyłam się do jego ucha i powiedziałam.- Jeśli zaraz nie wstaniesz to zetnę ci loczki.- powiedziałam, a chłopak tak gwałtownie się poderwał, że poleciałam do tyłu, przez co wpadłam do śmietnika, a po chwili kosz się pode mną załamał i spadłam na tyłek.
- Auć.- westchnęłam, a Hazz wyciągnął rękę by pomóc mi wstać. Złapałam jego dłoń i podniosłam się. Zdziwił mnie ubiór Loczka, bo był na samych bokserkach.- Wiesz co... ubierz się.- powiedziałam do chłopaka, a ten poszedł do szafy założył szare rurki, biały t-shirt i teraz szukał swojego mundurka. Ja byłam ubrana w kwiecistą sukienkę, a na niej miałam szary sweterek, który był szkolnym ubraniem. Chłopcy mieli marynarki, t-shirty, kamizelki i same godła, a dziewczyny zamiast marynarek miały swetry. Harry znalazł tylko agrafkę z wizerunkiem szkoły, czyli wyżej wspomnianym godłem.
- O matko! Za 10 min musimy być na przystanku!- krzyknęła Megan.
Dziewczyny poszły, a ja nadal czekałam na chłopaka. Pomyślałam, że pójdę razem z Niallem i Nathy.
- Chodź idziemy.- powiedziałam do Loczka i poszliśmy do pokoju dziewczyny.
Blondynka wraz z chłopakiem wychodzili z pokoju z zamiarem opuszczenia budynku.
- Dzisiaj idziemy z wami.- oznajmiłam przyjaciółce.
Nath i Niall wymienili się ze sobą porozumiewawczo spojrzeniami. Zawsze wychodzili 5 min przed lekcjami i nigdy się nie spóźnili. Zastanawiałam się jak oni to robili.
- Dobra, ale nikomu ani słowa o naszej drodze do szkoły.- odpowiedzieli razem, jakby się telepatycznie umówili.
- Ok.- odparł Hazz.
Ruszyliśmy za nimi. Przemierzaliśmy jakiś labirynt zaułków pomiędzy domami i nagle znaleźliśmy się przed budynkiem szkoły.
- WoW. No tego to się nie spodziewałam.- mruknęłam do przyjaciółki.
- Znam z Niallem jeszcze dużo takich przejść.- uśmiechnęła się i ruszyła z chłopakiem po książki. Nath miała szafkę na dole, a Niall u góry. Wyglądało to tak że tak jakby na 3-4 otwierają szafki takim samym kodem wyjmują te same książki idą w tym samym kierunku i siedzą w tej samej ławce. Trochę to dziwne, bo Niall może zoaczyć co Nath ma w szafce, a blondynka może zobaczyć co chłopak ma w szafce. Cała nasza grupa czyli Tommo, DJM(DJ Malik), Daddy, ja, Loczek i te dwa blond głodomory jesteśmy w tej samej klasie. Doszliśmy z Harry'm do klasy i usiedliśmy przed Lou i Malikiem w przedostatniej ławce w środkowym rzędzie. Nath i Niall siedzieli zawsze w ostatniej ławce raz w rzędzie pod oknem, a raz pod ścianą nigdy w środkowym i nigdy w innej ławce. Tym razem byli pod oknem i gadali o czymś. Niestety nie mogłam usłyszeć o czym mówią, ale byli bardziej rozpromienieni niż zwykle. Zastanawiałam się co im jest.
- Masz zadanie domowe z matematyki?- z rozmyślań wyrwał mnie Harry.
- Tak, a co?- zapytałam.
- Chciałbym sprawdzić, czy mam dobrze.- odparł.
- Ok, masz.- dałam mu zeszyt. Cały czas czekaliśmy na panią.
- Dzięki, mam dobrze.- odpowiedział bananożerca i oddał mi moją własność.
Po chwili nauczycielka weszła do klasy. Wszyscy ucichli.
- Dzień dobry drodzy uczniowie.- zwróciła się do nas.
- Dzień Dobry.- cała klasa odpowiedziała chórem.
- Otwórzcie zeszyty na zadaniu domowym.- powiedziała pani.
Gdy otworzyłam ku mojemu zdziwieniu była tam mała karteczka. Było na niej napisane:

'' Dzisiaj w Starbucks Cafe od razu po szkole.

                                        Twój Harry xoxo''
Czytając kartkę mimowolnie się uśmiechnęłam. Schowałam ją do kieszeni sweterka.
- Dobrze, a po co?- zapytałam Harry'ego.
- No... wiesz to jest coś w stylu... randki.- odparł.
Uśmiechnęłam się  do niego zalotnie i dałam pani zeszyt, by sprawdziła moją pracę domową.

* Po lekcjach *
~ Louis ~

* Godz. 13.42 *

Wracałem właśnie do domu i przechodziłem obok boiska szkolnego. Zauważyłem siedzących na trybunach Nath i Niall'a. Zastanawiałem się co będą robić. Nie widzieli mnie, a do tego założyłem okulary przeciwsłoneczne i czapkę, by mnie nie poznali. Nie działo się nic ciekawego, tylko rozmawiali. Zeszli z krzesełek i ruszyli na boisko. Nialler wziął piłkę do kosza i zaczęli grać mecz 2/2. Horan wygrał pierwszy mecz, ale za sprawą tego, że cały czas rozśmieszał Nathalie. Blondynka wygrała 3 partie pod rząd, więc pan ''wiecznie głodny'' poszedł po piłkę do nogi i rękawiczki dla bramkarza. Strzelali sobie karne. Blondynka o dziwo trafiła bardzo dużo razy, zastanawiałem się czy miała kiedyś kontakt z piłką. Teraz była zamiana ról dziewczyna poszła na bramkę, a chłopak miał strzelać. Nath nie obroniła zaledwie trzech strzałów Nialla. Ja przypatrywałem się wszystkiemu z zaciekawieniem. Dziwnie było oglądać dziewczynę ogrywającą chłopaka w nogę. Usiedli zmęczeni na trawiastej powierzchni i zaczęli ze sobą rozmawiać. Oboje się rozejrzeli, jakby chcieli sprawdzić, czy nie ma nikogo, kto mógłby ich zobaczyć. Po chwili ich twarze znacznie się do siebie zbliżały. Tę chwilę przerwał krzyk:
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!- rozpoznałem po głosie, że to Olivia.
Zdjąłem czapkę, okulary i pobiegłem do źródła pisku. Ku moim oczom ukazała się dziewczyna trzymana za dwóch kolesi w czarnych kombinezonach. Byłem już tak blisko, że walnąłem obu po kolei w twarz, ci polecieli na ziemię, a ja złapałem brunetkę i postawiłem na asfalcie.
- Dziękuję...- powiedziała cicho.
- Nic ci nie jest?- spytałem z zaniepokojeniem.
- Nie... raczej nie.- odparła i się lekko zarumieniła.
- Czemu ci kolesie cię trzymali?- nadal ją pytałem.
- Ch-chyba chcieli mnie...- zauważyłem że dziewczyna nie chce kończyć zdania, ale wiedziałem o co chodziło.
- Rozumiem... Może...- zawahałem się trochę.- Chciałabyś pójść ze mną na lody?- zapytałem nieco odważniej.
- Z miłą chęcią.- powiedziała dziewczyna i obdarowała mnie promiennym uśmiechem. Odwzajemniłem go i razem ruszyliśmy w stronę Starbucks Cafe.

~ Harry ~

Razem z Kath siedziałem przy stoliku w kawiarence i czekaliśmy na nasze zamówienie, które składało się z czekoladowej babeczki i kawy bezkofeinowej. Po chwili kelnerka podeszła z naszymi daniami. Wyglądało naprawdę smacznie.

- Dobre te babeczki.- powiedziała przeżuwając kawałek czekoladowego ciastka.
- Masz rację. Ej... patrz.- ostatnie zdanie wypowiedziałem szeptem.
- Na co?- zapytała.
- Ciszej... na nich.- wskazałem na Tommo i Ol, którzy właśnie weszli razem do kawiarenki.
Zamówili lody i wyszli z pomieszczenia, by usiąść na ławce niedaleko naszego okna. Poczułem się obserwowany i odwróciłem twarz ku Kath. Moja dziewczyna o ile mogę ją tak nazwać wpatrywała się we mnie uważnie. Nie wiedziałem o co chodzi, więc postanowiłem zapytać.
- Coś się stało? Jestem brudny na twarzy?- zacząłem.
- Jesteś cały ubabrany od czekolady i do tego masz kawowe wąsy.- zachichotała i wytarła moją twarz ścierką.

* Po powrocie do domu *

~ Kath ~

* Godz. 15.27 *

Siedziałam właśnie z Loczkiem w jego pokoju. O dziwo chłopaków nie było, bo Lou był gdzieś z Ol, DJM  i Daddy też gdzieś wyszli, a głodomory siedziały u Nath.
- Ej mam pomysł! Może zagramy z państwem '' nie mamy umiaru w jedzeniu '' w butelkę.- zaproponował Harry.
- Dobry pomysł.- zgodziłam się na jego propozycję i poszliśmy do największego pokoju w domu dziecka, czyli do Nathy.
- Siema ludu!- wrzasnął Harry.
Blondynka się tak wystraszyła, że poleciała razem z krzesłem do tyłu i walnęła głową o szafę, z której szczytu zsunął się gruby album ze zdjęciami dziewczyny, która w ostatniej chwili zrobiła unik przed zderzeniem. Nialler od razu podbiegł do dziewczyny i pomógł jej wstać i pozbierać rzeczy, które kolejno spadały z najwyższej półki.
- Auaa... Moja głowa...- zaczęła jęczeć Nath.
- Przepraszam...- wymamrotał wyraźnie zmieszany Hazza.
- Nie, nic się nie stało, tylko trochę boli.- tłumacząco mówiła Blondynka.
- Ale... ja naprawdę przepraszam, nie chciałem by tak wyszło.- Loczek spuścił wzrok na swoje buty.
- Mówię nic się nie stało. Dzięki, że pomogłeś Niall.- zwróciła się do Blondasa.
- To co robimy?- spytał chłopak.
- Mieliśmy zamiar grać z wami w butelkę.- odparł Loczek.
- Oczywiście jeśli chcecie.- dodałam po chwili.
Nath i Niall spojrzeli po sobie. Po czym ruszyli w przeciwną stronę. Lazurowooka wyciągnęła pustą szklaną butelkę, a Oceanicznooki wyjął serwetkę, która miała pomóc w kręceniu się szkła.
- Siadacie czy nie?- zapytał Blondyn.
A my tylko ruszyliśmy w ich stronę i posadziliśmy nasze cztery litery na ziemi robiąc coś na kształt kółka. Postanowiliśmy, że będziemy losować zadania z małego pudełeczka, w którym znajdowało się mnóstwo poskładanych karteczek. Pierwsze obroty butelką. Jak zwykle wypadło na mnie. Wylosowałam karteczkę, na której widniał napis:

'' Tańcz przez 30 sekund Macarenę ''

Zaczęłam się śmiać, a reszta na mnie dziwnie spojrzała.
- Mam przez 30 sekund tańczyć Macarenę.- wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
Po chwili Harry zaczął śpiewać piosenkę, a ja robiłam odpowiednie kroki do muzyki. Mój czas na występ się skończył więc odłożyłam karteczką na dno pudełka i zakręciłam butelką, wypadło na Nath. Dziewczyna po wylosowaniu i przeczytaniu karteczki miała dziwny wyraz twarzy, nic nie dało się z niej wyczytać.
- Co tam masz?- zapytał Nialler.
- Eeee... ja... tego nie zrobię... - mówiła zacinając się dziewczyna.
- Ale czego?- Blondyn spojrzał na kartkę, a na jego twarzy było widać zaciekawienie treścią losu i łobuzerski uśmiech.
- No bo...- nie widziała co powiedzieć.
- Biedna Nathy musi od teraz przez 15 minut być w samej bieliźnie, nie ważne co ma robić.- dokończył za nią Niall.
- Horanku obiecuję ci, że ciebie spotka jeszcze gorszy los.- powiedziała do Blondyna z szyderczym uśmiechem na twarzy, a jego obliczę zmieniło się w zasiane strachem i podejrzliwością.
Dziewczyna poszła do łazienki, ale wyszła z niej już bez ubrań, tylko w czarnej bieliźnie składającej się z pełnego czarnego stanika z koronkami u góry i bokserek do kompletu. Nieller i Loczek zagwizdali na widok Blondynki, jakby w życiu jej nie widzieli na gaciach. Nath zakręciła butelką. Wyglądała jakby czarowała butelkę tak by wypadła na Blondasa. Ku moim oczom szklane naczynie zatrzymało się właśnie na nim. Niall drżącą ręką sięgnął do pudełka po los. Czytając treść kartki na jego twarzy pojawiało się przerażenie.
- I co wylosowałeś?- zapytała łobuzersko uśmiechając się Niebieskooka.
Od strony chłopaka było tylko głuche milczenie, a sam wpatrywał się z niedowierzaniem w kartkę.
- No więc do końca dnia mam grać księcia, który poszukuje swej miłości i muszę całować każdą napotkaną dziewczynę/kobietę w rękę, a każdemu chłopakowi mówić jakieś staroświeckie słowa, że nigdy nie będzie zakochany itd. i do tego muszę się ubrać tak jak na gentelmana przystało.- powiedział chłopak.
Nath wybuchła bezgranicznym śmiechem i zaczęła się tarzać po podłodze. Dała Niall'owi przebranie księcia, które dostała kiedyś od babci, ale nie dość, że to było dopiero na osobę w tym wieku, to do tego dla chłopaka. Horan zaczął zdejmować a Blondynka na niego patrzała jak na śliczny obrazek. Wiedziałam, że pomiędzy nimi jest chemia, ale nie wiedziałam na jakim są poziomie. Zresztą nie mam się co przejmować, bo dziewczyna i tak mi niedługo powie. Kiedy Nieller był ubrany w strój księcia, który okazał się być idealny zakręcił butelką i wypadło na Hazzę. Wyjął z pudełka swój los.
- Mam zrobić 30 pompek. Nic trudnego.- powiedział i ustawił się w pozycji do zrobienia ćwiczenia.
- Pierwsza. - powiedziała Nath, gdy Harry raz ugiął łokcie. - Poprawnie. - powiedziała przy drugim razie. - Wykonana.- mówiła dalej. - Pompka. - myślałam że to już koniec. - Butelkowa. Teraz zostało ci jeszcze 29.- uśmiechnęła się, przynajmniej trochę utrudniła zadanie Loczkowi.
Gdy bananożerca wykonał swoje zadanie zakręcił butelką i gra się toczyła dalej.

~ Niall ~

* Godz. 18.39 *

Po grze w butelkę wybrałem się z Nathy na randkę. Postanowiłem, że pójdziemy w moje ulubione miejsce. Tylko ja je znam i nikt obcy tam nie bywa. Zakryłem dziewczynie oczy, a ona trzymała jedną ręką koszyk piknikowy, a drugą obejmowała mnie na wszelki wypadek, gdyby miała upaść.
Doszliśmy. Wziąłem dłonie z twarzy dziewczyny. Gdy zobaczyła miejsce, w którym się znajdowaliśmy była zachwycona. Bardzo trudno ją czymś zadziwić lub wystraszyć, a mi się udało.
- Niall... tu jest pięknie!- powiedziała.
- Dlatego przyprowadziłem tu równie piękną dziewczynę.- odparłem szarmancko, a dziewczyna się uśmiechnęła.
- Dobra, dobra już się nie podlizuj.- odrzekła.
- Ja się nie podlizuje, ja tylko mówię prawdę.- powiedziałem.
Rozłożyliśmy koc, talerzyki i jedzenie. Po posiłku przegotowanego przeze mnie czyli kanapki z serem, sałatą, szynka ogórkiem i jeszcze innymi rzeczami, postanowiliśmy wejść do łódki, którą kiedyś to przyniosłem.

 
 






Zrobiliśmy sobie parę zdjęć i pływaliśmy dalej. Dzięki gorącej atmosferze woda była ciepła, więc ochlapałem dziewczynę. Ona zachichotała i też na mnie chlapnęła. Podpłynęliśmy do brzegu. Kiedy już byliśmy na suchym lądzie zdjąłem spodnie, buty, koszulkę i wskoczyłem do jeziorka. Blondynka po chwili zrobiła to samo i dołączyła do mnie.
- Ciepła woda.- powiedziała Nath.
- Mhm.- mruknąłem do dziewczyny z lekką chrypką w głosie.
- Uroczo tu, tak nastrojowo.- rzekła i podpłynęła bliżej mnie.
- To prawda.- przyznałem jej rację.
- A co tam jest?- zapytała i wskazała.
- To... jest nieskończony domek na drzewie. Pamiętasz jak kiedyś czasami znikałem i nie było po mnie śladu?- spytałem, a dziewczyna skinęła głową.- Zawsze przychodziłem tutaj, albo jak chodziłaś z Adrianem i on przychodził do ciebie, to ja przebywałem tutaj i cały czas bolało mnie to, że wolałaś iść na bal szóstoklasisty z nim, a nie ze mną.
- Przepraszam Niall, ja nie wiedziałam, że chciałeś iść ze mną na ten bal, gdybyś mnie zaprosił, to wybrałabym ciebie, a nie tego nadętego, nic nie wartego, narcyzowatego idiotę.
- Heh, moja pierwsza myśl gdy go zobaczyłem brzmiała tak samo.- powiedziałem, a dziewczyna zaśmiała się melodyjnie.
- Chodźmy do ''twojej kwatery''.- poruszyła palcami na znak cudzysłowu.
Wyszliśmy z wody i się ubraliśmy. Zobaczyłem, że dziewczyna zadygotała, więc oddałem jej moją bluzę.
- Nie Niall weź ją, bo tobie będzie zimno.- powiedziała z zatroskaną miną.
- O mnie się nie martw, przeżyję, a teraz zakładaj ją bo się przeziębisz.- odparłem, a dziewczyna ubrała na siebie bluzę.

~ Nath ~

Gdy założyłam jego bluzę poczułam woń jego delikatnych perfum. Pachniały naprawdę bosko. Weszliśmy przez drabinkę. Wpadłam na pewien pomysł.
- Ej wiesz co... może dokończymy ten domek.- zaproponowałam.
- Ok, tam jest plan jak ma wyglądać. Pewnie i tak nie wyjdzie tak jak chcę, ale na pewno będzie genialny.- odparł Horan.
Podeszłam do kartki, na której widniał rysunek domu wyglądał naprawdę pięknie, nawet nie wiedziałam, że Niall potrafi tak rysować. Obok znajdowały się techniczne rysunki. Widać było, że chłopak się napracował. Zauważyłam, że kilka metrów od domku leży gigantyczny czarny wór, który coś zakrywa. Zeskoczyłam i poszłam zbadać, co znajduje się pod folią. Były tam narzędzia, odmierzone deski i różne meble takie jak lekkie drewniane łóżka czy szafki. Były nawet 3 agregaty do prądu. Nagle spostrzegłam, że wszystko nie leży tak po prostu na ziemi tylko na panelach w szopce. Weszłam w jej głąb. Ujrzałam dość duże pudełko. Już miałam je otworzyć, kiedy Niall zaczął mnie wołać.
- Nathy! Gdzie jesteś?- krzyknął.
- Już idę.- odparłam i poszłam do chłopaka.
W moim umyśle nadal siedziała myśl o niezidentyfikowanym pudełku. Cały czas zastanawiałam się co ono może kryć. Czy są to rzeczy osobiste, czy coś na czym moja ciekawość by się zawiodła.
- Jestem.- rzekłam do Horana.
- Gdzie byłaś?- zapytał.
- Zobaczyć co jest pod czarnym workiem.- odparłam.
- Zaglądałaś do pudełka?- spytał zaciekawiony chłopak.
- Nie, bo zacząłeś mnie wołać. Poza tym wahałam się czy je otworzyć, bo w końcu to twoja sprawa co w nim jest, a ja wcale nie muszę wiedzieć.-powiedziałam.
- Czekaj, zaraz wracam.- rzekł i na chwilę zniknął. Wrócił z pudełkiem.
- Chcesz mi pokazać co w nim jest?- zapytałam.
- No jasne. Poza tym przed tobą i tak nie mam tajemnic.- powiedział i zdjął wieczko.
Było tam bardzo dużo papierów. Wyjął wszystkie kartki na środek podłogi, która była bardzo dużą częścią domku, pudełko położył obok i zamknął. W środku było jeszcze dużo rzeczy, ale najpierw chciałam zobaczyć co to za papiery. Większość kartek, to były teksty piosenek. Reszta, to zapisane nie wiadomo czym śmieci. Czytałam piosenki bardzo uważnie analizując każde słowo. Były o nieudanej miłości, pękniętym sercu, a mimo wszystko były piękne.
- Niall co jeszcze jest w pudełku?- zapytałam chłopaka, gdy przestudiowałam już wszystkie teksty.
- Sama zobacz.- powiedział i podsunął mi karton.
Powoli zsunęłam wieczko. Ku moim oczom ukazały się w ślicznych ramkach moje i Horana zdjęcia, na przykład gdy byliśmy w wesołym miasteczku lub gdy spływaliśmy kajakiem. Na same wspomnienia mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Co chcesz zrobić z tymi zdjęciami?- zapytałam chłopaka.
- Chciałem nimi obwiesić ściany domku gdy już będzie skończony.- odparł chłopak z rozmarzeniem.
Przyglądałam się zdjęciom gdy nagle w opakowaniu ujrzałam coś jeszcze. Było idealnie dopasowane długością i szerokością do pudełka. Odwróciłam karton do góry nogami. Niezidentyfikowany obiekt lekko i powoli się zsuwał pod wpływem potrząsań. Wypadło. Było to coś w stylu dziennika. Otworzyłam go. Na pierwszej stronie ładnym kaligraficznym pismem widniał napis:

Własność: Niall Horan

W razie zguby proszę zadzwonić pod numer: 660 307 912 lub oddać pod właściwy adres: Wall Street 37/42 dom dziecka ''Baby Laugh'', albo oddać do biura rzeczy znalezionych w szkole publicznej West Public Beverly High.

- Kto to pisał?- zapytałam.
- Ja...- odpowiedział.
- Śliczne pismo.- zachichotałam.
- Dzi-Dzięki...- powiedział lekko zażenowany.
- Co ci?- zapytałam.
- N-Nie nic.- odparł.
- Przecież widzę. Niall mi możesz powiedzieć wszystko.- rzekłam do chłopaka.
- No... no bo ja zachowuje... się... jak baba.- powiedział i posmutniał.
- Dlaczego?- zapytałam.
- Bo... ten... piszę pamiętniki...i-i-i...farbuję włosy n-no i przy smutnych momentach filmu płaczę i-i jeszcze dużo innych rzeczy, które ukazują to, że zachowuje się jak dziewczyna!- podniósł głos.
- Niall spokojnie, nie musisz krzyczeć. Policz lepiej ile rzeczy jest w tobie męskich, a jak nie umiesz to ci pomogę.- powiedziałam.
- No dobrze, to ty zacznij.- odparł.
- Raz: Masz seksowny męski głos z lekką chrypką.- zaczęłam wyliczać na palcach.- Dwa: Jesteś umięśniony. Trzy: Wolisz Hot Wheels'y, a nie lalki Barbie. Cztery: O ile się nie mylę, to masz męskiego członka. I jeszcze dużo innych rzeczy.
- Serio uważasz, że mam seksowny głos i jestem umięśniony?- spytał, a ja zachichotałam.
- No raczej, że tak.- powiedziałam i musnęłam jego wargi.
- Umiesz sprawić, by chłopak był szczęśliwy.- powiedział tym nieziemsko seksowym głosem z niesamowicie dopasowującą się do niego chrypką.
Nie wiem dlaczego, ale dopiero niedawno zaczęłam zauważać jego wszystkie atuty. Zabraliśmy się do budowania domku.

* Następnego Dnia*

~ Louis ~

Usiadłem w przedostatniej ławce pod oknem. Za mną siedziały blond głodomory. Po chwili dosiadła się do mnie Ol. Bardzo się ostatnio ze sobą zaprzyjaźniliśmy.
- Hej.- zaczęła.
- No hej, co słychać?- zapytałem.
- Twój głos.- zachichotała.- Jest dobrze. I jeszcze jedno. Dziękuję Lou, że wczoraj wybawiłeś mnie z opresji.- dokończyła swoją wypowiedź.
- Nie ma za co. To nic takiego.- odparłem.
- Dla mnie to dużo znaczy. Wiem co oni by ze mną zrobili, gdyby nie ty. Bardzo ci za to dziękuję.- powiedziała.
- Każdy na moim miejscu by tak postąpił.- odrzekłem.
- Ale nie każdy zabrałby mnie potem na lody. W ramach podziękowań zapraszam cię na wycieczkę jachtem mojego taty.-  powiedziała dziewczyna.
- Dobra.- zgodziłem się na propozycję brunetki.
Nie mam się co dziwić jej tata jest milionerem. Ol może dostać wszystko co chce, a mimo to chodzi do publicznej szkoły, zadaje się z najbiedniejszymi osobami i wygląda bardzo przeciętnie jak a bogaczkę.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Więc jest czwórka. Piszcie jak mają się dalej potoczyć losy głównych bohaterów. Piątka będzie przeznaczona bardziej Zayn'owi i Liam'owi.

CZYTASZ - KOMENTUJESZ

3 KOM. = NEXT

Sunday, 15 December 2013

3. Oh... You and I




~ Nath ~

-To wszytsko przez ciebie!!!-krzyczałam.
-Ale dobrze wiesz, że byłem pijany!
-No właśnie!!! Po co wtedy piłeś!?!
-No... nie wiem, po co ty mnie w ogóle pytasz o takie rzeczy?!
-Bo gdybyś wtedy nie pił, to mama by żyła!!!
-Czyli uważasz, że to przeze mnie wpadła pod samochód?!
-Tak, bo ona wiedziała jaki jesteś pod wpływem alkocholu...-popłakałam się i uciekłam do pokoju, zamknęłam go na klucz i nie miałam zamiaru wychodzić...



Znowu ten sam sen i krew na czole. Przyzwyczaiłam się już do tego. Zawsze chodziłam po pokoju tą samą ścieżką, ale dzisiaj się o coś przewróciłam i złamałam paznokieć. Gdy się podnosiłam poczułam, że ktoś mi pomaga. Pierwsza myśl: PEDOFIL. Odwróciłam się, ale ku moim oczom ukazały się oceaniczne tęczówki rozświetlane blaskiem księżyca.
- Hej blondynku... Czemu nie śpisz?- zapytałam.
- Nie da się nie obudzić, gdy ktoś po tobie depcze.- odpowiedział.
- A czemu leżałeś na ziemi?- ponownie spytałam.
- Zayn wepchnął się na moje łóżko, a mi się nie chciało wchodzić na gorę, więc położyłem się na ziemi.- odparł.
- Ojoj... Biedny Horanek, jak chcesz to możesz spać ze mną na jednym łóżku.- powiedziałam i przytuliłam się do niego cicho chichocząc.
- Skorzystam z okazji- zaśmiał się trochę głośniej- A ty czemu nie śpisz? Co ci się stało?- zapytał i spojrzał na moje krwawiące czoło.
- To samo co zwykle... Idziesz ze mną po lód do kuchni?- zapytałam.
- Ok. Chodźmy.-odparł i ruszyliśmy przez ten czarny korytarz w stronę wcześniej przeze mnie wspomnianego pomieszczenia.
- Jaka dzisiaj książka pani Sphiu?- zapytałam, a kobieta spojrzała najpierw na mnie, a potem na Niallera.
- Jakiś kryminał, a ty to co zwykle?- spytała.
- Tak, mogę dostać lodu?- odrzekłam.
- Oczywiście, a ty Niall czemu nie śpisz?- zapytała spokojnie.
- Nathalie idąc w stronę drzwi nadepnęła na mnie, a ja się przez to obudziłem. Ona mi zaproponowała, żebym poszedł z nią, no to się zgodziłem, poza tym jestem głodny.- uśmiechnął się lekko i wyjął z lodówki gotową sałatkę.
- Zjedzcie i idźcie spać bo będziecie nie wyspani. Idziecie jutro do kościoła?- zapytała.
- Tak jak zawsze o 18.00.- odparł Niall. Nie żebyśmy byli jakimiś super wyznawcami Boga czy coś, ale z przyzwyczajenia zawsze przed mszą się spowiadamy, a potem na koniec mszy ksiądz nam zawsze daje babeczki. Jesteśmy jednymi z nielicznych osób w domu dziecka, które chodzą do kościoła i jednymi z nielicznych, którzy w nim dostają babeczki lub inne słodkości. Ja i Niall mamy urodziny w tym samym dniu i kiedyś jak przyszlimy do kościoła to ksiądz nam dał taki mały torcik, albo innym razem ciastko ze świeczką w środku. Mimo że ksiądz jest ważnym człowiekiem i do niego trzeba mieć szacunek, to dla nas on jest jak wujek i mówimy do niego po imieniu.
- No dobrze. Dobranoc.- powiedziała, a my  wyszliśmy z kuchni.
Gdy wróciliśmy do pokoju Niall położył się ze mną na jednym łóżku.
- Zanim zaśniesz, chciałabym cię zapytać, jak ty to robisz, że jesteś wysportowany bardziej niż Harry, który razem z nami biega?- zapytałam, gdy już leżeliśmy. Nie wstydziliśmy się siebie, ponieważ dużo razy zdarzało nam się sypiać razem (bez skojarzeń xD ).
- Chodzę na siłownię i mam dodatkowe zajęcia szermierki po szkole.- odparł - Zajęcia i siłownia są tutaj niedaleko, więc zawsze wracałem szybciej niż ty, bo twoje karate jest w szkole gimnastycznej, a chłopakom mówiłem, że wolę chodzić na około.- dodał po chwili.
- No to teraz to mnie zadziwiłeś... Od kiedy chodzisz na szermierkę i siłownię?- zapytałam.
- Od paru lat... Mało rzeczy o mnie wiesz...- odparł.
- Mało, ale dużo. A czemu nigdy mi o tym nie powiedziałeś? Myślałam, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.- zapytałam wypowiadając ostatnie zdanie z lekkim smutkiem.

~ Niall ~

- Mało, ale dużo. A czemu nigdy mi o tym nie powiedziałeś? Myślałam, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.- zapytałam wypowiadając ostatnie zdanie z lekkim smutkiem.- A może i kimś więcej...- dodała tak cicho, że niemal wcale nie było tego słychać.
- Co? Nie zrozumiałem ostatniego zdania...- odpowiedziałem czekając, czy powie to samo. Mimo że uslyszałem to zdanie bardzo dobrze to chciałem się na wszelki wypadek upewnić, czy się nie przesłyszałem...
- Co? Nie... nic, ja... mówiłam do siebie.- i na tą odpowiedź czekałem zawsze się tak jąka gdy nie chce powiedzieć tego co czuje... Tak było na przykład, gdy nie chciała mi powiedzieć, o tym jak chodziła na randki z Adrianem, który potem ją zdradził z jej wrogiem Karoliną.
- Aha, no dobra.- odparłem - Dobranoc.- szepnąłem, a ona lekko pocałowała mnie w policzek. Gdy to poczułem stado motyli zaczęło latać w moim brzuchu, a serce zaczęło szybciej pulsować.
- Dobranoc.- wyszeptała i zasnęła.
Ja przez pewien czas nie mogłem zasnąć, gdy nagle poczułem, jak dziewczyna się obraca w moją stronę i obejmuje mnie w pasie. Czując to mimowolnie się uśmiechnąłem i zasnąłem.

*Nastepnego ranka*

~ Kath ~

Obudziłam się. Coś mnie uwierało przy piersiach. Okazało się, że to sznurek od mojej piżamy. Która składa się z różowej góry na ramiączkach z koronkami na klatce piersiowej i u dołu materiału, a dolna jej część składała się z koronkowych, różowych bokserek do kompetu. Podniosłam się i zobaczyłam, że na podłodze śpi Harry. Nie miałam serca, by go budzić, ale mieliśmy iść razem z Nath i Niallem na jogging. Reszta dziewczyn spała, więc musiałam być bardzo cicho. Zaczęłam szeptać do ucha Hazzy:
- Harry pobudka.
- Ne tera posze pani...- zaczął mamrotać przez sen,to było takie urocze.
- Loczku... w kuchni są banany...- mówiłam najciszej jak potrafiłam.
- Bananku chodź do mnie.- powiedział, objął mnie rękami i zaczął tulić.
- Harry. Bo zetnę ci loczki.- te słowa wypowiedziałam trochę głośniej.
W tym momenci Hazza otworzył oczy. A ja nadal leżałam w jego objęciach i próbowałam się wyswobodzić z jego uścisku. Ten spojrzał na mnie, uśmiechnął się i zaczął luzować ręce. Gdy pomógł mi wstać powiedziałam mu, żeby się uierał na jogging.
- Kompletnie zapomniałem!- zaczął głośnym szeptem.
- Ciszej, dziewczyny jeszcze śpią.- skarciłam go.
- Ok, zaraz przyjdę idę się przygotowywać.- odparł i wyszedł.
Dzisiaj jest ciepło więc zaczęłam szukać 3/4 spodenek koszulki i bluzy, gdyby zrobiło się zimniej. Nie zauważyłam Harry'ego gdy wszedł, bo stałam przodem do okna. Właśnie ściągnęłam koszulkę. Styles uważnie mi się przyglądał, a ja nadal go nie widziałam i podeszłam do stolika, na którym leżały moje żeczy. Odwróciłam się bo chciałam iść do szafy po spodenki mimo, że jeszcze nie założyłam bluzki. Wystraszyłam się Hazzy i natychmiast wzięłam do ręki koszulkę, by się nią zakryć.
- Mogłeś chociaż powiedzieć, że jesteś.- odłożyła t-shirt na bok.
Moaj reakcja z bluzką była odruchowa, ale ponieważ Styles widział mnie już na staniku, to po co miałam się zakrywać, tylko by mi przeszkadzało.
- Jak długo tu stoisz?- zapytałam.
- Odkąd położyłaś koszulkę na zmianę na stoliku.- odparł.
- Aha.- ubrałam się już do końca.
Wyszliśmy z pokoju i poszliśmy do kuchni na śniadanie. Była 9.30. Trochę później niż zwykle poszliśmy jogging. Na początku biegaliśmy normalnie, a potem jak zwykle ja pobiegłam z Loczkiem w lewo, a Nath i Niall zaczęli się gonić i ruszyli w prawo. W pewnym momencie potknęłam się o dość duży kamień leżący na ziemi i bym upadła ale...
- Musisz na siebie uważać.- powiedział Harry, gdy mnie trzymał, po czym mnie postawił.
- Wiem, ale nie zauważyłam tego kamyka.- uśmiechnęłam się słodko i pobiegliśmy dalej.
Postanowiliśmy, że pójdziemy do kawiarni, więc skręciliśmy w boczną uliczkę i po chwili znaleźliśmy się w centrum Londynu i weszliśmy do Starbucks Caffe. Zamówiliśmy ciastko i sok jabłkowy, po czym rozpoczęliśmy temat o tym jaki rodzaj człowieka nam się podoba:
- Wolisz blondynki, szatynki, brunetki czy rude?- zapytałam.
- Szatynki, a ty?- odpowiedział.
- Szatynów.- odparłam i się lekko zaczerwieniłam.

~ Harry ~

- Szatynów.- odparła i się lekko zaczerwieniła.
- A kolor oczu?- spytałem.
- Zielony.- gdy to powiedziała zaczerwieniła się jeszcze bardziej.
- Wysokich czy niskich, loczki czy proste, opisz swój ideał...- zacząłem ją zasypywać pytaniami.
- Wysokich, loczki...-zawahała się lekko przy ostatnim-... właśnie na niego patrzę.- uśmiechnęła, zaczęła się jeszcze bardziej czerwienić- Zaraz wracam, muszę do toalety.- powiedziała i szybkim  krokiem ruszyła do łazienki. Wtedy właśnie zrozumiałem, że jej się podobam. Zastanawiam się czemu nie zauważyłem tego wcześniej... Wróciła i z powrotem usiadła. Tym razem już mi nie spoglądała w oczy. Odwracała wzrok. Zauważyłem, że boi się mojej reakcji. Złapałem ją za rękę. Dziewczyna najpierw spojrzała na nasze dłonie, a potem popatrzyła się w moje oczy, po czym szybko wzięła rękę i spuściła wzrok na swoje buty.
- Nie musisz się mnie bać.- powiedziałem.
- Ja... to znaczy... no wiesz... ty... mi... się... podobasz.- Strasznie się jąkała, jakby bała się, że ją wyśmieje.
- Nie tylko ja tobie się podobam, to znaczy... no ty też mi się podobasz.- powiedziałem.
- Serio?- zapytała z niedowierzaniem i nadzieją w głosie.
- No tak...- złapałem się za kark.
- WoooW...- przeciągnęła, po czym dodała - Myślałam, że ci się podoba ta Taylor z naszej klasy.
- Ale to było, gdy miałem 10 lat.- po tych słowach dziewczyna zachichotała.
- A od jakiego czasu ci się podobam?- zapytała.
- Jakoś tak od szóstej klasy.- powiedziała.- A ja od kiedy się tobie podobam?- spytałem.
- Odkąd cię pierwszy raz zauważyłam w domu dziecka.- powiedziała.
- Aż...- zacząłem liczyć na palcach.- Od dziewięciu lat?- zapytałem.
- No tak jakoś, a jak to się stało, że w ogóle taki chłopak jak ty tam trafił?- spytała.
- Moi rodzice zmarli w pożarze, a ty?- trochę spoważniałem, ale nadal nie spuszczałem uśmiechu z twarzy.
- No więc ja... ja nie wiem. Pamiętam tylko, że kiedyś Sophia mi opowiadała, że moi rodzice mnie zostawili, bo byli za młodzi na dziecko i już po mnie nie wrócili.
- Aha...- zrobiło mi się jej żal, ponieważ ona nawet nie znała swoich rodziców.
Zjedliśmy swoje desery i postanowiliśmy wrócić do domu dziecka. Złapałem ją za rękę i poszliśmy tą samą drogą, którą tu przybiegliśmy.

~ Niall ~
Biegaliśmy dalej, gdy nagle Nath zniknęła mi z oczu. Zatrzymałem się i zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu przyjaciółki.
- Buuu!- Wyskoczyła zza drzewa próbując mnie wystraszyć. Udało jej się.
Odwróciłem w jej stronę powoli i ze spokojem głowę, ale z oczami całymi w przerażeniu. Gdy dziewczyna mnie zobaczyła zaczęła się śmiać. Jej melodyjny śmiech spowodował, że ja też zacząłem się śmiać.
- To mnie wystraszyłaś, ale już jest spoko.- powiedziałem.
- Chodź... chciałabym ci coś pokazać.- powiedziała i pociągnęła mnie za rękę.
Szliśmy przez las, gdy ukazała się łąka pełna kwiatów. Wszystko wyglądało cudownie, ale ja znam lepsze miejsce.
- Pięknie tu i tak świeżo pachnie.- zaczęła dziewczyna.



- Też tak uważam.-odparłem.


 




Zrobiliśmy sobie parę zdjęć. Po czym położyliśmy się blisko siebie, obserwowaliśmy chmury i wymyślaliśmy im różne kształty.

*Godzina 19.30*

- Chodź już Nath, bo spóźnimy się do kościoła!- krzyknąłem.
- Już idę!- odkrzyknęła i chwilę później przyszła gotowa i wyszliśmy.
*Koniec mszy godzina 20.15*

- Szczęść Boże.- powiedziała Nath.
- O witajcie! Nie widziałem was cały tydzień.- odparł i podszedł do nas ksiądz.
- Co u słychać u księdza?- zapytałem.
- Całkiem dobrze, a wam jak się wiedzie?- odpowiedział ksiądz.
- Dobrze.- odpowiedzieliśmy razem.
- A jak tam w szkole?- zapytał ksiądz wychodząc razem z nami z kościoła i dając nam po 4 pierniczki.
- Całkiem nie źle u nas oboje gwarantowane jest świadectwo z paskiem.- odparła dumnie Nathy.
- To dobrze, jak dostaniecie świadectwa to przyjdźcie z nimi do mnie. A teraz do zobaczenia w następną niedzielę.- powiedział z uśmiechem na twarzy kapłan i poszedł w swoją stronę, a my w swoją.
Gdy wracaliśmy spotkaliśmy Kath i Hazzę trzymających się za ręce.

~ Nath ~

- No proszę, a kogo my tu mamy!- krzyknęłam i podbiegłam do Kath.
- Hej Nathy!- przyjaciółka puściła Loczka i mnie przytuliła.
- Widzę, że wam się poukładało.- powiedziałam do Smith.
- Chyba można powiedzieć, że jesteśmy razem, ale nie wiem, co na ten temat myśli Harry.-odpowiedziała dziewczyna.

* Powrót do domu dziecka godzina 20.45 *

- Nialler oddawaj mi go!- krzyknęłam do chłopaka, który wziął mój pamiętnik i zamknął się w pokoju.
- Poproś!- odpowiedział.
- Prędzej wyważę drzwi!- odkrzyknęłam. Chłopak znając moje zdolności otworzył mi drzwi, ale zeszytu nie było w jego ręce.
- Ale ja go nie mam.- odrzekł.
- No to gdzie on może być...?- odpowiedziała sarkastycznie.- Mów, albo użyję rękoczynów!
- Ale ja nie wiem gdzie on jest.- odpowiedział chłopak. Ja zrobiłam złowieszcze spojrzenie i zaczęłam do niego podchodzić, a on się zaczął oddalać. Gdy dotknął stolika i nie mógł iść dalej zaczęłam powoli unosić ręce. Blondyn był coraz bardziej przestraszony, a ja rzuciłam się na niego i zaczęłam go łaskotać. Chłopak leżał na podłodze i zwijał się ze śmiechu, a ja na nim siedziałam okrakiem i go łaskotałam.
- Gadaj gdzie jest, albo załaskoczę cię na śmierć!- zaczęłam się śmiać razem z nim.
- Szafka... po prawej...hahahah... u góry... w szufla... hahahahahahah... w szufladzie...hahahhah!- wstałam podeszłam do komody, otworzyłam, ale nie znalazłam tam mojej własności, a w tym czasie Niall zamknął się w toalecie.
- Ej! Oddawaj go! Nie wierzę, że dałam się wrobić...- powiedziałam.
- Ja też w to nie wierzę, a jednak się udało!- krzyknął Niall zza drzwi.
- Hah, mam twoje bokserki w serduszka! Idę je pokazać chłopakom!- odkrzyknęłam mu.
- Nie masz, bo dzisiaj mam je na sobie hahahh!!- zaśmiał się chłopak.
- Zaraz wracam...- krzyknęłam i wyszłam z pokoju.
- Ja i tak nie wyjdę!!!- zawołał Niall.
Wyszłam na dwór i tak, jak myślałam ma w łazience otwarte okno, bo tak jak ja nie lubi ciepła, a jeszcze lepsze jest to, że ono jest otwarte na oścież. Wspięłam się po rynnie na dach i przechodziłam po balkonach. Wpełzłam do łazienki.
- Aaaaaaaaaaaaa!- wrzasnął Blondyn i szybko wybiegł z łazienki, a zeszyt miał otwarty, na najważniejszej w nim stronie.
- Nialler stój! Nic ci nie zrobię, tylko proszę, błagam nie czytaj tej strony.- uklękłam na kolana i złożyłam ręce jak do modlitwy.- Przepraszam, już cię nie będę łaskotać, możesz przeczytać w nim co tylko chcesz, ale błagam nie tą stronę.
- Nie popłacz mi się tylko... Masz.- podał mi zeszyt.
- Dziękuje, dziękuje, dziękuję, dziękuję!!!- zaczęłam krzyczeć i ściskać chłopaka.
- Dobra, dobra, a czemu nie chcesz mi go dać przeczytać?- zapytał.
- Jak masz pamiętnik, to się wymieńmy ja poczytam twój, a ty mój.- wiedziałam, że ma.
- Ok.- odparł.
Wzięłam jego zeszyt, a on mój. Gdy zaczęłam czytać zauważyłam, że większość zeszytu zawiera nuty i teksty piosenek dokładnie tak jak w moim...
- Śpiewasz?- zapytał Horan.
- Tak i gram na gitarze, a ty?- spytałam.
- Też śpiewam i też gram, od kiedy grasz?- zafascynował się chłopak. Widać było, że uwielbia to robić.
- Od niedawna umiem tylko podstawy, a ty?- powiedziałam lekko zrezygnowana.
- Ja gram odkąd byłem mały, jak chcesz mogę ci dawać lekcje.- powiedział ucieszony chłopak.
- Ok. Od kiedy możemy zacząć?- spytałam.
- Jeśli masz czas i chęć, to nawet teraz.- odparł.
W jego oczach było widać radość. Widocznie nie zna dużo osób, które dzielą jego pasje. Skoczyłam po swoją gitarę, a Nialler wyciągnął swoją.
- Ok, to najpierw pokaż co umiesz.- zaczął chłopak.
Zagrałam parę krótkich melodyjek typu "Wlazł kotek na płotek", gamę i kilka prostszych akordów.
- To w takim razie zaczniemy od najłatwiejszych rzeczy.- powiedział Horan.
- Ale zanim zaczniemy... zagraj mi coś i zaśpiewaj przy tym proszę.- poprosiłam robiąc przy tym maślane oczy, widziałam, że Niall nie chce, bo to wstydliwy chłopak.
- No... no dobrze.- powiedział i zaczął grać pierwsze nuty jakiejś piosenki z jego pamiętnika.


Niall:


I figured it out
I figured it out from black and white
Seconds and hours
Maybe they hide to take some time

 I know how it goes
I know how it goes from wrong and right
Silence and sound
Did they ever hold each other tight like us?
Did they ever fight like us?

 You and I
We don't wanna be like them
We can make it 'till the end
Nothing can come between
You and I
Not even the Gods above
Can seperate the two of us
No, nothing can come between
You and I
Oh You and I

 I figured it out
Saw the mistakes of up and down
Meet in the middle
There's always room for common ground

 I see what it's like
I see what it's like for day and night
Never together
Cause they see the things in a different light like us
But they'd never tried like us

 You and I
We don't wanna be like them
We can make it 'till the end
Nothing can come between
You and I
Not even the Gods above
Can seperate the two of us

 Cause You and I

 We don't wanna be like them
We can make it 'till the end
Nothing can come between
You and I
Not even the Gods above
Can seperate the two of us
No, nothing can come between
You and I You and I
You and I You and I

 We can make it if we try
You were right

 Oh You and I



Tak się wzruszyłam treścią piosenki i tonem głosu jakim Niall ją śpiewał, że parę łez poleciało mi z oczu. Blondyn widząc to przytulił mnie i zaczął głaskać po plecach.
- N-nie wie-wiedziałam... że tak gra-grasz... i-i-i śpie-śpiewasz...- jąkałam się przez płacz.
- Nie przesadzaj.- odpowiedział, a ja jeszcze raz się do niego przytuliłam.
- Ja n-nie przesadzam, j-ja tylko mówię prawdę.- odparłam.
- Ty na pewno śpiewasz 10 razy lepiej ode mnie.- odpowiedział. Ja przestałam płakać, ale nadal nie odsuwałam się od Niall'a.
- Coś ty! Ja fałszuje gorzej od rozstrojonej gitary!- powiedziałam z lekkim oburzeniem.
- To zaśpiewaj mi coś z twojego zeszytu, a ja będę grał nuty które masz tam zapisane.- powiedział i pochwycił mój pamiętnik.
- Aaaaale ja się wstydzę.- powiedziałam przedłużając.
- Ej... ja zaśpiewałem to ty też śpiewasz.- powiedział pewnym głosem.
- No dobra.- odparłam.
Po chwili wskazałam Nieller'owi co ma zagrać. On zaczął przygrywać, a ja wsłuchałam się w melodię i zaczęłam niepewnie śpiewać:

Nathy:

 Better than words
But more than a feeling
Crazy in Love
Dancing on the ceiling

 Everytime we touch
I'm all shook up
You make me wanna
How deep is your love?
God only knows, baby

 Ooh, I don't know how else to sum it up
'Cause words ain't good enough
Ooh, There's no way I can explain your love, no
I, Ooh, I don't know how else to sum it up
'Cause words ain't good enough
Ooh, I can't explain your love, no

 It's better than words, better than words

 Better than words
You drive me crazy
Someone like you
Always be my baby

 Best I've ever had
Hips don't lie
You make me wanna
One more night
Irreplaceable,
Crazy, we're crazy

 I, Ooh, I don't know how else to sum it up
'Cause words ain't good enough
Ooh, There's no way I can explain your love (Harry: There's no way I can explain your love), no
I, Ooh, I don't know how else to sum it up
'Cause words ain't good enough
Ooh, I can't explain your love, no

 Everyone tries

 They try

 To see what it feels like

 Feels like

 But they'll never be right
'Cause it's better (Harry: It's better)
 It's better

 One more time

Better than words

 Yeah
 


I Ooh, I don't know how else to sum it up (Zayn: I don't know)
'Cause words ain't good enough
Ooh, There’s no way I can explain your love, no
I, Ooh, I don't know how else to sum it up
'Cause words ain't good enough, Ooh
I can’t explain your love, no
It's better than words
It's better than words
It's better than words




~ Niall ~

Kiedy śpiewała padał na nią lekki czerwony odcień światła, ponieważ słońce już zachodziło. Gdy rubinowe promyki oblały jej policzki wyglądała jak jakaś bogini. Nie mogłem przestać się na nią patrzeć. Wyglądała... no nie wiem... nie da się tego określić słowami. Przez chwilę zacząłem się zastanawiać o kim jest ta piosenka...

- Wiem, że fałszuje, poza tym ty i tak masz lepsze teksty ode mnie.- tym zdaniem wytrąciła mnie z transu.
- Co?...- zapytałem zdezorientowany.
- Mówię, że fałszuje i że twoje teksty są lepsze od moich.- powtórzyła wcześniej wypowiedziane przez nią słowa.
- Jeśli ty fałszujesz to ja jestem Zeus.- powiedziałem.
- Ty nie jesteś Zeus tylko Niall, a ja jak już wcześniej wspomniałam fałszuję gorzej od rozstrojonej gitary.- powiedziała.
- Każdy uważa inaczej..., a tak swoją drogą o kim jest ta piosenka?- zapytałem.
- O miłości do jakiegoś chłopaka..., ale jeszcze nie znalazłam odpowiedniej osoby, której mogłabym zadedykować piosenkę. Ewentualnie...- tutaj urwała i się zaczerwieniła.
Nie wiedziałem o kim myśli, ale zauważyłem że dziewczyna nie chce kończyć zdania więc nie naciskałem, bo niedługo i tak mi sama powie.
- Jak nie chcesz to nie kończ.- powiedziałem i uśmiechnąłem się lekko do przyjaciółki.
- A o kim jest twoja piosenka?- zapytała, a ja nie wiedziałem co odpowiedzieć, ponieważ piosenka była o niej. Poczułem, że zacząłem się czerwienić.
- Zaraz wracam.- poszedłem do toalety przemyć buzię.
Gdy wróciłem dziewczyna czytała mój zeszyt. Nagle sobie uświadomiłem, że nie może czytać dalej niż 3/4 zeszytu, bo tam mam zapisane co do niej czuję. Gdy mnie zobaczyła lekko się zlękła.
- Twoje teksty są niesamowite.- powiedziała i oddała mi zeszyt.
- Dziękuję, twoje też.- z ulgą na twarzy jej podziękowałem, mimo że nie miałem pewności iż nie czytała ostatnich stron, ale po jej twarzy było widać tylko lekki zachwyt.
- Może pójdziemy do świetlicy i pooglądamy jakiś film?- zaproponowała, a ja z chęcią się zgodziłem i poszliśmy do pomieszczenia z telewizorem.

                                                                                     ***

CZYTASZ - KOMENTUJESZ
Przepraszam, że tak długo, poza tym nawet nie wiem czy ktoś to czyta oprócz mojej przyjaciółki i nie wiem czy dalej prowadzić tego bloga.

 

Wednesday, 11 December 2013

2.Niall opanuj się...

*Następnego dnia*

~Niall~

Spałem sobie, gdy nagle usłyszałem jakieś ciche śmiechy. Powoli zacząłęm otwierać oczy.
- Patrzcie, już się budzi, spadamy z tąd.- usłyszałem piskliwy głos Tomlinsona.
Gdy już całkiem otworzyłem oczy wszyscy leżeli w łóżkach, ale poczułem jakiś ciężar na mojej dłoni, który przylegał do mojej klatki piersiowej, spojrzałem w dół i ku moim oczom ukazała się drobna sylwetka dziewczyny.- Nathalie - pomyślałem i zerknąłem jeszcze raz. Rękami obęjmowała mnie w pasie i przytulała się do mojego nagiego torsu. Ogółem moja piżama składa się z szarych dresów i ciepłych skarpet, ona wyglądała podobnie, tylko na sobie miała jeszcze luźną koszulkę z jakiegoś obozu windsurfingowego. Wyjąłem ramię spod jej głowy. Powoli i delikatnie próbowałem odczepić jej ręcę, ale to na nic. Nie chciałem jej budzić widząc jak słodko wygląda gdy śpi. - Niall opanuj się, to tylko przyjaciółka, poza tym i tak by cię nie chciała, bo nie masz żadnego talentu i w ogóle jesteś do niczego - pomyślałem. Ponownie spróbowałem odczepić jej ręce. Udało mi się wyswobodzić z jej objęć. Powoli wstałem i próbowałem tak przejść, żeby na nią nie spaść lub nie nadepnąć. - Gratulacje Niall!!! Udało ci się!!! A teraz znajdź wszystkie telefony, aparaty i tego typu rzeczy! - przeszła mi przez głowę taka myśl i rozpocząłem pozukiwania.
Po pięciu minutach mając nadzieję, że wszystkie zdjęcia i filmy usunąłem ruszyłem na śniadanie.

~Nath~

Po tej nocy byłam strasznie niewyspana. Otworzyłam oczy i pierwsz co zrobiłam, to ruszyłam do toalety, bo mi się chciało siku, a potem do kuchni. Na głowie miałam szopę, ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Podeszłam do lodówki, nie zauważając Nialla mającego na talerzu jakieś 15 kanapek. Wyciągnęłam jogurt pitny i zrobiłam sobie chleb z szynką.
- O hej!- powiedziałam do jedzącego blondynka.
- Hej, jak się spało?- zapytał wiedzący o co chodzi Niall. Mimo to, że miał pełną buzię to zrozumiałam jego patanie.
- Całkiem nie źle, a tobie jak się spało?- także zadałam pytanie. Niall na samą myśl o dzisiejszym ranku uśmiechnął się pod nosem.
- W sumie, to jak śpiśz masz strasznie mocny chwyt, ale tak to dobrze.- odparł blondyn.
- Nie rozumiem do końca o co chodzi...- powiedziałam zdezorientowana.
- No... jakieś pół nocy spałaś ze mną i tak się mnie uczepiłaś, że rano miałem problemy z wyjściem- coś mi zaświtało w głowie.
- Czekaj, czekaj... spadłam z łóżka?- zapytałam.
- Tak, na początku leżałaś na brzegu, a potem się przeturlałaś i objęłaś mnie rękami w pasie, a ja jakieś pół godziny temu przez 15 minut miałem problemy z wyjściem, ale się udało.- odrzekł.
- Omg... Hazza i Tommo mają strasznie słaby sen, musieli usłyszeć ten huk, gdy spadłam, na pewno robili nam zdjęcia i filmy, a jak ich znam, to już pewnie nie śpią i  oglądają to, a także pokazują innym lokatorom domu dziecka... To dlaczego my jeszcze siedzimy?!- już chciałam wstać od stołu, kiedy Niall złapał mnie za rękę i posadził zpowrtotem.
- Nie bój się, prawdopodobnie pousuwałem wszystkie zdjęcia, a jeśli komuś pokażą to chyba nic się nie stanie prawda?- powiedział to z takim spokojem, że nie mogłam się z nim niezgodzić, więc zostałam na miejscu dalej jedząc śniadanie.
- A jeśli wykorzystają to przeciwko nam?- zapytałam po chwili.
- Nie są tacy mądrzy, a nawet jeśli, to nie przewidzieli tego, że ty znasz karate i każda z opiekunek tutaj wie, że często spadasz z łóżka i przez sen przytulasz pluszaki, ja co prawda nie jestem misiem, ale to oznacza to samo, potrzebujesz w życiu kogoś bliskiego. A tak w ogóle to czemu co jakiś czas masz na czole taką ranę jak teraz?- na śmierć zapomniałam. Wstałam z miejsca, podeszłam do szafki i nakleiłam sobie plaster na czole.
- W sumie to chyba mogę ci powiedzieć...- opowiedziałam mu całe moje tragiczne dziecińtwo, dlaczego mam taki duży pokój i dlaczego jestem jedyną osobą, która tutaj w domu dziecka nosi markowe ciuchy. Podczas całej tej opowieści próbowałam się nie popłakać, ale mi się nie udało i zalałam się potokiem łez.
Niall jako dobry przyjaciel, a może nawet moj najlepszy przyjaciel podszedł do mnie i mnie lekko objął, a ja natychmiast przytuliłam się do jego nagiego torsu i poryczałam się na dobre. Była dopiero 6.05, a nawet opiekunki tak wcześnie nie wstają, tylko my z całego domu dziecka budzimy się i jemy śniadanie o tej godzinie. Gdy już się wypłakałam Niall opowiedział mi swoją historię, jego tata wpadł pod samochód, a mama straciła prawa rodzicielskie. To dziwne, bo mi się przytrafiło tak samo, tylko mama straciła życie wpadając pod rozpędzone auto, a tata stracił prawa do opieki nade mną. W sumie to mnie i Nialla łączy bardzo dużo rzeczy.

*Kilka godzin później*

~ Niall ~

*Około 12.30 obudził się Malik, Liam, Tommo i Hazza. *

Ja i Nat chodzimy sobie teraz po centrum handlowym razem z Kat i Harrym. Właśnie wchodziliśmy do ''PUMY''. Nath i ja odrazu poszliśmy do działu dresów, bluz i butów. To jest u nas jeden plus, mamy taki sam gust, kochamy luźne sportowe ciuchy i buty, ale w sklepach typu H&M czy NewYorker też znaleźlibyśmy podobne ciuchy, nawet gdyby nie były sportowe. W pewnym momencie weszliśmy Do ''Carry'' damsko-męski sklep. Nath wzięła 3 pary spodni, 4 bluzki i nie wiem czy coś jeszcze bo nie zauważyłem. Ubierała się po kolei w wybrane zestawy i w pewnej chwili wyszła z przebieralni w czerwonej sukience. Idealnie podkreślała jej kształty, przybrała na wysokości zakładając do tego wysokie czarne szpilki mimo, że i tak była dość wysoką dziewczyną nawet bez nich. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Po chwili zacząłem sobie wyobrażać mnie w garniturze i Nath w sukni ślubnej przed ołtarzem.
- Niall? Niall... Halo ziemia do Nialla!- usłyszałem i po chwili dziewczyna zaczęła mi machać ręką przed oczami.
- Tak? Co chciałaś?- zapytałem.
- Chciałam zapytać jak na mnie leży ta sukienka i czy warto ją kupić. Więc co o niej myślisz?- zadała mi pytanie.
- Nie chcę nic mówić, ale...- zacząłem specjalnie przedłużać widząc niecierpliwość na twarzy dziewczyny.
- Ale co?- zapytała po chwili łagodnym głosem.
- No nic, po prostu wyglądasz w niej prześlicznie.- odparłem.- W ogóle ładnie wyglądasz w sukienkach...- uśmiechnąłem się zalotnie.
- Coś sugerujesz?- dziewczyna odwzajemniła uśmiech, a jak zobaczyła na mojej twarzy lekkie zakłopotanie uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Tak... to znaczy nie! Ja po prostu... uważam... że... dobrze wyglądasz w... sukienkach, tak właśnie w sukienkach.
- Rozumiem...- uśmiechnęła się zawadiacko.
Poszliśmy do kasy i zapłaciliśmy, za parę rzeczy, po czym wyszliśmy ze sklepu. Jakieś 5 minut czekaliśmy na Hazzę i Kath, zastanawiam się, co oni tam tak długo robili.
Gdy już odnaleźli się nasi zagubieni poszliśmy do jakiejś kawiarni.
Usiedliśmy przy stoliku. Po jakimś czasie podeszła do nas kelnerka:
- Co podać?- zapytała z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Poproszę dużą porcję lodów waniliowo-pistacjowych, do tego torcik Wedlowski.- powiedziałem razem z Nath, nawet nie wiedzieliśmy, że zamówiliśmy to samo. Zaczęliśmy chichotać, po czym dodałem:
- A do picia dwa soki pomarańczowe... teraz wasza kolej...- powiedziałem do Kath i Harry'ego.
Gdy dostaliśmy swoje zamówienia, które okazały się być strasznie wielkie powiedziałem do Nath:
-Ty to wszystko zjesz?
- A co, chcesz mi zjeść lody? Oczywiście, że to zjem...pytanie czy ty to zjesz...- dodała po chwili i uśmiechnęła się szyderczo.
- Czy ja to zjem? Nie rozśmieszaj mnie... pewnie, że to zjem- odwzajemniłem uśmiech i spojrzałem na Nath. Ta na mnie zerknęła, po czym spojrzała na Hazzę i Kathy, a ci z niedowierzaniem patrzeli na swoje porcje.
- A wy czemu się nie odzywacie?- zaczęła Nathy.
- Co...?- odpowiedzieli oboje zdezorientowani.
- No właśnie to. Czemu się nie odzywacie?- spytała ponownie.
- Nie wiem... nie jesteśmy w temacie... w każdym razie ja tyle nie zjem, powinnam zamówić sobie połowę tej porcji.- powiedziała Kath.
-Ty narzekasz, że to jest dużo?- spytała z niedowierzaniem Blues.
- Jak to jest dla ciebie mało, to... ile dla ciebie jest dużo?- zapytała Smith.
- Jakie jest znaczenie słowa dużo...?- odparła Nathalie.
Gdy to powiedziała wszyscy wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem, nie wiadomo z jakiego powodu.

*3 godziny później*

~ Louis ~

Gdzie oni są tak długo... przeszło mi przez myśl. Nagle ni stąd, ni z owąd przypomniałem sobie dzisiejszy poranek i ruszyłem w poszukiwaniach mojego telefonu.
- Niech któryś z was do mnie zadzwoni...- powiedziałem, ale zauważyłem, że oni też szukają swoich komórek.
- Nathy...- powiedziałem po cichu, a reszta odwróciła się w moją stronę gdy usłyszeli dźwięk  sms'a. Wglądali jakby zobaczyli ducha. Ja nie usłyszałem sygnału widomości. - Co wam?- zapytałem, a oni gestami kazali mi się odwrócić. To co zobaczyłem odjęło mi mowę...

~ Nath ~

Gdy wróciliśmy do domu dziecka usłyszałam wołanie:
- Blues!!!- usłyszałam rozgniewane głosy Louisa, Zayna i Liama. Odwróciłam się w pozie startowej karatę, a oni się zatrzymali pół metra przede mną.
- Po nazwisku, to po pysku... rozumiemy się chłopaki?- powiedziała do nich, a ci odsunęli się o parę kroków.
- Ok..., czemu nasze telefony są przyczepione do sufitu?- zapytał pewny, że nic nie zrobił Malik.
- Odpowiem ci pytaniem. A czemu robiliście mi i Naillerowi zdjęcia?- odpowiedziałam zdecydowanie.
- Bo... wy tak słodko razem wyglądacie gdy śpicie.- powiedział Zayn.
- A wasze telefony słodko razem wyglądają, gdy wiszą na suficie.- odparłam i poszłam zanieść zakupy do pokoju. Chłopcy i Kath ruszyli za mną.
- Zdejmiesz je...?- zapytał grzecznie Liam.
- Ok.- odparłam- Nialler podsadzisz mnie, bo mi się nie chce włazić na szafkę.- powiedziałam do chłopaka.
- Dobra.- odrzekł chłopak, po czym mnie podsadził do góry, a ja jedną ręką zawisłam na belce pod sufitem, a drugą po kolei odklejałam telefony. Nagle na belce usłyszałam piski, podciągnęłam się i ujrzałam:
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! Szczur!!!- zaczęłam się drzeć jak opętana. Zwierzę weszło mi na rękę, a ja nie zważając na to, że wiszę 5 metrów nad ziemią natychmiastowo się puściłam. Przez chwilę myślałam, że spadnę na podłogę i coś sobie zrobię. Gdy podniosłam powieki moim oczom ukazały się mocno niebieskie tęczówki Horana. Z jednej strony cieszyłam się, że to on mnie złapał, a z drugiej byłam zła na siebie, bo wyszłam na kompletną ofiarę.
- Eghem.- odchrząknęłam znacząco, po czym Nialler mnie postawił na ziemię.
- W 10 minut załatwiłaś pięciu twardzieli, a boisz się małego szczura?- zapytał mnie Niall.
- Coś ci się niepodoba?- odpowiedziałam mu pytaniem, na pytanie.
- Nie... tylko to trochę dziwne.- odparł chłopak.
- Cicho bądź, bo zaraz znajdziesz się obok tego szczura, a uprzedzam, że tam dużo jedzenia nie ma.- powiedziałam.
- Dobra, dobra już się tak nie wkurzaj.- powiedział z początku trochę wystraszony.
- Ehhh... skoro na tej belce się da to idę na tą drugą...- rzekłam od niechcenia.
Przeskoczyłam przez dwa łózka i weszłam na szafę. Podskoczyłam odwracając się w powietrzu tak, że na belce zawisłam nogami. Podciągnęłam się. Nad belkami są jeszcze dwa metry w górę, więc mogłam się swobodnie poruszać. Chodziłam po belce, jak człowiek po chodniku. W pewnym momencie przeskoczyłam na belkę obok. Podeszłam do telefonów. Zauważyłam, że szczur nadal tam był, więc zrzuciłam go na ziemię, a wszyscy obecni w pokoju oprócz Nialla zaczęli piszczeć. Ja pościągałam wszystkie telefony, a Nialler zajął się zwierzątkiem. Trzymając telefony w ręku straciłam równowagę i w ostatniej chwili złapałam ręką belkę, a komórka, która wysunęła mi się z dłoni spadła, ale na szczęście Kath ją złapała. Widząc, że to komórka Loczka uciekła do siebie do pokoju i zamknęła się na klucz. Hazz natychmiast ruszył za nią, ale nie zdążył. Przez zamykające się drzwi zobaczył, że okno jest otwarte i postanowił poprosić mnie o pomoc. Na moje nieszczęście ja nadal wisiałam z trzema telefonami na belce.
- Oddasz nam te telefony?- ze zniecierpliwieniem zapytał Louis.
- Lou...- zaczęłam spokojnie- Jak tylko zejdę, to uroczyście obiecuję, że dostaniesz ode mnie kopa w dupę!- krzyknęłam, po czym dodałam- Jak ci się śpieszy czy coś, to było tu samemu wejść i nie robić nam zdjęć.
- Zanim ja bym chociaż wszedł na szafę, to byście 3 razy wrócili.- odparł smutny Tommo, po czym dopowiedział jeszcze- Ja nie jestem tobą i przede wszystkim nie jestem tak wysportowany jak chociażby Nialler.
- Ty rzeczywiście...- powiedziałam- Ej blondynku! Chodź no tutaj na moment- zawołałam Horana, który wypuszczał właśnie szczura na dach.
- Co byś chciała wisielcu?- zapytał śmiejąc się.
- Po pierwsze: Pomóż mi zejść!- krzyknęłam a ten stanął na łóżko z wyciągniętymi w gorę rękoma.
- No już puść się. - powiedział spokojnie.
- Żartujesz sobie?!- spytałam podniesionym głosem.
- Nie ufasz mi?- zapytał.
- No ufam... ale ja... mam lęk wysokości.- powiedziałam niepewnie i cicho, bo chciałam by tylko Niall usłyszał.
- To mogłaś tak od razu...- powiedział.
Wyszedł z pokoju i po chwili wrócił z drabiną. Daddy, Malik i Tommo cały czas przyglądali się akcji ratowniczej. Blondyn mnie złapał, a ja zacisnęłam ręce na jego szyi. Gdy odstawił mnie na ziemię zaczęłam:
- Dziękuję Nialler.- dodałam po chwili- Dobra, ten jest Malika, a ten Liama...- podeszłam do chłopaków i oddałam im telefony.- A to dla ciebie Lou.- przysunęłam się do niego, po czym kopnęłam go w tyłek tak mocno, że aż jęknął z bólu i oddałam mu telefon.

* Wieczorem *

~ Niall ~

- Nie wiem jak wy, ale ja dzisiaj znowu śpię u Nath, ona ma strasznie miękkie łóżko.- zacząłem.
- Spadaj dzisiaj ja tam śpię!- wrzasnął Tommo.
- Mi chodzi, że w pokoju u Nathy. Lou nie podniecaj się tak!- powiedziałem.
- Aaaa... W takim razie spoko, ale ja i tak śpię pod nią.- zaczęliśmy się śmiać.
Jeszcze chwilę gadaliśmy, a potem poszliśmy na kolację.







CZYTASZ - ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Nareszcie drugi rozdział. Tak się cieszę, że go napisałam, bo koleżanka mnie o niego strasznie męczyła. Mam nadzieję, że wam się spodoba.

Thursday, 5 December 2013

1. Od kiedy ty to wszystko potrafisz?

-To wszytsko przez ciebie!!!-krzyczałam.
-Ale dobrze wiesz, że byłem pijany!
-No właśnie!!! Po co wtedy piłeś!?!
-No... nie wiem, po co ty mnie w ogóle pytasz o takie rzeczy?!
-Bo gdybyś wtedy nie pił, to mama by żyła!!!
-Czyli uważasz, że to przeze mnie wpadła pod samochód?!
-Tak, bo ona wiedziała jaki jesteś pod wpływem alkocholu...-popłakałam się i uciekłam do pokoju, zamknęłam go na klucz i nie miałam zamiaru wychodzić...

Szybkim ruchem poderwałam się do góry, ale niestety musiałam walnąć się w głowę. Strasznie mnie rozbolała, nagle poczułam coś na czole, przejechałam po nim palcami i dotknęłam coś mokrego. Wiadomo co może być mokre na głowie, po dość mocnym uderzeniu... tak krew. Wstałam z łóżka i jak pomyślałam że mam iść przez ten długi hol, to aż mi się odechciało, ale cóż...
Doszłam do kuchni, siedziała tam pani Sophia, zlękła się gdy mnie zobaczyła.
-Dziecko drogie, co ci się stało?-zapytała kobieta, miała około czterdziestki.
-Znowu ten sam koszmar, dostanę lodu?-grzecznie spytałam, ona natomiast przytaknęła przy zamrażarce, zaczęła w niej grzebać i w końcu dostałam to, o co prosiłam. Napiłam się wody i wraz z zimnym okładem ruszyłam do pokoju.
Wracając przez ten ciemny korytarz usłyszałam szmery, trochę się zlękłam, ale wiedziałam, że nie ma się co bać, bo w końcu jestem w bezpiecznym miejscu, ale pszyśpieszyłam kroku i przypominałam sobie po kolei lekcje karate, na które chodzę już od 14 lat. Udałam, że spoglądam na drzwi, a tak naprawdę chciałam zobaczyć, czy nikt za mną nie idzie, to co ujrzałam przerosło moje oczekiwania. Ujrzałam pięć męskich dobrze zbudowanych sylwetek, które coraz szybciej zbliżały się ku mnie. Niestety nie mogłam dojrzeć ich twarzy przez ciemność panującą w około. Jedną ręką przytrzywywałam lód przy czole a drugą miałam luźno. Nagle poczułam jak ktoś lapie za mój wolny nadgarstek. Zrobił przy tym ogromny błąd. W tępie natychmiastowym przerzuciłam osobę trzymającą moją dłoń na drugą stronę i odwróciłam się do reszty prześladowców stojących za mną, a oni szybko się na mnie rzucili, lecz im nie wyszło, ponieważ odskoczyłam i spadli na leżącego już na ziemii.
-Pięciu na jedną, trochę niesprawiedliwy układ co?-powiedziałam z premedytacją.
-Ałaaa...-odrzekł mi dość dobrze znany głos.
Natychmiast podbiegłam do końca korytarza zapaliłam światło i ruszyłam z powrotem do leżących na ziemi.
Gdy zobaczyłam kto leży na ziemi i do tego w jakiej pozycji tarzałam się na podłodze ze śmiechu. Mogłam się domyślić, że to moi chłopcy.
Na samym dole plackiem leżał Niallerek, na nim leżał Tommo, którego stopa wylądowała na twarzy Hazzy, który na nim leżał, DJ Malik leżał obok trzymając się za swoje klejnoty i jęcząc, a na samej górze kanapki sałatka, czyli biedny Liaś, który zwijał się z bólu, bo dostał z kopniaka w brzuch.
Podeszłam do nich pomogłam im po kolei wstać. Dziwie się, że przez ten cały czas nikt nie przyszedł zobaczyć, co się dzieje, ale przyznam, że umiem narobić hałasu.
- No cóż... teraz wiecie jak się kończy skradanie za moimi plecami, strasznie was za to przepraszam, ale myślałam, że jesteście...
-Pedofilami?- dokończył za mnie Niall, który zna mnie tak dobrze, że potrafi skończyć każde moje zdanie.
-No... tak i do tego była was piątka, więc pomyślałam, że chcecie mnie...
-Zgwałcić?- znowu nie dał mi dokończyć.
-Przestań... ale tak, tak właśnie myślałam, bo wiecie, a sory wy nie wiecie... O mój Boże zamkij się wreszcie Nat-zaczęłam gadać sama do siebie, a oni patrzeli na mnie jak na idiotkę-mam im to teraz powiedzieć, a może lepiej zaczekać... mam mętlik w głowie, bo w końcu znamy się długo, już od jakiś 9, a Nialla od nawet 11 lat ale to zbyt osobiste , innym razem im to powiem...-chłopaki zaczęli szeptać między sobą, a ja na nich spojrzałam dziwnie.
-Co jest zbyt osoboste?-zaczął Hazza.
-O Matko!- podniosłam głos z przerażenia.
-Co się stało?-spytał Liam
Nie odpowiedziałam, tylko zrobiłam nad nimi śrubę w powietrzu i stanęłam tuż przed bardzo umięśnionym mężczyzną trzymającym w ręku nóż. Za nim stało jeszcze czterech dobrze zbudowanych facetów. Cała piątka urana była całkowicie na czarno. Kopnięciem z półobrotu wytrąciłam nóż mięśniakowi i przerzutem karate powaliłam go na ziemię. Chłopcy stojący za mną przyglądali się wszystkiemu.
-Może powinniśmy jej pomóc?- powiedział Zayn
-Nie trzeba, da sobie radę.- odpowiedział mu Niall przy czym uśmiechnął się lekko.
Po chwili wszyscy mężczyźni w czarnych kombinezonach leżeli na podłodze, a wszyscy chłopcy oprócz Nialla i parę osób, które zgromadziło się za nimi ptrzeli z niedowierzaniem i lekkim przerażeniem na moją drobną sylwetkę, która pokonała w zaledwie około dziesięciu minut pięciu twardzieli.
-To było naprawdę coś!- powiedziała i podbiegła do mnie Katharine przytulając mnie. Kat to moja najlepsza przyjaciółka znam się z nią tyle co z Niallem.
-Dzięki- odpowiediałam trochę obojętnie.- Idźcie do pokoi, bo jak przyjdzie Sarah, to nie będzie za miło...- Po jakimś czasie na korytarzu zostałam tylko ja moi pomyleni pedofile i nieprzytomni bandyci.
-Widzicie, mówiłem, że da sobie radę.- powiedział z dumą w głosie Niall.
- Od kiedy ty to wszystko potrafisz?- zapytał Tommo.
- Już od jakiś 11 lat ćwiczę karatę i chyba nigdy mi się nie znudzi.- uśmiechnęłam się do nich promiennie.- Jak chcecie, możecie spać dzisiaj u mnie w pokoju, mam siedem dwupiętrowych wolnych łóżek.- zaproponowałam.
- Ma twardy sen, możemy to wykorzystać i pomyszkować w jej rzeczach- powiedział szeptem do reszty Niall, gdy się już oddaliłam na 10 metrów.
- To prawda, mam twardy sen i do tego super słuch.- powiedziałam i zerknęłam na chłopaka, a ten z gapił się na mnie z miną WTF.
- Jak to możliwe, przecież ty jesteś jakieś 10 metrów od nas.- mówi.
- Po pierwsze zbyt mało o mnie wiesz, a po drugie w życiu i tak byście nie znaleźli rzeczy dla mnie najbardziej osobistych, typu np. pamiętnik, albo bielizna czy coś w tym stylu.- odparłam i ruszyłam dalej, a chłopaki za mną.
Po chwili Lou mnie zapytał:
- Nie wiedziałem, że w domu dziecka są takie duże pokoje, jak to możliwe, że to właśnie ty taki dostalaś?
- Duży... tutaj są dwa takie pokoje jeden jest opiekunek, a drugi jest mój, to pomieszczenie to tak naprawdę 3 pokoje, tylko zostały tu zbużone ściany.- odparłam.
- Ale po co taki wielki?- zapytał Zayn.
- Bo poza treningami muszę ćwiczyć karate, ale jak byłam mała to chciałam taki duży pokój...- w tym momencie łzy mi poleciały z oczu na myśl o moim tragicznym dzieciństwie.
- Co ci się stało?- zapytali mnie Liam i Harry jednocześnie.
- To nie jest rozmowa na teraz jutro wam powiem.
- Dobra.- odpowiedział Harry.
Wytarłam się chusteczką i po chwili przestałam płakać.
- Na którym łóżku śpisz?- zapytał mnie Liam.
- Całkiem po prawej na górze, a co?- gdy tylko wypowiedziałam te słowa Niall rzucił się na łóżko pode mną.
- Ej ja tam chciałem spać!- powiedział Louis.
- Ja się stąd nie ruszam, nie chce by jakiś ciężki koleś na mnie spadł gdy będę spał.- odrzekł Horan.
- A ja to pewnie jestem lekka co?- wtrąciłam patrząc na Nialla, a reszta tylko przyglądała się czynom moim, Horana i Tomlinsona.
- A nie jesteś?- zapytał nagle Harry.
- Dla twojej świadomosci: Nie, nie jestem. A na moim łóżku nie ma barierek, więc często spadam. Strzeż się Nialler.- właśnie zamierzałam usiąść na krzesło, które tylko pod wpływem mojego dotknięcia rozpadło się na pare części, a ja poleciałam na tyłek. Cała piątka zaczęła się śmiać.
- Hahaha... przestańcie to nie jest śmieszne... tyłek mnie boli.- powiedziałam.
- Dlaczego? Śmiech to zdrowie.- powiedział Malik.
- A chcesz dostać z półobrotu?- zapytałam ustawiając się w pozę startową karate.
- Nie! Proszę Nie! Bierz co chcesz, ale nie rób mi krzywdy!!!- zaczął piszczeć Zayn.
- Co chcę powiadasz... zastanowię się nad tą propozycją...- uśmiechnęłam się szyderczo i weszłam po drabince na moje łóżko.
- Jak dobrze, że jutro Sobota...- odezwał się Liam.
- Racja, nie trzeba rano wstawać.- odpowiedział mu Harry.- A co ty o tym myślisz Horan?
- Horan?- zapytał po chwili Zayn
- Może już śpi, cicho bądźcie i bierzcie z niego przykład.- powiedziałam, przewrociłam sie na bok i po chwili odpłynęłam w krainę Morfeusza.

Bohaterowie




Imię i nazwisko: Nathalie Veronica Blues
Wiek: 16 lat
Miejsce zamieszkania: Dom Dziecka ''Baby Laugh''/Londyn/Wielka Brytania
Coś o niej: Miła, pyskata, wkurzająca, zabawna, uczciwa, wstydliwa fajrbująca się blondynka o oczach koloru karaibskiego błękitu z aparatem. Nie lubi gdy mówi się na nią Nathalie, woli zdrobnienie Nathy, albo Nat. Pochodzi z zachodniej części Mullingaru w Irlandii. W domu dziecka mieszka od kąd skończyła 5 lat. Szybko musiała się nauczyć samodzielności, ponieważ jej tata był alkoholikiem i stracił prawa do opieki nad nią, a mama wpdła pod samochód. Przyczyną śmierci jej matki było nałogowe picie jej ojca. Ćwiczy karate i co rano chodzi na jogging wraz z najlepszymi przyjaciółmi. Nikt, nawet ona nie wie, że jej tata żyje i, że jest córką miliardera, który jest stwórcą najlepszej wytwórni płytowej czyli Syco Music. Śpiewa, tańczy, fotografuje i rysuje/maluje najlepiej w całym domu dziecka, ale boi się komukolwiek pokazać swój talent. Uwielbia luźne ciuchy i Nando's. Nie lubi być w centrum uwagi.
 Jej najlepszym przyjacielem jest Niall, a przyjaciółką Katharine.





Imię i nazwisko: Katharine Melanie Smith
Wiek: 15 lat
Miejsce zamieszkania: Dom Dziecka ''Baby Laugh''/Londyn/Wielka Brytania
Coś o niej: Ładna, miła szatynka o ciemnych falowanych włosach i brązowych oczach. Pochodzi z Londynu w Wielkiej Brytanii. Najlepsza przyjaciółka Nathalie znają się 11 lat. Trafiła do domu dziecka jeszcze gdy była niemowlęciem. Rodzice ją zostawili, ponieważ byli za młodzi na dziecko. Wszyscy mówią na nią Kath. Jej najlepszą przyjaciółką jest Nathalie, a przyjacielem Harry. Skrycie podkochuje się w Harrym Stylesie, z którym zna się 9 lat. Lubi być w centrum uwagi. Rano udaje się na jogging wraz z Nathalie.
 



Imię i nazwisko: Niall James Horan
Wiek: 16 lat
Miejsce zamieszkania: Dom Dziecka ''Baby Laugh''/Londyn/Wielka Brytania
Coś o nim: Miły, uczciwy, wstydliwy i wiecznie głodny farbowany blondyn o oczach koloru błękitnego oceanu z aparatem na zębach. Mówią na niego Nialler, albo Horan. Pochodzi ze wschodniej części Mullingaru w Irlandii. Najlepszy przyjaciel Nathalie. Również znają się 11 lat. Skrycie zakochany po uszy w swojej przyjaciółce. Uwielbia śpiewać pod prysznicem, gdy nikt go nie słyszy, bo tak to się wstydzi. Również biega z Nathalie i Katharine. Uwielbia luźne ciuchy i Nando's. Nie lubi być w centrum uwagi. Potajemnie uczęszcza na dodatkowe zajęcia gotowania, śpiewu, szermierki i chodzi na siłownię. Jego najlepszą przyjaciółką jest Nathalie, a przyjacielem Zayn i Liam. Jego tata wpadł pod samochód, a mama straciła nad nim prawa rodzicielskie, gdy miał 5 lat. Do domu dziecka trafił dzień po Nathalie.


 


Imię i nazwisko: Harry Edward Styles
Wiek: 15 lat
Miejsce zamieszkania: Dom Dziecka ''Baby Laugh''/Londyn/Wielka Brytania
Coś o nim: Uroczy, sexi flirciarz o zielonych oczach i brązowych zabójczo-uroczych loczkach, na którego lecą wszystkie dziewczyny oprócz Nathalie w szkole, jak i w domu dziecka. Pochodzi z Holmes Chapel, które znajduje się tuż obok Doncaster w Wielkiej Brytanii. Lubi nosić rurki i kolorowe żakiety. Uwielbia banany i koty. Jest dobrym przyjacielem Nathalie, którą zna od 9 lat. Zakochany w swojej najlepszej przyjaciółce Katharine. Uwielbia śpiewać, nie wstydzi się robić tego przy innych. Uwielbia być w centrum uwagi. Jego najlepszym przyjacielem jest Louis Tomlinson, a przjaciółką Katharine. Jego rodzice zmarli w pożarze, gdy miał 6 lat.





Imię i nazwisko: Louis William Tomlinson
Wiek: 17 lat
Miejsce zamieszkania: Dom Dziecka ''Baby Laugh''/Londyn/Wielka Brytania
Coś o nim: Chłopak z intensywnym poczuciem humoru o szaroniebieskich oczach i kasztanowych włosach, łamałby najlepiej wszystkie zasady. Mówią na niego Lou i Tommo. Pochodzi z Doncaster, które znajduje się tuż obok Holmes Chapel w Wielkiej Brytanii. Uwielbia się bawić i wydurniać. Nienawidzi nosić skarpetek. Kocha marchewki i koszulki w paski. Lubi śpiewać i tańczyć. Nie wstydzi się swojego talentu. Lubi być w centrum uwagi.
Jego najlepszym przyjacielem jest Harry Styles. Do domu dziecka trafił tego samego dnia co Hary. Jego rodzice zmarli w tym samym pożarze, ponieważ byli sąsiadami.





Imię i nazwisko: Zayn Javadd Malik
Wiek: 16 lat
Miejsce zamieszkania: Dom Dziecka ''Baby Laugh''/Londyn/Wielka Brytania
Coś o nim: Towarzyski, sexi brunet o piwnych oczach. Mówią na niego Dj Malik, Zayn, albo Malik. Pochodzi z Bradford w Wielkiej Brytanii. Jest pochodzenia pakistańskiego. Uwielbia nosić rurki i basebolówki. Ma większego fioła na punkcie swojego wyglądu, niż Louis na punkcie marchewek. Jest pożądaniem wielu dziewczyn. Lubi śpiewać, tańczyć i być w centrum uwagi. Jego najlepszym przyjacielem jest Liam i Niall. Nie wiadomo co się stało z jego rodzicami, ale prawdopodobnie był niechciany i oddany do domu dziecka.





Imię i nazwisko: Liam James Payne
Wiek: 16 lat
Miejsce zamieszkania: Dom Dziecka ''Baby Laugh''/Londyn/Wielka Brytania
Coś o nim: Cichy, spokojny, stanowczy i zorganizowany szatyn przestrzegający każdej istniejącej zasady o czekoladowych oczach i dobrym sercu. Mówią na niego Liam,  Daddy, albo Leeyum. Pochodzi z Wolerhampton w Wielkiej Brytanii. Lubi nosić bluzy, jeansy i koszule w kratke. Lubi sprzątać. Razem z Niallem lubi chodzić na siłownię. Jest pomocny. Lubi śpiewać, ale nie przepada za byciem na ustach wszystkich. Jego najlepszymi przyjaciółmi są Zayn i Niall. Jego rodzice zglinęli w wypadku lotniczym, gdy miał 3 lata. Potem mieszkał z babcią, która w końcu pojechała do domu starców, a on trafił do domu dziecka.





Imię i nazwisko: Olivia Agnes Rich
Wiek: 17 lat
Miejsce zamieszkania: Silver Street 42/134 Londyn/Wielka Brytania
Coś o niej: Towarzyska, cicha i poukładana dziewczyna o kasztanowych włosach i brązowych oczach. Mówią na nią Ol, Oliv lub po prostu Olivia. Pochodzi z Florencji we Włoszech. Lubi nosić zwiewne sukienki. Jest kapitanem cheerleaderek. Nie lubi śpiewać, ale kocha tańczyć i być w centrum uwagi. Jej najlepszymi przyjaciółkami są Suesanne i Megan. Jej tata jest sławnym biznesmenem, który na swojej pracy zarabia milony, mama jest bizneswoman, ale zarazbia nieco mniej.



Imię i nazwisko: Suesanne Juliet Ross
Wiek: 17 lat
Miejsce zamieszkania: School Street 56/786 Londyn/Wielka Brytania
Coś o niej: Wredna, ale urocza brunetka o piwnych oczach. Mówią na nią Sue. Pochodzi z Londynu w Wielkiej Brytanii. Lubi nosić obcisłe koszulki i spodenki lekko odsłaniające pośladki. Jest wice kapitanem cheerleaderek. Nie umie śpiewać, ani tańczyć, ale i tak to robi. Kocha być w centrum uwagi. Jej najlepszą przyjaciółką jest Olivia. Jej ojciec jest rozwiedzionym milionerem.



Imię i nazwisko: Megan Charlotte Black
Wiek: 15 lat
Miejsce zamieszkania: Dom Dziecka ''Baby Laugh''/Londyn/Wielka Brytania
Coś o niej: Miła, uczciwa szatynka, o czekoladowych oczach. Mówią na nią Meg. Pochodzi z Tokio w Japonii. Lubi nosić zwiewne sukienki i koszulki. Chodzi na lekcje tańca. Pięknie śpiewa i kocha być na ustach wszystkich. Jej najlepszymi przyjaciółkami są Olivia i Kath. Została porzucona przez rodziców i dlatego znalazła się w domu dziecka.






Imię i nazwisko: Kaitlin Louise Tomlinson
Wiek: 15,5 lat
Miejsce zamieszkania: Stereo Street 67/154 Wielka Brytania
Coś o niej: Śliczna, urocza, miła i uczciwa blondynka o szarych oczach. Mówią a nią Katy. Pochodzi z Norwegii. Mieszka na przedmieściach Londynu. Lubi nosić jeansy i sweterki. Kocha śpiewać i wychodzi jej to całkiem nieźle, ale się z tym ukrywa. Jest kuzynką Kath, ale ani ona, ani Louis nie wiedzą, że są rodzeństwem. Jej najlepszą przyjaciółką jest Nath. W szkole jej dokuczają i odpychają na bok, ale w domu dziecka jest inaczej, tam jest lubiana przez wszystkich i żałuje, że nie mieszka na przeciwko niego. Mieszka razem z tatą mamą i młodszą siostrą Stasy.







Imię i nazwisko: Stasy Renesmee Tomlinson
Wiek: 7 lat
Miejsce zamieszkania: Stereo Street 67/154 Wielka Brytania
Coś o niej: Mała, urocza, beztroska szatynka o zielonoszarych oczach. Mówią na nią po imieniu. Pochodzi z Norwegii. Mieszka a przedmieściach Londynu. Jest młodszą siostrą Katilin. Nie wie o tym, że ma brata. Nie chodzi do szkoły, bo ma prywatnych nauczycieli. Mieszka razem z rodzicami i starszą siostrą.





Imię i nazwisko: George Paul Shelley
Wiek: 17 lat
Miejsce zamieszkania: School Street 58/786 Londyn/Wielka Brytania
Coś o nim: Czasem wkurzający miły szatyn o brązowych oczach. Często mylą go z Harry'm. Mówią na niego po imieniu lub nazwisku. Nie ma stałego przezwiska. Pochodzi z USA. Jest sąsiadem Suesanne. Nie należy do najbogatszych, ale też nie grozi mu bieda. Zakochany w Nathalie. Skoro ma już świadomość, że dziewczyna ma chłopaka będzie o nią walczył.


Kolejni bohaterowie będą pojawiać się z rozdziałami.