Wednesday, 11 December 2013

2.Niall opanuj się...

*Następnego dnia*

~Niall~

Spałem sobie, gdy nagle usłyszałem jakieś ciche śmiechy. Powoli zacząłęm otwierać oczy.
- Patrzcie, już się budzi, spadamy z tąd.- usłyszałem piskliwy głos Tomlinsona.
Gdy już całkiem otworzyłem oczy wszyscy leżeli w łóżkach, ale poczułem jakiś ciężar na mojej dłoni, który przylegał do mojej klatki piersiowej, spojrzałem w dół i ku moim oczom ukazała się drobna sylwetka dziewczyny.- Nathalie - pomyślałem i zerknąłem jeszcze raz. Rękami obęjmowała mnie w pasie i przytulała się do mojego nagiego torsu. Ogółem moja piżama składa się z szarych dresów i ciepłych skarpet, ona wyglądała podobnie, tylko na sobie miała jeszcze luźną koszulkę z jakiegoś obozu windsurfingowego. Wyjąłem ramię spod jej głowy. Powoli i delikatnie próbowałem odczepić jej ręcę, ale to na nic. Nie chciałem jej budzić widząc jak słodko wygląda gdy śpi. - Niall opanuj się, to tylko przyjaciółka, poza tym i tak by cię nie chciała, bo nie masz żadnego talentu i w ogóle jesteś do niczego - pomyślałem. Ponownie spróbowałem odczepić jej ręce. Udało mi się wyswobodzić z jej objęć. Powoli wstałem i próbowałem tak przejść, żeby na nią nie spaść lub nie nadepnąć. - Gratulacje Niall!!! Udało ci się!!! A teraz znajdź wszystkie telefony, aparaty i tego typu rzeczy! - przeszła mi przez głowę taka myśl i rozpocząłem pozukiwania.
Po pięciu minutach mając nadzieję, że wszystkie zdjęcia i filmy usunąłem ruszyłem na śniadanie.

~Nath~

Po tej nocy byłam strasznie niewyspana. Otworzyłam oczy i pierwsz co zrobiłam, to ruszyłam do toalety, bo mi się chciało siku, a potem do kuchni. Na głowie miałam szopę, ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Podeszłam do lodówki, nie zauważając Nialla mającego na talerzu jakieś 15 kanapek. Wyciągnęłam jogurt pitny i zrobiłam sobie chleb z szynką.
- O hej!- powiedziałam do jedzącego blondynka.
- Hej, jak się spało?- zapytał wiedzący o co chodzi Niall. Mimo to, że miał pełną buzię to zrozumiałam jego patanie.
- Całkiem nie źle, a tobie jak się spało?- także zadałam pytanie. Niall na samą myśl o dzisiejszym ranku uśmiechnął się pod nosem.
- W sumie, to jak śpiśz masz strasznie mocny chwyt, ale tak to dobrze.- odparł blondyn.
- Nie rozumiem do końca o co chodzi...- powiedziałam zdezorientowana.
- No... jakieś pół nocy spałaś ze mną i tak się mnie uczepiłaś, że rano miałem problemy z wyjściem- coś mi zaświtało w głowie.
- Czekaj, czekaj... spadłam z łóżka?- zapytałam.
- Tak, na początku leżałaś na brzegu, a potem się przeturlałaś i objęłaś mnie rękami w pasie, a ja jakieś pół godziny temu przez 15 minut miałem problemy z wyjściem, ale się udało.- odrzekł.
- Omg... Hazza i Tommo mają strasznie słaby sen, musieli usłyszeć ten huk, gdy spadłam, na pewno robili nam zdjęcia i filmy, a jak ich znam, to już pewnie nie śpią i  oglądają to, a także pokazują innym lokatorom domu dziecka... To dlaczego my jeszcze siedzimy?!- już chciałam wstać od stołu, kiedy Niall złapał mnie za rękę i posadził zpowrtotem.
- Nie bój się, prawdopodobnie pousuwałem wszystkie zdjęcia, a jeśli komuś pokażą to chyba nic się nie stanie prawda?- powiedział to z takim spokojem, że nie mogłam się z nim niezgodzić, więc zostałam na miejscu dalej jedząc śniadanie.
- A jeśli wykorzystają to przeciwko nam?- zapytałam po chwili.
- Nie są tacy mądrzy, a nawet jeśli, to nie przewidzieli tego, że ty znasz karate i każda z opiekunek tutaj wie, że często spadasz z łóżka i przez sen przytulasz pluszaki, ja co prawda nie jestem misiem, ale to oznacza to samo, potrzebujesz w życiu kogoś bliskiego. A tak w ogóle to czemu co jakiś czas masz na czole taką ranę jak teraz?- na śmierć zapomniałam. Wstałam z miejsca, podeszłam do szafki i nakleiłam sobie plaster na czole.
- W sumie to chyba mogę ci powiedzieć...- opowiedziałam mu całe moje tragiczne dziecińtwo, dlaczego mam taki duży pokój i dlaczego jestem jedyną osobą, która tutaj w domu dziecka nosi markowe ciuchy. Podczas całej tej opowieści próbowałam się nie popłakać, ale mi się nie udało i zalałam się potokiem łez.
Niall jako dobry przyjaciel, a może nawet moj najlepszy przyjaciel podszedł do mnie i mnie lekko objął, a ja natychmiast przytuliłam się do jego nagiego torsu i poryczałam się na dobre. Była dopiero 6.05, a nawet opiekunki tak wcześnie nie wstają, tylko my z całego domu dziecka budzimy się i jemy śniadanie o tej godzinie. Gdy już się wypłakałam Niall opowiedział mi swoją historię, jego tata wpadł pod samochód, a mama straciła prawa rodzicielskie. To dziwne, bo mi się przytrafiło tak samo, tylko mama straciła życie wpadając pod rozpędzone auto, a tata stracił prawa do opieki nade mną. W sumie to mnie i Nialla łączy bardzo dużo rzeczy.

*Kilka godzin później*

~ Niall ~

*Około 12.30 obudził się Malik, Liam, Tommo i Hazza. *

Ja i Nat chodzimy sobie teraz po centrum handlowym razem z Kat i Harrym. Właśnie wchodziliśmy do ''PUMY''. Nath i ja odrazu poszliśmy do działu dresów, bluz i butów. To jest u nas jeden plus, mamy taki sam gust, kochamy luźne sportowe ciuchy i buty, ale w sklepach typu H&M czy NewYorker też znaleźlibyśmy podobne ciuchy, nawet gdyby nie były sportowe. W pewnym momencie weszliśmy Do ''Carry'' damsko-męski sklep. Nath wzięła 3 pary spodni, 4 bluzki i nie wiem czy coś jeszcze bo nie zauważyłem. Ubierała się po kolei w wybrane zestawy i w pewnej chwili wyszła z przebieralni w czerwonej sukience. Idealnie podkreślała jej kształty, przybrała na wysokości zakładając do tego wysokie czarne szpilki mimo, że i tak była dość wysoką dziewczyną nawet bez nich. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Po chwili zacząłem sobie wyobrażać mnie w garniturze i Nath w sukni ślubnej przed ołtarzem.
- Niall? Niall... Halo ziemia do Nialla!- usłyszałem i po chwili dziewczyna zaczęła mi machać ręką przed oczami.
- Tak? Co chciałaś?- zapytałem.
- Chciałam zapytać jak na mnie leży ta sukienka i czy warto ją kupić. Więc co o niej myślisz?- zadała mi pytanie.
- Nie chcę nic mówić, ale...- zacząłem specjalnie przedłużać widząc niecierpliwość na twarzy dziewczyny.
- Ale co?- zapytała po chwili łagodnym głosem.
- No nic, po prostu wyglądasz w niej prześlicznie.- odparłem.- W ogóle ładnie wyglądasz w sukienkach...- uśmiechnąłem się zalotnie.
- Coś sugerujesz?- dziewczyna odwzajemniła uśmiech, a jak zobaczyła na mojej twarzy lekkie zakłopotanie uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Tak... to znaczy nie! Ja po prostu... uważam... że... dobrze wyglądasz w... sukienkach, tak właśnie w sukienkach.
- Rozumiem...- uśmiechnęła się zawadiacko.
Poszliśmy do kasy i zapłaciliśmy, za parę rzeczy, po czym wyszliśmy ze sklepu. Jakieś 5 minut czekaliśmy na Hazzę i Kath, zastanawiam się, co oni tam tak długo robili.
Gdy już odnaleźli się nasi zagubieni poszliśmy do jakiejś kawiarni.
Usiedliśmy przy stoliku. Po jakimś czasie podeszła do nas kelnerka:
- Co podać?- zapytała z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Poproszę dużą porcję lodów waniliowo-pistacjowych, do tego torcik Wedlowski.- powiedziałem razem z Nath, nawet nie wiedzieliśmy, że zamówiliśmy to samo. Zaczęliśmy chichotać, po czym dodałem:
- A do picia dwa soki pomarańczowe... teraz wasza kolej...- powiedziałem do Kath i Harry'ego.
Gdy dostaliśmy swoje zamówienia, które okazały się być strasznie wielkie powiedziałem do Nath:
-Ty to wszystko zjesz?
- A co, chcesz mi zjeść lody? Oczywiście, że to zjem...pytanie czy ty to zjesz...- dodała po chwili i uśmiechnęła się szyderczo.
- Czy ja to zjem? Nie rozśmieszaj mnie... pewnie, że to zjem- odwzajemniłem uśmiech i spojrzałem na Nath. Ta na mnie zerknęła, po czym spojrzała na Hazzę i Kathy, a ci z niedowierzaniem patrzeli na swoje porcje.
- A wy czemu się nie odzywacie?- zaczęła Nathy.
- Co...?- odpowiedzieli oboje zdezorientowani.
- No właśnie to. Czemu się nie odzywacie?- spytała ponownie.
- Nie wiem... nie jesteśmy w temacie... w każdym razie ja tyle nie zjem, powinnam zamówić sobie połowę tej porcji.- powiedziała Kath.
-Ty narzekasz, że to jest dużo?- spytała z niedowierzaniem Blues.
- Jak to jest dla ciebie mało, to... ile dla ciebie jest dużo?- zapytała Smith.
- Jakie jest znaczenie słowa dużo...?- odparła Nathalie.
Gdy to powiedziała wszyscy wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem, nie wiadomo z jakiego powodu.

*3 godziny później*

~ Louis ~

Gdzie oni są tak długo... przeszło mi przez myśl. Nagle ni stąd, ni z owąd przypomniałem sobie dzisiejszy poranek i ruszyłem w poszukiwaniach mojego telefonu.
- Niech któryś z was do mnie zadzwoni...- powiedziałem, ale zauważyłem, że oni też szukają swoich komórek.
- Nathy...- powiedziałem po cichu, a reszta odwróciła się w moją stronę gdy usłyszeli dźwięk  sms'a. Wglądali jakby zobaczyli ducha. Ja nie usłyszałem sygnału widomości. - Co wam?- zapytałem, a oni gestami kazali mi się odwrócić. To co zobaczyłem odjęło mi mowę...

~ Nath ~

Gdy wróciliśmy do domu dziecka usłyszałam wołanie:
- Blues!!!- usłyszałam rozgniewane głosy Louisa, Zayna i Liama. Odwróciłam się w pozie startowej karatę, a oni się zatrzymali pół metra przede mną.
- Po nazwisku, to po pysku... rozumiemy się chłopaki?- powiedziała do nich, a ci odsunęli się o parę kroków.
- Ok..., czemu nasze telefony są przyczepione do sufitu?- zapytał pewny, że nic nie zrobił Malik.
- Odpowiem ci pytaniem. A czemu robiliście mi i Naillerowi zdjęcia?- odpowiedziałam zdecydowanie.
- Bo... wy tak słodko razem wyglądacie gdy śpicie.- powiedział Zayn.
- A wasze telefony słodko razem wyglądają, gdy wiszą na suficie.- odparłam i poszłam zanieść zakupy do pokoju. Chłopcy i Kath ruszyli za mną.
- Zdejmiesz je...?- zapytał grzecznie Liam.
- Ok.- odparłam- Nialler podsadzisz mnie, bo mi się nie chce włazić na szafkę.- powiedziałam do chłopaka.
- Dobra.- odrzekł chłopak, po czym mnie podsadził do góry, a ja jedną ręką zawisłam na belce pod sufitem, a drugą po kolei odklejałam telefony. Nagle na belce usłyszałam piski, podciągnęłam się i ujrzałam:
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! Szczur!!!- zaczęłam się drzeć jak opętana. Zwierzę weszło mi na rękę, a ja nie zważając na to, że wiszę 5 metrów nad ziemią natychmiastowo się puściłam. Przez chwilę myślałam, że spadnę na podłogę i coś sobie zrobię. Gdy podniosłam powieki moim oczom ukazały się mocno niebieskie tęczówki Horana. Z jednej strony cieszyłam się, że to on mnie złapał, a z drugiej byłam zła na siebie, bo wyszłam na kompletną ofiarę.
- Eghem.- odchrząknęłam znacząco, po czym Nialler mnie postawił na ziemię.
- W 10 minut załatwiłaś pięciu twardzieli, a boisz się małego szczura?- zapytał mnie Niall.
- Coś ci się niepodoba?- odpowiedziałam mu pytaniem, na pytanie.
- Nie... tylko to trochę dziwne.- odparł chłopak.
- Cicho bądź, bo zaraz znajdziesz się obok tego szczura, a uprzedzam, że tam dużo jedzenia nie ma.- powiedziałam.
- Dobra, dobra już się tak nie wkurzaj.- powiedział z początku trochę wystraszony.
- Ehhh... skoro na tej belce się da to idę na tą drugą...- rzekłam od niechcenia.
Przeskoczyłam przez dwa łózka i weszłam na szafę. Podskoczyłam odwracając się w powietrzu tak, że na belce zawisłam nogami. Podciągnęłam się. Nad belkami są jeszcze dwa metry w górę, więc mogłam się swobodnie poruszać. Chodziłam po belce, jak człowiek po chodniku. W pewnym momencie przeskoczyłam na belkę obok. Podeszłam do telefonów. Zauważyłam, że szczur nadal tam był, więc zrzuciłam go na ziemię, a wszyscy obecni w pokoju oprócz Nialla zaczęli piszczeć. Ja pościągałam wszystkie telefony, a Nialler zajął się zwierzątkiem. Trzymając telefony w ręku straciłam równowagę i w ostatniej chwili złapałam ręką belkę, a komórka, która wysunęła mi się z dłoni spadła, ale na szczęście Kath ją złapała. Widząc, że to komórka Loczka uciekła do siebie do pokoju i zamknęła się na klucz. Hazz natychmiast ruszył za nią, ale nie zdążył. Przez zamykające się drzwi zobaczył, że okno jest otwarte i postanowił poprosić mnie o pomoc. Na moje nieszczęście ja nadal wisiałam z trzema telefonami na belce.
- Oddasz nam te telefony?- ze zniecierpliwieniem zapytał Louis.
- Lou...- zaczęłam spokojnie- Jak tylko zejdę, to uroczyście obiecuję, że dostaniesz ode mnie kopa w dupę!- krzyknęłam, po czym dodałam- Jak ci się śpieszy czy coś, to było tu samemu wejść i nie robić nam zdjęć.
- Zanim ja bym chociaż wszedł na szafę, to byście 3 razy wrócili.- odparł smutny Tommo, po czym dopowiedział jeszcze- Ja nie jestem tobą i przede wszystkim nie jestem tak wysportowany jak chociażby Nialler.
- Ty rzeczywiście...- powiedziałam- Ej blondynku! Chodź no tutaj na moment- zawołałam Horana, który wypuszczał właśnie szczura na dach.
- Co byś chciała wisielcu?- zapytał śmiejąc się.
- Po pierwsze: Pomóż mi zejść!- krzyknęłam a ten stanął na łóżko z wyciągniętymi w gorę rękoma.
- No już puść się. - powiedział spokojnie.
- Żartujesz sobie?!- spytałam podniesionym głosem.
- Nie ufasz mi?- zapytał.
- No ufam... ale ja... mam lęk wysokości.- powiedziałam niepewnie i cicho, bo chciałam by tylko Niall usłyszał.
- To mogłaś tak od razu...- powiedział.
Wyszedł z pokoju i po chwili wrócił z drabiną. Daddy, Malik i Tommo cały czas przyglądali się akcji ratowniczej. Blondyn mnie złapał, a ja zacisnęłam ręce na jego szyi. Gdy odstawił mnie na ziemię zaczęłam:
- Dziękuję Nialler.- dodałam po chwili- Dobra, ten jest Malika, a ten Liama...- podeszłam do chłopaków i oddałam im telefony.- A to dla ciebie Lou.- przysunęłam się do niego, po czym kopnęłam go w tyłek tak mocno, że aż jęknął z bólu i oddałam mu telefon.

* Wieczorem *

~ Niall ~

- Nie wiem jak wy, ale ja dzisiaj znowu śpię u Nath, ona ma strasznie miękkie łóżko.- zacząłem.
- Spadaj dzisiaj ja tam śpię!- wrzasnął Tommo.
- Mi chodzi, że w pokoju u Nathy. Lou nie podniecaj się tak!- powiedziałem.
- Aaaa... W takim razie spoko, ale ja i tak śpię pod nią.- zaczęliśmy się śmiać.
Jeszcze chwilę gadaliśmy, a potem poszliśmy na kolację.







CZYTASZ - ZOSTAW PO SOBIE ŚLAD

Nareszcie drugi rozdział. Tak się cieszę, że go napisałam, bo koleżanka mnie o niego strasznie męczyła. Mam nadzieję, że wam się spodoba.

No comments:

Post a Comment