Gdy byliśmy już na świetlicy ja wybierałem film. Oczywiście z mojej ulubionej kategorii czyli horrory. Nie zastanawiałem się nad tym czy Nath chce taki seans czy nie, po prostu szybko wyszukałem coś strasznego i włączyłem. Jak się okazało wziąłem jeden z bardziej przerażających filmów, a mianowicie wybrałem Fredy'ego Cruger'a. Miałem nadzieję, że Nath nie będzie się jakoś strasznie bać, ale tylko troszkę, bym mógł ją obiąć w straszniejszych momentach.
- Co to za film?- zapytała z ciekawości dziewczyna.
- Freddy Cruger... oglądałaś?- byłem zaciekawiony jaka będzie jej odpowiedź.
- Nie, jaka kategoria?- dopytywała się Blues.
- Horror.- odpowiedziałem jakby nigdy nic.
- Uuu... będzie bardzo strasznie?- dziewczyna nadal zaciekawiona pytała.
- Raczej tak.- powiedziałem.
- To genialnie!- odparła i oparła się o kanapę.
Oglądaliśmy w ciszy. Swoją drogą ja nie boję się horrorów, ale nie wiem jak z Nath. Nadszedł jeden ze straszniejszych momentów filmu. Dziewczyna się wzdrygnęła, a ja jak to robią w romansidłach udawałem, że ziewam i się przeciągam, a tak naprawdę to objąłem ją ramieniem i przysunąłem do siebie.
- Nialler... ja... trochę boję... się tego filmu. Wydaje się taki...-urwała szukając odpowiednich słów.
- Realistyczny.- dokończyłem za nią.
- Tak dokładnie, a co jeśli taki Freddy łazi gdzieś po naszym domu dziecka, co z nami będzie?- zaczęła lamentować.
- Nie ma się czego bać. Jestem przy tobie.- powiedziałem łagodnie do dziewczyny.- Nic ci się nie stanie, a nawet jeśli taki Cruger żyje to jakby chociaż próbował cię skrzywdzić, obiecuję, że nie ręczę za siebie.- dokończyłem swoją wypowiedź.
Dziewczyna bardziej się przysunęła i wtuliła się we mnie. Nie ukrywam było mi bardzo przyjemnie z takim uczuciem. Cały czas obejmowałem ją ramieniem, a gdy nadchodziły straszniejsze momenty przytulała się do mnie mocniej.
*Po filmie godz. 01.07*
- Niall będziesz dzisiaj ze mną spał? Nie chce być sama, kiedy będą mi się śniły koszmary.- powiedziała cicho i niepewnie, jakby bała się, że jej odmówię.
- Ok, ale pod twoim łóżkiem, czy na nim?- zapytałem.
- Na.- odpowiedziała krótko i złapała mnie za rękę.
Czułem, że dziewczyna się trzęsie. Pierwszy raz widziałem ją w takim stanie, mimo że oglądaliśmy często filmy i horrory, ale były zdecydowanie mniej straszne od tego, więc nie miałem się co dziwić. Ułożyliśmy się swobodnie na łóżku. Dziewczyna odwróciła się twarzą do mnie, ja nie musiałem zmieniać pozycji.
- Czemu farbujesz włosy?- zapytała po chwili niezręcznej ciszy.
- Bo wolę blond i uważam, że bardziej mi w nim... do twarzy.- odpowiedziałem.
- Ja tak samo.- uśmiechnęła się.
- Ilu miałaś chłopaków?- poruszyłem nieco intymniejszy temat, ale nie wzruszyło to dziewczyny.
- Jeśli liczyć tego z przedszkola...- zamyśliła się na chwilę- To dwóch. A ty ile miałeś dziewczyn?- dokończyła swoją wypowiedz.
- W sumie to nie byłem w żadnym poważniejszym związku, nie licząc tej dziewczynki z przedszkola. Jak ją teraz sobie przypominam to była słodką brunetką, nie była szczerbata, a zęby miała równe. Na nosie lekkie, ale liczne piegi, zupełnie jak twoje.- uśmiechnąłem się lekko i ciągnąłem dalej, a dziewczyna dalej słuchała z zaciekawieniem.- Na lewej ręce zawsze nosiła różowy zegarek. Dziwiło mnie, że znała wtedy jakie są godziny. Chodziła w sukienkach różnego koloru. Pamiętam że na wigilię była Maryją, a ja byłem Józefem. Zawsze udawaliśmy że idziemy do toalety, a tak naprawdę chodziliśmy do takiego schowka na miotły i tam się '' cmokaliśmy ''- powiedziałem ruszając palcami na znak cudzysłowu.- I opowiadaliśmy sobie różne historyjki. A gdy byliśmy w sali bawiliśmy się wózkiem z lalką w środku. Ja udawałem tatę, a ona była mamą.- na samo wspomnienie czasów z przedszkola uśmiechnąłem się.
- Jakie nosiła buty?- zapytała z ciekawością.
- Czarne lakierki z różowymi różyczkami przy rzepie.- odpowiedziałem.
Dziewczyna wstała i podeszła do szafy. Wyciągnęła z niej pudełeczko i wróciła na łóżko. Zapaliła nocną lampkę i uchyliła powoli wieczko kartonu. Ku moim oczom ukazały się identyczne buciki jak nosiła tamta dziewczynka. Obok leżała karteczka. Dziewczyna wzięła ją do ręki przeczytała z uśmiechem i dała mi do odczytania. było na niej nabazgrane coś niebieską świecówką.
'' Fiem, rze to tfoje ulóbione puciki, o kturych zafsze mażyłaś! Fszystkiego najlepsiejszego z okasji urocin. N.H. ''
- Nie wierzę! To ty byłaś tą małą dziewczynką?- zapytałem.
- Chyba tak... Nigdy nie mogłam sobie przypomnieć imienia chłopca, z którym chodziłam do przedszkola.- powiedziała.- Ale nie pomyślałam o tym, że ''N.H.'' to twoje inicjały, nie wiem dlaczego ale zawsze to sobie kojarzyłam z Nick'em Henderson'em, ale gdy powiedziałeś o balerinkach miałam pewność, że to byłeś ty.
- Wow... no to mnie teraz zamurowało... Ale nadal nie rozumiem jednej rzeczy...- nurtowało mnie to cały czas.
- Czego mianowicie?- zapytała.
- Dlaczego nie poznałaś mnie kiedy jakieś 2 lata później przyszedłem tutaj.- powiedziałem.
- Ty... rzeczywiście cię nie poznałam... Może to dlatego, że byłam za mała i beztroska, więc szybko zapomniałam o wszystkich dzieciach, które znałam wcześniej. Ale zauważ że ta więź tak jakby przetrwała aż do dziś, a to jak się że tak powiem zaprzyjaźnialiśmy było próbą tego czy naprawdę się lubimy czy nie. Więc teraz ze spokojem mogę stwierdzić, że się nawet kochamy jak rodzeństwo.
- Taaa... jak rodzeństwo...- powiedziałem z dziwnym tonem.
- A nie jest tak?- zapytała.
- Oczywiście, że jest!- odparłem.
- Uff... już myślałam, że coś się stało.- powiedziała.
- Mogę czegoś spróbować?- zapytałem.
- Jasne! Nie pytaj się mnie tylko próbuj. Do odważnych świat należy. - odpowiedziała.
Szkoda tyko, że nie wiedziała co chcę zrobić. Dziewczyna leżała cały czas twarzą do mnie, co ułatwiało moją sytuację, ale też utrudniało. Przybliżyłem powoli twarz do buzi dziewczyny. Po chwili nasze usta się ze sobą zetknęły. Nath oszołomiona nic nie zrobiła. Odsunąłem się od niej i podniosłem się do pozycji siedzącej. Blondynka powtórzyła mój ruch i też usiadła. Nasze spojrzenia się spotkały. Po chwili dziewczyna niepewnie się do mnie przybliżyła. Czułem jej oddech na swojej twarzy, a ona musnęła moje wargi. Odwzajemniłem pocałunek. Gdy już się od siebie oderwaliśmy Nathy się uśmiechnęła i spoglądała na mnie. Po chwili lekko spoważniała, ale banan nadal nie schodził z jej twarzy.
- Niall, a co jeśli się nie uda i...- zawahała się.- Nasza przyjaźń nie będzie już taka sama jak wcześniej, nie wiem nawet czy gdyby się nie powiodło to nadal byśmy byli przyjaciółmi.
- Nath posłuchaj mnie. Życie jest po to by ryzykować i podejmować trudne decyzje. Często te wybory wychodzą na dobre, więc czemu nie mielibyśmy próbować?- zapytałem.
- Masz rację musimy zaryzykować.- powiedziała.
- W takim razie...- przybrałem udawaną, poważną minę.- Czy ty Nathalie Veronico Blues bierzesz za chłopaka tego oto Niall'a James'a Horan'a?- powiedziałem coś w stylu przysięgi ślubnej, co prawda zmieniłem to, ale wyszło zabawnie. Dziewczyna po cichu zachichotała.
- Tak.- powiedziała i przybrała podobną twarz do mojej.- A czy ty Niall'u James'ie Horan'ie bierzesz za dziewczynę tą oto Nthalie Veronicę Blues?- zapytała, a ja się zaśmiałem.
- Tak.- powiedziałem.
- Niniejszym ogłaszam was chłopakiem i dziewczyną. Możecie się pocałować.- powiedzieliśmy oboje w tym samym czasie i nasze usta złączyły się w delikatnym pocałunku.
- Teraz to już tego nie można nazwać ''cmokaniem''.- powiedziała dziewczyna i zaśmiała się.
- No raczej. Chodźmy spać, bo rano do szkoły nie wstaniemy.- odparłem.
- Dobrze. Dobranoc.- powiedziała i musnęła mój policzek.
- Dobranoc.- odrzekłem.
Dziewczyna się we mnie wtuliła, a ja objąłem ją ramieniem i razem zasnęliśmy w tej samej pozycji.
* Następnego dnia*
~ Kath ~
* Godz. 6.45 *
- Hazzuś wstawaj bo za 35 min musimy być na przystanku, bo się spóźnimy.- powiedziałam.
- Jeszcze pięć minutek... niech pani zawoła Kath... chciałbym ją przytulić.- mruczał przez sen.
- Oooo... to słodkie.- powiedziała Susanne, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Harry! Bo nie dostaniesz banana!- krzyknęłam.
- Ja chcę Kath... a nie banana...- nadal mruczał.
- Jak chcesz.- przybliżyłam się do jego ucha i powiedziałam.- Jeśli zaraz nie wstaniesz to zetnę ci loczki.- powiedziałam, a chłopak tak gwałtownie się poderwał, że poleciałam do tyłu, przez co wpadłam do śmietnika, a po chwili kosz się pode mną załamał i spadłam na tyłek.
- Auć.- westchnęłam, a Hazz wyciągnął rękę by pomóc mi wstać. Złapałam jego dłoń i podniosłam się. Zdziwił mnie ubiór Loczka, bo był na samych bokserkach.- Wiesz co... ubierz się.- powiedziałam do chłopaka, a ten poszedł do szafy założył szare rurki, biały t-shirt i teraz szukał swojego mundurka. Ja byłam ubrana w kwiecistą sukienkę, a na niej miałam szary sweterek, który był szkolnym ubraniem. Chłopcy mieli marynarki, t-shirty, kamizelki i same godła, a dziewczyny zamiast marynarek miały swetry. Harry znalazł tylko agrafkę z wizerunkiem szkoły, czyli wyżej wspomnianym godłem.
- O matko! Za 10 min musimy być na przystanku!- krzyknęła Megan.
Dziewczyny poszły, a ja nadal czekałam na chłopaka. Pomyślałam, że pójdę razem z Niallem i Nathy.
- Chodź idziemy.- powiedziałam do Loczka i poszliśmy do pokoju dziewczyny.
Blondynka wraz z chłopakiem wychodzili z pokoju z zamiarem opuszczenia budynku.
- Dzisiaj idziemy z wami.- oznajmiłam przyjaciółce.
Nath i Niall wymienili się ze sobą porozumiewawczo spojrzeniami. Zawsze wychodzili 5 min przed lekcjami i nigdy się nie spóźnili. Zastanawiałam się jak oni to robili.
- Dobra, ale nikomu ani słowa o naszej drodze do szkoły.- odpowiedzieli razem, jakby się telepatycznie umówili.
- Ok.- odparł Hazz.
Ruszyliśmy za nimi. Przemierzaliśmy jakiś labirynt zaułków pomiędzy domami i nagle znaleźliśmy się przed budynkiem szkoły.
- WoW. No tego to się nie spodziewałam.- mruknęłam do przyjaciółki.
- Znam z Niallem jeszcze dużo takich przejść.- uśmiechnęła się i ruszyła z chłopakiem po książki. Nath miała szafkę na dole, a Niall u góry. Wyglądało to tak że tak jakby na 3-4 otwierają szafki takim samym kodem wyjmują te same książki idą w tym samym kierunku i siedzą w tej samej ławce. Trochę to dziwne, bo Niall może zoaczyć co Nath ma w szafce, a blondynka może zobaczyć co chłopak ma w szafce. Cała nasza grupa czyli Tommo, DJM(DJ Malik), Daddy, ja, Loczek i te dwa blond głodomory jesteśmy w tej samej klasie. Doszliśmy z Harry'm do klasy i usiedliśmy przed Lou i Malikiem w przedostatniej ławce w środkowym rzędzie. Nath i Niall siedzieli zawsze w ostatniej ławce raz w rzędzie pod oknem, a raz pod ścianą nigdy w środkowym i nigdy w innej ławce. Tym razem byli pod oknem i gadali o czymś. Niestety nie mogłam usłyszeć o czym mówią, ale byli bardziej rozpromienieni niż zwykle. Zastanawiałam się co im jest.
- Masz zadanie domowe z matematyki?- z rozmyślań wyrwał mnie Harry.
- Tak, a co?- zapytałam.
- Chciałbym sprawdzić, czy mam dobrze.- odparł.
- Ok, masz.- dałam mu zeszyt. Cały czas czekaliśmy na panią.
- Dzięki, mam dobrze.- odpowiedział bananożerca i oddał mi moją własność.
Po chwili nauczycielka weszła do klasy. Wszyscy ucichli.
- Dzień dobry drodzy uczniowie.- zwróciła się do nas.
- Dzień Dobry.- cała klasa odpowiedziała chórem.
- Otwórzcie zeszyty na zadaniu domowym.- powiedziała pani.
Gdy otworzyłam ku mojemu zdziwieniu była tam mała karteczka. Było na niej napisane:
'' Dzisiaj w Starbucks Cafe od razu po szkole.
Twój Harry xoxo''Czytając kartkę mimowolnie się uśmiechnęłam. Schowałam ją do kieszeni sweterka.
- Dobrze, a po co?- zapytałam Harry'ego.
- No... wiesz to jest coś w stylu... randki.- odparł.
Uśmiechnęłam się do niego zalotnie i dałam pani zeszyt, by sprawdziła moją pracę domową.
* Po lekcjach *
~ Louis ~
* Godz. 13.42 *
Wracałem właśnie do domu i przechodziłem obok boiska szkolnego. Zauważyłem siedzących na trybunach Nath i Niall'a. Zastanawiałem się co będą robić. Nie widzieli mnie, a do tego założyłem okulary przeciwsłoneczne i czapkę, by mnie nie poznali. Nie działo się nic ciekawego, tylko rozmawiali. Zeszli z krzesełek i ruszyli na boisko. Nialler wziął piłkę do kosza i zaczęli grać mecz 2/2. Horan wygrał pierwszy mecz, ale za sprawą tego, że cały czas rozśmieszał Nathalie. Blondynka wygrała 3 partie pod rząd, więc pan ''wiecznie głodny'' poszedł po piłkę do nogi i rękawiczki dla bramkarza. Strzelali sobie karne. Blondynka o dziwo trafiła bardzo dużo razy, zastanawiałem się czy miała kiedyś kontakt z piłką. Teraz była zamiana ról dziewczyna poszła na bramkę, a chłopak miał strzelać. Nath nie obroniła zaledwie trzech strzałów Nialla. Ja przypatrywałem się wszystkiemu z zaciekawieniem. Dziwnie było oglądać dziewczynę ogrywającą chłopaka w nogę. Usiedli zmęczeni na trawiastej powierzchni i zaczęli ze sobą rozmawiać. Oboje się rozejrzeli, jakby chcieli sprawdzić, czy nie ma nikogo, kto mógłby ich zobaczyć. Po chwili ich twarze znacznie się do siebie zbliżały. Tę chwilę przerwał krzyk:
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!- rozpoznałem po głosie, że to Olivia.
Zdjąłem czapkę, okulary i pobiegłem do źródła pisku. Ku moim oczom ukazała się dziewczyna trzymana za dwóch kolesi w czarnych kombinezonach. Byłem już tak blisko, że walnąłem obu po kolei w twarz, ci polecieli na ziemię, a ja złapałem brunetkę i postawiłem na asfalcie.
- Dziękuję...- powiedziała cicho.
- Nic ci nie jest?- spytałem z zaniepokojeniem.
- Nie... raczej nie.- odparła i się lekko zarumieniła.
- Czemu ci kolesie cię trzymali?- nadal ją pytałem.
- Ch-chyba chcieli mnie...- zauważyłem że dziewczyna nie chce kończyć zdania, ale wiedziałem o co chodziło.
- Rozumiem... Może...- zawahałem się trochę.- Chciałabyś pójść ze mną na lody?- zapytałem nieco odważniej.
- Z miłą chęcią.- powiedziała dziewczyna i obdarowała mnie promiennym uśmiechem. Odwzajemniłem go i razem ruszyliśmy w stronę Starbucks Cafe.
~ Harry ~
Razem z Kath siedziałem przy stoliku w kawiarence i czekaliśmy na nasze zamówienie, które składało się z czekoladowej babeczki i kawy bezkofeinowej. Po chwili kelnerka podeszła z naszymi daniami. Wyglądało naprawdę smacznie.
- Dziękuję...- powiedziała cicho.
- Nic ci nie jest?- spytałem z zaniepokojeniem.
- Nie... raczej nie.- odparła i się lekko zarumieniła.
- Czemu ci kolesie cię trzymali?- nadal ją pytałem.
- Ch-chyba chcieli mnie...- zauważyłem że dziewczyna nie chce kończyć zdania, ale wiedziałem o co chodziło.
- Rozumiem... Może...- zawahałem się trochę.- Chciałabyś pójść ze mną na lody?- zapytałem nieco odważniej.
- Z miłą chęcią.- powiedziała dziewczyna i obdarowała mnie promiennym uśmiechem. Odwzajemniłem go i razem ruszyliśmy w stronę Starbucks Cafe.
~ Harry ~
Razem z Kath siedziałem przy stoliku w kawiarence i czekaliśmy na nasze zamówienie, które składało się z czekoladowej babeczki i kawy bezkofeinowej. Po chwili kelnerka podeszła z naszymi daniami. Wyglądało naprawdę smacznie.
- Masz rację. Ej... patrz.- ostatnie zdanie wypowiedziałem szeptem.
- Na co?- zapytała.
- Ciszej... na nich.- wskazałem na Tommo i Ol, którzy właśnie weszli razem do kawiarenki.
Zamówili lody i wyszli z pomieszczenia, by usiąść na ławce niedaleko naszego okna. Poczułem się obserwowany i odwróciłem twarz ku Kath. Moja dziewczyna o ile mogę ją tak nazwać wpatrywała się we mnie uważnie. Nie wiedziałem o co chodzi, więc postanowiłem zapytać.- Coś się stało? Jestem brudny na twarzy?- zacząłem.
- Jesteś cały ubabrany od czekolady i do tego masz kawowe wąsy.- zachichotała i wytarła moją twarz ścierką.
* Po powrocie do domu *
~ Kath ~
* Godz. 15.27 *
Siedziałam właśnie z Loczkiem w jego pokoju. O dziwo chłopaków nie było, bo Lou był gdzieś z Ol, DJM i Daddy też gdzieś wyszli, a głodomory siedziały u Nath.
- Ej mam pomysł! Może zagramy z państwem '' nie mamy umiaru w jedzeniu '' w butelkę.- zaproponował Harry.
- Dobry pomysł.- zgodziłam się na jego propozycję i poszliśmy do największego pokoju w domu dziecka, czyli do Nathy.
- Siema ludu!- wrzasnął Harry.
Blondynka się tak wystraszyła, że poleciała razem z krzesłem do tyłu i walnęła głową o szafę, z której szczytu zsunął się gruby album ze zdjęciami dziewczyny, która w ostatniej chwili zrobiła unik przed zderzeniem. Nialler od razu podbiegł do dziewczyny i pomógł jej wstać i pozbierać rzeczy, które kolejno spadały z najwyższej półki.
- Auaa... Moja głowa...- zaczęła jęczeć Nath.- Przepraszam...- wymamrotał wyraźnie zmieszany Hazza.
- Nie, nic się nie stało, tylko trochę boli.- tłumacząco mówiła Blondynka.
- Ale... ja naprawdę przepraszam, nie chciałem by tak wyszło.- Loczek spuścił wzrok na swoje buty.
- Mówię nic się nie stało. Dzięki, że pomogłeś Niall.- zwróciła się do Blondasa.
- To co robimy?- spytał chłopak.
- Mieliśmy zamiar grać z wami w butelkę.- odparł Loczek.
- Oczywiście jeśli chcecie.- dodałam po chwili.
Nath i Niall spojrzeli po sobie. Po czym ruszyli w przeciwną stronę. Lazurowooka wyciągnęła pustą szklaną butelkę, a Oceanicznooki wyjął serwetkę, która miała pomóc w kręceniu się szkła.
- Siadacie czy nie?- zapytał Blondyn.
A my tylko ruszyliśmy w ich stronę i posadziliśmy nasze cztery litery na ziemi robiąc coś na kształt kółka. Postanowiliśmy, że będziemy losować zadania z małego pudełeczka, w którym znajdowało się mnóstwo poskładanych karteczek. Pierwsze obroty butelką. Jak zwykle wypadło na mnie. Wylosowałam karteczkę, na której widniał napis:
'' Tańcz przez 30 sekund Macarenę ''
Zaczęłam się śmiać, a reszta na mnie dziwnie spojrzała.
- Mam przez 30 sekund tańczyć Macarenę.- wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
Po chwili Harry zaczął śpiewać piosenkę, a ja robiłam odpowiednie kroki do muzyki. Mój czas na występ się skończył więc odłożyłam karteczką na dno pudełka i zakręciłam butelką, wypadło na Nath. Dziewczyna po wylosowaniu i przeczytaniu karteczki miała dziwny wyraz twarzy, nic nie dało się z niej wyczytać.
- Co tam masz?- zapytał Nialler.
- Eeee... ja... tego nie zrobię... - mówiła zacinając się dziewczyna.
- Ale czego?- Blondyn spojrzał na kartkę, a na jego twarzy było widać zaciekawienie treścią losu i łobuzerski uśmiech.
- No bo...- nie widziała co powiedzieć.
- Biedna Nathy musi od teraz przez 15 minut być w samej bieliźnie, nie ważne co ma robić.- dokończył za nią Niall.
- Horanku obiecuję ci, że ciebie spotka jeszcze gorszy los.- powiedziała do Blondyna z szyderczym uśmiechem na twarzy, a jego obliczę zmieniło się w zasiane strachem i podejrzliwością.
Dziewczyna poszła do łazienki, ale wyszła z niej już bez ubrań, tylko w czarnej bieliźnie składającej się z pełnego czarnego stanika z koronkami u góry i bokserek do kompletu. Nieller i Loczek zagwizdali na widok Blondynki, jakby w życiu jej nie widzieli na gaciach. Nath zakręciła butelką. Wyglądała jakby czarowała butelkę tak by wypadła na Blondasa. Ku moim oczom szklane naczynie zatrzymało się właśnie na nim. Niall drżącą ręką sięgnął do pudełka po los. Czytając treść kartki na jego twarzy pojawiało się przerażenie.
- I co wylosowałeś?- zapytała łobuzersko uśmiechając się Niebieskooka.
Od strony chłopaka było tylko głuche milczenie, a sam wpatrywał się z niedowierzaniem w kartkę.
- No więc do końca dnia mam grać księcia, który poszukuje swej miłości i muszę całować każdą napotkaną dziewczynę/kobietę w rękę, a każdemu chłopakowi mówić jakieś staroświeckie słowa, że nigdy nie będzie zakochany itd. i do tego muszę się ubrać tak jak na gentelmana przystało.- powiedział chłopak.
Nath wybuchła bezgranicznym śmiechem i zaczęła się tarzać po podłodze. Dała Niall'owi przebranie księcia, które dostała kiedyś od babci, ale nie dość, że to było dopiero na osobę w tym wieku, to do tego dla chłopaka. Horan zaczął zdejmować a Blondynka na niego patrzała jak na śliczny obrazek. Wiedziałam, że pomiędzy nimi jest chemia, ale nie wiedziałam na jakim są poziomie. Zresztą nie mam się co przejmować, bo dziewczyna i tak mi niedługo powie. Kiedy Nieller był ubrany w strój księcia, który okazał się być idealny zakręcił butelką i wypadło na Hazzę. Wyjął z pudełka swój los.
- Mam zrobić 30 pompek. Nic trudnego.- powiedział i ustawił się w pozycji do zrobienia ćwiczenia.
- Pierwsza. - powiedziała Nath, gdy Harry raz ugiął łokcie. - Poprawnie. - powiedziała przy drugim razie. - Wykonana.- mówiła dalej. - Pompka. - myślałam że to już koniec. - Butelkowa. Teraz zostało ci jeszcze 29.- uśmiechnęła się, przynajmniej trochę utrudniła zadanie Loczkowi.
Gdy bananożerca wykonał swoje zadanie zakręcił butelką i gra się toczyła dalej.
~ Niall ~
* Godz. 18.39 *
Po grze w butelkę wybrałem się z Nathy na randkę. Postanowiłem, że pójdziemy w moje ulubione miejsce. Tylko ja je znam i nikt obcy tam nie bywa. Zakryłem dziewczynie oczy, a ona trzymała jedną ręką koszyk piknikowy, a drugą obejmowała mnie na wszelki wypadek, gdyby miała upaść.
Doszliśmy. Wziąłem dłonie z twarzy dziewczyny. Gdy zobaczyła miejsce, w którym się znajdowaliśmy była zachwycona. Bardzo trudno ją czymś zadziwić lub wystraszyć, a mi się udało.
- Niall... tu jest pięknie!- powiedziała.
- Dlatego przyprowadziłem tu równie piękną dziewczynę.- odparłem szarmancko, a dziewczyna się uśmiechnęła.
- Dobra, dobra już się nie podlizuj.- odrzekła.
- Ja się nie podlizuje, ja tylko mówię prawdę.- powiedziałem.
Rozłożyliśmy koc, talerzyki i jedzenie. Po posiłku przegotowanego przeze mnie czyli kanapki z serem, sałatą, szynka ogórkiem i jeszcze innymi rzeczami, postanowiliśmy wejść do łódki, którą kiedyś to przyniosłem.
~ Niall ~
* Godz. 18.39 *
Po grze w butelkę wybrałem się z Nathy na randkę. Postanowiłem, że pójdziemy w moje ulubione miejsce. Tylko ja je znam i nikt obcy tam nie bywa. Zakryłem dziewczynie oczy, a ona trzymała jedną ręką koszyk piknikowy, a drugą obejmowała mnie na wszelki wypadek, gdyby miała upaść.
Doszliśmy. Wziąłem dłonie z twarzy dziewczyny. Gdy zobaczyła miejsce, w którym się znajdowaliśmy była zachwycona. Bardzo trudno ją czymś zadziwić lub wystraszyć, a mi się udało.
- Niall... tu jest pięknie!- powiedziała.
- Dlatego przyprowadziłem tu równie piękną dziewczynę.- odparłem szarmancko, a dziewczyna się uśmiechnęła.
- Dobra, dobra już się nie podlizuj.- odrzekła.
- Ja się nie podlizuje, ja tylko mówię prawdę.- powiedziałem.
Rozłożyliśmy koc, talerzyki i jedzenie. Po posiłku przegotowanego przeze mnie czyli kanapki z serem, sałatą, szynka ogórkiem i jeszcze innymi rzeczami, postanowiliśmy wejść do łódki, którą kiedyś to przyniosłem.
Zrobiliśmy sobie parę zdjęć i pływaliśmy dalej. Dzięki gorącej atmosferze woda była ciepła, więc ochlapałem dziewczynę. Ona zachichotała i też na mnie chlapnęła. Podpłynęliśmy do brzegu. Kiedy już byliśmy na suchym lądzie zdjąłem spodnie, buty, koszulkę i wskoczyłem do jeziorka. Blondynka po chwili zrobiła to samo i dołączyła do mnie.
- Ciepła woda.- powiedziała Nath.
- Mhm.- mruknąłem do dziewczyny z lekką chrypką w głosie.
- Uroczo tu, tak nastrojowo.- rzekła i podpłynęła bliżej mnie.
- To prawda.- przyznałem jej rację.
- A co tam jest?- zapytała i wskazała.
- To... jest nieskończony domek na drzewie. Pamiętasz jak kiedyś czasami znikałem i nie było po mnie śladu?- spytałem, a dziewczyna skinęła głową.- Zawsze przychodziłem tutaj, albo jak chodziłaś z Adrianem i on przychodził do ciebie, to ja przebywałem tutaj i cały czas bolało mnie to, że wolałaś iść na bal szóstoklasisty z nim, a nie ze mną.
- Przepraszam Niall, ja nie wiedziałam, że chciałeś iść ze mną na ten bal, gdybyś mnie zaprosił, to wybrałabym ciebie, a nie tego nadętego, nic nie wartego, narcyzowatego idiotę.
- Heh, moja pierwsza myśl gdy go zobaczyłem brzmiała tak samo.- powiedziałem, a dziewczyna zaśmiała się melodyjnie.
- Chodźmy do ''twojej kwatery''.- poruszyła palcami na znak cudzysłowu.
Wyszliśmy z wody i się ubraliśmy. Zobaczyłem, że dziewczyna zadygotała, więc oddałem jej moją bluzę.
- Nie Niall weź ją, bo tobie będzie zimno.- powiedziała z zatroskaną miną.
- O mnie się nie martw, przeżyję, a teraz zakładaj ją bo się przeziębisz.- odparłem, a dziewczyna ubrała na siebie bluzę.
~ Nath ~
Gdy założyłam jego bluzę poczułam woń jego delikatnych perfum. Pachniały naprawdę bosko. Weszliśmy przez drabinkę. Wpadłam na pewien pomysł.
- Ej wiesz co... może dokończymy ten domek.- zaproponowałam.
- Ok, tam jest plan jak ma wyglądać. Pewnie i tak nie wyjdzie tak jak chcę, ale na pewno będzie genialny.- odparł Horan.
Podeszłam do kartki, na której widniał rysunek domu wyglądał naprawdę pięknie, nawet nie wiedziałam, że Niall potrafi tak rysować. Obok znajdowały się techniczne rysunki. Widać było, że chłopak się napracował. Zauważyłam, że kilka metrów od domku leży gigantyczny czarny wór, który coś zakrywa. Zeskoczyłam i poszłam zbadać, co znajduje się pod folią. Były tam narzędzia, odmierzone deski i różne meble takie jak lekkie drewniane łóżka czy szafki. Były nawet 3 agregaty do prądu. Nagle spostrzegłam, że wszystko nie leży tak po prostu na ziemi tylko na panelach w szopce. Weszłam w jej głąb. Ujrzałam dość duże pudełko. Już miałam je otworzyć, kiedy Niall zaczął mnie wołać.
- Nathy! Gdzie jesteś?- krzyknął.
- Już idę.- odparłam i poszłam do chłopaka.
W moim umyśle nadal siedziała myśl o niezidentyfikowanym pudełku. Cały czas zastanawiałam się co ono może kryć. Czy są to rzeczy osobiste, czy coś na czym moja ciekawość by się zawiodła.
- Jestem.- rzekłam do Horana.
- Gdzie byłaś?- zapytał.
- Zobaczyć co jest pod czarnym workiem.- odparłam.
- Zaglądałaś do pudełka?- spytał zaciekawiony chłopak.
- Nie, bo zacząłeś mnie wołać. Poza tym wahałam się czy je otworzyć, bo w końcu to twoja sprawa co w nim jest, a ja wcale nie muszę wiedzieć.-powiedziałam.
- Czekaj, zaraz wracam.- rzekł i na chwilę zniknął. Wrócił z pudełkiem.
- Chcesz mi pokazać co w nim jest?- zapytałam.
- No jasne. Poza tym przed tobą i tak nie mam tajemnic.- powiedział i zdjął wieczko.
Było tam bardzo dużo papierów. Wyjął wszystkie kartki na środek podłogi, która była bardzo dużą częścią domku, pudełko położył obok i zamknął. W środku było jeszcze dużo rzeczy, ale najpierw chciałam zobaczyć co to za papiery. Większość kartek, to były teksty piosenek. Reszta, to zapisane nie wiadomo czym śmieci. Czytałam piosenki bardzo uważnie analizując każde słowo. Były o nieudanej miłości, pękniętym sercu, a mimo wszystko były piękne.
- Niall co jeszcze jest w pudełku?- zapytałam chłopaka, gdy przestudiowałam już wszystkie teksty.
- Sama zobacz.- powiedział i podsunął mi karton.
Powoli zsunęłam wieczko. Ku moim oczom ukazały się w ślicznych ramkach moje i Horana zdjęcia, na przykład gdy byliśmy w wesołym miasteczku lub gdy spływaliśmy kajakiem. Na same wspomnienia mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Co chcesz zrobić z tymi zdjęciami?- zapytałam chłopaka.
- Chciałem nimi obwiesić ściany domku gdy już będzie skończony.- odparł chłopak z rozmarzeniem.
Przyglądałam się zdjęciom gdy nagle w opakowaniu ujrzałam coś jeszcze. Było idealnie dopasowane długością i szerokością do pudełka. Odwróciłam karton do góry nogami. Niezidentyfikowany obiekt lekko i powoli się zsuwał pod wpływem potrząsań. Wypadło. Było to coś w stylu dziennika. Otworzyłam go. Na pierwszej stronie ładnym kaligraficznym pismem widniał napis:
Własność: Niall Horan
W razie zguby proszę zadzwonić pod numer: 660 307 912 lub oddać pod właściwy adres: Wall Street 37/42 dom dziecka ''Baby Laugh'', albo oddać do biura rzeczy znalezionych w szkole publicznej West Public Beverly High.
- Kto to pisał?- zapytałam.
- Ja...- odpowiedział.
- Śliczne pismo.- zachichotałam.
- Dzi-Dzięki...- powiedział lekko zażenowany.
- Co ci?- zapytałam.
- N-Nie nic.- odparł.
- Przecież widzę. Niall mi możesz powiedzieć wszystko.- rzekłam do chłopaka.
- No... no bo ja zachowuje... się... jak baba.- powiedział i posmutniał.
- Dlaczego?- zapytałam.
- Bo... ten... piszę pamiętniki...i-i-i...farbuję włosy n-no i przy smutnych momentach filmu płaczę i-i jeszcze dużo innych rzeczy, które ukazują to, że zachowuje się jak dziewczyna!- podniósł głos.
- Niall spokojnie, nie musisz krzyczeć. Policz lepiej ile rzeczy jest w tobie męskich, a jak nie umiesz to ci pomogę.- powiedziałam.
- No dobrze, to ty zacznij.- odparł.
- Raz: Masz seksowny męski głos z lekką chrypką.- zaczęłam wyliczać na palcach.- Dwa: Jesteś umięśniony. Trzy: Wolisz Hot Wheels'y, a nie lalki Barbie. Cztery: O ile się nie mylę, to masz męskiego członka. I jeszcze dużo innych rzeczy.
- Serio uważasz, że mam seksowny głos i jestem umięśniony?- spytał, a ja zachichotałam.
- No raczej, że tak.- powiedziałam i musnęłam jego wargi.
- Umiesz sprawić, by chłopak był szczęśliwy.- powiedział tym nieziemsko seksowym głosem z niesamowicie dopasowującą się do niego chrypką.
Nie wiem dlaczego, ale dopiero niedawno zaczęłam zauważać jego wszystkie atuty. Zabraliśmy się do budowania domku.
* Następnego Dnia*
~ Louis ~
Usiadłem w przedostatniej ławce pod oknem. Za mną siedziały blond głodomory. Po chwili dosiadła się do mnie Ol. Bardzo się ostatnio ze sobą zaprzyjaźniliśmy.
- Hej.- zaczęła.
- No hej, co słychać?- zapytałem.
- Twój głos.- zachichotała.- Jest dobrze. I jeszcze jedno. Dziękuję Lou, że wczoraj wybawiłeś mnie z opresji.- dokończyła swoją wypowiedź.
- Nie ma za co. To nic takiego.- odparłem.
- Dla mnie to dużo znaczy. Wiem co oni by ze mną zrobili, gdyby nie ty. Bardzo ci za to dziękuję.- powiedziała.
- Każdy na moim miejscu by tak postąpił.- odrzekłem.
- Ale nie każdy zabrałby mnie potem na lody. W ramach podziękowań zapraszam cię na wycieczkę jachtem mojego taty.- powiedziała dziewczyna.
- Dobra.- zgodziłem się na propozycję brunetki.
Nie mam się co dziwić jej tata jest milionerem. Ol może dostać wszystko co chce, a mimo to chodzi do publicznej szkoły, zadaje się z najbiedniejszymi osobami i wygląda bardzo przeciętnie jak a bogaczkę.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Więc jest czwórka. Piszcie jak mają się dalej potoczyć losy głównych bohaterów. Piątka będzie przeznaczona bardziej Zayn'owi i Liam'owi.
CZYTASZ - KOMENTUJESZ
3 KOM. = NEXT









DAAAAAAALEJ!!!
ReplyDeletePISZ DALEJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!
ReplyDelete